W październiku 2009 Józef Głuchowski, emerytowany inżynier
budownictwa, powstaniec warszawski, spędził ponad godzinę w oddziałach
banków PKO BP i PKO SA mających siedzibę w „Błękitnym Wieżowcu" w
Warszawie. Gdy schorowany mężczyzna, m. in. po resekcji żołądka,
poprosił o udostępnienie toalety, odmówiono mu, uzasadniając, że
publicznej toalety w banku nie ma, a z pracowniczej nie może skorzystać.
Odesłano go do toalety w restauracji albo na pobliskiej stacji metra.
REKLAMA
Precedensowy proces, w którym Głuchowski zażądał przeprosin i 15 tys.
zł zadośćuczynienia za straty moralne, ruszył w listopadzie ubiegłego
roku. We wtorek przed Sądem Okręgowym w Warszawie Głuchowski oraz PKO BP
rozwiązały spór polubownie. Bank wypłaci 7,5 tys. zł zadośćuczynienia,
przeprosi powoda za naruszenie jego godności i za niestosowny list,
wysłany do niego w imieniu banku przez jednego z pracowników, pokryje
też połowę kosztów sądowych. Ugoda dotyczy też udostępnienia toalety
klientom oddziału PKO BP „Błękitnym Wieżowcu".
Drugi pozwany bank - PKO SA - od którego Głuchowski także żąda 7,5
tys. zł, chce oddalenia pozwu. Jego pełnomocnik przekonywał we wtorek,
że nie ma dowodów jednoznacznie wskazujących, że do incydentu doszło w
oddziale tego banku w tym samym budynku. Argumentował też, że
przytaczane przez stronę powodową przepisy zobowiązujące do udostępniana
toalet klientom nie odnoszą się do „Błękitnego Wieżowca", zbudowanego
zanim przywoływany przepis zaczął obowiązywać.
Zeznająca jako świadek córka Głuchowskiego powiedziała we wtorek, że
po incydencie w bankach ojciec był przybity, czuł się upokorzony. Jak
mówiła, dotknęło go, że choć długo przebywał przy okienkach, pracownicy
potraktowali go jakby nie był klientem; jeden sugerował, że jest
bezdomnym, który chce skorzystać z łazienki. Kiedy wreszcie udostępniono mu sanitariat, okazało się, że nie ma w
nim światła; jak mówiła, ojciec musiałby skorzystać z toalety po omacku
lub przy otwartych drzwiach. Według córki po tym wydarzeniu ojciec
zaczął mieć kłopoty ze snem, ciemna toaleta przywołała przeżycia z
powstania, gdy był przysypany pod gruzami. Ponieważ ubrudził sobie
ubranie, szedł do domu trzy przystanki pieszo, nie chcąc korzystać z
autobusu.
Przed złożeniem pozwu Głuchowski zawiadomił prokuraturę, inspekcję
sanitarną i nadzór budowlany, który kontrolował siedziby obu banków.
Banki oświadczyły, że nie mają publicznych toalet ze względów
bezpieczeństwa (sąsiedztwo Żydowskiego Instytutu Historycznego, metra i
władz stolicy) oraz dlatego, że korzystali z nich bezdomni i narkomani.
Śródmiejska prokuratura najpierw odmówiła wszczęcia śledztwa, ale
mężczyzna odwołał się do sądu, który nakazał wznowić postępowanie. Po
wznowieniu prokuratura uznała, że sprawa dotyczy naruszenia prawa
budowlanego, a to zadanie dla policji - i na tym działania zakończyła.
Obserwatorem procesu jest Fundacja Helsińska.
eb, pap