Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
    
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Przerwać tę rzeź!
AWR Wprost

Przerwać tę rzeź!

Przywódcy Polski podziemnej byli przeciwni wybuchowi powstania warszawskiego To miało być zupełnie inne powstanie. Niemcy mieli uciekać - zakładano - a my mieliśmy ich rozbrajać. Tak jak w roku 1918. Bo to, że Niemcy będą kiedyś uciekać, dla nikogo od początku tej nieszczęsnej wojny nie ulegało żadnej wątpliwości. I od początku tej wojny rozpoczęły się przygotowania do takiego powstania. W raporcie operacyjnym nr 54 komendanta głównego ZWZ, skierowanym pod koniec 1940 r. do gen. Sosnkowskiego do Londynu, przyjmowano, że nikt nie będzie walczył z wojskiem, a jedynie z policją i aparatem okupacyjnym. Zakładano, że nikt nie będzie zdobywał obiektów nie do zdobycia, a tylko je osaczał. Przewidywano - z braku innej broni - broń najlepszą: zaskoczenie, a dalej pomoc z Zachodu. Nikt nie myślał w kategoriach stosów ofiarnych i polskiej tradycji klęsk. Co więcej, ostrzegano, że powstanie może wybuchnąć w "jednym tylko wypadku, gdy naród niemiecki pod wpływem klęsk militarnych, głodu i agitacji załamie się, a zdemoralizowane i pozbawione widoków zwycięstwa wojsko, łamiąc dyscyplinę, zacznie porzucać swe posterunki, dążąc do domów i rodzin...".
Powstanie nie może się nie udać!
W 1942 r., gdy w sprawie wybuchu powstania powstawał nowy raport operacyjny nr 154 dowództwa AK dla Londynu, w teatrze wojennym pojawił się już nowy element: sojusznicza, lecz nieprzyjazna Rosja Sowiecka. Przyjmowano więc, choć niechętnie, że Niemcy mogą uciekać także przed Rosjanami. W tym też czasie we wszelkich planach walki powstańczej - opracowywanych w Warszawie lub Londynie - jako warunek podstawowy pojawiło się hasło - przestroga: POWSTANIE NIE MOŻE SIĘ NIE UDAĆ! Jakby w przeczuciu tragedii zadecydowano też, że o jego rozpoczęciu może zadecydować jedynie wódz naczelny.
Skocz do tekstu
REKLAMA

W 1943 r., po zerwaniu przez Rosję stosunków politycznych z Polską, autorzy planów powstania powszechnego już mogli zyskać pewność, że będą mieli do czynienia z dwoma wrogami. Na pytanie, który okaże się groźniejszy, odpowiedzieć miała jednak historia. Nadal zakładano, że któregoś dnia "rząd wezwie Kraj do wzmożenia działań zbrojnych przeciwko Niemcom, które mogą przyjąć formę powstania powszechnego lub wzmożonej akcji sabotażowo-dywersyjnej". Tadeusz Żenczykowski relacjonował jedną z odpraw w Komendzie Głównej AK w połowie 1943 r., kiedy gen. Grot-Rowecki przestrzegał: "Pamiętajcie, wolno nam będzie zacząć dopiero wówczas, gdy padną pierwsze sowieckie pociski na lewy brzeg Wisły". Dobrze rozumiano, że każdy błąd w tej sprawie, każdy pochopny, przedwczesny rozkaz - jak pisał gen. Kazimierz Sosnkowski w instrukcji dla kraju z 1 listopada 1943 r. - "byłby hasłem do masowej rzezi ludności".
Rok 1944 przyniósł doświadczenia powstania strefowego, znanego jako akcja Burza. Doświadczenia zniechęcające. Oddziały powstańcze walczące z Niemcami na kresach, ujawniające się następnie Rosjanom w roli gospodarza terenu, były rozbrajane i wywożone na wschód. Polsce przyszło przeżywać tragedię powstańczego Wilna i Lwowa. "W obliczu sowieckiej polityki gwałtów i faktów dokonanych powstanie zbrojne byłoby aktem pozbawionym politycznego sensu, mogącym za sobą pociągnąć niepotrzebne ofiary" - pisał 28 lipca 1944 r. naczelny wódz gen. Kazimierz Sosnkowski do gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, dowódcy Armii Krajowej. Ta depesza jednak już nie dotarła do rąk adresata. Podobnie jak następna, napisana 29 lipca: "W obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu, którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się w zmianie jednej okupacji na drugą".
Nikt nie wie, dlaczego powstanie wybuchło. Wbrew wszelkim racjom politycznym, wszelkim przestrogom i wszelkim ostrzeżeniom, w tym kolejnych kurierów z Londynu, by uprzedzić warszawskich dowódców, że nie mogą liczyć na żadną pomoc wojskową Zachodu. Czy winne były dwa sowieckie czołgi, które poprzedniego dnia wdarły się na Targówek i prowadzone przez pluton majora Okieńczyca z 6/26 Obwodu AK dotarły aż do Wisły, gdzie zostały spalone przez Niemców? Dla niedoświadczonego dowódcy mogły być sygnałem rozpoczynającego się sowieckiego natarcia na Warszawę. Dla doświadczonych oficerów liniowych, których nie brakowało w Komendzie Głównej AK, fakt ten niczego nie oznaczał. Przeciwko rozpoczęciu powstania opowiedzieli się i szef oddziału III operacyjnego, i szef oddziału II wywiadowczego, i sam dowódca warszawskiego Okręgu AK, a następnie dowódca powstania gen. Antoni Chruściel, Monter. Płk Janusz Bokszczanin na swą uwagę, że zadanie uwolnienia miasta w ciągu 12 godzin, by mogły się w nim zorganizować władze administracji cywilnej, jest niewykonalne, miał usłyszeć z ust gen. Tadeusza Pełczyńskiego: "Panie pułkowniku, w wojsku każde zadanie jest wykonalne, jeśli chce się je wykonać!". Na zastrzeżenie gen. Montera, że nie ma z czym iść do ataku, gen. Okulicki oświadczył: "Broń zdobywa się na nieprzyjacielu".

Podziel się














Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Akcja
Ankieta Wprost
Dodatek
Petelicki. Ostatni strzał
Polecamy
Prenumerata już od 59 zł !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności