Komorowski, otwierając spotkanie w Pałacu Prezydenckim, oświadczył, że "stoimy w obliczu zbliżającego się
nieuchronnie momentu, kiedy trzeba będzie podejmować decyzje, co do przyszłości systemu emerytalnego w Polsce". Prezydent dodał, że jest to okazja do bardzo ostrych polemik. - Ale
warto chyba spróbować uczynić z tego obszaru, tak ważnego dla polskich
obywateli, pole, w którym szukamy porozumienia albo szukamy przynajmniej
minimum wspólnego poglądu na
istotne sprawy, ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa emerytalnego
Polaków - zaznaczył prezydent. Komorowski ocenił też, że stoimy "w obliczu procesów w niewielkim stopniu od
nas zależnych", takich jak m.in. starzenie się społeczeństwa i fakt, że rodzi się coraz mniej dzieci.
REKLAMA
Demografia - wyzwanie dla wszystkich
- Zmiana struktury demograficznej stawia wyzwania przed całą sceną
polityczną w zakresie polityki społecznej - ocenił
prezydent. Komorowski wyraził przy tym
nadzieję, że przedstawiciele partii przedstawią mu dobre pomysły
związane z przyszłością systemu emerytalnego. Komorowski zwrócił uwagę, że o ile w 2010
roku na jedną osobę w wieku emerytalnym przypadały cztery osoby w wieku
produkcyjnym, to w 2020 roku będą
to już tylko trzy osoby, a w 2035 roku - zaledwie dwie. - To są proporcje, z których bardzo wiele wynika dla wszystkich obszarów życia społecznego i gospodarczego w Polsce.
Szczególnie wiele musi wynikać w systemie emerytalnym - zaznaczył.
Ani słowa o projekcie rządowym?
Komorowski wyraził oczekiwanie, że spotkanie z szefami klubów parlamentarnych w sprawie
przyszłości systemu emerytalnego nie będzie
poświęcone ocenie "jeszcze nieistniejącego projektu rządowego", tylko
przedstawieniu przez partie polityczne własnych pomysłów i dobrych
projektów, które - jak mówił prezydent -
odpowiadałyby na to nieuchronnie czekające nas "wyzwanie wynikające z
nadchodzących zmian demograficznych". Prezydent podkreślił także, że "nie może uciekać z pola
widzenia" fakt, iż duża część przyszłych emerytów, w tym nawet ok. 40
proc. kobiet, może otrzymywać świadczenia, które "po prostu nie pozwolą
na utrzymanie".
W spotkaniu z prezydentem uczestniczą m.in. szefowie klubów: PO - Rafał Grupiński;
Ruchu Palikota - Janusz
Palikot; PSL - Jan Bury; SLD - Leszek Miller; Solidarnej Polski -
Arkadiusz Mularczyk. Klub PiS reprezentuje posłanka Józefa Hrynkiewicz. W rozmowie biorą udział także:
małżonka prezydenta Anna Komorowska, minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz oraz ministrowie z Kancelarii Prezydenta.
Rząd chce - zgodnie z zapowiedziami premiera Donalda Tuska - stopniowo zrównywać i podwyższać wiek emerytalny kobiet i
mężczyzn od 2013 roku, docelowo do 67 roku życia. Poziom 67 lat w
przypadku mężczyzn osiągnięty ma zostać w roku 2020, a dla kobiet w 2040 roku. Szef rządu zapewniał, że
projekt nie będzie zawierał rozwiązań proponowanych przez koalicyjne
PSL. Ludowcy proponowali, by wraz z wydłużeniem wieku emerytalnego
kobiet umożliwić matkom przechodzenie na
wcześniejszą emeryturę - po urodzeniu każdego kolejnego dziecka czas
pracy byłby skracany o trzy lata. Zgodnie z planem PSL wcześniejsza emerytura dla kobiet, które wychowały
dzieci, byłaby prawem, nie przymusem.
Na podniesienie i zrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67 roku życia nie zgadzają się zarówno PiS i Solidarna Polska, jak i
SLD. Lider Sojuszu Leszek Miller będzie chciał przekonać prezydenta do
poparcia pomysłu, by przejście na emeryturę zależało od stażu pracy. Sojusz proponuje ponadto
ogólnopolskie referendum w sprawie zmian emerytalnych. Z kolei według Ruchu Palikota podwyższanie wieku emerytalnego jest koniecznością, ale propozycja PO jest - w
obecnej formie - trudna do przyjęcia, bo nie chroni osób, które nie mogą pracować do 67 roku życia.
PAP, arb