1 lutego Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie
podtrzymał decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie z grudnia 2011 r. o
zwrocie prokuraturze aktu oskarżenia wobec byłego ministra skarbu w rządzie
AWS, oskarżonego o nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU w 1999 r.
REKLAMA
Powodem decyzji SO były "istotne braki formalne" aktu oskarżenia. W
kilkuset tomach sprawy są dokumenty, które się powtarzają; wiele
dokumentów w obcym języku nie jest przetłumaczonych; nie mają one
adnotacji, że to "uwierzytelnione kopie". Są też dokumenty nieczytelne,
nieodnoszące się do zarzutów oraz nie wiadomo czyje billingi. SO pytał
też prokuraturę, czy nie widzi przeszkody dla prowadzenia postępowania
karnego, gdyż za ten sam czyn Wąsacz odpowiada przed Trybunałem Stanu.
Zdaniem SO, sąd powszechny nie jest właściwy do rozpoznania sprawy, a
śledczy powinni rozważyć np. zawieszenie postępowania do
rozstrzygnięcia sprawy w TS.
"Dwie sprawy o to samo to nękanie człowieka"
W zażaleniu do SA prokuratura pisała, że jeśli sąd uznaje, iż jest
negatywna przesłanka dla dalszego procesu, to jest on władny
"samodzielnie podjąć decyzję". Zdaniem prokuratury, w aktach są
tłumaczenia wszystkich dokumentów, choć nie tuż przy oryginałach. Wąsacz mówił w SA, że prowadzenie dwóch spraw o ten sam czyn, to
"nękanie człowieka". Dodał, że kilkadziesiąt tysięcy stron materiału
dowodowego utrudniłoby mu skuteczną obronę.
700 tomów, materiał zachwaszczony
SA uznał, że materiał zgromadzony przez prokuraturę w 700 tomach akt
ma "rażące braki" i został "zachwaszczony". SA wymienił m.in.
nieprzetłumaczenie na jęz. polski 11,7 tys. stron akt; brak poświadczeń
za zgodność kilkuset dokumentów i brak analizy 1800 stron billingów. - Prokurator ma zdecydować, czy te wszystkie materiały w ogóle są
przydatne; a może to są śmieci, które trzeba wyrzucić z akt sprawy? -
mówił sędzia Jerzy Leder. Dodał, że prokuratura powinna ograniczyć
materiał do 20-30 tomów.
SA nie zajął merytorycznego stanowiska w kwestii dopuszczalności
jednoczesnego sądzenia Wąsacza przed sądem powszechnym i przed TS.
Sędzia podkreślił, że "skoro SO nie umorzył sprawy, to SA jest w tej
kwestii zwolniony od decyzji".
Rzecznik gdańskiej prokuratury Krzysztof Trynka mówił, że w aktach
są tłumaczenia wszystkich obcojęzycznych dokumentów, tyle że
umieszczone w takim porządku, w jakim wpływały do prokuratury. - Przy
każdym dokumencie obcojęzycznym wskazano numery stron, na których
znalazło się tłumaczenie - wyjaśniał. Dodał, że załączone do akt kopie
dokumentów dostarczone śledczym przez różne instytucje zostały
poświadczone za zgodność z oryginałami: część instytucji nie
uwierzytelniała jednak każdej z kopii z osobna, a dołączała do całych
zestawów kopii pisma przewodnie z uwierzytelnieniem.
Seremet: z orzeczeniem sądu nie należy się spierać
W reakcji na krytykę prasową działań prokuratury, Seremet w
zamieszczonym na stronie internetowej PG oświadczeniu napisał, że SA
podzielił częściowo argumenty zażalenia prokuratury na decyzję SO.
"Wykaz dokumentów wymagających przetłumaczenia okazał się o wiele
krótszy niż ten, który sporządził SO" - dodał Seremet. Podkreślił, że w
obecnym stanie prawnym prokuratura nie ma możliwości wyboru zebranych w
śledztwie dokumentów, które ma przekazać sądowi - możliwość taką
przewiduje dopiero projekt nowelizacji kodeksu postępowania karnego.
"Z prawomocnym orzeczeniem sądu nie należy się spierać. Dlatego
prokurator w tej sprawie uzupełni postępowanie. Ja ze swej strony
zażądam przeprowadzenia postępowania służbowego w celu wyjaśnienia
powodów powstania uchybień, których istnienie potwierdził SA" -
zapowiedział Seremet.
Wybierał się w Himalaje
Według aktu oskarżenia nadzorując w 1999 r. prywatyzację PZU, Wąsacz
akceptował działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez
Eureko oraz BIG Bank Gdański, co miało przynieść szkodę interesowi
publicznemu. Zdaniem śledczych, Wąsacz m.in. nie podjął działań, które
dawałyby możliwość uzyskania wyższej ceny za sprzedawane akcje PZU i
doprowadził do wyboru oferty, która "nie była najkorzystniejsza i która
nie spełniała najpełniej celów i oczekiwań Skarbu Państwa oraz potrzeb
PZU".
W 2006 r. policja na zlecenie prokuratury zatrzymała Wąsacza, bo
miała informacje o jego możliwej ucieczce za granicę, gdyż wcześniej
kupił walizki (wybierał się w Himalaje). Sąd nie zgodził się na jego
aresztowanie, a zatrzymanie uznał za bezzasadne.
Wąsacz przed Trybunałem
W lipcu 2005 r. Sejm IV kadencji przyjął uchwałę o pociągnięciu
Wąsacza do odpowiedzialności przed TS za domniemane nieprawidłowości
przy prywatyzacji PZU, TP SA i Domów Towarowych "Centrum". Komisja
uznała, że sprzedaż pakietu akcji PZU Eureko w 1999 r. doprowadziła do
problemów, w tym - rozpraw przed międzynarodowym trybunałem
arbitrażowym. Uznano też, że wycena DT Centrum była zaniżona. W
przypadku prywatyzacji TP SA Wąsacz miał niekorzystnie wybrać firmę
doradczą, co doprowadziło do ok. 25 mln zł strat.
Podczas pierwszej rozprawy w 2006 r. TS uznał, że dokumenty Sejmu
nie spełniały warunków prawnych aktu oskarżenia. Jednak w 2007 r.
sprawa wróciła do TS. Wobec wygaśnięcia kadencji Sejmu proces Wąsacza
formalnie się nie zaczął. W połowie lutego Sejm ma powołać posła PO
Jerzego Kozdronia na oskarżyciela sejmowego w sprawie Wąsacza. W obu sprawach nie przyznaje się on do winy (w sprawie karnej grozi
mu do 10 lat więzienia) i mówi o ich politycznym tle - co powtórzył po
decyzji SA.
zew, PAP