Zyski w dół, płace w górę

Zyski w dół, płace w górę

Ponad 17 lat musi pracować statystyczny Polak na roczną pensję prezesa giełdowej spółki. Najwięcej zarabiają szefowie spółek Skarbu Państwa, mimo że same spółki notują straty.

Wprost” przeanalizował płace szefów giełdowych spółek. I nie mają oni powodów do narzekań. Ich zarobki w ubiegłym roku wzrosły średnio o ok. 6 proc. do rekordowego poziomu w historii. Z zebranych przez nas danych wynika, że statystyczny prezes giełdowej spółki zarobił łącznie z bonusami prawie 850 tys. zł (w obliczeniach nie uwzględniamy odpraw). O prawie 20 proc. wzrosła też liczba prezesów, których roczne wynagrodzenie przekroczyło milion złotych. W ubiegłym roku było ich 123. W sumie firmy z giełdy przeznaczyły na wynagrodzenia całych zarządów 1 mld zł – kilkanaście procent więcej niż rok wcześniej. Z kolei łączne koszy wynagrodzeń zwiększyły się zaledwie o 3 proc. Statystyczny pracownik giełdowej spółki mógł liczyć na niespełna 5,5 tys. miesięcznie. Gdy spojrzymy na wyniki finansowe, okaże się, że nie zawsze wyższe płace menedżerów szły w parze z poprawą kondycji przedsiębiorstw. Dość powiedzieć, że tylko co drugiej spółce udało się zwiększyć zyski, podczas gdy prawie dwie trzecie menedżerów zarobiło więcej niż rok wcześniej.

Lider bez zmian

Sprawdziliśmy, jak w przekroju całej giełdy rozkładają się zarobki w podziale na dominującego właściciela. Okazuje się, że na najwyższe uposażenie mogą liczyć prezesi spółek Skarbu Państwa. Z naszych obliczeń wynika, że w ubiegłym roku średnio zarabiali ponad 1,4 mln zł (bez odpraw). To wprawdzie o 2 proc. mniej niż rok wcześniej, ale i dokonania samych spółek są mizerne. Przychody spadły o ok. 8 proc., a zyski z roku 2014 zmieniły się w ponadmiliardową stratę w 2015 r. O ok. 10 proc., do niespełna 1,4 mln zł, wzrosło natomiast wynagrodzenie prezesów zatrudnianych przez zagranicznych właścicieli. W tej grupie wyniki finansowe były dużo lepsze. Przychody wzrosły o ok. 6 proc., a większości firm udało się wypracować wyższe przychody. Podobną tendencję wyników mieliśmy w spółkach kontrolowanych przez polski kapitał prywatny. Ale tu właściciele są najmniej szczodrzy. Przeciętna płaca wzrosła o 13 proc., do niespełna 780 mln zł. Ale to właśnie z tej ostatniej grupy pochodzi lider naszego zestawienia, założyciel krakowskiego Comarchu Janusz Filipiak. W 2015 r. wraz z premiami zainkasował rekordową w polskich realiach kwotę przeszło 15,4 mln zł, na co złożyło się wynagrodzenie wypłacone przez Comarch i spółki zależne. W porównaniu z rokiem poprzednim jego wynagrodzenie wzrosło o prawie 80 proc. Gdy po kilku latach działalności w 1999 r. Comarch pojawił się na giełdzie, był spółką o obrotach nieznacznie przekraczających 100 mln zł i zyskach sięgających 8 mln zł. Dziś te liczby trzeba pomnożyć przez 10. I mniej więcej tyle samo wzrosło w tym czasie wynagrodzenie jego twórcy. Niewiele mniej, bo 13,2 mln zł, zarobił szef Pekao Luigi Lovaglio, który pozostaje najlepiej opłacanym bankowcem w Polsce. Na jego wynagrodzenie złożyła się nie tylko pensja stała, ale też część zmienna uzależniona od wyników finansowych banku w latach poprzednich, program akcji fantomowych, a także ekwiwalent z tytułu wykonywania pracy poza krajem pochodzenia. Tylko z tego tytułu zainkasował ponad 1,2 mln zł, czyli więcej niż wynagrodzenie statystycznego prezesa giełdowej spółki. Nasz ranking zdaje się przeczyć utartemu stereotypowi o skąpstwie mieszkańców Krakowa. Na podium znalazł się bowiem kolejny po Januszu Filipiaku przedstawiciel tego miasta, szef cukierniczego Wawelu Dariusz Orłowski, który zainkasował prawie 7,5 mln zł. Jego wynagrodzenie wzrosło o ok. 7 proc., co mniej więcej odpowiadało ubiegłorocznej dynamice przychodów i zysków. Spektakularny awans w rankingu najlepiej opłacanych prezesów zanotował szef CD Projektu Adam Kiciński. Z zarobkami sięgającymi 3,2 mln zł wskoczył do pierwszej dwudziestki najlepiej opłacanych menedżerów. Wielki sukces trzeciej części „Wiedźmina” przełożył się zatem nie tylko na rekordowe wyniki spółki, ale też na zarobki jej prezesa. Płace liderów naszego rankingu są wysokie jak na polskie warunki, ale gdy spojrzymy na zarobki prezesów w Europie, już tak nie szokują. Okazuje się bowiem, że najlepiej opłacani prezesi w Polsce zarabiają grubo poniżej średniej europejskiej, która sięga 5 mln euro.

Kosztowne odprawy

Jak zwykle gdy zmienia się ekipa rządząca, rusza karuzela stanowisk w spółkach Skarbu Państwa. Nie inaczej było i tym razem. Wymieniono prezesów większości spółek, co wiązało się z odprawami. Najwyższą – w wysokości 1,74 mln zł – dostał były prezes PKN Orlen Jacek Krawiec. Dodatkowo czeka na niego 1,62 mln zł należnej premiiza rok 2015. Łącznie z wynagrodzeniem za ubiegły rok daje to kwotę ponad 6,5 mln zł. Z kolei Adam Purwin, który do grudnia piastował funkcję prezesa PKP Cargo, zarobił w ubiegłym roku 1,5 mln zł. Spółka nie podała wysokości odprawy, ale biorąc pod uwagę zarobki za 2014 r., można szacować, że około połowy tej kwoty to właśnie odprawa. Podobnie jest z byłym szefem Enei Krzysztofem Zamaszem. Jego wynagrodzenie za 2015 r. przekroczyło 3 mln zł, z czego ponad 1 mln zł to bonus wynikający z zakazu konkurencji. Również w spółkach prywatnych sowicie żegnano się z prezesami. Dariusz Krawczyk, do lipca ubiegłego roku prezes Ciechu, za nieco ponad pół roku pracy otrzymał prawie 3,9 mln zł, podczas gdy całoroczna płaca za rok 2014 to ok. 1,6 mln zł. Krawczyk, który na rynku znany jest jako człowiek do zadań specjalnych (współtworzył chociażby sukces Synthosu, w znacznym stopniu zrestrukturyzował Ciech), długo nie czekał na propozycje. Od stycznia jest prezesem Polnordu, gdzie prezes przeciętnie dostaje ok. 2 mln zł rocznie. Ale rekordzistą pod tym względem był Roman Przybył. Za niespełna trzy miesiące szefowania w spółce Trakcja zajmującej się budownictwem infrastrukturalnym zainkasował ponad 5 mln zł, z czego połowa to odprawa i bonus wynikający z zakazu konkurencji.

Koniec Eldorado

Ponad 1,4 mln zł rocznie, uwzględniając premie i inne bonusy, zarabiali średnio w 2015 r. prezesi giełdowych spółek pozostających pod kontrolą państwa. Na tle przeciętnych zarobków prezesów to bardzo dobry wynik. Ale wszystko wskazuje na to, że czas prosperity dla menedżerów się skończył. W przyszłym roku można oczekiwać drastycznego spadku ich wynagrodzeń. Wszystko za sprawą nowej ustawy o wynagrodzeniach w państwowych spółkach, jaką przyjął rząd – wynagrodzenie menedżerów w największych spółkach wyniesie maksymalnie 740 tys. zł rocznie.

Z premiami może być maksymalnie dwa razy wyższe. A ponieważ wyniki finansowe nie zachwycają, może się okazać, że „państwowi menedżerowie” płacą zrównają się z rynkową średnią. Otwarte pozostaje pytanie, czy nowe zasady wynagrodzeń nie wpłyną na przejście kadry menedżerskiej do sektora prywatnego. Jak podkreślają eksperci, w Polsce mamy wciąż duży deficyt specjalistów, a na najlepszych prywatni właściciele są w stanie wydać więcej. Zresztą wystarczy spojrzeć na płace w branżach energetycznej, chemicznej czy w sektorze finansowym. Tam nawet według starych zasad menedżerowie prywatnych firm zarabiali dużo więcej niż zatrudnieni w spółkach państwowych.

Kobiet jak na lekarstwo

W ubiegłym roku zmniejszył się odsetek kobiet w zarządach spółek giełdowych. Obecnie panie stanowią ok. 10 proc. kadry menedżerskiej. Jeszcze mniej, bo ok. 7 proc. kobiet, piastuje najwyższe funkcje. I tradycyjnie zarabiają zdecydowanie mniej niż ich koledzy z zarządów. Przeciętna płaca pani prezes wynosi ok. 470 tys. zł. Fakt, że jest o połowę niższa niż panów na tych stanowiskach, wynika głównie z tego, że piastują swoje funkcje w mniejszych spółkach. Nieliczne wyjątki to Małgorzata Kołakowska, szefowa ING Banku, z wynagrodzeniem sięgającym 3,8 mln zł, Agnieszka Wasilewska-Semail, szefowa Rafako, która zarobiła ponad 1 mln zł. W gronie milionerek znalazła się jeszcze odwołana w październiku 2015 r. Katarzyna Muszkat, prezes ZE PAK. Łącznie z odprawą zainkasowała 1,5 mln zł. Powyżej rynkowej średniej zarobiły jeszcze Ilona Weiss, prezes ABC Data, i była już szefowa Polimeksu Joanna Makowiecka-Gaca. Obie panie otrzymały po ok. 900 tys. zł. Z zebranych przez nas danych wynika, że wynagrodzenia kobiet wzrosły w ubiegłym roku o 6 proc., czyli zdecydowanie wolniej niż mężczyzn. I taka tendencja obserwowana jest od lat. Eksperci podkreślają, że w sporym stopniu wynika to z podejścia kobiet, dla których często ważniejsza jest samorealizacja niż wysokość wynagrodzenia.

Okładka tygodnika WPROST: 22/2016
Więcej możesz przeczytać w 22/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także