Mamy ustawę o sporcie, mamy
Ministerstwo Sportu. Mocą ustawy stworzyliśmy monopol na organizowanie
rozgrywek w poszczególnych dyscyplinach sportu. Monopol? A owszem. Nasze
prawo stanowi, iż w jednej dyscyplinie sportu może działać tylko jeden
ogólnopolski związek sportowy. Rezultaty widać gołym okiem. Działacze
sportowi żyją spokojnie i dostatnio. Grzegorz Lato, jak wiemy z mediów,
za swoje niezwykłe talenty zarządcze dostaje co miesiąc 50 tys. zł.
Wysokie zarobki prezesa Laty i jemu podobnych nie przekładają się ani na
wyniki polskich sportowców, ani na powszechność uprawiania sportu przez
polską młodzież.
Nie to co w takiej Wielkiej Brytanii czy USA. Tam
głuptasy nie mają ani
ministerstwa sportu, ani nawet ustawy o sporcie. Anglicy w 1888 r.
stworzyli ligę bez ustawowego umocowania i ten bałagan trwa do dziś.
Podobnie jest w USA. Tam każda znacząca dyscyplina, z futbolem
amerykańskim włącznie, przeżywała okresy, gdy istniała więcej niż jedna
organizacja sportowa. Kończyło się jak to w biznesie. Konkurujące ligi
łączyły się, jedna z nich bankrutowała lub stawała się pomniejszym
konkurentem niezdolnym wygrać z rywalem, ale zdolnym zmusić go do
większego wysiłku. Ten „bałagan" działa, bo sama możliwość
pojawienia
się konkurencyjnej ligi dopinguje tamtejszych menedżerów sportowych.
Muszą dostarczyć kibicom atrakcyjne widowisko, dbać o bezpieczeństwo na
trybunach i wysoki poziom zawodników.
U nas jakością sportu zajmuje się państwo. Ministrowie regularnie
zabierają się do czyszczenia monopolu, które państwo ustanowiło. Z
wiadomym skutkiem. Wymówką dla przegrywających ministrów jest rzekoma
groźba wykluczenia reprezentacji Polski z międzynarodowych rozgrywek.
Tak naprawdę nawet nie próbowali czegokolwiek zmienić. A wystarczy
zabrać działaczom ustawowy monopol na prowadzoną przez nich działalność.
Życie wtedy samo wymusi naprawę. Jeśli PZPN sobie nie poradzi, to znajdą
się chętni, by zorganizować konkurencyjny Związek Polskiej Piłki Nożnej.
A wtedy który z krajowych związków uzna FIFA i UEFA, będzie zmartwieniem
PZPN czy nowego Związku Polskiej Piłki Nożnej, a nie sprawą rangi
ministerialnej.
Działacze sportowi twierdzą, że monopol jest
potrzebny,
bo ktoś musi wybierać polską reprezentację na międzynarodowe zawody.
Śmiechu warte. W sporcie spokojnie możemy wybierać naszych
międzynarodowych reprezentantów na zasadzie konkurencji. Ten, kto w
Polsce dobiegnie czy dopłynie na metę pierwszy, skoczy dalej czy wyżej,
strzeli celniej, może śmiało reprezentować Polskę za granicą. Nie ma
lepszego kryterium wyboru. A w razie wątpliwości, jak takie eliminacje
zorganizować, można poprosić Polski Komitet Olimpijski o ich nadzór lub
organizację.
Monopolu w sporcie działacze tak naprawdę potrzebują,
by
kłaść łapy na kasie i zdobywać wpływy. Kilka lat temu grupa ludzi spoza
sportowych układów stworzyła federację piłki plażowej. Interes się
rozwijał, a sportowcy mieli wyniki do czasu, gdy PZPN postanowił zabrać
im zabawki. Na zawody Pucharu Europy w piłce plażowej we Włoszech
pojechały dwie ekipy. Ta z federacji, która miała wyniki sportowe, oraz
ta z PZPN, która ich nie miała. Na miejscu wybuchła awantura. Działacze
PZPN, korzystając z ustawowych zapisów dających im monopol, wyrzucili
zespół konkurencyjnej federacji z międzynarodowych rozgrywek.
Tak
jest w każdym sporcie w Polsce. Bo gdybym np. chciał zgodnie z
prawem dostać patent i popływać na żaglówce, to mam obowiązek zdać
egzamin w Polskim Związku Żeglarskim. Na mocy ustawy nikt u nas nie może
założyć konkurencyjnego związku żeglarzy, który będzie wydawał swoje
patenty. Co prawda w takiej Anglii czy Szwecji w ogóle nie ma obowi
ązkowych patentów żeglarskich, choć osobie bez szkoleń trudno jest tam
po przystępnej cenie ubezpieczyć łódkę. Ale co Anglicy i Szwedzi wiedzą
o żeglowaniu?
Monopole są szkodliwe. A monopole ustawowe są
jeszcze
gorsze, bo nie ma możliwości ich obejścia. Nie chcę, by państwo w moim
imieniu dawało ustawowy monopol Grzegorzowi Lacie i jemu podobnym. Dla
mnie ministra Mucha nie potrzebuje znać się na sporcie. Wystarczy, że
znajdzie w ustawie o sporcie zapisy dające działaczom monopol na związek
sportowy i je wykreśli. Demonopolizacją sportu ministra zrobi dla nas
więcej niż wszyscy dotychczasowi ministrowie sportu razem wzięci. A
jeśli tego nie zrozumie, to może warto spytać, po co nam w ogóle
Ministerstwo Sportu?
PAWEŁ DOBROWOLSKI
Prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju