Antyreforma programowa

Antyreforma programowa

Dodano:   /  Zmieniono: 12
Szkoła
Szkoła / Źródło: Fotolia / Kzenon
Wprowadzona blisko siedem lat temu przez Katarzynę Hall reforma programowa miała zmienić obraz polskiej szkoły. W rzeczywistości doprowadziła do tego, że uczniowie zamiast zdobywać wiedzę, z wiekiem mają jej coraz mniej.

27 czerwca mamy się dowiedzieć, jak rząd PiS zamierza zreformować system edukacji. Najprawdopodobniej poznamy wtedy nową strukturę szkolną, trwają też prace nad nową podstawą programową, czyli zestawem treści nauczania. Choć żadne konkretne propozycje do tej pory nie padły, już sama zapowiedź zmian uruchomiła falę krytyki. Głównym argumentem jest to, że polscy gimnazjaliści coraz lepiej wypadają w międzynarodowych testach PISA, czyli badaniu umiejętności 15-latków prowadzonym w kilkudziesięciu krajach na świecie. Pod koniec 2013 r. chwaliły się tym aż trzy szefowe MEN z rządu PO: Katarzyna Hall, Krystyna Szumilas i Joanna Kluzik-Rostkowska. Jak twierdziły, ten sukces jest efektem zmian w podstawie programowej wprowadzonych przez minister Hall w 2009 r.

Zarzuty nauczycieli

Instytut Badań Edukacyjnych (IBE) przyjrzał się temu, jak w praktyce funkcjonuje ta reforma. Eksperci wzięli pod lupę nauczanie języka polskiego, matematyki, przedmiotów przyrodniczych, historii i języka obcego. Już we wstępie do raportu można przeczytać, że środowisko nauczycielskie źle postrzegało wprowadzane zmiany. „Reakcje części nauczycieli były skrajnie negatywne i bardzo emocjonalne” – podkreślają autorzy opracowania. Kilkukrotnie – przed wdrożeniem reformy i w jego trakcie – protestowały towarzystwa naukowe zajmujące się przedmiotami ścisłymi. Podobnie jak nauczyciele wytykali ograniczenie liczby tych lekcji w szkołach ponadgimnazjalnych oraz niedostosowanie szkolnych laboratoriów do wymagań stawianych w nowym programie – wskazując, że doprowadzi to do marginalizacji nauczania fizyki czy chemii.

Z czasem wiedzy ubywa

Ich obawy potwierdza analiza nauczania przedmiotów ścisłych. W raporcie IBE można przeczytać, że w 2013 r. połowa nastolatków rozpoczynających naukę w pierwszej klasie szkoły ponadgimnazjalnej przyznała, że nigdy osobiście nie przeprowadziła żadnego doświadczenia w ramach lekcji biologii. W przypadku chemii odsetek ten wynosił 41 proc., a w przypadku fizyki – 33 proc. To wskaźniki podobne do tych sprzed reformy. Zaobserwowano też inne niekorzystne zjawisko – okazuje się, że wiedza przyrodnicza uczniów szkół ponadgimnazjalnych kurczy się wraz z czasem. W drugiej klasie ich umiejętności są niższe niż rok wcześniej.

Należy tu wyjaśnić, że reforma Hall spięła programowo gimnazja ze szkołami ponadgimnazjalnymi (licea, technika, szkoły zawodowe). Kurs ogólny rozpoczęty w gimnazjum kończy się w pierwszej klasie szkoły ponadgimnazjalnej. Począwszy od klasy drugiej, uczeń wybiera sobie określony profil kształcenia, a co za tym idzie, uczy się w rozszerzonym zakresie tylko wybranych przedmiotów. Przez cztery kolejne lata (2011-2014) IBE porównywał, jaką wiedzę z zakresu chemii, fizyki, biologii oraz geografii z poziomu gimnazjum mają uczniowie pierwszych klas szkół ponadgimnazjalnych. W jednej z edycji tego badania postanowiono sprawdzić także umiejętności drugoklasistów i porównać je z wynikami sprzed roku. Co się okazało? W przypadku chemii uczniowie drugich klas liceów ogólnokształcących mieli wynik o dziesięć punktów słabszy niż rok wcześniej.

Podobnie było w przypadku geografii. W przypadku fizyki nie zaobserwowano, aby kolejny rok nauki w jakikolwiek sposób korzystnie lub niekorzystnie wpłynął na ich wiedzę. Marek Golka z XIII LO w Szczecinie, najlepszy nauczyciel fizyki w kraju, wychowawca setek finalistów i laureatów krajowych oraz międzynarodowych olimpiad, mówi „Wprost”: – Przede wszystkim marnujemy potencjał gimnazjalistów, którzy z racji wieku uczą się najszybciej i najefektywniej. W nauczaniu fizyki na tym etapie edukacji nowa podstawa programowa zredukowała aparat matematyczny, a przecież to jest język fizyki. Zastąpiono ją metodą opisową, co oznacza, że teraz, aby wytłumaczyć uczniom zagadnienia fizyczne, trzeba sporo namachać się rękoma. Dodaje, że MEN, kładąc w reformie nacisk na aspekt praktyczny nauki przedmiotów ścisłych, nie przeznaczył żadnych środków na doposażenie szkolnych laboratoriów. – Jeżeli zależy nam na kształceniu wysokiej klasy inżynierów i specjalistów, którzy będą w stanie rozkręcić innowacyjną gospodarkę, to musimy zmienić podejście – zaznacza.

Nauka infantylna


– Reforma Hall na etapie szkół ponadgimnazjalnych doprowadziła do infantylizacji nauki przedmiotów ścisłych. Fizyk czy chemik mają na ten przedmiot 30 godzin, czyli jedną w tygodniu. To bardzo mało, biorąc pod uwagę różnice w wykształceniu uczniów – ocenia dr Jerzy Lackowski, wieloletni małopolski kurator oświaty. Wskazuje, że twórcy reformy zakładali, iż do liceów czy techników będą trafiali uczniowie o takiej samej wiedzy i umiejętnościach. – Tak nigdy nie było i nie będzie, dlatego nauczyciel traci sporo czasu na zdiagnozowanie ich poziomu, a później jego wyrównanie – dodaje. Inne problemy wskazywali nauczyciele ankietowani w tej sprawie przez IBE. Przykład? Podstawa programowa zakłada zajęcia w terenie. – Żeby wyjść w teren, potrzebuję dwóch godzin lekcyjnych, a zgodnie z podstawą programową mam jedną godzinę w tygodniu. Robi się problem – ocenia nauczycielka geografii.

Tego modelu kształcenia broni prof. Krzysztof Konarzewski, były szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. – To oczywiste, że jeżeli uczeń w drugiej klasie liceum przestaje się uczyć określonych przedmiotów, to jego wiedza w tym obszarze będzie maleć. Ideą tej reformy było rozszerzenie treści nauczania tych przedmiotów, które leżą w zainteresowaniach ucznia, a ograniczenie tych, którymi się nie interesuje – mówi. Dziwi się, że nie przeprowadzono badania, jak profilowanie wpłynęło na osiągnięcia maturzystów w porównaniu z ich starszymi kolegami, którzy uczyli się starym trybem. – Docierają do mnie negatywne sygnały, ale dotyczą one tego, że program zajęć rozszerzonych jest tak napięty, iż nawet krótka nieobecność ucznia prowadzi do tego, że nie jest on w stanie nadążyć później z materiałem – dodaje. Narzekają na to licealiści. Tomek jest obecnie w drugiej klasie jednego z lepszych warszawskich liceów. Wśród warszawskich gimnazjalistów szkoła ma opinię jednej z tych, które dobrze przygotowują do studiów medycznych. – Już na wstępie fizyk poinformował nas, że z racji liczby godzin nie jest w stanie zrealizować całego materiału. Zasugerował, że ci, którzy myślą o maturze z fizyki, powinni się rozejrzeć za korepetycjami – mówi. By zrealizować pełny rozszerzony kurs biologii, szkoła musiała dołożyć dodatkowe godziny. Uczniowie, poza planem, jeden dzień w tygodniu rozpoczynają naukę o 7.15.

Czego ja uczę?

Niepokojąca jest analiza nauczania matematyki. Okazuje się, że po wprowadzonych zmianach matematycy mają problem z określeniem, czego powinni uczyć. Zjawisko to występuje na wszystkich etapach edukacji. Dla przykładu ponad połowa matematyków kształcących w klasach IV-VI jest przekonana, że musi wykształcić w uczniach umiejętności, które zgodnie z podstawą programową powinny się pojawić dopiero w gimnazjum. Podobnie z nauczycielami gimnazjum – aż 56 proc. z nich miało problem z umiejscowieniem w czasie nauczania określonych umiejętności. – Wprowadzane zmiany nie są konsultowane ze środowiskiem nauczycielskim. Szkolenia, jeżeli już się pojawią, są niskiej jakości i najczęściej sprowadzają się do odczytywania tego, co zostało już zapisane w ministerialnych dokumentach. Dlatego nauczyciele, mimo wprowadzanych zmian, pracują według wypracowanych wcześniej schematów – mówi Elżbieta, nauczycielka matematyki z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, egzaminator jednej z okręgowych komisji egzaminacyjnych. To oznacza, że uczą według starych programów, które nie przystają do obecnych wymagań. Jak się okazuje, spora część nauczycieli matematyki w ogóle nie powinna uczyć tego przedmiotu. Raport IBE powołuje się na inne badania przeprowadzone przez ten instytut, z których wynika, że co piąty matematyk ze szkoły podstawowej oraz gimnazjum nie posiada podstawowej wiedzy koniecznej do realizacji celów nauczania matematyki! To samo dotyczy nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, których ignorancja prowadzi do tego, że uczniowie już na starcie zniechęcają się do tego przedmiotu.

Liczby pozalekcyjne

Są wśród nich pedagodzy, którzy dzielą przez zero. I jest to spora grupa, bo aż 55 proc. nauczycieli klas I-III szkół podstawowych uznaje, że jest to normalne działanie matematyczne. Profesor Konarzewski przywołuje anegdotę: „na jednym z etapów edukacji ustalono, że uczniowie poznają liczby od 0 do 100, na pytanie dzieci o liczby tysiąc czy milion nauczycielka stwierdziła, by się nimi nie posługiwały, bo są to liczby pozalekcyjne”. Efekt jest taki, że matematyka, jak pokazują wyniki matur czy egzaminu gimnazjalnego, to przedmiot, z którym polscy uczniowie radzą sobie najsłabiej. Na ubiegłorocznym egzaminie dojrzałości poległo na nim 18 proc. maturzystów, rok wcześniej – co czwarty. Biorąc pod uwagę liczbę ofert i ceny, korepetycje z matematyki są wsparciem najbardziej poszukiwanym przez uczniów i ich rodziców. Godzina zegarowa takiej dodatkowej nauki w dużych miastach potrafi sięgać 150 zł, to trzykrotnie więcej niż w przypadku innych przedmiotów.

Wiedza abstrakcyjna

Raport IBE prowadzi też do smutnej konstatacji w przypadku polonistycznych osiągnięć uczniów, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę oczekiwania stawiane im przez rynek pracy. Mają oni problem z samodzielnym myśleniem, rozwiązywaniem problemów czy kreatywnością. Okazuje się, że kurs języka polskiego wykształca jedynie umiejętności proste, np. rozumienie tekstów na poziomie dosłownym i sformułowanie nieskomplikowanej wypowiedzi. Analitycy wskazują, że lekcje języka polskiego powinny kształtować kompetencje miękkie, które cenią sobie pracodawcy. Chodzi o umiejętności komunikacyjne, współpracy czy samodzielność w rozwiązywaniu problemów. Okazuje się, że zamiast tego nastolatki otrzymują ogromną porcję szczegółowych informacji, których nie potrafią w praktyce wykorzystać. „Zbyt często wiedza, jaką zyskują uczniowie, jest oderwana od ich doświadczenia, ma charakter abstrakcyjny, nie zawsze jest użyteczna, a niekiedy nawet przeszkadza, gdy nie pozwala na samodzielne rozwiązywanie problemów” – pisze Krzysztof Biedrzycki, autor tej części raportu. Krytykuje także kanon lektur szkolnych, wskazując, że niezbędna jest jego rewizja i zarekomendowanie polonistom tytułów nowszych, atrakcyjniejszych i bardziej ambitnych.

Idą zmiany

Anna Ostrowska, rzeczniczka resortu edukacji, potwierdziła w odpowiedzi na pytania „Wprost”, że kwestia realizacji podstawy programowej na etapie ponadgimnazjalnym jest najczęściej zgłaszanym problemem w trakcie prowadzonych przez MEN debat oświatowych. Wiadomo już, że zostaną wprowadzone zmiany. O szczegółach resort nie chce mówić. Ostrowska zdradza tylko, że zmieni się wymiar godzin przeznaczonych na naukę przedmiotów ścisłych. Spore zmiany szykują się też w kanonie lektur i nauczaniu historii. Najprawdopodobniej czas nauki w liceum zostanie wydłużony do czterech lat. Poprzedzać go będzie trzy- lub czteroletnia nauka na etapie wczesnoszkolnym, a potem cztero- bądź pięcioletnie gimnazjum. Eksperci obawiają się jednak, że PiS powieli błędy poprzedników i wprowadzi zmiany w tempie ekspresowym, nie przygotowując do tego nauczycieli, a to po raz kolejny nie przyniesie żadnych pozytywów polskiej szkole. – Opracowanie i skonsultowanie dobrej podstawy programowej to praca na co najmniej dwa lata.

Następnie należy przeprowadzić jej pilotaż i nanieść poprawki, to co najmniej kolejny rok pracy – wskazuje dr Lackowski. O komentarz do raportu IBE poprosiliśmy Katarzynę Hall. Nie odpowiedziała nam na pytania wysłane e-mailem. Warto jednak wrócić do konferencji z końca 2013 r., kiedy była minister chwaliła się sukcesem polskich gimnazjalistów w badaniach PISA. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu upubliczniono suplement do tych badań, który diagnozował, jak uczniowie poszczególnych państw radzą sobie z kreatywnym rozwiązywaniem tzw. problemów życiowych. Mieli wykonać takie zadania, jak ustawienie parametrów odtwarzacza mp3, zakup najbardziej korzystnego dla nich biletu w biletomacie czy obsługa klimatyzatora. Spośród 44 krajów wylądowaliśmy na 28. pozycji, z wynikiem poniżej średniej OECD. Polscy gimnazjaliści uzyskali wynik 481 pkt, przy średniej wynoszącej 500 pkt. Wyprzedzili ich rówieśnicy z Czech, Rosji czy Słowacji.

Okładka tygodnika WPROST: 20/2016
Więcej możesz przeczytać w 20/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 12
  • (wujek) Olek IP
    Trzeba trzymać sie mądrości Talmudu, np. "Jak starcy każą ci burzyć a młodzieńcy budować, to burz i nie buduj, bo burzenie starców jest budowaniem a budowanie młodzieńców burzeniem". (Nied-)oświecenie głosi i wymusza coraz to nowe "nowości", których "jakość" dostrzegamy nie tylko w tym przypadku. Tzw. ciemne średniowiecze było wobec tego ostoją mądrości i rozsądku.
    • Piotr IP
      Protokoly Medrcow Syjonu mowia jasno, zeby otumaniac gojow, bo zwirzeta nadaja sie tylko do sluzenia panom (wybrancom szatana)
      • (wujek) Olek IP
        Właśnie na tym polega "wyższość" lewactwa - głosi wiedze i rozsadek, a sieje głupotę i do-wolność. Taka ich fraternité w sprawie liberté penisa do egalité anusa i waginy - oto ostateczne i jedyne "wartości" "zachodu", tj. laicyzmu.
        • Forum IP
          7 lat rządów PO zrobiło z wielu Polaków debili !
          wzorowali się na krajach zachodnich , wprowadzali zmiany a ich system nauczania jest dostosowany do pastuchow z krajow islamskich!
          • wyborca polski IP
            Jeśli ktoś mial wątpliwości że prawdziwym celem tzw. reformy oświatowej Buzka i tzw. IIIrp. nie było planowe ogłupienie a nawet deprawacja młodych Polaków to obserwując ekscesy PO-ministrów chyba się ich pozbyły!