Uzasadniona paranoja

Uzasadniona paranoja

Dodano:   /  Zmieniono: 44
Rosja
Rosja / Źródło: Newspix.pl / marcruben
Polska i kraje bałtyckie przekonały wreszcie Europę, że zagrożenie ze strony Rosji nie jest wyłącznie wytworem ich fobii. Cała sztuka polega na tym, żeby nie przesadzać, bo reżim Putina czerpie swoją siłę także ze sposobu, w jaki reagujemy na jego działania – mówi Ivan Krastev, szef Centrum Strategii Liberalnych w Sofii.

Jakub Mielnik, "Wprost": Co jest największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski?

Ivan Krastev: Erozja międzynarodowego porządku. On rozpada się w różnych miejscach. Ameryka, z którą Polska zawsze była związana, odwraca się od Europy w kierunku Chin i przestaje opakowywać swoje sojusze w wartości, którymi Europa zawsze karmiła swoją skłonność do nadmiernego moralizowania. Jednym z głównych sojuszników USA w Azji staje się Wietnam, który z demokracją nie ma nic wspólnego. Jednocześnie na Bliskim Wschodzie trwa rozpad porządku ustalonego 100 lat temu na mocy umowy Sykes-Picot. To może się skończyć całkowitym przerysowaniem dotychczasowych granic.

Ale co to ma wspólnego z Polską?

Rozpad Bliskiego Wschodu w dotychczasowym kształcie generuje fale migracyjne. To jest problem, który częściowo określa polską politykę zagraniczną. Jesteśmy powiązani z Bliskim Wschodem bardziej, niż nam się wydaje.

Grozi nam także rozpad Europy?

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że Europa to nudne miejsce, w którym liczy się tylko Unia Europejska. Tymczasem w ciągu ostatnich 25 lat w Europie realizowane były tak naprawdę cztery różne projekty. Mieliśmy ekspansję UE, mieliśmy próbę znalezienia przez Rosję nowej tożsamości po upadku imperium sowieckiego, mieliśmy też pojawienie się zupełnie nowych państw, no i obserwowaliśmy wzrost znaczenia Turcji. Teraz wszystkie te cztery projekty znajdują się w głębokim kryzysie. Unia z fazy integracji przeszła w fazę dezintegracji i jest bardziej zajęta walką o przetrwanie niż ekspansją. Turcja z szanowanego kraju, mającego świetne kontakty z sąsiadami, zmieniła się w państwo uwikłane w konflikty, które grożą jej integralności terytorialnej. A to jest także poważny problem dla bezpieczeństwa UE. Szczelność naszych granic zależy od maleńkiej Macedonii, ale to kraj, który ledwo utrzymuje się na powierzchni. To jest problem wielu innych państw, powstałych na gruzach ZSRR i Jugosławii, które dotąd nie wytworzyły nic poza nazwą i granicami. Przecież Ukraina ciągle próbuje dogonić wskaźniki PKB z roku 1989.

A Rosja?

Rosjanie niestety nie odnaleźli narodowej tożsamości dla swojego państwa, bo nigdy go nie mieli. To było zawsze wyłącznie imperium. Oni sobie z jego utratą nie poradzili, dlatego zrobili się agresywni. To zachowanie potwierdza podejrzenia o dogorywaniu kraju, który poniósł porażkę w reformowaniu swojej gospodarki i systemu politycznego. I nie mam wcale na myśli braku demokracji w Rosji. Tu chodzi o elementarny poziom ogólnej sprawności instytucji państwa. Rosja nie ma instytucji, ma tylko silnego przywódcę, który jest jednocześnie jednym ze źródeł niepokojów w Europie.

Jeśli chodzi o Rosję, Polacy są w Europie uważani za paranoików przeczulonych na punkcie zagrożenia stamtąd płynącego. Czy nasze lęki są zasadne?

Możecie być paranoikami, ale to nie znaczy, że nie macie racji. Rosyjska polityka zagraniczna przestała być przewidywalna. Próbuje się mówić o jakiejś wielkiej rosyjskiej strategii, ale ja jej nie dostrzegam. Wiele ważnych decyzji, które rosyjski rząd podjął ostatnio, włączając w to inwazję na Krym i interwencję w Syrii, było przykładem zupełnej improwizacji. Mamy powody do obaw, szczególnie, jeśli sytuacja gospodarcza w Rosji się jeszcze bardziej pogorszy i Kreml zacznie szukać nowego konfliktu. On nie musi być wielki, bo osobiście nie wierzę, żeby Rosja wkroczyła do krajów bałtyckich i Polski. Rosjanie potrzebują niewielkiego konfliktu, nad którym ich reżim może panować. My w takiej sytuacji musimy zachowywać się dojrzale. Trzeba reagować na zagrożenie ze strony Rosji, ale jednocześnie nie przesadzać, bo rosyjski reżim czerpie swoją siłę także ze sposobu, w jaki reagujemy na jego działania.

Wzmocnienie wschodniej flanki NATP, te kilka rotacyjnych brygad w Polsce i krajach bałtyckich to właściwa reakcja?

W języku dyplomacji to jest sygnał, że NATO zdaje sobie sprawę z zagrożenia i że jesteśmy gotowi na nie w razie czego odpowiedzieć. Trzeba jednak pamiętać, że jest tylko jedna dziedzina, w której Rosja jest konkurencyjna na świecie, i tą dziedziną są zbrojenia. Europa trzymała się dotąd z daleka od rywalizacji militarnej z Rosją, skupiając się na konkurencji ekonomicznej. Oczywiście Polska i kraje bałtyckie powinny mieć gwarancje bezpieczeństwa, ale nie wolno definiować gry z Rosją wyłącznie w kategoriach militarnych, bo to jej daje strategiczną przewagę.

Nie brakuje jednak głosów krytykujących pobłażliwość Europy wobec Rosji.

Wiele mówi się o tym, że Europejczycy są strachliwi, ale mi się wydaje, że jesteśmy po prostu ostrożni. Ostrożni ludzie starannie dobierają słowa. To jest trochę jak w rosyjskich więzieniach. Siedzący tam doświadczeni kryminaliści, „wory w zakonie”, nigdy nie klną, rozmawiając ze sobą, bo można kogoś obrazić i ten ktoś może się zemścić. Warto pamiętać, że słowa mają swoje konsekwencje. Wierzę, że jest w tym głęboka logika i nie ma w niej nic z pobłażliwości wobec Moskwy. Przed szczytem NATO w Warszawie Unia ma ogłosić nową strategię bezpieczeństwa i proszę mi wierzyć, że nie będzie tam nawet wzmianki o „soft power”. Iluzja, że Europa może polegać wyłącznie na dyplomacji i gospodarce, na szczęście się rozwiała. Polsce i krajom bałtyckim udaje się w końcu przekonywać partnerów w UE, że nie jesteście paranoikami i zagrożenia są realne.

Trzeba przyznać, że trochę to trwało.

Bez przesady. Rosjanie bardzo niechętnie przyznają się do błędów, ale gdy się ich przyciśnie, mówią o dwóch błędach popełnionych przy okazji kryzysu ukraińskiego. Pierwszym błędem było założenie, że mówiący po rosyjsku Ukraińcy to Rosjanie. Drugi błąd to niewzięcie pod uwagę zdecydowanej reakcji Niemiec. Nie jest przecież tajemnicą, że gdyby nie niemiecki upór, Unia już dawno zniosłaby sankcje wobec Rosji. Polski rząd powinien zadać sobie pytanie: dlaczego Niemcy, których elity polityczne i gospodarcze tak wiele inwestowały w dobre stosunki z Rosją, tak ostro pogrywają z Putinem?

I jaka jest odpowiedź?

Z powodu Polski! Niemcy chcą w ten sposób pokazać, że bez względu na rozmiary i znaczenie Rosji Polska jest ważna dla Unii Europejskiej. Jeśli Polska przestanie na dobre ufać Niemcom, a Niemcy uznają, że nie da się współpracować z Polską, cała polityka wschodnia Europy się zawali. Poza tym z ekonomicznego punktu widzenia wymiana handlowa Niemiec z Polską jest większa niż z Rosją.

Ale to potwierdza podnoszone przez polski rząd tezy o postkolonialnym charakterze stosunków Warszawy z Berlinem.

Bo to prawda. Relacje między dużym i mniejszym nigdy nie są symetryczne. Dotyczy to nie tylko Polski i Niemiec, ale generalnie wschodu i zachodu Europy. Integracja sprowadza się do imitowania zachodnioeuropejskiego modelu i zachodnioeuropejskich instytucji. To nie było przedmiotem żadnych negocjacji. Niestety każda imitacja wywołuje głęboką urazę. Krytyczne podejście do tego, co wydarzyło się po 1989 r., nie jest zresztą wyłącznie polską specjalnością.

Taka krytyka uznawana jest za przejaw niechęci do Europy.

To wielce dyskusyjny zarzut. Ja bym raczej porównał taką reakcję do zachowań drugiego pokolenia imigrantów, bo przecież w sensie cywilizacyjnym wszyscy w Europie Wschodniej imigrowaliśmy na Zachód w ciągu ostatnich 25 lat. Pierwsze pokolenie tych imigrantów, do którego zaliczyłbym np. Bronisława Geremka czy Václava Havla, bardzo starało się udowodnić swoją europejskość. Dla nich ważne było, żeby być prymusem za wszelką cenę. Potem pojawiła się druga generacja, która jest już zeuropeizowana i ma inne priorytety. Zaczyna kwestionować dogmaty Geremków i Havlów i pytać, czy warto było płacić taką cenę. Druga generacja zastanawia się nad swoją tożsamością i tym, czy jesteśmy traktowani uczciwie, czy też jesteśmy w Europie obywatelami drugiej kategorii. Trzeba jasno powiedzieć, że są to problemy uzasadnione, bo w wielu sprawach rzeczywiście jesteśmy traktowani jak obywatele drugiej kategorii.

Perspektywa jest fatalna, bo trzecia generacja zaczyna się radykalizować.

Trzecie pokolenie jest podzielone. Część się totalnie integruje, a część rzeczywiście zasila środowiska radykalne, odrzucając zasady i zwyczaje gospodarza. Mam wrażenie, że Zachód, a szczególnie Niemcy zaczynają to rozumieć i w relacjach z Polską podejmują wysiłki, żeby rozmawiać nie tylko z tymi, których lubią czy popierają, ale po prostu z każdym, kogo wyborcy postawili u steru władzy.

A jednak mam wrażenie, że użycie przez polskie władze tego samego moralizatorskiego tonu, który dominuje w Europie, nie zostało dobrze przyjęte w Berlinie.

Bo Niemcy w przeciwieństwie do Brytyjczyków mają jedną cechę, która bardzo utrudnia im odniesienie sukcesu jako kolonialna potęga. Oni nie mają cierpliwości do bałaganu. A zmiana władzy w Polsce została odczytana jako zaburzenie dotychczasowych układów i zapowiedź bałaganu.

Tego rodzaju bałagan panuje obecnie w całej Europie.

I to jest źródło słabości niemieckiego przywództwa. Zanim populistyczna AfD nie pojawiła się na scenie politycznej, Niemcy głosowali na mainstreamowe partie polityczne, cenili sobie konsensus, ufali mediom, sądownictwu i bankowi centralnemu. Europejscy sąsiedzi, i to wcale nie Polska, ale Francja czy Włochy były dla nich siedliskiem patologii, krajami rządzonymi przez popapranych idiotów, którzy nie łapią najbardziej oczywistych trendów. Pojawienie się AfD przywróciło w Niemczech normalność. Oni zaczynają lepiej rozumieć, co się dzieje w innych krajach UE.

Polski rząd powinien to docenić?

Polski rząd powinien przeorientować swoją politykę zagraniczną, bo zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Europie zanika. Niezależnie od tego, jakie zmiany nastąpią w Białym Domu po wyborach, żadna administracja nie będzie za bardzo zawracała sobie głowy Europą. USA nie uchylą się oczywiście od zobowiązań sojuszniczych, choćby z tego powodu, żeby nie wystraszyć Japończyków i Korei Południowej, ale europejskie bezpieczeństwo będzie coraz bardziej zależeć od Europejczyków. A unijną politykę wschodnią, obecnie nacechowaną przecież tak lubianą w Polsce rezerwą wobec Rosji, kształtują Niemcy. Strategicznym interesem Polski jest więc trzymanie się z Niemcami. Paradoksalnie, nowy polski rząd właśnie z powodu podejrzliwości PiS ma większe szanse na zbudowanie tych relacji na zrównoważonych zasadach. Jestem przekonany, że prezes Kaczyński, prezydent Duda i rząd na pewno o tym myślą.

Nie wymagałoby to zmiany myślenia po obu stronach?

Oczywiście, i to będzie najtrudniejsze. Unia, do której wstępowaliśmy, już nie istnieje, ale w naszym interesie jest, żeby jak najwięcej z niej przetrwało. Mamy przecież kolektywne doświadczenie rozpadu, które jest obce Europejczykom z Zachodu. Na naszych oczach rozpadł się komunizm i nawet najtwardsi opozycjoniści byli zaskoczeni łatwością i tempem, w jakim to się stało. W starej Unii tego nie ma. Tam przez ostatnie 70 lat każdy kryzys kończył się happy endem. W efekcie mamy dziś dwie Europy. Na Wschodzie każde wydarzenie uważane jest za bardziej dramatyczne i niebezpieczniejsze, niż jest w istocie. Zachód z kolei wierzy ślepo w swoje instytucje, uważając je za dużo bardziej żywotne, niż są w rzeczywistości. Znalezienie równowagi między tymi doświadczeniami to największe wyzwanie dla Europy.

Okładka tygodnika WPROST: 24/2016
Więcej możesz przeczytać w 24/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 44
  • zyga6666 IP
    .......... paranoja ! ;) ...............ten przypadek nadaje się do leczenia ! ;) ..........więc nie może być - uzasadniony ! ;) .............myśl ,,człecze,, ! ...........myśl co piszesz ! ;)))))))))))))))
    • malkontent IP
      carpe chaos to dewiza chazarii, ashke-nazi, zydow / szejk wyjasnia sprawy ukrainy / der ewige jude english subtitles/ zbagatelizowany fakt wspolczesnego swiata 1/4
      • w.pronoza IP
        Sprawa jest prosta znalesc jakiegoś pajaca który jest związany z Sorosem czy innym oszołomem i zrobi wszystko by poprzeć tezy najgłupsze swojego Guru, jak Michnik tory zawsze miał usłużnych głupców którzy powiedzieli wszystko by  zaistnieć, przykład – Niesiołowski!
        • Stan... IP
          Rosja radziecka wymordowała najwięcej swoich obywateli w historii,nigdy zewnętrzny wróg nie zabił tylu Rosjan.Co ważne mordowali kwiat Rosjan,patriotów,uczonych,ludzi sztuki,uciekinierów z obozów niemieckich.Ponadto reklamowana aborcja przez komunę przyczynia się do dziś spadkiem urodzin.Takie same zagrożenia stanowią dla Polski różne platfusy,petrusy,kodowcy i inna pseudointelektualna hołota GW
          • Obserwator IP
            Rosja to państwo upadłe, tylko jeszcze sami o tym nie wiedzą!
            • leszek IP
              kto pozwala na drukowanie takich bzdur? Czy tez jest to platna czesc antyrosyjskiej propagandy?
              • Horyzont Zdarzeń IP
                Rosja jest państwem bandyckim i podobnie jak Korea Płn. grozi swoim sąsiadom militarnie bo nic innego nie potrafi. A my niczym Korea Płd. czy Japonia powinniśmy nic sobie z tego nie robić tylko się rozwijać i umacniać militarnie a z każdym rokiem nasza przewaga cywilizacyjna będzie sprawiać że te groźby będą coraz bardziej żałosne. Rosjanie jednak nie są jak Koreańczycy z północy więźniami we własnym kraju. Mają internet i choćby bogaci turystycznie wyjeżdżają na zachód. A widząc jakim zadupiem coraz bardziej się stają z czasem zrobią sobie majdan i obalą Putina. I Putinkowi nie pomoże ani ta propaganda szerzona z telewizorów ani te 400tyś sił bezpieczeństwa powołanych do walki z własnym narodem. Skończy jak Kadafi.
                • (wujek) Olek IP
                  Dzisiejszy zachód to świat Pippi Pończoszanki, gdzie 2x2=6, albo 9, albo cokolwiek, niekiedy nawet 4, świat który stracił wszelką miarę, świat do-wolności. Co go razem trzyma to urojeni wrogowie (u bolszewików kapitaliści, u hitlerowców Żydzi) i egalité anusa z waginą, liberté penisa do kogo- i czegokolwiek, taka fraternité lemingów, dobrowolnie niewolącym sie swoim żądzom. Żaden postęp cywilizacyjny.
                  • pytanie IP
                    "To potwierdza tezę o dogorywaniu tego kraju"
                    A gdzie udowodniona hipoteza"
                    • Krzysztof IP
                      Co za stek bzdur, skąd te tezy poronione pismaku.Te prognozy paranoiczne skąd Ty je wziąłeś??
                      • goścpo IP
                        Rosjanie przez 70 lat byli mordowani ( milionami). Do dzisiaj boją się nawet myśleć. Takiej eksterminacji nie przeszedł żaden naród. Nie chcemy znać historii Rosji- dlaczego? To co zrobiono Rosjanom należy nazwać ludobójstwem.
                        • Ryfka IP
                          a ja to ze strachu przed Rosją schowam się do szafy....taka mam naturę.. za okupacji ze strachu podpisałabym volksliste
                          • Ryfka IP
                            Większość z was, jest jak dzieci we mgle.Łykacie każdą bzdurę, którą wyczytacie, uważając ją za swoją.Takie drażnienie Rosji, rzeczywiście może żle się skończyć.Każda cierpliwość kiedyś się wyczerpie.Kim jest ten Bułgar, na którego przepowiednie powołuje się autor artykułu?Kto o nim słyszał?Choćbyście zaklinali rzeczywistość, Rosja militarnie jest bardzo silna i w naszym interesie powinno być utrzymywanie z nią poprawnych relacji.
                            • Kaczor IP
                              Kacapy to azjatycka dzicz, to prymitywne słoninojady, ktorych nalezy tepic jak karaluchy
                              • ................ IP
                                HISTORIA MA WIELE DZIWNYCH BIALYCH PLAM --- czy to prawda ? '' od lutego do sierpnia 1945 roku, teren dzisiejszej Polski był obszarem zapewne największej, obok terenów przyszłej NRD, systematycznej akcji rabunkowej w historii XX wieku. Sowieckie trofiejne komanda demontowały i wywoziły całe fabryki, elektrownie, młyny, urządzenia, tory kolejowe, stacje telefoniczne, rzeźnie, surowce, półfabrykaty, bydło, z całej "wyzwolonej" Polski. Rabunek ten był zaplanowany i przeprowadzany systematycznie na osobiste polecenie Stalina. Najbardziej atrakcyjnym kąskiem dla Sowietów był przemysł Górnego Śląska. Już 31 stycznia 1945 r. Stalin wydał rozporządzenie, aby rozpoznać stan przemysłu na Śląsku. W tym samym dniu marszałek Żukow zameldował Stalinowi, że zakłady przemysłowe na terenach właśnie wyzwolonej Polski prawie nie ucierpiały, ponieważ Niemcy nie mieli czasu, aby je zniszczyć, a tym bardziej ewakuować. Podobnie było na pozostałych terenach na wschód od Odry.

                                W lutym 1945 r. Państwowy Komitet Obrony (Gosudarstwiennyj Komitet Oborony - GKO), który skupiał całą władzę w Związku Radzieckim do momentu rozwiązania 4 września 1945 roku, wydelegował do Polski, głównie na Górny Śląsk, komisje ekspertów, których zadaniem była rejestracja wszystkich ważnych zakładów i urządzeń przemysłowych.

                                W aparacie GKO została powołana specjalna struktura zajmująca się zdobyczami wojennymi. 25 lutego 1945 r. Stalin, przewodniczący GKO, wydał rozporządzenie nr 7590 o stworzeniu Komitetu Specjalnego przy GKO pod kierownictwem Georgija Malenkowa, jednego ze swoich najbliższych współpracowników. Zadanie Komitetu Specjalnego zostało sformułowane w punkcie 2 rozporządzenia: "a) Ustalenie i rejestracja podlegających wywozowi do ZSSR z terytorium Niemiec, a także z terytorium Polski (według rozporządzenia GKO nr 7558 z 20 lutego tego roku) urządzeń, szyn kolejowych, parowozów, wagonów, statków parowych oraz innych rodzajów środków transportu, surowców oraz gotowych produktów".

                                Komitet Specjalny otrzymał ponadto za zadanie zorganizowanie demontażu i wywozu tych urządzeń i materiałów do Związku Radzieckiego. Pięć dni wcześniej, 20 lutego1945 r., Stalin wydał wspomniane rozporządzenie nr 7558 dotyczące spraw polskich. Punkt 6b stanowił, że wywozowi do Związku Radzieckiego z terytorium Polski podlegają te urządzenia, materiały oraz produkty konieczne doprowadzenia wojny, które pochodzą z niemieckich zakładów lub też zakładów rozbudowanych przez Niemców w czasie wojny. Dotyczyło to także zakładów na ziemiach niemieckich, które miały wejść w skład Polski. Rozporządzenie nr 7558 regulowało te kwestie całościowo, bez względu na to, czy chodziło o ziemie Polski (formalnie sojusznika!) czy Niemiec.

                                Tym samym wszystkie fabryki i zakłady na terenach niemieckich, które miały wejść w skład Polski, oraz cały przemysł ciężki (metalurgiczny, zbrojeniowy, chemiczny itd.) na terenie Polski zostały uznane za zdobycz wojenną i podlegały wywozowi do Związku Radzieckiego. W czasie wojny Niemcy rozbudowywali istniejące polskie zakłady dla potrzeb wojennych na terenie całej Polski, a zwłaszcza na Górnym Śląsku. Tereny te były bowiem względnie bezpieczne przed bombardowaniami alianckimi oraz leżały stosunkowo blisko frontu wschodniego. Ponadto należy podkreślić, że definicja "na potrzeby prowadzenia wojny" oznaczała praktycznie cały przemysł, ponieważ w czasie wojny cała gospodarka pracuje na potrzeby frontu. Już 2 marca1945 r. Stalin podpisał siedem pierwszych rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu całych zakładów z terenów Polski, a przygotowanych przez zespół Malenkowa. Pierwsze rozporządzenie, nr 7608, dotyczyło urządzeń z walcowni rur w Gliwicach (Oberhütte Rohlstahlwerke), które zostały wywiezione do zakładów imienia Lenina w Dniepropietrowsku. Następne dwa rozporządzenia dotyczyły urządzeń z Julienhütte w Bobrku koło Bytomia, które wywieziono do zakładu imienia Dzierżyńskiego, również w Dniepropietrowsku, oraz z walcowni w Łabędach, które trafiły do zakładów Dnieprospecstal wmieście Zaporoże.

                                Rozporządzenie nr 7611 dotyczyło wywozu z Górnego Śląska stali walcowanej, w sumie 26 tysięcy ton, 2 tysięcy ton rur i 4 tysięcy 560 ton innych rodzajów stali. Rozporządzenie nr 7612 dotyczyło wywozu 86 ton rtęci z Chrzanowa. Rozporządzenie nr 7614 regulowało wywóz ze Śląska 19 turbin o mocy 507 tysięcy kilowatów oraz 32 kotłów wysokociśnieniowych.

                                Następne rozporządzenia dotyczące demontażu i wywózek Stalin podpisał 6 marca. Dotyczyły one między innymi fabryki sztucznego kauczuku w Oświęcimiu, fabryki dynamitu w Bydgoszczy, 2000 km linii kolejowych wraz z całym oporządzeniem (stacje, łączność itd.), urządzeń z zakładów zbrojeniowych Osthütte oraz Graf Renard w Sosnowcu. A także innych urządzeń z zakładów w Gliwicach, Dąbrowie Górniczej, Siemianowicach, Zgodzie, Chorzowie, Częstochowie oraz Katowicach.

                                Do lipca 1945 r. Stalin podpisał setki rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu urządzeń, fabryk, surowców, produktów i półfabrykatów z terenu całej Polski. Zajął się także bydłem, owcami i końmi. 9 marca 1945 roku wydał rozporządzenie nr 7768 o przegnaniu z Niemiec (dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski 487 tysięcy sztuk "zdobycznego" bydła oraz 100 tysięcy "zdobycznych" owiec. Dla zabezpieczenia tego przedsięwzięcia polecił zarekwirować 10 tysięcy koni oraz 4 tysiące pojazdów konnych. Pięć dni później wydał jeszcze rozporządzenie nr 7815 o przegonieniu kolejnych 44 tysięcy 600 "zdobycznych" koni z Niemiec (z dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski.

                                Duża część - zapewne większość -urządzeń i sprzętu o mniejszej wartości została zdemontowana bez odpowiednich rozporządzeń z centrali. Demontowane i wywożone były nie tylko urządzenia i sprzęt z przemysłu zbrojeniowego, ciężkiego oraz chemicznego, lecz także środki łączności (np. centrale telefoniczne), transportu (kolej wąskotorowa), elektrownie, także te małe, urządzenia portowe w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie, zakłady przemysłu żywnościowego (rzeźnie, młyny, tartaki, mleczarnie, fabryki konserw rybnych), tekstylnego, obuwniczego itd. Czyli wszystko, co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość. Masa zdemontowanych i wywiezionych z terenów Polski (tych nowych i tych starych) urządzeń, sprzętu i materiałów była ogromna. Według danych sowieckich do 2 sierpnia 1945 roku wywieziono jako zdobycz wojenną 1 milion 821 tysięcy ton urządzeń, sprzętu, a także różnych cennych materiałów, czyli 145 tysięcy 680 wagonów kolejowych. Jest to jednak liczba dalece niepełna. Nie zawiera między innymi dostaw węgla z Polski do Związku Radzieckiego oraz do Berlina w roku 1945. Za dostarczony wtedy polski węgiel Niemcy płacili Związkowi Radzieckiemu produktami przemysłowymi. Liczby te nie zawierają także wspomnianych już wcześniej setek tysięcy bydła i koni przegonionych na teren Związku Radzieckiego.

                                Szczególnie wartościowe urządzenia, np. ze śląskich kombinatów chemicznych, transportowano drogą powietrzną. Specjalnie w tym celu Stalin wydał 15 maja rozporządzenie nr 8571 o rozbudowie lotnisk w Lisiczańsku, Kemerowie i Stalingradzie. Dzień później wydał jeszcze rozporządzenie nr 8587 o oczyszczeniu i rozminowaniu Odry, Szprewy, dolnego biegu Wisły wraz z kanałami Prus Wschodnich, co miało zabezpieczyć wywóz zdobycznej flotylli rzecznej oraz "trofiejnych" urządzeń i materiałów. Rząd "polski" dostał polecenie mobilizacji 8 tysięcy pracowników, którzy mieli pracować przy oczyszczaniu Odry i Wisły, natomiast NKWD miał przydzielić do tego celu 60 tysięcy jeńców wojennych.

                                Poza tym Sowieci wywozili z byłych terenów niemieckich i z Polski meble, sedesy, umywalki, wanny, dywany, obrazy i inne cenne rzeczy. Z Białorusi i Ukrainy sowieccy aparatczycy wysyłali całe komanda, które "organizowały" i przewoziły "trofiejny" sprzęt i towary do prywatnych celów sowieckich towarzyszy. Oficerowie Armii Czerwonej robili to na skalę wręcz masową. Natomiast zwykli żołnierze nie mieli takich możliwości. Im pozostały zegarki, pierścionki, obrączki, które można było przewieźć w bagażu podręcznym. Natomiast wiedza o sowieckich rabunkach jest szczątkowa nawet w samej Polsce, a poza jej granicami, w tym także w Niemczech, żadna. Strona rosyjska zaś do dzisiaj dba, żeby żadne "nieodpowiednie" dokumenty nie ujrzały światła dziennego, ponieważ inaczej przedstawiałby się wtedy ogólny bilans polsko-radzieckiej "przyjaźni". Upadłby wtedy mit o"wyzwoleniu" Polski, za które Polacy mają być dozgonnie wdzięczni nie tylko Związkowi Radzieckiemu, ale także dzisiejszej, putinowskiej Rosji. ''.

                                Czytaj także