Kwaśniewski - wnuk Gomułki Nieprzypadkowo olkizm przypomina PRL, gdy "rząd rządził, a partia
kierowała".

W III RP rządy
rządziły, a kierował Aleksander Kwaśniewski, tyle że już nie tak kostyczny i
oderwany od społeczeństwa jak Gomułka czy Jaruzelski, lecz pozujący na jednego z
nas (podobną pozę przybierał czasem Edward Gierek). I nic dziwnego, że olkizm
tak przypomina poprzedni system. Bo Kwaśniewski jest dzieckiem PRL i - podobnie
jak Gomułka, Gierek czy Jaruzelski - uważa, że rządzący mogą robić praktycznie
wszystko. Nieprzypadkowo Kwaśniewskiego nazywano pierwszym - jak wcześniej
pierwszych sekretarzy KC PZPR. Ma on jednak nad nimi niezaprzeczalną przewagę -
demokratyczny mandat.
Pycha i poczucie bezkarności władcy (nawet jeśli
upozowanego na swojaka) jest podłożem politycznego kapitalizmu, którego
Kwaśniewski był ojcem. I to nie jako prezydent, ale jeszcze w PRL-owskim rządzie
Mieczysława F. Rakowskiego, gdy był dwudziestokilkuletnim ministrem sportu. A
także wtedy, gdy był szefem Polskiego Komitetu Olimpijskiego (pisaliśmy o tym
tydzień temu w artykule "Aleksander K.").
Olkizm ma tę samą wadę
co gomułkizm czy gierkizm, dlatego obecny prezydent kończy tak, jak kończyli
Gomułka i Gierek. Do ostatniej chwili przekonani o swoich wpływach. I jest
równie jak oni pańsko arogancki, co zademonstrował zarówno na
niedawnej konferencji prasowej, gdy beształ dziennikarzy, jak i w rozmowach z
Moniką Olejnik oraz "Gazetą Wyborczą". Kwaśniewski nie przyjmuje do
wiadomości, że już nie ma legitymacji do rządzenia. Nie tylko dlatego, że jest
uwikłany w sprawy, które wyjaśniały i wyjaśniają trzy sejmowe komisje
śledcze, ale także z tego powodu, że po raz pierwszy w historii jego
prezydentury liczba Polaków, którzy deklarują zaufanie do niego
(37,2 proc.), jest mniejsza od liczby tych, którzy mu nie ufają (50,8
proc.).
Po odmowie stawienia się przed sejmową komisją śledczą ds. Orlenu
Kwaśniewski coraz bardziej żyje w świecie fikcji. Ma to tę konsekwencję, że
prezydent już nie tylko kłamie (co udowodniliśmy w poprzednim numerze,
publikując fotografie, na których występuje razem z aresztowanym lobbystą
Markiem Dochnalem), ale coraz bardziej wierzy we własne kłamstwa. Powtarza je
przecież w kolejnych wypowiedziach. W programie Moniki Olejnik "Prosto w
oczy" stwierdził: "Ja pana Dochnala nie znam, nie kojarzę".
Drugie kłamstwo Kwaśniewskiego Publikowane w tym
numerze "Wprost" fotografie dowodzą, że Aleksander Kwaśniewski znowu
mija się z prawdą.

Nie jest bowiem prawdą,
że spotkał Dochnala przypadkowo w swoim pałacu 26 maja 1997 r., kiedy lobbysta
towarzyszył Duńczykom z firmy TeleDanmark. Nie jest prawdą, że prezydent nawet
nie wiedział, że Dochnal to Dochnal. Bo oto nie znany prezydentowi lobbysta
pokazuje się u jego boku już w marcu 1997 r. podczas wizyty Kwaśniewskiego w
Irlandii. Jak to jest, że nie znanego sobie Dochnala prezydent przedstawia
irlandzkiej prezydent Mary Robinson? Bo przecież trudno sobie wyobrazić (nie
dopuszcza tego ani protokół dyplomatyczny, ani dobre wychowanie), by
Dochnal sam się pani Robinson przedstawiał w obecności polskiego prezydenta,
albo odwrotnie - że Kwaśniewski przedstawiał nie znanemu sobie człowiekowi szefa
państwa, które odwiedził. Również fotografie ukazujące Jolantę
Kwaśniewską i Marka Dochnala nie pozostawiają wątpliwości: mamy do czynienia z
osobami, które się znają, a nawet czerpią wyraźną przyjemność z rozmowy z
sobą.
Zeznając przed
komisją śledczą, Marek Dochnal stwierdził, że w imieniu fundacji Porozumienie
bez Barier oraz w imieniu Jolanty Kwaśniewskiej zajmował się projektem budowy
kliniki przeszczepów szpiku kostnego w Gdańsku. "Wziąłem udział w
kilku posiedzeniach rady, przygotowałem wstępny biznesplan tego przedsięwzięcia,
miałem pomysły co do jego realizacji". Ustaliliśmy także, że na prośbę
Jolanty Kwaśniewskiej Dochnal reprezentował jej fundację na Festiwalu Kultury
Żydowskiej w Krakowie. Dlaczego więc Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Moniką
Olejnik twierdzi, że Dochnal "był raz [w radzie fundacji] i to sprawdziłem.
Był raz. Nie pojawił się później, właściwie nie istniał"? Gdyby
prezydent mijał się z prawdą przed sejmową komisją śledczą, popełniłby
przestępstwo ścigane z artykułu 233 paragraf 1 kodeksu karnego (zagrożone karą
nawet trzech lat więzienia).
Kłamstwo systemowe
Dlaczego prezydent Kwaśniewski nie mówi prawdy? Opublikowane w tym
i poprzednim numerze "Wprost" fotografie obnażają funkcjonowanie
olkizmu:

z jego strefami
wpływów, zaufanymi, lobbystami i pośrednikami. Na publikowanych przez nas
zdjęciach widać pośredników prezydenta kontaktujących się z Dochnalem -
takich jak wysoki urzędnik Kancelarii Prezydenta Andrzej Majkowski, jak jego
były rzecznik Antoni Styrczula, oraz tych, o których Dochnal, zeznając
przed komisją śledczą ds. Orlenu, mówił, że informowali go o życzeniach
pałacu, a wręcz naciskali na niego - jak były już szef gabinetu prezydenta Marek
Ungier.
Na fotografiach, które opublikowaliśmy przed tygodniem,
widać Zdzisława Zarycznego. Jan Bobrek, jeden z paliwowych baronów,
zeznał katowickiemu prokuratorowi: "Zdzisław Zaryczny był osobą poleconą
przez A. [Arkadiusza] Grochulskiego, która była zatrudniona w Kancelarii
Prezydenta RP, lub był osobą, przy pomocy której można było się
kontaktować z Kancelarią Prezydenta RP". W prezydenckiej kancelarii BGM
miało załatwiać nie tylko różne bieżące sprawy, ale stamtąd miały też
wypływać "propozycje kontaktów lub innych form współpracy
pozostających w sferze działalności A. Grochulskiego, a w szczególności
paliw, agencji celnej, dostaw ropy. (...) Przypominam sobie, że jedna z
rozmów dotyczyła możliwości nawiązania współpracy z rafineriami ze
Wschodu z miejscowości Mozyr". Dowodem na kontakty Zarycznego z paliwowymi
baronami Grochulskim i Bobrkiem są billingi telefoniczne.
W prezydenckiej
kancelarii poinformowano nas, że żaden Zdzisław Zaryczny nie pracował tam w
czasie prezydentury Kwaśniewskiego. Ten były dziennikarz (m.in. "Życia
Warszawy") - zdaniem naszych informatorów - często się jednak
pojawiał w Pałacu Prezydenckim: w drugiej połowie lat 90. regularnie odwiedzał
byłego prezydenckiego ministra Marka Ungiera.
Wypierając się znajomości i kontaktów, których dowodzą
publikowane przez nas fotografie, prezydent kłamie więc niejako systemowo.
Mechanizm jest zresztą prosty - jedne kłamstwa rodzą następne. Występując 7
marca w programie "Prosto w oczy", Kwaśniewski zapewnił, że fundacja
Porozumienie bez Barier, którą kieruje jego żona, umieściła w Internecie
listę wszystkich swoich sponsorów. Monika Olejnik spytała: "Proszę
powiedzieć, czy fundacja [Porozumienie] bez Barier zamieściła wreszcie listę
swoich sponsorów w Internecie?". Aleksander Kwaśniewski
odpowiedział: "Oczywiście, że tak". "Jest wszystko? Wszystko
wiadomo?" - dopytywała Olejnik. A Aleksander Kwaśniewski stwierdził:
"Wszystko wiadomo". Sprawdziliśmy - na stronie fundacji nie ma pełnej
listy darczyńców, są jedynie wybrani.
Prezydent Kwaśniewski mija się też z prawdą, gdy twierdzi (także w
programie Moniki Olejnik), że na początku lutego 1989 r. nie przeglądał
dokumentów Służby Bezpieczeństwa ("Ja, [zaglądałem] do teczek?
Absolutnie nieprawda"). Tymczasem nazwisko Kwaśniewskiego znalazło się w
rozdzielniku "informacji dziennych", jakie od SB otrzymywały
najważniejsze wówczas osoby w państwie - jak Wojciech Jaruzelski czy
Mieczysław F. Rakowski. Dowód na to znajduje się w dokumentach,
które otrzymał z IPN senator Zbigniew Romaszewski.
Komisja ds. Polskich Hut Stali? Zeznania Marka Dochnala
w prokuraturze i przed sejmową komisją śledczą ds. Orlenu oraz zeznania przed
komisją współpracownicy Dochnala Agaty Stremeckiej mogą sprawić, że
powołana zostanie kolejna sejmowa komisja śledcza - do spraw Polskich Hut Stali.
Ta sprawa pokazuje, że prezydent wpływał nie tylko na prywatyzację sektora
paliwowego (co bada komisja ds. Orlenu) czy ubezpieczeniowego (komisja ds. PZU),
ale także hutniczego. 5 marca przed komisją śledczą Dochnal oświadczył, że
prezydent spotykał się z Lakshmi Mittalem, prezesem i właścicielem Mittal Steel
Company Ltd. Jak ustaliliśmy, do tego spotkania doszło w styczniu 2004 r. w
Davos. Potwierdziła to Kancelaria Prezydenta, dodając, że spotkanie "trwało
10 minut". Na inne, wcześniejsze spotkanie w Pałacu Prezydenckim Marka
Dochnala nie wpuszczono. "Odbierałem sugestie [na pytanie od kogo Dochnal
stwierdził: potwierdzam nazwisko Marka Ungiera, że w tego typu zamierzeniach,
które chcę realizować [sprzedaży polskich hut], powinien się znaleźć pan
Kulczyk czy miejsce dla pana Kulczyka" - powiedział Dochnal. Agata
Stremecka zeznała natomiast w ostatnią sobotę, że wie o trzech spotkaniach
prezydenta Kwaśniewskiego z Mittalem. 5 marca 2004 r., a więc dwa miesiące po
spotkaniu Kwaśniewskiego z Mittalem w Davos, koncern należący do tego ostatniego
przejął pełną kontrolę nad polskimi hutami zgrupowanymi w holdingu Polskie Huty
Stali. I Mittal zrobił na tym doskonały interes, bo cena, za którą skarb
państwa sprzedał PHS, nie uwzględniała nadchodzącego boomu na rynku stali. W
koncernie Mittala pracuje obecnie były rzecznik prezydenta Antoni Styrczula,
którego Dochnal nazywa "pośrednikiem" między sobą a byłym
prezydenckim ministrem Markiem Ungierem.
Dochnal twierdzi, że nie
wpuszczono go na spotkanie prezydenta Kwaśniewskiego z Mittalem w Warszawie
także dlatego, że nie chciał dopuścić Kulczyka (na wyraźne sugestie pałacu) do
kontraktu na dostawy ropy do Polski z Kazachstanu. Dochnal negocjował taki
kontrakt z kazachską firmą KazMunaiGaz. Dowiedzieliśmy się, że kiedy Dochnal
został już aresztowany, Jan Kulczyk poleciał do Kazachstanu na rozmowy z firmą
KazMunaiGaz.
Przypomnijmy, że informacje na temat tego, że Aleksander
Kwaśniewski i jego kancelaria wspierają interesy Jana Kulczyka, pochodzą nie
tylko od Marka Dochnala, ale są też zawarte w odtajnionych notatkach Agencji
Wywiadu na temat wiedeńskiego spotkania najbogatszego Polaka z rosyjskim
szpiegiem Władimirem Ałganowem. Kulczyk miał się na tym spotkaniu powoływać na
poparcie "pierwszego" (prezydenta RP) przy sprzedaży sektora naftowego
Rosjanom. Dlaczego nazwisko Dochnala pojawia się w notatce Agencji Wywiadu
dotyczącej wiedeńskiego spotkania? Pojawia się w kontekście tego, że Dochnal
miał negocjować z Kulczykiem odkupienie od niego pakietu akcji w PKN Orlen.
Ustaliliśmy, że podczas wiedeńskiego spotkania Władimir Ałganow miał
stwierdzić, iż został już raz wystawiony do wiatru w sprawach przejęcia przez
Rosjan Rafinerii Gdańskiej (Łukoil miał dać "wziatkę" Wiesławowi
Kaczmarkowi i nic to nie dało), więc nie ma zaufania do rekomendacji
"pierwszego". Ma natomiast zaufanie do Marka Dochnala, który
cieszył się ponoć względami prezydenta Rosji Władimira Putina. Poznali się w
1991 r. w Petersburgu, gdy Dochnal założył tam filię swojej firmy Proxy, a Putin
był wysokim urzędnikiem miejskiej administracji. Firma Dochnala i on sam miały
wtedy zyskać zaufanie Putina. Jeśli więc Kulczyk chce coś z Rosjanami załatwić,
powinien to robić za pośrednictwem Dochnala. Kilka dni po wiedeńskim spotkaniu z
Dochnalem miał się skontaktować Jarosław Grzesiak z firmy prawniczej Dewey
Ballantine, który miał występować w imieniu Jana Kulczyka. Dochnal znał
Grzesiaka - był on gościem na 40. urodzinach lobbysty urządzanych w Monte Carlo.
7 marca 2005 - koniec III Rzeczypospolitej "Dlaczego ja się tak denerwuję, jak mnie pytają o te konta numeryczne?
(...) Mnie wścieka, że uczciwego człowieka, uczciwego prezydenta
Rzeczypospolitej w ogóle można pytać o takie rzeczy" - oburzał się
Aleksander Kwaśniewski 9 marca w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Prezydent nawiązał w ten
sposób do zeznań paliwowego barona Jana Bobrka (jest oskarżony o oszustwa
podatkowe i pranie pieniędzy - około 500 mln zł), złożonych w krakowskiej
prokuraturze. Bobrek zeznał, że gen. Marian Zacharski, były wysoki
funkcjonariusz SB i UOP, pokazywał mu numery kont numerycznych mających jakoby
należeć do polskich polityków, w tym do prezydenta Kwaśniewskiego.
Zeznania Bobrka uzupełnił szef BGM Arkadiusz Grochulski, który 8 marca
nieoczekiwanie oddał się w ręce poszukujących go prokuratorów i złożył
"obszerne wyjaśnienia".
Prezydent denerwuje się nie tylko w
związku z kontami numerycznymi, lecz głównie dlatego, że kończy się era
olkizmu. Kończy się też właściwie III Rzeczpospolita, której był filarem.
Być może 7 marca, gdy prezydent odmówił stawienia się przed komisją
śledczą ds. Orlenu, a także stwierdził, że nie stanie już przed żadną inną
komisją śledczą Sejmu, będzie właśnie datą końca III RP. Przed tą datą
Kwaśniewski używał pewnej demokratycznej fasady dla swoich działań. Po 7 marca
2005 r. wyraźnie stwierdził, że właściwie stoi ponad prawem i że jest to
normalne. Nie stawi się przed komisją śledczą Sejmu, a jak zechce, to będzie
zeznawał przed prokuratorem. Zbigniew Ziobro, poseł PiS, zakpił sobie w
programie Tomasza Lisa "Co z tą Polską?", że pewnie wcześniej
prezydent otrzyma pytania, jakie zada mu prokurator, a może w ogóle sam
pałac takie pytania przygotuje.
Bankructwo olkizmu i koniec III RP
Kwaśniewskiego wydają się faktem także dlatego, że z najnowszych badań Pentora
wynika, iż połowa Polaków (49,9 proc.) odmowę złożenia zeznań przed
komisją śledczą uważa za skompromitowanie przez Aleksandra Kwaśniewskiego urzędu
prezydenta RP. Ponad połowa (51,3 proc.) twierdzi, że w sporze dziennikarzy
"Wprost" i prezydenta (zarzuciliśmy głowie państwa kłamstwo) racja
jest po stronie "Wprost".
O tym, że nie ma powodu żałować ani
olkizmu, ani III RP Kwaśniewskiego, przekonują słowa prezydenta z wywiadu dla
"Gazety Wyborczej". Stwierdził on: "Mam nadzieję, że ABW jest na
tyle rozsądna, że sama coś powie [na temat publikacji tygodnika
"Wprost"]. A jak nie powie, to też będę wiedział, co o tym
myśleć". Czy ma to oznaczać inwigilację wolnych mediów? - Wykonanie
sugestii prezydenta mogłoby oznaczać inwigilację dziennikarzy "Wprost"
i godzić w wolność słowa - uważa Jerzy Polaczek, poseł PiS. On i inni posłowie
zapowiadają skierowanie w tej sprawie interpelacji do premiera Marka Belki.
Jakże te słowa Kwaśniewskiego przypominają standardy znane z Białorusi
Łukaszenki i Ukrainy Kuczmy. A koniec Kuczmy jest jeszcze bardziej znamienny.