Zimowe liczenie odbywa się co roku. Zbierane informacje służą do oceny czy zwierząt przybywa, czy ubywa, w jakiej są kondycji. W tym roku nad Biebrzą zwierzęta będą liczone w środę i czwartek na
obszarze około tysiąca hektarów w Biebrzańskim Parku Narodowym oraz na
obszarze ponad 1,2 tys. hektarów w nadleśnictwie Rajgród. W połowie
lutego liczenie planowane jest jeszcze w nadleśnictwie Knyszyn - wynika z
informacji Biebrzańskiego Parku Narodowego i Regionalnej Dyrekcji Lasów
Państwowych w Białymstoku. - Zwierzęta liczone są metodą pędzeń - powiedział wicedyrektor
Biebrzańskiego Parku Narodowego Andrzej Grygoruk. Liczący przez wiele
godzin będą maszerować po lesie. Wędrują w określony sposób.
Obserwatorzy są rozstawieni w odpowiednich odległościach. Idą z trzech
stron, z czwartej idzie nagonka. Nie chodzi jednak o zbytnie płoszenie
zwierząt. Każdy z obserwatorów ma specjalną kartę inwentaryzacyjną, do
której musi wpisać jakie gatunki zwierząt widział, ile ich było.
REKLAMA
Obserwatorzy ocenią wiek i kondycję zwierząt
Zgodnie z zasadami, obserwator spisuje zwierzęta, które widzi ze
swojej prawej strony. Cenne są też inne dodatkowe informacje, np. płeć
widzianego zwierzęcia czy jego wiek. Obserwatorzy patrzą też, w jakiej
kondycji fizycznej są zwierzęta. Liczone są głównie łosie, sarny,
jelenie, ssaki drapieżne. - Czasem u nas może trafić się nawet ryś -
powiedział Grygoruk. Zebrane dane odnosi się potem do całej powierzchni parku i
nadleśnictw i porównuje z danymi z poprzednich lat, by podać dane
szacunkowe populacji poszczególnych gatunków. W Biebrzańskim Parku Narodowym zwierzęta są liczone na terenie
dolnego i środkowego basenu Biebrzy, na granicy z nadleśnictwem Rajgród.
Jak powiedział rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w
Białymstoku Jarosław Krawczyk, w liczeniu ze strony leśników bierze
udział około 90 osób. Na 8 lutego zaplanowano 4 pędzenia zwierząt na
łącznym obszarze ponad 700 hektarów. 9 lutego liczenie będzie
prowadzone w leśnictwach Bełda i Przejma na terenie ponad 500 hektarów.
Liczenie przyczyni się do zniesienia zakazu strzelania do łosi?
W poprzednich latach, zwłaszcza w 2010 r., liczenie łosi było
podstawą do szerszych badań naukowych nad łosiami, które prowadził nad
Biebrzą zespół naukowców pod kierunkiem prof. Mirosława Ratkiewicza z
Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku. Wyniki tych badań
jesienią 2011 r. przedłożył ministrowi środowiska. Dokument jest w
trakcie konsultacji. Badania mają pomóc w przyjęciu "strategii gospodarowania populacją
łosia w Polsce". Ma to być odpowiedź na coraz głośniejsze postulaty
leśników czy właścicieli lasów prywatnych, by znieść wprowadzone w 2001
roku moratorium, czyli czasowy zakaz strzelania do łosi, które
wyrządzają spore szkody. Formalnie łoś nie ma statusu zwierzęcia
będącego pod ochroną.
Łosie niszczą uprawy bo w parku brakuje im pożywienia?
W styczniu naukowcy z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku
oraz Instytutu Badania Ssaków PAN w Białowieży rozpoczęli nad Biebrzą
nowe badania, w trakcie których chcą poznać zasięg wędrówek i dietę
łosi. Przez 2 lata będą monitorować 20 łosi wyposażonych w obroże
telemetryczne. Efekty badań będą mogły być wykorzystane do rozwiązywania
problemów dotyczących szkód powodowanych przez łosie w uprawach
leśnych, ale także do skuteczniejszej ochrony tych zwierząt, np. przez
poszerzanie im bazy pokarmowej. Są głosy, że łosie niszczą uprawy leśne
na terenie nadleśnictw, bo w Biebrzańskim Parku Narodowym brakuje im
pożywienia. Biebrzański Park Narodowy jest największym polskim parkiem narodowym.
Park jest ostroją łosia. Ocenia się, że na terenie parku żyje około 700
łosi, drugie tyle w sąsiedniej Puszczy Augustowskiej. Z badań prof.
Ratkiewicza wynika, że w całej Polsce żyje około 7,5 tys. łosi, głównie
we wschodniej Polsce.
ja, PAP