Radziwiłł na białym froncie

Radziwiłł na białym froncie

Dodano:   /  Zmieniono: 39
Konstanty Radziwiłł
Konstanty Radziwiłł / Źródło: Newspix.pl / TOMASZ OZDOBA
Po sześciu miesiącach kierowania Ministerstwem Zdrowia Konstanty Radziwiłł nie może się pochwalić szczególnymi osiągnięciami. Mało tego, coraz więcej problemów wali mu się na głowę. Ten najbardziej palący to strajkujące pielęgniarki z Centrum Zdrowia Dziecka. A nic tak nie niszczy wizerunku rządu, jak obrazki chorych dzieci, którymi nie ma się kto zająć.

Gdy minister zdrowia w ubiegły wtorek w porannej audycji TVN powiedział, że nie wybiera się do Centrum Zdrowia Dziecka, bo nie jest stroną w konflikcie pielęgniarek z dyrekcją szpitala, zapewne nawet nie przypuszczał, że już za kilka godzin będzie przekraczał próg placówki w Międzylesiu. Co go skłoniło do błyskawicznej zmiany zdania? – Pani premier poprosiła go o informację na temat sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka, co w języku partyjnym oznacza, że został wezwany na dywanik i dostał reprymendę za złe załatwianie tej sprawy – śmieje się jeden z polityków PiS. Ale tak naprawdę partii rządzącej wcale nie jest do śmiechu.

Dla socjalnego oblicza rządu Beaty Szydło strajk pielęgniarek, które odeszły od łóżek chorych dzieci, może być szczególnie rujnujący. Tym bardziej że minister wypowiadał się o strajkujących dosyć oschle. Mówił, że chodzi im po prostu o kasę, a przecież ich zarobki na tle pensji pielęgniarek z innych placówek są stosunkowo wysokie, i krytykował odejście od łóżek pacjentów. – Zgotował nam dramat wizerunkowy, który premier musiała szybko odkręcać – mówi inny z naszych rozmówców. – Wyszedł z niego brak doświadczenia politycznego. Zapewne dlatego pani premier wystąpiła razem z ministrem Radziwiłłem na konferencji prasowej i mówiła, że osiągnięcie porozumienia jest koniecznością.

PiS ma już doświadczenia z protestem pielęgniarek i dobrze wie, jakie to może mieć skutki. Kiedy premierem był Jarosław Kaczyński, przed jego kancelarią wyrosło tzw. białe miasteczko. Partia rządząca dosyć długo starała się je ignorować. Na tamtym strajku wyrosła politycznie późniejsza premier Ewa Kopacz, białe miasteczko nadwyrężyło poparcie społeczne dla partii rządzącej, a PiS i tak musiał się ugiąć pod żądaniami sióstr. – Pan minister Radziwiłł przyjął taką strategię działania i to jest jego prawo – mówi Bolesław Piecha (PiS), były wiceminister zdrowia. – My w takich sytuacjach reagowaliśmy bardzo szybko. Z doświadczenia wiem, że unikanie dialogu nie jest dobrą metodą, bo tylko powiększa napięcia.

– Bycie ministrem zdrowia to nie tylko komentowanie, ale też trudne decyzje. Pan minister przekonał się o tym dopiero we wtorek – mówi z satysfakcją Bartosz Arłukowicz z PO, który sam był ministrem zdrowia, zresztą niezbyt dobrze ocenianym przez obywateli i opozycję. Były szef resortu zdrowia dodaje, że ta funkcja niezależnie od opcji politycznej jest trudna. – Kiedy pan minister Radziwiłł był w samorządzie lekarskim, z dużą łatwością formułował tezy, co do których dziś prosi, by ich nie formułować – zaznacza Arłukowicz. – Osobiście go lubię i cenię, dlatego martwi mnie, że się w jakimś sensie podkłada – mówi jeden z lekarzy. – Nawet jeżeli dostał dyspozycje, że rząd nie ma być stroną w tej sprawie, to powinien szybko pojechać do centrum. Bo wtedy więcej można zyskać. Później emocje są coraz większe, a każdy chce wyjść z twarzą z sytuacji. Tymczasem im dłużej strajk trwa, tym trudniej go zakończyć. Strajk pielęgniarek to wynik problemów Centrum Zdrowia Dziecka. Szpital jest zadłużony po uszy. Według Mariana Zembali, poprzednika Radziwiłła w resorcie zdrowia, procedury w szpitalach klinicznych wyceniane są zbyt nisko, stąd narastający dług centrum. – Kiedy byłem ministrem, podjąłem się oddłużenia szpitala, ale sytuacja nadal jest trudna – mówi były minister Marian Zembala. – Dziś już nie można zdać się tylko na decyzje lokalne, ponieważ one nie przyniosą dyrekcji dodatkowych środków finansowych.

POGROMCA GIERTYCHA

Gdy PiS ogłosił, że ministrem zdrowia zostanie wieloletni działacz samorządu lekarskiego, były przewodniczący Naczelnej Rady Lekarskiej, wydawało się, że to strzał w dziesiątkę. Że Konstanty Radziwiłł będzie w rządzie PiS kimś w rodzaju Zbigniewa Religi – bezpartyjnym fachowcem z dużym autorytetem. Osobą, z którą liczą się zarówno środowiska pracowników służby zdrowia, jak i kierownictwo PiS. Na dodatek z talentami politycznymi, bo przecież żeby zdobyć stanowisko przewodniczącego samorządu lekarskiego i utrzymać je przez dziewięć lat, trzeba takowe posiadać. Na tę funkcję odbywają się normalne wybory na krajowym zjeździe lekarzy, a więc trzeba umieć zapewnić sobie poparcie większości delegatów. Ci, którzy znają Radziwiłła jeszcze z czasów działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, nie mają wątpliwości, że to typ lidera.

– Był najbardziej zapamiętanym prezesem – opowiada lekarz dobrze znający ministra. – Miał polityczny temperament i umiejętność występowania w mediach. Co prawda pierwszym wyborem Jarosława Kaczyńskiego na stanowisko ministra zdrowia był senator Stanisław Karczewski, ale on zdecydowanie przedłożył funkcję marszałka Senatu nad kierowanie resortem zdrowia. W ten sposób oczy prezesa PiS zwróciły się ku Radziwiłłowi. Kaczyński zaoferował mu start do Senatu z okręgu podwarszawskiego, w którym do tej pory królowała PO, i pomagał w kampanii. Radziwiłł odniósł sukces, pokonując Romana Giertycha, byłego wicepremiera w rządzie PiS, dziś zagorzałego krytyka tej partii. Według naszych rozmówców z PiS prezesowi mocno zależało na starcie Radziwiłła do Senatu. – Przed wyborami Kaczyński rozmawiał z nim kilka razy. Dobrze się dogadywali. Prezes szanuje ludzi na pewnym poziomie intelektualnym – mówi polityk PiS. Gorzej było ze strukturami lokalnymi, które upatrzyły sobie na kandydata do Senatu w tym okręgu historyka Jana Żaryna.

Kaczyński osobiście interweniował w tej sprawie i Żaryn dostał okręg na północny-zachód od stolicy. – Kaczyński nie chciał stracić kandydata na szefa resortu zdrowia, po tym jak Karczewski odmówił objęcia „gorącego stołka” w Ministerstwie Zdrowia – opowiada nam polityk PiS. – A poza tym chciał, by na czele tego resortu stanął znany w środowisku lekarskim autorytet. Tak na marginesie, nie była to pierwsza propozycja polityczna, jaką otrzymał Konstanty Radziwiłł ze środowiska PiS. Piotr Gliński miał mu zaproponować tekę ministra zdrowia w niedoszłym rządzie technicznym. – Wtedy Radziwiłł się nie zgodził. Może i lepiej, bo eksperyment technicznego rządu był nieporozumieniem – mówi polityk PiS. Ale już po objęciu teki ministra zdrowia brak obycia w dużej polityce i zaplecza w PiS zaczął doskwierać Radziwiłłowi. Miał duży problem ze zgromadzeniem współpracowników w ministerstwie. – Rozpytywał nas nawet, czy nie znamy kogoś zaufanego, kto mógłby zostać szefem jego gabinetu politycznego albo rzecznikiem – opowiada polityk PiS. – W końcu wziął pozapartyjnych specjalistów, a szefem jego gabinetu został 25-letni Tomasz Matynia, który wcześniej był szefem struktur PiS w powiecie wieluńskim.

Oczekiwania lekarzy

Jesienią ubiegłego roku na początku urzędowania Radziwiłł dostał spory kredyt zaufania od Polaków. Pozytywnie oceniło go wówczas 53 proc. badanych przez IBRIS na zlecenie „Rzeczpospolitej”. – Jego pierwsze posunięcia były bardzo dobrze odbierane. Zorganizował wiele zespołów do rozwiązywania problemów, z udziałem ekspertów i przedstawicieli środowiska, a w ochronie zdrowia dialog jest bardzo ważny. Przybył na Narodową Radę Rozwoju, dobrze się prezentował. To wszystko budziło w środowisku nadzieję – mówi Marek Balicki, były minister zdrowia, dziś członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie. Radziwiłł podtrzymał obietnicę PiS z wyborów parlamentarnych o wprowadzeniu bezpłatnych leków dla seniorów, zapowiedział finansowanie służby zdrowia z budżetu, zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia z 4,9 proc. do 6 proc. PKB oraz objęcie bezpłatnym lecznictwem wszystkich Polaków, również i tych nieubezpieczonych, a także przywrócenie tzw. podatku Religi, czyli doliczenia do komunikacyjnego ubezpieczenia OC, składki na leczenie ofiar wypadków drogowych. Piecha przyklaskuje tym planom. Uważa, że objęcie nieubezpieczonych opieką zdrowotną od razu poprawiłoby atmosferę wokół służby zdrowia. Balicki dodaje, że bezpłatne leki dla seniorów to standard europejski, do którego już dawno powinniśmy dojść. – Dziwię się, że PO, taka europejska, jakoś tego nie zauważała – mówi sarkastycznie. Ale prawda jest taka, że minęło sześć miesięcy rządów PiS, a bezpłatnych leków czy opieki zdrowotnej dla nieubezpieczonych jak nie było, tak nie ma. – Pewne proste rzeczy powinny już być wdrożone – zgadza się Balicki. – Prócz tego po pół roku powinniśmy już poznać przynajmniej kierunkowe założenia dużych zmian, a ciągle ich nie znamy. Nawet w Narodowej Radzie Rozwoju pojawiły się głosy, że trochę czasu minęło, a nadal nie wiadomo, w jakim kierunku pójdą reformy.

Bunt fizjoterapeutów

Koledzy z PiS też zaczynają patrzeć na ministra krytycznie. Uważają, że Radziwiłł dba głównie o interesy środowiska lekarskiego. – Pokazał to najpierw przy pracach nad ustawą o fizjoterapeutach, a teraz przy strajku pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka – mówi poseł PiS. W połowie maja w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie nowej ustawy o zawodzie fizjoterapeutów. Tak dalece nie odpowiadała ona oczekiwaniom tej grupy zawodowej, że doszło do manifestacji pod Sejmem i fizjoterapeutów, i ich pacjentów. Fizjoterapeuci protestowali m.in. przeciwko rezygnacji z powołania ich samorządu zawodowego i zmianie w zakresie uprawnień zawodowych. Nowela uchylała bowiem przepisy ustawy uchwalonej jesienią ubiegłego roku przez Sejm poprzedniej kadencji, która miała wejść w życie 1 czerwca tego roku i wywołała sprzeciw Naczelnej Rady Lekarskiej. Przestrzegała ona, że przyjęte rozwiązania prowadzą do wyeliminowania nadzoru lekarskiego w procesie rehabilitacji pacjentów. To jest klasyczny konflikt interesów, bo fizjoterapeuci uważają, że lekarze po prostu nie chcą odpuścić dobrego źródła dochodu. Projekt był poselski, nie zaś rządowy, ministerstwo oficjalnie się od niego zdystansowało, ale i tak część polityków PiS skłonna jest winić Radziwiłła za te rozwiązania. – Konstanty Radziwiłł jest najmocniej związany z korporacją lekarską. Nie wiem, czy czuje problemy innych grup zawodowych w środowisku medycznym – mówi polityk PiS. Drugim przykładem na brak tej empatii ma być właśnie strajk pielęgniarek, na który minister zareagował dopiero po tygodniu jego trwania. – Zlekceważył pielęgniarki podczas strajku, bo dla niego one nie są partnerami do rozmowy – narzeka nasz rozmówca z PiS. – Złamał się dopiero po tym, jak Szydło kazała mu do nich wyjść. Arystokratom

trudno jest zrozumieć problemy innych grup społecznych. Balicki też jest zdziwiony opóźnioną reakcją na strajk pielęgniarek, tym bardziej że wiadomo, iż jest to zawód sfeminizowany i dyskryminowany pod względem płac. Gdyby minister pokazał się jako negocjator, to wzmocniłby tylko swoją pozycję. – Trochę mnie zaskoczyło, że polityk o takim backgroundzie społecznym zwlekał z wizytą w Centrum Zdrowia Dziecka – mówi.

Dobry fachowiec, choć partyjny

Ale Radziwiłł ma też w PiS swoich obrońców. Bolesław Piecha mówi o nim, że to człowiek odpowiedzialny, uczciwie podchodzący do pracy. – Praca ministra zdrowia to nieustanna szamotanina między potrzebami a możliwościami finansowymi – mówi. – Na dodatek nasze szpitale odczuwają deficyt wykwalifikowanych pracowników, m.in. pielęgniarek. W tych warunkach minister naprawdę dobrze sobie radzi. Ryszard Czarnecki dodaje, że Radziwiłł jest człowiekiem wielkiej uczciwości i prawości osobistej. – Widać, że pokolenia pracowały na jego sposób patrzenia na Rzeczpospolitą – mówi Czarnecki, nawiązując do arystokratycznego rodowodu ministra. Dziś Radziwiłł ciągle utrzymuje się w pierwszej dziesiątce najlepiej ocenianych ministrów rządu Szydło według badania IBRIS. Ale po pół roku oznacza to zaledwie 28 proc. ocen pozytywnych. To nie jest największy spadek wśród ministrów Szydło, ale i tak widać, że pacjenci specjalnie nie odczuli na plus półrocznych rządów ministra. – Przechwala się w Sejmie, że jego resort opracował już 30 ustaw. I oczywiście te ważne przepycha u prezesa, bo u niego ma ciągle dobre notowania – mówi jeden z polityków PiS. Trzy tygodnie temu Radziwiłł wstąpił do PiS, być może po to, żeby wzmocnić swoją pozycję. Ale to nie wystarczyło. Premier Szydło podczas ostatniej rozmowy miała demonstrować zniecierpliwienie przeciągającymi się pracami nad reformami w ochronie zdrowia i zasugerować, że wszyscy w PiS czekają na efekty pracy jego resortu. No i trzeba rozwiązać problem strajkujących od 24 maja pielęgniarek. Gdy oddawaliśmy do druku ten numer tygodnika, strajk ciągle trwał, a pielęgniarki w piątek przeprowadziły referendum w sprawie jego zaostrzenia.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2016
Cały artykuł dostępny jest w 23/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 39
  • enviro IP
    Trzecia rewolucja w medycynie [PL] [FULL]
    • ajwaj aleluja i do przodu IP
      konstanty radziwił zadzwonił do dominika radziwiła z MFW a tn powiedział ze nie ma grosza PAN ma pusta kiese ha ah ah to zadzwonił do krzysztofa zeby podesłał rycerzy z rycerskiego szpitalnego zakonu sw łazarza z jerozolimy moz oni dadza rade ha ha ah teatrzyk zydowski dla idiotów brawo polak178
      • czesio IP
        Arłukowicz - karierowicz niech lepiej siedzi cicho.
        • pislamista IP
          I co Panie hrabio ?Panie hrabio problemik mamy ,a Pan gore?Jaśnie pana hrabiego wystawiają na taki numer a to motłoch proszę jaśnie pana hrabiego aby spokoju nie dać przyszłemu księciu Panu Sobiepanku.
          • modo66 IP
            Jakie siostry?.?? Pan redaktor ma tam tyle rodzeństwa?
            Człowieku po studiach, to jest 21 wiek, siostry są w zakonie.
            Pielęgniarki, w szpitalach i przychodniach pracują pielęgniarki

            Czytaj także