– Ja słyszałem, że to porachunki i że chodzi o jakieś długi – mówi pan Marian dziennikarzom „Głosu Szczecińskiego".
– Najdziwniejsze, że my tu niedaleko mieszkamy i nic nie słyszeliśmy, nic nie widzieliśmy – zapewniają sąsiedzi z okolicznych domów. – Jak oni to zrobili, że tak po cichu, a przecież musieli podjechać dużym sprzętem? Wieczorem na drzewie nic nie było, a rano człowiek zerka przez okno i widzi samochód. Pierwsza myśl, że to wypadek, ale to niemożliwe, bo to bardzo wysoko. Nic, tylko jakiś głupi żart albo zemsta. Ktoś się musiał natrudzić, żeby samochód tam wsadzić, więc pewnie właściciel komuś porządnie zalazł za skórę – zastanawiają się.
eb, Głos Szczeciński

























Ps. Józiu, dopisz czy to o Twój samochód chodziło.rozwiń komentarz