Wolha Bandarenka poinformowała o tym po wizycie w
kolonii. Dzień wcześniej odbyło się tam posiedzenie komisji, która
rozpatrywała prośbę Bandarenki o ułaskawienie. - Dyrektor kolonii
powiedział, że nie złoży wniosku o zwolnienie Źmiciera na podstawie
prośby o ułaskawienie. Nie wyjaśnił, z czym to jest związane -
zaznaczyła. Źmicier Bandarenka, koordynator kampanii "Europejska Białoruś",
odbywa wyrok dwóch lat kolonii karnej za udział w protestach po wyborach
prezydenckich 2010 r.
REKLAMA
Władze koloni karnej torturują Bandarenkę?
30 stycznia Bandarence, który latem przeszedł operację
kręgosłupa, zaostrzono warunki odbywania kary. Odebrano mu m.in. laskę,
zakazano leżenia w ciągu dnia i noszenia ortopedycznego obuwia. Jego
żona uznała to za tortury. 4 lutego opozycjonista powiedział jej przez
telefon, że podpisał prośbę o ułaskawienie. Zaraz potem zwrócono mu
laskę i obuwie ortopedyczne. Już po wystosowaniu prośby o ułaskawienie Bandarenka wysłał żonie dwa
listy. W jednym z nich pisze: "Teraz może być wszystko, i w jedną, i w
drugą stronę, chociaż najprawdopodobniej stanie się trudniej. Ale teraz
już nie mogą kręcić". Jak podkreśla jego żona, mąż nie może pisać wprost
i stąd niejasne momentami sformułowania.
Współpracował z opozycją, skazali go na kolonię karną
Bandarenka został skazany pod koniec kwietnia 2011 r. Podczas wyborów
2010 r. był współpracownikiem jednego z opozycyjnych kandydatów na
prezydenta Andreja Sannikaua, który również został skazany na kolonię
karną. Jeszcze przed skierowaniem na odbywanie wyroku Bandarenka znalazł
się w szpitalu więziennym z powodu poważnych problemów z kręgosłupem.
ja, PAP