Po czterech latach tygodnik WPROST powraca do jednej ze swoich najświetniejszych tradycji - przyznawania Nagród Kisiela.
W tym roku mija 20. rocznica przyznania pierwszych nagród, których patronem jest słynny polski felietonista, pisarz i kompozytor,
przez lata związany z "Tygodnikiem Powszechnym", a potem - z "WPROST". W 2011 roku minie 100 lat od urodzin Stefana Kisielewskiego.
To znakomita okazja, aby nie tylko wrócić do tradycji przyznawania nagród Kisiela, ale aby również przypomnieć, a młodszym czytelnikom -
przedstawić ducha twórczości tego wnikliwego obserwatora i komentatora polskiej rzeczywistości.
Zachęcamy do lektury niezwykłych i wciąż aktualnych felietonów Stefana Kisielewskiego. Kolejne felietony będą się pojawiały na stronie trzy razy w tygodniu -
w poniedziałki, środy i piątki - do końca roku.
Satyra i sprzeciw są koniecznym elementem narodowego życia,
cokolwiek i ktokolwiek by o tym sądził. Satyra jest przeciw, bo nie ma satyry "pro", satyra musi być "contra". Bez tej przyprawy bigos narodowy nie będzie miał smaku,
bez prawa do sprzeciwu nie wychowamy młodzieży. Wynika z tego potrzeba legalnej opozycji, którą to postawę próbowałem reprezentować w moich felietonach, zresztą nie
tylko w nich. Opozycja bzykającego komara też jest opozycją.
Stefan Kisielewski
"100 razy głową w ściany", przedmowa autorska


Entuzjastycznie przyjąłem wiadomość o obchodzie 300-lecia prasy polskiej, jako że jestem zawodowym pożeraczem gazet i babrzę się w owej branży od lat niemal dwudziestu pięciu. Radość moją z tej imprezy mąciło jednak jakieś głęboko ukryte, ale wyraźnie złowróżbne przeczucie. Mówiło mi ono, iż nie mam się co cieszyć z tej zapowiadanej uczty prasowoduchowej, gdyż ja na niej biesiadować nie będę, w myśl zasady „nie dla psa kiełbasa", względnie: „psie głosy nie idą pod niebiosy" lub też — „cóż po psie w kościele, i tak pacierza nie umie". I rzeczywiście : nie biesiadowałem.Prócz mnie znaleźli się jeszcze inni nie powołani, którzy również
wzięli zaproszenie do ucztowania na serio i nabrali sporej oskomy. Mam
na myśli redakcję „Tygodnika Powszechnego". Zacne to pismo zapaliło się
bardzo do owego trzystolecia i z rzadką u siebie operatywnością
machnęło szybko ciekawy przeglądzik prasy krakowskiej na przestrzeni
lat trzystu pióra p. Zenona Szczeniowskiego. Intencje mieli dobre,
apetyt uzasadniony: sądzili, że wezmą udział w uczcie, że „Tygodnik
Powszechny" będzie również na tej uczcie jednym, choćby skromnym daniem
lub przystawką (móżdżek po krakowsku czy flaki a la catholique). Ale
zawiedli się srodze. Oto jak potraktował ich zapędy kolega Ludwik
Krasucki, autor przeglądu prasy w „Trybunie Ludu". (Boję się, że
zakrzyknie on w tym momencie gromko: — Tylko nie kolega, tylko nie
kolega! Ja dla Pana żaden kolega!). Cytuję słowa kolegi:
"Jak wiadomo obchód 300-lecia
prasy polskiej nie oznacza bynajmniej bezkrytycznego nawiązania do
całej tradycji w tej dziedzinie, lecz do jej nurtu postępowego,
demokratycznego, patriotycznego. Inną wersję obchodu proponuje nam
"Tygodnik Powszechny", wyliczając w artykule Zenona Szczeniowskiego
"300 lat prasy krakowskiej" tytuły wielu pism zdecydowanie reakcyjnych,
wśród których poczesne miejsce zajmuje IKC. Starannie zawoalowane
komplementy pod adresem tych pism dobitnie ilustrują tendencje
artykułu".
Hm. Po pierwsze,
co do formy językowej: czy komplementy ilustrują tendencje, czy
tendencje komplementy, bo to jakoś nie jasne? A teraz co do treści.
Kolega (czy pan) Krasucki wysuwa tezę, ze obchód nie dotyczy prasy
polskiej lecz części prasy polskiej. Hm. Jakoś nam nikt tego przedtem
nie mówił. Nasuwa się też pytanie, jaka będzie ta część? W Krakowie
wyglądałaby ona arcymizernie, jeśli się pominie pisma odgrywające tak
ważną rolę w rozwoju polskiej myśli politycznej pod zaborami, jak
„Czas" czy „Nowa Reforma", albo pismo, które miało niestety (niestety,
ale prawda) tak ogromny wpływ na opinię publiczną okresu II
Rzeczypospolitej, jak „Ilustrowany Kurier Codzienny". Opisując
menażerię nie można pominąć słonia, choćby nawet ów słoń był słoniem
negatywnym i miał brzydkie myśli.
Tutaj właśnie mam do kolegi
(czy też już pana?) Krasuckiego pretensję, że ujmuje sprawę nie
dialektycznie i nie po marksistowsku. Jak wiadomo, nie jestem marksistą
ale skłoniony wydarzeniami przestudiowałem tę koncepcję i - muszę
przyznać - sporo skorzystałem. Natomiast kolega (nie tracę nadziei)
Krasucki przestudiował na pewno rzecz tę z urzędu, ale jakoś skutków
tego po nim nie widać. Wszakże jedna z głównych tez dialektyki mówi, że
treścią historii, decydującą o jej rozwoju jest konflikt przeciwieństw,
wewnętrzna walka sprzeczności. Pomijanie dualizmu, przedstawianie
jednej tylko strony antynomii jest a-historyczne i a-dialektyczne:
opisując na przykład walkę socjalizmu z kapitalizmem nie można
pomijać... kapitalizmu: diabeł nie istnieje bez anioła, światło nie
istnieje bez cienia; żadna teza nie powinna się chwalić brakiem swej
antytezy, bo po pierwsze nie ma czym, po drugie zaś jest to niemożliwe:
tylko w fałszywych opowiastkach dla dzieci wszyscy okazują się dobrzy,
szlachetni i nie mają wątpliwości.
Jeśli zaś chodzi o postępowość
i wstecznictwo, to są to również pojęcia zmienne, zależne od stadium
historii, związane z całokształtem okoliczności
społeczno-gospodarczych. Marks uważał, że burżuazja była postępowa w
stosunku do feudalizmu, zaś proletariat jest postępowy w stosunku do
burżuazji. Zawsze w stosunku do czegoś - oto istota dialektyki
historycznej. Kto to zrozumie, ten nie będzie się dziwił, że 200 lat
temu nie było prasy socjalistycznej, albo że liberałowie z „Nowej
Reformy" nie zostali marksistami. Chcąc określić, która prasa na
przestrzeni lat 300 była „postępowa", trzeba by sporządzić
skomplikowaną tabelę dla każdego dziesięciolecia niemal, i dla każdej
dzielnicy kraju. Ponieważ zaś nikt przed przystąpieniem do obchodu
tabeli takiej nie sporządził, każdy normalny zjadacz słowa drukowanego
uznał zgodnie z logiką i zdrowym rozsądkiem, że chodzi tu o 300-lecie
CAŁEJ prasy polskiej w jej historycznym, antynomicznym i złożonym
rozwoju. Wzywając kolegę (w myśl powyższych wywodów)
Krasuckiego, aby powrócił do zasad myśli dialektycznej, pozostaję z
należnymi wyrazami.
12 II 1961, TP nr 629 Dodano: 2010-12-31
„Chodzi mi o to, żeby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa..." Dodano: 2010-12-27
Wiele osób ma do mnie pretensję, że felietony z cyklu „Gwoździe w mózgu" nie są śmieszne. Pretensja to co najmniej dziwna, w rodzaju słynnego pytania Gałczyńskiego „dlaczego ogórek nie śpiewa ?". Gwóźdź w mózgu wcale n... Dodano: 2010-12-27
Poseł Artur Starewicz, niekoronowany król prasy polskiej (kierownik Biura Prasowego KC PZPR), zabrał głos na temat tejże prasy w „Nowej Kulturze" (nr 29). Wypowiedź jego zawiera wiele rzeczy słusznych i ciekawych, wobec czeg... Dodano: 2010-12-23
Koledzy z „Tygodnika" kazali mi napisać felieton do numeru, poświęconego Ziemiom Zachodnim. - Miałeś pretensję, że nie zawiadomiliśmy Cię o numerze tatrzańskim - powiedział Redaktor - a więc pokaż teraz co umiesz i napisz co... Dodano: 2010-12-22
W „Odrodzeniu" autor felietonu „Przednówek" (kjw) skarży się na nudę i jałowość, panoszącą się w naszych czasopismach. Święta prawda! Dodano: 2010-12-20
W czasie okupacji w Warszawie jadałem obiady w kuchni Literatów, mieszczącej się w dawnym lokalu PENClubu przy ulicy Foksal. Spotykało się tam wielkie "gwiazdy" literatury polskiej, jak Karola Irzykowskiego, Marię Dąbrowską oraz m... Dodano: 2010-12-17
A więc znalazłem się wreszcie w owym Sejmie, czego i Warn życzę. Dodano: 2010-12-15
Wszędzie czyta się o postępie, o szermierzach postępu, o wrogach postępu — postęp to jeden z najczęściej dziś spotykanych terminów ideologicznych. Niedawno ktoś mnie nazwał „wrogiem postępu" — bardzo mnie to zdzi... Dodano: 2010-12-13
Ogólny podtytuł niniejszej serii felietonów „Gwoździe w mózgu" bywa często niewłaściwie interpretowany. Niejeden z Czytelników przypuszcza bowiem, że chodzi tu o gwoździe, które ja wbijam w mózgi moim oponentom czy polemisto... Dodano: 2010-12-10
Kolejne strony: 1 2 ... 4
|
|