Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
    
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Przekąski, zakąski, czyli tapas bar po polsku
1964Autor
AWR Wprost

Przekąski, zakąski, czyli tapas bar po polsku

Nie wszyscy wiedzą, że nasze coraz modniejsze zakąskowe szaleństwo ma swój początek w świątecznych stołach pełnych radości i uroczystych kolorów. Zakąski podawane przed wystawnymi kolacjami nie tylko znakomicie rozbudzały apetyt, ale przy okazji pozwalały bezkarnie wypić dobrze zmrożoną wódeczkę lub nalewkę. Cała przedwojenna Warszawa przed wystawnymi rautami chadzała na śledzika i wódeczkę. To było szalenie eleganckie i choć odbywało się w zupełnie nieeleganckich lokalach, to w jakiś sposób obecność w takim wydarzeniu przydawała splendoru stałym bywalcom warszawskich salonów. Szkoda, że tłumnie odwiedzane Przekąski, Zakąski na Krakowskim Przedmieściu czy równie popularna Meta na Foksal wolą się odwoływać do siermiężnych lat 70. niż do klasy i elegancji warszawskiego międzywojnia. A również wtedy wśród przekąsek królowały nóżki i tatarek. Rozbudzały apetyt na dalszą część wieczoru, rozpalały marzenia o przyjemnościach. Swoją niefrasobliwością zapewniały cudowną nieformalność i choć były raczej wynikiem zbytku niż skromności, to hołubiły jedzenie szybkie i nieskomplikowane.
Skocz do tekstu
REKLAMA

Otoczenie przedwojennych przekąsek przesiąknięte było burżuazją, a uczestniczenie w takich spotkaniach towarzyskich przy zmrożonym kieliszku uchodziło za szczyt dobrego tonu. Przy kontuarze stawali obok siebie bogaci handlarze i bohema. Z uśmiechem wchłaniano na szybko smakowite, choć niewielkie porcje drobiazgów, rozmawiając, plotkując, czasem się kłócąc. Wschodnia tradycja również i nam dała swoje słynne „zakuski", podawane w sposób nienachalny, przyzwalający na nieformalne zachowanie kelnera, na pewną lekkość bytu i na to, że można niezobowiązująco wpaść na jednej nóżce, coś przekąsić i w nieskrępowany sposób rozpocząć kolejny uroczy wieczór. Tak zaczęły się współczesne polskie Przekąski, tak chciałyby trwać dzisiaj, ale wciąż brakuje im lekkości i niewymuszenia znanego Europie, choćby z hiszpańskich tapas barów. Co ciekawe, hiszpańskie tapas mają inną genezę niż polskie przekąski. Zrodziły się w Kraju Basków, powstały z nędzy. Słowo „tapas” pochodzi od czasownika „tapar”, czyli przykrywać. Współczesne hiszpańskie tapas mają swój początek w portach, w których sardynką przykrywało się kawałek nie najświeższego chleba, żeby mieć cokolwiek do jedzenia. Po wielu latach tapas przerodziły się jednak w coś niesamowicie wyrafinowanego, i to nie tylko w Hiszpanii, ale w całej Europie. Tapas spożywa się inaczej niż polskie przekąski z zakąskami. Po pierwsze, nie ma kelnera. Za barem stoi barman, a tapas są po prostu wystawione przed gośćmi. Nie trzeba ich zamawiać, nie są pochowane. Są przyrządzane w miarę potrzeb i dokładane od razu, gdy zaczynają znikać. Wszystko dzieje się na naszych oczach, tapas przyrządzane są na świeżo i stawiane przed nami z nieodłącznym szerokim uśmiechem. Bierze się je samemu i pochłania w dowolnej ilości. Tyle, na ile ma się ochotę. Sytuacja przypomina nam z początku trochę imieniny u ciotki, która cieszyła się tym bardziej, im szybciej znikały kanapki, ale szybko zaczynamy rozumieć znaczenie rosnącej w astronomicznym tempie liczby wykałaczek na naszych talerzykach.

Podziel się













z dnia: 2014-08-30

Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności