„Don’t mention the war!" (Nie wspominaj o wojnie!) – powtarza Cleese, wiedząc, że w 1975 r. nie należy już Niemcom wypominać inwazji na Polskę. A jednak nie może się powstrzymać – gdy Niemcy zamawiają śledzia (po angielsku „herring”), uparcie słyszy „Göring, Hermann Göring!”. Po czym wykonuje niemiecką paradę wojskową wokół stołu.
„Hotel Zacisze" jest doskonałym połączeniem niesamowitego aktorstwa, humoru sytuacyjnego i językowego (dlatego najlepiej oglądać w oryginale, z napisami). Patykowate ciało Cleese’a z ogromnym urokiem miota się, jakby właściciel tracił nad nim kontrolę.
Ale przede wszystkim bawią jego relacje z innymi. Siła „Hotelu Zacisze" polega m.in. na doskonałej krytyce małżeństwa. Bo czyż nie wygląda ono zazwyczaj tak, jak pokazują to Cleese i jego ekranowa partnerka Prunella Scales, grająca żonę Basila – Sybil? Biedny, zahukany, poniżany mąż w rodzinnie prowadzonym biznesie próbuje znaleźć niszę dla siebie – choćby zarabiając na wyścigach konnych, czego małżonka mu zabrania. Ale za każdym razem jego plany są niweczone, pieniądze tracone, a Sybil zawsze jest górą. Do triumfującej żony trzeba zwracać się „darling”, a znękany mąż frustracje może wyładować tylko na katalońskim kelnerze Manuelu.
Aż trudno uwierzyć, że scenariusz tej serii został przez „krawaty z BBC" określony mianem przepisu na klęskę. W końcu dzięki niemu, jak powiedział sam Cleese, BBC w latach 70. była „najmniej złą telewizją na świecie”. „Hotel Zacisze” potrafił sprawić, że z Herrmarynowanego Göringa śmiali się nawet Niemcy. „Hotel zacisze”, reżyseria: Bob Spiers, DVD, Best Film





















