Mohammad Hassan, który rozmawiał z agencją Reutera, tłumaczył, że w mieście na krótko przywrócono dostawy
elektryczności i łączność, dzięki czemu udało się sporządzić bilans ofiar. Nieco później Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że
siły prezydenta Baszara el-Asada, przeciwko
któremu od marca trwa rewolta, zabiły co najmniej 20 cywilów w
następstwie szturmu na domy trzech nieuzbrojonych rodzin mieszkających w Hims.
Obrońcy praw człowieka relacjonują, że od
świtu bombardowanie miasta nasiliło się, a siły Asada prowadzą również
ostrzał rakietowy i moździerzowy. Ich zdaniem wojsko przygotowuje się do zajęcia miasta. W nocy z 3 na 4 lutego Hims było areną najgorszej masakry ludności cywilnej od
początku powstania przeciwko Asadowi w marcu 2011 roku. Żołnierze zabili - według
różnych źródeł - od 150 do 260
osób.
REKLAMA
Władze syryjskie mówiąc o sytuacji w Hims twierdzą, że armia walczy z "terrorystami",
którzy chcą podzielić kraj. Rząd oskarża zbuntowaną ludność i
wspierających ją żołnierzy, którzy obrócili
broń przeciwko reżimowi, że posiadają wielki arsenał, w tym granaty
izraelskiej produkcji, artylerię przeciwlotniczą i broń automatyczną.
W marcu 2011 roku, na fali wydarzeń arabskiej wiosny, rozpoczęły się w Syrii
antyrządowe demonstracje, które przerodziły się w opór zbrojny przeciwko reżimowi Asada. Według
ONZ
tłumienie tych wystąpień przez siły rządowe pociągnęło za sobą śmierć co
najmniej 6 tys. ludzi.
PAP, arb