Jeszcze kilka miesięcy temu daliby się pokroić za jakość delikatesowych specjałów. Dziś uważają, że wyprodukowana w Czechach Szynka Babuni z 80-procentową zawartością mięsa i chorwacki dżem, w którym 100 gram wyrobu powstaje z 35 g owoców, są godnymi polecenia. Jak zacni kucharze stają się celebrytami w służbie dyskontów?
To największa akcja marketingowa w historii polskiego oddziału niemieckiej sieci handlowej Lidl. Ponad 120 mln zł na zakup reklam w mediach, nowy serwis internetowy, strona na Facebooku i dwie gwiazdy polskiej kuchni.
Pascal Brodnicki i Karol Okrasa co tydzień przygotowują swoje wersje przepisów na dania przyrządzone w oparciu o produkty z Lidla. Ma być smacznie i tanio - koszt składników dania dla czterech osób wynosi około 20 zł a delikatesowe specjały z Hiszpanii jak owczy ser Manchego, czy kiełbaska chorizo mają przyciągnąć do sklepów lepiej wyedukowanych kulinarnie i bardziej zasobnych w gotówkę klientów.
Karol Okrasa tak skomentował swój udział w kampanii: - Podoba mi się przesłanie, że z prostych, dobrych jakościowo składników, da się przygotować wartościowy posiłek dla całej rodziny i aby zjeść smacznie nie trzeba wielogodzinnego poświęcenia ani dużych nakładów finansowych. Szczerze się pod tym podpisuję!
Co ciekawe, nie dalej jak pół roku temu, Karol Okrasa, szef ekskluzywnej restauracji Platter w warszawskim hotelu Intercontinental, był innego zdania. Tygodnik "Wprost" poprosił go o przeprowadzenie testu tanich marek własnych oferowanych w polskich sieciach handlowych. Okrasa skrytykował salami jako niejadalne, krzywił się kosztując sera Brie czy jogurtu naturalnego, ale pochwalił sok pomidorowy i pierogi. Na koniec jednak odmówił autoryzacji tekstu. - Szefowi autorskiej restauracji nie wypada pokazywać się w kontekście produktów niskiej jakości – tłumaczyła Ada Krzewicka, menedżerka kucharza.
W restauracji Okrasy można zjeść filet z soli Dover smażony na wiejskim maśle - za… 185 zł. Comber z jagnięciny, którzy mistrz osobiście opieka nad rusztem - 105 zł. Ciekawe czy teraz do swojego menu doda ulubione pozycje dyskontów: łososia z atlantyckiej hodowli naszpikowanego rybną mączką i lekami albo pangę wyhodowaną w rzece Mekong – odbierającej ścieki połowy Wietnamu.
Lidl, działający w 24 krajach europejskich słynie z tego, że sprzedaje to co najtaniej udało się kupić w całej Europie. Na przykład wyprodukowaną w Czechach Szynkę Babuni z 80-procentową zawartością mięsa, chorwacki dżem jeżynowy Symphatica, w którym 100 gram wyrobu powstaje z 35 g owoców, wędzony filet z indyka, w którym zawartość indyka sięga 80 proc. (reszta to tzw. nastrzyk). Lidl sprowadza również pomidory z Hiszpanii - chociaż w Polsce właśnie mamy szczyt sezonu na warzywa.
Widownia TVN entuzjastycznie zareagowała na pojawienie się nowego programu kulinarnego Pascala Brodnickiego "Smakuj świat", w którym kucharz zwiedzał Azję w poszukiwaniu ciekawej alternatywy dla schabowego. Prowadzący zobligowany był jednak do kilku życzliwych zdań na ten temat sponsora - sieci Lidl. Wyszło niesmacznie. "Obejrzałam odcinek o Wietnamie. Strasznie mnie zirytowało, że na sam koniec Pascal wszedł do sklepu i pokazał, że zamiast robić sajgonki z naturalnych składników w domu, możecie kupić gotowe w Lidlu. Rozumiem, że Lidl zapłacił za ten program ale jakoś poczułam się, że Pascal sam nie wierzy w to co mówi i robi to tylko dla pieniędzy" - oto cytat z internetowej recenzji.
To jasne, że znani kucharze - podobnie jak aktorzy i piosenkarze - stali się celebrytami i zatrudnianie ich w charakterze "ambasadorów frytek", "twarzy reklamowych" zachwalających sieci handlowe, nie jest niczym nowym. Wszystko zależy jednak od stylu, w jakim to robią.
Brytyjska gwiazdor kuchni Jamie Olivier przez 11 lat był twarzą brytyjskiej sieci handlowej Sainsbury's i inkasował wynagrodzenie w wysokości 1,2 mln funtów rocznie - ale w przeciwieństwie do naszych kulinarnych autorytetów miał odwagę otwarcie krytykować swojego chlebodawcę. Choćby za to, że wiele produktów na jego sklepowych półkach to junk food – niezdrowa żywność. Przygotowując program telewizyjny też nie ściemniał, że kupuje produkty w markecie, tylko szedł na Borough Market - najstarszy w Wielkiej Brytanii targ spożywczy, którego początki sięgają średniowiecza. Justin King, prezes Sainsbury's znosił te uszczypliwości, bo Olivier miał inną ważną zaletę. Wystarczyło, by wspomniał, o tym, że do sosu bolognese dodaje gałki muszkatołowej, by sprzedaż przyprawy wzrosła kilkukrotnie.
Cały artykuł Tomasza Molgi przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika "Wprost".
Ambasadorzy taniej kiełbasy
2012-08-11 12:13
To największa akcja marketingowa w historii polskiego
oddziału niemieckiej sieci handlowej Lidl. Ponad 120 mln zł na zakup reklam w
mediach, nowy serwis internetowy, strona na Facebooku i dwie gwiazdy polskiej
kuchni.
Pascal Brodnicki i Karol Okrasa co tydzień przygotowują swoje wersje przepisów
na dania przyrządzone w oparciu o produkty z Lidla. Ma być smacznie i tanio -
koszt składników dania dla czterech osób wynosi około 20 zł a delikatesowe
specjały z Hiszpanii jak owczy ser Manchego, czy kiełbaska chorizo mają
przyciągnąć do sklepów lepiej wyedukowanych kulinarnie i bardziej zasobnych w
gotówkę klientów.
Karol Okrasa tak skomentował swój udział w kampanii: - Podoba mi się przesłanie,
że z prostych, dobrych jakościowo składników, da się przygotować wartościowy
posiłek dla całej rodziny i aby zjeść smacznie nie trzeba wielogodzinnego
poświęcenia ani dużych nakładów finansowych. Szczerze się pod tym podpisuję!
Co ciekawe, nie dalej jak pół roku temu, Karol Okrasa, szef ekskluzywnej
restauracji Platter w warszawskim hotelu Intercontinental, był innego zdania.
Tygodnik "Wprost" poprosił go o przeprowadzenie testu tanich marek własnych
oferowanych w polskich sieciach handlowych. Okrasa skrytykował salami jako
niejadalne, krzywił się kosztując sera Brie czy jogurtu naturalnego, ale
pochwalił sok pomidorowy i pierogi. Na koniec jednak odmówił autoryzacji tekstu.
- Szefowi autorskiej restauracji nie wypada pokazywać się w kontekście produktów
niskiej jakości – tłumaczyła Ada Krzewicka, menedżerka kucharza.
W restauracji Okrasy można zjeść filet z soli Dover smażony na wiejskim maśle -
za… 185 zł. Comber z jagnięciny, którzy mistrz osobiście opieka nad
rusztem - 105 zł. Ciekawe czy teraz do swojego menu doda ulubione pozycje
dyskontów: łososia z atlantyckiej hodowli naszpikowanego rybną mączką i lekami
albo pangę wyhodowaną w rzece Mekong – odbierającej ścieki połowy
Wietnamu.
Lidl, działający w 24 krajach europejskich słynie z tego, że sprzedaje to co
najtaniej udało się kupić w całej Europie. Na przykład wyprodukowaną w Czechach
Szynkę Babuni z 80-procentową zawartością mięsa, chorwacki dżem jeżynowy
Symphatica, w którym 100 gram wyrobu powstaje z 35 g owoców, wędzony filet z
indyka, w którym zawartość indyka sięga 80 proc. (reszta to tzw. nastrzyk). Lidl
sprowadza również pomidory z Hiszpanii - chociaż w Polsce właśnie mamy szczyt
sezonu na warzywa.
Widownia TVN entuzjastycznie zareagowała na pojawienie się nowego programu
kulinarnego Pascala Brodnickiego "Smakuj świat", w którym kucharz zwiedzał Azję
w poszukiwaniu ciekawej alternatywy dla schabowego. Prowadzący zobligowany był
jednak do kilku życzliwych zdań na ten temat sponsora - sieci Lidl. Wyszło
niesmacznie. "Obejrzałam odcinek o Wietnamie. Strasznie mnie zirytowało, że na
sam koniec Pascal wszedł do sklepu i pokazał, że zamiast robić sajgonki z
naturalnych składników w domu, możecie kupić gotowe w Lidlu. Rozumiem, że Lidl
zapłacił za ten program ale jakoś poczułam się, że Pascal sam nie wierzy w to co
mówi i robi to tylko dla pieniędzy" - oto cytat z internetowej recenzji.
To jasne, że znani kucharze - podobnie jak aktorzy i piosenkarze - stali się
celebrytami i zatrudnianie ich w charakterze "ambasadorów frytek", "twarzy
reklamowych" zachwalających sieci handlowe, nie jest niczym nowym. Wszystko
zależy jednak od stylu, w jakim to robią.
Brytyjska gwiazdor kuchni Jamie Olivier przez 11 lat był twarzą brytyjskiej
sieci handlowej Sainsbury's i inkasował wynagrodzenie w wysokości 1,2 mln funtów
rocznie - ale w przeciwieństwie do naszych kulinarnych autorytetów miał odwagę
otwarcie krytykować swojego chlebodawcę. Choćby za to, że wiele produktów na
jego sklepowych półkach to junk food – niezdrowa żywność. Przygotowując
program telewizyjny też nie ściemniał, że kupuje produkty w markecie, tylko
szedł na Borough Market - najstarszy w Wielkiej Brytanii targ spożywczy, którego
początki sięgają średniowiecza. Justin King, prezes Sainsbury's znosił te
uszczypliwości, bo Olivier miał inną ważną zaletę. Wystarczyło, by wspomniał, o
tym, że do sosu bolognese dodaje gałki muszkatołowej, by sprzedaż przyprawy
wzrosła kilkukrotnie.
Cały artykuł Tomasza Molgi przeczytacie w najnowszym numerze tygodnika
"Wprost".
100 gram? A może jednak 100 gramów?
I pan pisze teksty do gazet?
Wstyd!rozwiń komentarz
Czyli
30 gramów jeżyn w dżemie, a nie 30 gram
tak jak
30 kilogramów ziemniaków, a nie 30 kilogramrozwiń komentarz