Równoległe światy Philipa K. Dicka

Równoległe światy Philipa K. Dicka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z serialu Człowiek z Wysokiego Zamku / The Man in the High Castle (Serial TV 2015)
Kadr z serialu Człowiek z Wysokiego Zamku / The Man in the High Castle (Serial TV 2015) / Źródło: Amazon Studios
Od ponad trzydziestu lat kino i telewizja czerpią inspirację z bogatego dorobku literackiego Philipa K. Dicka. 20 listopada do szeregu adaptacji tej prozy dołączył serial „Człowiek z Wysokiego Zamku”. Jakie wyzwania przed studiem Amazon postawiła jedna z najlepszych powieści amerykańskiego guru SF?

Rok 1977, konwent science fiction we francuskim Metz. Jeden z gości – amerykański pisarz Philip Kindred Dick – ogłasza, że „żyjemy w wirtualnej rzeczywistości, a jedynym dowodem na to są aberracje typu déjà vu”. W tym świetle powstały dwadzieścia dwa lata później „Matrix” staje się filmem myślowo czerstwym, choć bracia Wachowscy uchodzą dzięki niemu za wizjonerów. 

W wystąpieniu pod tytułem „Jeśli nie podoba ci się ten świat, powinieneś dostrzec inne” Dick usiłował przekonać słuchaczy, że znany nam wszechświat to tylko zaawansowana technologicznie, komputerowa symulacja (fragmenty tego przemówienia znajdują się w serwisie YouTube). Dodał również, że kilka lat wcześniej miał wizję, według której część fikcji literackiej jego autorstwa okazała się prawdą. Powieści „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” oraz „Człowiek z Wysokiego Zamku” powstały na postawie szczątkowych wspomnień pisarza ze świata, w którym uznaje się niewolnictwo. Zdaniem prozaika nie były to przebitki z wcześniejszych wcieleń (doznania te nie miały nic wspólnego z reinkarnacją), lecz z jego równoległego, alternatywnego życia. 

Istnieją jeszcze inne, przyziemne teorie, które tłumaczą pochodzenie pomysłów zawartych w powieściach Dicka. Według jednej z nich pisarz nie stronił od substancji psychoaktywnych i chętnie pisał na haju. Niektórzy podejrzewają również, że pożywkę dla fantastycznych wizji artysty stanowiła schizofrenia paranoidalna, na którą rzekomo miał cierpieć. Niezależnie od tego, jaka była rzeczywista geneza utworów Amerykanina, nie można odmówić im nowatorstwa. Nie bez przyczyny Dick zyskał tytuł „Dostojewskiego SF” – jego bogata spuścizna literacka (czterdzieści cztery powieści i ponad sto opowiadań) zawiera moc rozważań o naturze człowieka i subiektywności świata widzialnego. 

Książką, która zapewniła Dickowi miejsce w panteonie pisarzy SF, był „Człowiek z Wysokiego Zamku” z 1962 roku. Jej akcja toczy się w świecie na opak, w którym II wojnę światową wygrały Niemcy i Japonia, co pozwoliło im podzielić między siebie podbitą Amerykę. Tym samym Kalifornia (stan, w którym mieszkał sam Philip K. Dick) znalazła się pod okupacją japońską. Wśród jej mieszkańców karierę robi zakazana przez nazistów powieść „Utyje szarańcza” autorstwa tytułowego człowieka z Wysokiego Zamku, wedle której państwa Osi przegrały, prezydent Roosevelt ustąpił ze stanowiska po dwóch kadencjach, a Wielką Brytanią wciąż rządzi Churchill. Do tych dwóch przenikających się płaszczyzn – świata realnego dla bohaterów „Człowieka z Wysokiego Zamku” i świata „książki w książce” – Dick dodaje trzecią, czyli świat istniejący w świadomości czytelnika. Nasza rzeczywistość wdziera się do powieści w wizji jednego z bohaterów; innej postaci w wykryciu iluzoryczności otoczenia pomaga seans z chińską księgą I Ching. Jak stwierdził tłumacz prozy Dicka, Lech Jęczmyk, „głównym tematem tej prozy jest podejrzliwość wobec fasady świata, usiłowanie dotarcia do jego ukrytej struktury i zrozumienie jego praw”. Pisarz zagląda za kulisy rzeczywistości, aby ustalić granicę między tym, co subiektywne i obiektywne.   

„Człowiek z Wysokiego Zamku” to powieść metaliteracka, świadoma swej fikcyjności. Prawdopodobnie właśnie ta cecha odstraszała filmowców, którzy przez lata nie śmieli przełożyć jej na język kina. W tym miejscu należy wspomnieć, że wiele utworów Dicka znalazło już swoje odbicia na ekranie, często z bardzo dobrym skutkiem. Najsłynniejszą, kultową dziś adaptacją jest oczywiście „Łowca androidów” (1982) Ridleya Scotta na podstawie powieści „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”. Wiernych fanów ma również „Pamięć absolutna” (1990) z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej, czyli ekranizacja opowiadania „Przypomnimy to panu hurtowo”. Ciekawego eksperymentu dokonał Richard Linklater, reżyser filmu „Przez ciemne zwierciadło” (2006, według powieści o tym samym tytule), który wykorzystał technikę animacji retroskopowej. Do udanych interpretacji twórczości Dicka zaliczyć można też adaptację „Raportu mniejszości” (2002), jakiej podjął się Steven Spielberg, oraz „Władców umysłów” (2011) George’a Nolfiego inspirowanych „Ekipą dostosowawczą”. Kilka dni temu świat obiegła informacja, że latem 2016 roku ruszą zdjęcia do sequelu „Łowcy androidów”. Wyreżyserować ma go Denis Villeneuve (twórca „Pogorzeliska”, „Labiryntu” i „Sicario”), a w głównej roli, obok Harrisona Forda, pojawi się Ryan Gosling. 

Pierwszej ekranizacji „Człowieka z Wysokiego Zamku” podjął się Amazon. Sukces pilota sprawił, że studio zdecydowało się na wyprodukowanie kolejnych dziewięciu odcinków. Nad projektem, w charakterze producenta wykonawczego, czuwał sam Ridley Scott, a w obsadzie znaleźli się między innymi Alexa Davalos („Kroniki Riddica”, „Starcie tytanów”), Rupert Evans („Hellboy”, „Agora”) i DJ Qualls („Ostra jazda”, seriale „Supernatural” i „Z Nation”). 20 listopada kompletny sezon pojawił się na Amazon Video, mamy już zatem możliwość oceny serii. Seans epizodu pierwszego (bo tyle ma za sobą autorka niniejszego artykułu) wzbudza zainteresowanie kontynuacją, choć na pierwszy rzut oka widać, że scenarzyści podeszli do literackiego pierwowzoru w sposób luźny. Użyli tej samej szachownicy i tych samych figur, lecz zmienili ich ustawienie. Jaki będzie wynik tej rozgrywki? Ile z epistemologicznych rozważań Philipa K. Dicka zdołano przemycić? Niniejszy tekst nie miał być recenzją, lecz zachętą do lektury powieści – tak, abyśmy mogli na powyższe pytania odpowiedzieć wspólnie.  

Czytaj także

 0

Czytaj także