Człowiek głupi, ale z aspiracjami. Do tego składający
się wyłącznie z
kości i ego" – mówi o sobie. To oczywiście kokieteria, ale nie
tylko. Od
30 lat krąży po orbicie mediów, ale tak wysoko jak dziś nie był nigdy.
Grzecznie odmawia rozmowy na swój temat. Bo wie, że otacza go bariera
milczenia, a przyjaciele mają zakaz informowania o jego życiu prywatnym.
Jeden z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników gwiazdy,
producent talk-show Tomasz Dąbrowski, wykręca się zdawkowym: „Mogę
jedynie potwierdzić, że Kuba sukces zawdzięcza własnej pracy”. Piotr
Fajks, dziś prezes TV 4, producent polsatowskiego „Idola”, nie
wypowiada
się o konkurencji, a była dziewczyna Anna Mucha zdenerwowana pytaniem o
Wojewódzkiego rzuca słuchawką. Wydawcy i współpracownicy stawiają sprawę
jasno: Kuba to gwiazda, po której się nie „jedzie”. To jemu wolno
„jechać” po innych. Na tym przecież zbudował swój wizerunek.
Skok na
„Idola"
Rok 2002. W Polsacie rusza pierwsza edycja talent show „Idol".
Wojewódzki ma prawie 40 lat i wygląd wiecznego chłopca. Jest najmniej
rozpoznawalny z czworga jurorów. Elżbieta Zapendowska uczyła śpiewać
Edytę Górniak. Jacek Cygan był królem polskich tekściarzy. Roberta
Leszczyńskiego przedstawiano jako niepokornego krytyka z „Gazety
Wyborczej”. A Kuba? Był znany w środowisku jako dziennikarz muzyczny i
realizator teledysków, ale ludzie nie mieli pojęcia, kim jest. Był
punkowcem, perkusistą, niespełnionym muzykiem. „Miotał się” między
różnymi projektami, ale jego wielka szansa dopiero miała nadejść.
–
Każdy w jury miał swoje zajęcia i „Idola" traktował jako odskocznię
–
wspomina Robert Leszczyński. – Ja siedziałem na nagraniach, lecz myślami
byłem w „Wyborczej”. Obserwowałem Kubę i już po pierwszym programie
zorientowałem się, że jest zdeterminowany, żeby na dobre zaistnieć.
Czekał na okazję i wykorzystał ją w 200 proc.
Od początku było
widać, że
jest w swoim żywiole. Kiedy do Polski przyjechała przedstawicielka
Fremantle, brytyjskiego producenta „Idola", żeby sprawdzić zgodność
polskiej wersji z formatem, okazało się, że Wojewódzki ma inną koncepcję
roli jurora. Zgodnie z angielskim oryginałem jurorzy powinni mówić tylko
„nie” lub „tak”, w dodatku nie uczestniczyli w
nagraniach na żywo.
Tymczasem on krytykował uczestników, błyszczał elokwencją, szokował
ripostami. Pozostałych troje patrzyło z osłupieniem: „Gdzie on się tego
nauczył?”. Marek Borzestowski, niegdyś prezes Wirtualnej Polski, który w
2000 r. zatrudniał Kubę na stanowisku szefa serwisu w portalu, twierdzi,
że swój naturalny talent szlifował właśnie tam: – Kuba był fanem kafejek
internetowych, gdzie wymiana ciętych komentarzy następuje bardzo szybko
– mówi. Wojewódzki spędził w WP.pl dwa lata. Borzestowski pamięta, że
był bardzo barwną postacią: – Starał się dobrze wypełniać swoje
obowiązki, ale było oczywiste, że się męczy i marnieje. Jego prawdziwym
powołaniem było stać się przewodniczącym loży szyderców III RP.
Nuda i łzy
Jak bardzo Kuba nudził się w ciągu kilku lat poprzedzających
„Idola",
okazało się kilkanaście miesięcy później. Nagle złapał wiatr w żagle,
rozkwitł. – Byliśmy zdumieni, jak serio traktuje swoje występy –
mówi
Leszczyński. – Zawsze precyzyjnie przygotowany, skupiony, robił notatki.
Szybko też się nauczył, gdzie są granice brawury, jak mocno może naginać
ten „patyczek”, żeby nie pękł – dodaje. Brytyjska producentka
najpierw
narzekała, że za dużo gada, w końcu machnęła ręką. Ostatecznie przystała
na formułę, w której jury wyjaśnia uczestnikom, czemu nie nadają się na
artystów. To był przełomowy moment. Pozwolił Wojewódzkiemu zabłysnąć
inteligencją, wypłynąć na szerokie wody.
Paulina Sykut, dziś
prezenterka
Polsatu, wtedy uczestniczka show, wspomina, że Kuba, choć z początku nie
był traktowany jako autorytet, prędko zaczął grać pierwsze skrzypce. –
Wywoływał skrajne emocje, ludzie bali się jego oceny. Uwielbiał
żonglerki słowne, manipulował uczestnikami. Mnie niby chwalił, choć
jednocześnie dawał do zrozumienia, żeby na mnie nie głosować. Obiecał,
że jeżeli nie przejdę dalej, „w nagrodę" odwiedzi moje rodzinne
Puławy.
I potem wszyscy się dopytywali, kiedy spełni obietnicę – śmieje się
Sykut. Inny uczestnik drugiej edycji „Idola” Damian Aleksander mówi
o
Wojewódzkim: – Jako pierwszy zrozumiał, na czym polega bycie
telewizyjnym showmanem i potrafił wcielić to w życie. Bywał złośliwy,
czasem okrutny, ale z równym okrucieństwem traktował siebie. To
wytrącało broń z ręki krytykom, bo sprawiał wrażenie, jakby niczym nie
można go było dotknąć.
Był sobą na wizji i poza nią. Raz przed
wejściem
na żywo zamknął pozostałych jurorów w studiu i wyrzucił klucz. A potem
śmiał się, patrząc, jak ochroniarze gorączkowo biegają, próbując uwolnić
Zapendowską, Cygana i Leszczyńskiego. Był narwanym jurorem.
W „X Factorze" jest trochę innym człowiekiem. Zdarza mu się uronić
łzę.
Dziesięć lat temu – nie do pomyślenia. Sądzę, że to przemyślana
strategia: skoro zaakceptowaliście mnie jako gbura, teraz zaskoczę was
ludzkim obliczem. Tym was rozwalę i jeszcze mocniej mnie pokochacie –
sądzi Aleksander.
Robert Leszczyński twierdzi, że Wojewódzki
rozpoczął
nową epokę w dziejach telewizji. Wtedy szczytem kontrowersji był
przecież talk show „Na każdy temat" z dobrze ułożonym Mariuszem
Szczygłem i „Wieczór z wampirem” Wojciecha Jagielskiego. –
Ale przy
Kubie Jagielski to miły prosiaczek – śmieje się. – Od Kuby dzieli
go
cała epoka.
Mówi się, że odniósł sukces, bo przed kamerami nie udaje,
jest sobą. Od lat wygląda identycznie: nosi T-shirty z nadrukiem, luźne
spodnie, sportowe buty. Wygląd zawsze był dla niego ważny. Ma
podkreślać, że mimo upływu lat wciąż jest młody. Raz, przy okazji
teleturnieju „Pół żartem, pół serial", próbowano go ubrać w
koszmarną
marynarkę w kratę, ale to przebranie okazało się porażką. Nigdy więcej
nie odstąpił od wizerunku dorosłego nastolatka. Wojewódzki nie ukrywa
obsesji na punkcie młodości. Tomasz Żąda, z którym Kuba pracował blisko
w radiowej Trójce, pamięta, że już jako dwudziestoparolatek nie lubił
przyznawać się do swego wieku: – Rozmowy o wieku zawsze obracał w żart,
ale chyba miał z tym mały problem. Mnie np. przedstawiał jako starszego,
choć w rzeczywistości jestem od niego trzy lata młodszy – dziwi się.
W
wywiadzie z Piotrem Najsztubem Wojewódzki opowiedział, jaką traumą było
dla niego spotkanie z klasą z liceum: „Moi koledzy szkolni to przeważnie
łysi, grubi faceci, którzy robią kariery prawnicze, pracują w firmach
ubezpieczeniowych, wyglądają jak amerykańscy sprzedawcy Biblii albo
mormoni na osiodłanych kucach. Zmurszali guzikowcy". Dodaje, że
rówieśniczki od dawna go nie kręcą. „To starsze panie, mam ochotę
ustąpić im miejsca w ławce”. Dawne znajome nie pozostają mu dłużne.
Koleżanka z liceum mówi, że był skrzyżowaniem klasowego błazna i
człowieka, który lubił wsadzać szpile. Już wtedy słynął z ciętego języka
i potrafił nim ranić. Kuba nie lubił się uczyć, w trzeciej klasie został
na drugi rok. Dla jego rodziców, dobrze sytuowanych inteligentów, była
to ujma na honorze, ale za krnąbrność syna częściej obwiniali
nauczycieli niż jego. Ojciec Wojewódzkiego, prokurator, miał zwyczaj
wpadania na wywiadówki z krzykiem. Kuba wyniósł z domu niezachwianą
pewność siebie. – Trzeba było mu zaimponować inteligencją, wtedy
odpuszczał. Raz, gdy rozwiązywaliśmy krzyżówkę, znałam hasło, którego on
nie znał. Od tamtej pory przestał się czepiać – wspomina.
Po trupach do celu
Potrafi
być tylko solistą. W opiniach o nim często przewija się jeden
motyw: „gra wyłącznie na siebie", „samouwielbienie do entej
potęgi”.
Tomasz Żąda : – Cechował go instynkt w doborze współpracowników. Stawiał
na ludzi, co do których miał pewność, że swoją pracę wykonają
bezproblemowo i ułatwią mu osiągnięcie wyznaczonego celu, wykorzystując
swoje umiejętności, znajomości i pozycję w środowisku, a jednocześnie
nie zagrożą jego dominacji. – Szefom o tym nie wspominał, ale w gruncie
rzeczy nie uważał, że są niepotrzebni. Borzestowskiego zdziwiło, że
podczas rozmowy kwalifikacyjnej Kuba zażądał głębokiego fotela
obrotowego – takiego samego, jaki mają prezesi. Dostał go. Mówiło się,
że wynegocjował świetną pensję. Współpracownicy wspominali, że
Wojewódzki miał na swoją zachłanność argument: bieda jest w głowie.
Trzeba się cenić – tylko wtedy inni cię docenią. W czasach, kiedy
konkurencyjność i rywalizacja były jeszcze źle postrzegane, on nie miał
skrupułów, by robić karierę kosztem innych. Alicja Leszczyńska z
radiowej Trójki: – Na początku lat 90. powstał pomysł, by audycję
„Brum”
przełożyć na papier. Kuba znalazł wydawcę i został redaktorem naczelnym.
Przyjęliśmy zasadę, że każdy z redakcji „Brumu” będzie miał na
łamach
dokładnie taki udział, jaki ma w audycjach radiowych, a więc swoje stałe
kolumny mieli: Kuba Wojewódzki, Piotr Klatt, Jurek Owsiak, Tomek Żąda,
Adam Romanowski, natomiast w „pigułce” Sławek Wierzcholski miał
pisać o
bluesie, a Wojtek Ossowski o folku. I stopniowo ta zasada przestała
obowiązywać. Kuba opanował całość magazynu, publikując nie tylko pod
własnym nazwiskiem, ale także pod kilkoma pseudonimami. Brakiem
lojalności zraził do siebie wiele osób – dodaje Leszczyńska.
Czy to
bezkompromisowość? – On zwyczajnie nie lubi gry pozorów i zawsze mówi,
co myśli. Tym wygrywa – przekonują jego przyjaciele. Wojewódzki słynie z
tego, że potrafi wywalczyć najlepsze stawki. Kocha luksus, kolekcjonuje
najdroższe samochody. Jego miesięczne dochody dziennikarze szacują na
230 tys. zł. Ale rynek ocenia, że tyle jest wart. Niedawno przedłużył
umowę reklamową z Play, tym razem opiewającą na 2 mln zł. Operator sieci
komórkowej jest zachwycony – współpraca przyniosła mu 40-proc. wzrost
sprzedaży.
Kuba nauczył się, że im bardziej zaporowe warunki postawi, tym większe
odniesie zwycięstwo. Dlatego nie wziął udziału w trzeciej edycji
„Idola", a potem w kolejnej odsłonie „Mam talent”.
Wiedział, że może
przejeść się widzom. W rozmowie z prezesem Polsatu Zygmuntem
Solorzem-Żakiem oświadczył, że potrzebuje wakacji. Ten miał
odpowiedzieć, że jeśli tak, to się postara, by nie było już ani
„Idola”,
ani autorskiego programu Kuby. Wojewódzki się nie ugiął i odszedł ze
stacji. Akurat w momencie, kiedy KRRiT nałożyła na Polsat karę za
przedrzeźnianie przez Kazimierę Szczukę chorej dziewczynki właśnie
w programie Kuby. Poza tym szefowie nie mogli mu darować, że zrezygnował
tuż po tym, jak zobowiązał się poprowadzić festiwal Top Trendy. Do dziś
mają do niego żal, a i on nie wypowiada się o stacji najlepiej. Teraz
gra va banque z TVN, ale szef programowy Edward Miszczak wie, że Kuba
jest zbyt cenny, by go stracić przez targowanie się o takie drobiazgi
jak dalszy udział Mai Sablewskiej w „X Factorze”. Na początku
stycznia
media obiegła plotka, że Wojewódzki podpisał kontrakt na nowy program w
Jedynce. Co ciekawe, miał dalej występować w TVN. Ale gdy sfinalizował
umowę na kolejną edycję „X Factora”, przestał odbierać telefony z
TVP.
Nie wiadomo, czy rozmowy z telewizją publiczną miały mu pomóc
przeforsować warunki postawione TVN.
Kapitalistyczny tchórz
Pewność siebie Kuby rośnie
wraz z wysokością zarobków. Jeszcze dekadę
temu nie był przekonany o trwałości swego sukcesu. „Jeśli koniunktura
się skończy, zrobię sobie długie wakacje" – opowiadał znajomym.
Wbrew
mitowi, że z opresji zawsze wychodzi cało, zaliczył kilka wpadek. Na
przykład udział w światowej edycji „Idola” w 2003 r. Widocznie
stremowany, sypał żartami, które nie śmieszyły, lecz wywoływały uśmiech
zażenowania. Na domiar złego jako jedyny z jurorów nie mówił po
angielsku. Sprawił tak niedobre wrażenie, że słynny Simon Cowell
nazwał go kretynem z Polski. Kuba wprawdzie zrewanżował mu się epitetem
„turbonarcyz”, lecz nie zdołał wygrać tego pojedynku. W 1993 r.,
gdy
objął kierownictwo artystyczne festiwalu w Jarocinie, był też
krytykowany za „zdradę” ideałów alternatywnej imprezy. Walter
Chełstowski, współtwórca i organizator Jarocina, broni Wojewódzkiego: –
Oberwało mu się za komercjalizację festiwalu, wprowadzenie
korporacyjnego sponsora, Marlboro, zarzucono mu promowanie mainstreamu.
W mojej opinii po prostu wyprzedził biznesowym podejściem tamte czasy.
Pokutowało myślenie, że jak alternatywa, to ma być biednie, chłodno i
szaro. Tymczasem Kuba prezentował kapitalistyczne myślenie. Jestem
przekonany, że dziś jego postępowanie uznano by za właściwe –
dodaje.
Pod koniec lat 90. Wojewódzkiemu nie udało się dostać pracy w Radiu Zet.
To była jego porażka. Dobry znajomy Kuby, Paweł Jóźwicki, producent
muzyczny, śmieje się: – Wymyśliliśmy z Kubą trochę odjechaną audycję
radiową opartą na ściemnionych newsach z show-biznesu typu „Liroy
wykupił 15 km plaży w Sopocie, co o tym myślisz?". Przed spotkaniem z
Robertem Kozyrą, ówczesnym szefem Zetki, trochę za mocno ujaraliśmy się
na schodach przed radiem i zdaje się, że nie wypadliśmy najlepiej
(śmiech). Kilka dni później oddzwonił do mnie Kozyra i powiedział, że to
nie jest audycja dla jego radia, ale żebym się nie martwił, bo i tak
jestem lepszy niż ten drugi. Trudno dziś uwierzyć, że Kuba mógł być
kiedyś „tym drugim” – śmieje się. – Od tamtej pory
datuje się konflikt
Roberta Kozyry i Kuby. Kiedy Kozyra kończył szefowanie w Radiu Zet,
Wojewódzki w swoim programie w Esce Rock drwił z nazwiska Kozyry. Kozyra
twierdzi, że gdy spotkał go potem na ulicy, ten stchórzył i uciekł przed
nim swoim ferrari. – Powiedziałem mu w twarz, że mu przyp..., jeśli
jeszcze raz będzie drwił z mojego nazwiska – mówi Robert Kozyra.
Dlaczego nie wpuścił Kuby do Zetki? – Nagrał demo, ale było
dyskwalifikująco słabe, więc powiedziałem mu, że go nie zatrudnię.
Kozyra jako następca Kuby w „Mam talent" był początkowo traktowany
przez
pozostałe jurorki, Foremniak i Chylińską, z dużą rezerwą. Powód? Mówiło
się, że obie były wręcz zastraszone przez Wojewódzkiego, bo odnosił się
do ludzi po chamsku, instrumentalnie. Agnieszka Chylińska nie mogła
uwierzyć, że odsuwa się jej krzesło i puszcza przodem. Mimo to Kozyra
twierdzi, że dziś jednak zatrudniłby go w swojej stacji. – Jest
wyrazisty. To jego największa siła – kończy.
Wiele osób
podkreśla, że
Wojewódzki ma cenną umiejętność szybkiego uczenia się. W początkach
swojego show za wszelką cenę starał się zaimponować swoim gościom.
Cierpi na rodzaj ADHD, które nie pozwala mu skupić się na rozmówcy
i każe przerywać mu w pół słowa. Na uwagę Piotra Najsztuba, że jest
słabo przygotowany do roli prowadzącego, ponieważ brak mu pokory i nie
umie słuchać, zaczerwienił się i odparł zmieszany: – Ale jak to,
przecież jestem świetny, nie słyszałeś o mnie, właśnie przeprowadziłem
dla „Gali" wywiad z Janem Borysewiczem! Z dzisiejszej perspektywy
brzmi
to kuriozalnie, ale pisaniem do „Gali” Kuba chwalił się wtedy
kilkakrotnie. Piotr Najsztub uważa, że cechą Kuby, która wyróżnia go na
tle innych gwiazd telewizji, jest błyskotliwość, refleks, a przede
wszystkim umiejętność samoponiżania się. – Obnaża publicznie swoje wady.
Kpi z własnej cherlawości i lęków, nawiązuje do rzekomego
homoseksualizmu. Ta brutalna szczerość decyduje o jego powodzeniu. Mnie
wprawdzie ten rodzaj żartu nie kręci, ale rozumiem, że kolejne pokolenie
20-latków znajduje w nim coś dla siebie – mówi. Walter Chełstowski
podkreśla, że na przestrzeni kilku lat w Wojewódzkim zaszła metamorfoza.
– Nagle zamiast cyrku i bufonady mamy innego człowieka. Zaczął dotykać w
sposób taktowny i delikatny tematów tabu. Opowiada się po konkretnej
stronie politycznej, wypowiada w sprawie praw mniejszości. Nauczył się
słuchać swoich gości z prawdziwym zainteresowaniem.
Bawoły lidera
Cel Kuby? Bycie liderem. Sceny, ekranu, stołu jurorskiego. Kocha ludzi,
którzy go kochają. Ich uwielbienie go napędza. Zdaje sobie sprawę, że
tak naprawdę nie tworzy niczego. Albo inaczej: to, co tworzy, to ułuda,
bańka mydlana, która unosi się w powietrzu, dopóki pracują kamery.
Najinteligentniejszy gwiazdor polskiego show-biznesu skrzętnie ukrywa
prawdę o sobie albo sam jej do tej pory nie poznał. Walter Chełstowski
myśli, że Wojewódzki ma momenty zwątpienia, i jest ciekawy, jak je
odreagowuje. Paweł Jóźwicki, producent muzyczny, który przegadał z nim
wiele godzin o życiu, mówi: – Kuba to wrażliwy, totalnie rozje...ny
facet, w głębi duszy bojący się ludzi, obracający wszystko w żart. Mam
wrażenie, że programy telewizyjne to jego sposób na zagłuszanie różnego
rodzaju lęków, obaw i pokonywanie stresu – dodaje. – Podczas tych
lat
Kuba nauczył się jednego: że ma tylko siebie – dodaje Piotr Najsztub.
–
Inni to jedynie dodatek, tło. Kuba wie, że albo coś z siebie wyciśnie,
albo polegnie. Jóźwickiego program Kuby już znudził. – W moim odczuciu
oglądają go bawoły. Ta formuła chyba się już wyczerpała i chętnie bym go
zobaczył w nowej roli. To bystry gość, który zapewne sam zdaje sobie z
tego sprawę. Czekam na chwilę, aż zaboli go brzuch ze śmiechu po
kolejnym swoim show. Może wtedy zniknie na chwilę, a później zaskoczy
czymś nowym.
dualnosci jak np. Jakub (Kuba ?) Wojewodzki,to znaczy pod-
kreślając szybość i gwałtowność odzywek danej osoby w gru-
pie społecznej (w klasie)przy przecietnej trafności,czyli
na przysłowiowe "chybił - trafił",gdyby nawet więcej bylo
trafionych,jak w przypadku K.W. Nie dziwię się reakcji A.
Muchy,która dawno zorientowala sie naprawdę z kim ,i z ja-
kim typem mężczyzny miała doczynienia,i nie ma ochoty
do tego tematu wracać (!). Z resztą to ludzie-celebryci
pasożytujący na sporym (i powiększającym sie,niestety)
odsetku społecznym tzw odbiorców dobrze reagujących na
ten rodzaj ludzi tego typu "rozrywki"- byle głośno a nawet
-et hałśliwie,moze być perfidnie (!) głupio (to jeszcze
lepiej !),a nawet w miarę chamowato (KW),a może jeszcze
coś gołego pokazać itp,itd Ot cały świat ludzirozrywki
początku XXI wieku lansowanej w POlsce a zaczerpnietej
z najdenniejszych,najtańszych wzorów tzw. Zachodu.
Generalnie rzecz ujmyjąc: t a n d e t a .rozwiń komentarz