Uzasadniona paranoja

Uzasadniona paranoja

Dodano:   /  Zmieniono: 44
Rosja
Rosja / Źródło: Newspix.pl / marcruben
Polska i kraje bałtyckie przekonały wreszcie Europę, że zagrożenie ze strony Rosji nie jest wyłącznie wytworem ich fobii. Cała sztuka polega na tym, żeby nie przesadzać, bo reżim Putina czerpie swoją siłę także ze sposobu, w jaki reagujemy na jego działania – mówi Ivan Krastev, szef Centrum Strategii Liberalnych w Sofii.

Jakub Mielnik, "Wprost": Co jest największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski?

Ivan Krastev: Erozja międzynarodowego porządku. On rozpada się w różnych miejscach. Ameryka, z którą Polska zawsze była związana, odwraca się od Europy w kierunku Chin i przestaje opakowywać swoje sojusze w wartości, którymi Europa zawsze karmiła swoją skłonność do nadmiernego moralizowania. Jednym z głównych sojuszników USA w Azji staje się Wietnam, który z demokracją nie ma nic wspólnego. Jednocześnie na Bliskim Wschodzie trwa rozpad porządku ustalonego 100 lat temu na mocy umowy Sykes-Picot. To może się skończyć całkowitym przerysowaniem dotychczasowych granic.

Ale co to ma wspólnego z Polską?

Rozpad Bliskiego Wschodu w dotychczasowym kształcie generuje fale migracyjne. To jest problem, który częściowo określa polską politykę zagraniczną. Jesteśmy powiązani z Bliskim Wschodem bardziej, niż nam się wydaje.

Grozi nam także rozpad Europy?

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że Europa to nudne miejsce, w którym liczy się tylko Unia Europejska. Tymczasem w ciągu ostatnich 25 lat w Europie realizowane były tak naprawdę cztery różne projekty. Mieliśmy ekspansję UE, mieliśmy próbę znalezienia przez Rosję nowej tożsamości po upadku imperium sowieckiego, mieliśmy też pojawienie się zupełnie nowych państw, no i obserwowaliśmy wzrost znaczenia Turcji. Teraz wszystkie te cztery projekty znajdują się w głębokim kryzysie. Unia z fazy integracji przeszła w fazę dezintegracji i jest bardziej zajęta walką o przetrwanie niż ekspansją. Turcja z szanowanego kraju, mającego świetne kontakty z sąsiadami, zmieniła się w państwo uwikłane w konflikty, które grożą jej integralności terytorialnej. A to jest także poważny problem dla bezpieczeństwa UE. Szczelność naszych granic zależy od maleńkiej Macedonii, ale to kraj, który ledwo utrzymuje się na powierzchni. To jest problem wielu innych państw, powstałych na gruzach ZSRR i Jugosławii, które dotąd nie wytworzyły nic poza nazwą i granicami. Przecież Ukraina ciągle próbuje dogonić wskaźniki PKB z roku 1989.

A Rosja?

Rosjanie niestety nie odnaleźli narodowej tożsamości dla swojego państwa, bo nigdy go nie mieli. To było zawsze wyłącznie imperium. Oni sobie z jego utratą nie poradzili, dlatego zrobili się agresywni. To zachowanie potwierdza podejrzenia o dogorywaniu kraju, który poniósł porażkę w reformowaniu swojej gospodarki i systemu politycznego. I nie mam wcale na myśli braku demokracji w Rosji. Tu chodzi o elementarny poziom ogólnej sprawności instytucji państwa. Rosja nie ma instytucji, ma tylko silnego przywódcę, który jest jednocześnie jednym ze źródeł niepokojów w Europie.

Jeśli chodzi o Rosję, Polacy są w Europie uważani za paranoików przeczulonych na punkcie zagrożenia stamtąd płynącego. Czy nasze lęki są zasadne?

Możecie być paranoikami, ale to nie znaczy, że nie macie racji. Rosyjska polityka zagraniczna przestała być przewidywalna. Próbuje się mówić o jakiejś wielkiej rosyjskiej strategii, ale ja jej nie dostrzegam. Wiele ważnych decyzji, które rosyjski rząd podjął ostatnio, włączając w to inwazję na Krym i interwencję w Syrii, było przykładem zupełnej improwizacji. Mamy powody do obaw, szczególnie, jeśli sytuacja gospodarcza w Rosji się jeszcze bardziej pogorszy i Kreml zacznie szukać nowego konfliktu. On nie musi być wielki, bo osobiście nie wierzę, żeby Rosja wkroczyła do krajów bałtyckich i Polski. Rosjanie potrzebują niewielkiego konfliktu, nad którym ich reżim może panować. My w takiej sytuacji musimy zachowywać się dojrzale. Trzeba reagować na zagrożenie ze strony Rosji, ale jednocześnie nie przesadzać, bo rosyjski reżim czerpie swoją siłę także ze sposobu, w jaki reagujemy na jego działania.

Wzmocnienie wschodniej flanki NATP, te kilka rotacyjnych brygad w Polsce i krajach bałtyckich to właściwa reakcja?

W języku dyplomacji to jest sygnał, że NATO zdaje sobie sprawę z zagrożenia i że jesteśmy gotowi na nie w razie czego odpowiedzieć. Trzeba jednak pamiętać, że jest tylko jedna dziedzina, w której Rosja jest konkurencyjna na świecie, i tą dziedziną są zbrojenia. Europa trzymała się dotąd z daleka od rywalizacji militarnej z Rosją, skupiając się na konkurencji ekonomicznej. Oczywiście Polska i kraje bałtyckie powinny mieć gwarancje bezpieczeństwa, ale nie wolno definiować gry z Rosją wyłącznie w kategoriach militarnych, bo to jej daje strategiczną przewagę.

Nie brakuje jednak głosów krytykujących pobłażliwość Europy wobec Rosji.

Wiele mówi się o tym, że Europejczycy są strachliwi, ale mi się wydaje, że jesteśmy po prostu ostrożni. Ostrożni ludzie starannie dobierają słowa. To jest trochę jak w rosyjskich więzieniach. Siedzący tam doświadczeni kryminaliści, „wory w zakonie”, nigdy nie klną, rozmawiając ze sobą, bo można kogoś obrazić i ten ktoś może się zemścić. Warto pamiętać, że słowa mają swoje konsekwencje. Wierzę, że jest w tym głęboka logika i nie ma w niej nic z pobłażliwości wobec Moskwy. Przed szczytem NATO w Warszawie Unia ma ogłosić nową strategię bezpieczeństwa i proszę mi wierzyć, że nie będzie tam nawet wzmianki o „soft power”. Iluzja, że Europa może polegać wyłącznie na dyplomacji i gospodarce, na szczęście się rozwiała. Polsce i krajom bałtyckim udaje się w końcu przekonywać partnerów w UE, że nie jesteście paranoikami i zagrożenia są realne.

Trzeba przyznać, że trochę to trwało.

Bez przesady. Rosjanie bardzo niechętnie przyznają się do błędów, ale gdy się ich przyciśnie, mówią o dwóch błędach popełnionych przy okazji kryzysu ukraińskiego. Pierwszym błędem było założenie, że mówiący po rosyjsku Ukraińcy to Rosjanie. Drugi błąd to niewzięcie pod uwagę zdecydowanej reakcji Niemiec. Nie jest przecież tajemnicą, że gdyby nie niemiecki upór, Unia już dawno zniosłaby sankcje wobec Rosji. Polski rząd powinien zadać sobie pytanie: dlaczego Niemcy, których elity polityczne i gospodarcze tak wiele inwestowały w dobre stosunki z Rosją, tak ostro pogrywają z Putinem?

I jaka jest odpowiedź?

Z powodu Polski! Niemcy chcą w ten sposób pokazać, że bez względu na rozmiary i znaczenie Rosji Polska jest ważna dla Unii Europejskiej. Jeśli Polska przestanie na dobre ufać Niemcom, a Niemcy uznają, że nie da się współpracować z Polską, cała polityka wschodnia Europy się zawali. Poza tym z ekonomicznego punktu widzenia wymiana handlowa Niemiec z Polską jest większa niż z Rosją.

Ale to potwierdza podnoszone przez polski rząd tezy o postkolonialnym charakterze stosunków Warszawy z Berlinem.

Bo to prawda. Relacje między dużym i mniejszym nigdy nie są symetryczne. Dotyczy to nie tylko Polski i Niemiec, ale generalnie wschodu i zachodu Europy. Integracja sprowadza się do imitowania zachodnioeuropejskiego modelu i zachodnioeuropejskich instytucji. To nie było przedmiotem żadnych negocjacji. Niestety każda imitacja wywołuje głęboką urazę. Krytyczne podejście do tego, co wydarzyło się po 1989 r., nie jest zresztą wyłącznie polską specjalnością.

Taka krytyka uznawana jest za przejaw niechęci do Europy.

To wielce dyskusyjny zarzut. Ja bym raczej porównał taką reakcję do zachowań drugiego pokolenia imigrantów, bo przecież w sensie cywilizacyjnym wszyscy w Europie Wschodniej imigrowaliśmy na Zachód w ciągu ostatnich 25 lat. Pierwsze pokolenie tych imigrantów, do którego zaliczyłbym np. Bronisława Geremka czy Václava Havla, bardzo starało się udowodnić swoją europejskość. Dla nich ważne było, żeby być prymusem za wszelką cenę. Potem pojawiła się druga generacja, która jest już zeuropeizowana i ma inne priorytety. Zaczyna kwestionować dogmaty Geremków i Havlów i pytać, czy warto było płacić taką cenę. Druga generacja zastanawia się nad swoją tożsamością i tym, czy jesteśmy traktowani uczciwie, czy też jesteśmy w Europie obywatelami drugiej kategorii. Trzeba jasno powiedzieć, że są to problemy uzasadnione, bo w wielu sprawach rzeczywiście jesteśmy traktowani jak obywatele drugiej kategorii.

Perspektywa jest fatalna, bo trzecia generacja zaczyna się radykalizować.

Trzecie pokolenie jest podzielone. Część się totalnie integruje, a część rzeczywiście zasila środowiska radykalne, odrzucając zasady i zwyczaje gospodarza. Mam wrażenie, że Zachód, a szczególnie Niemcy zaczynają to rozumieć i w relacjach z Polską podejmują wysiłki, żeby rozmawiać nie tylko z tymi, których lubią czy popierają, ale po prostu z każdym, kogo wyborcy postawili u steru władzy.

A jednak mam wrażenie, że użycie przez polskie władze tego samego moralizatorskiego tonu, który dominuje w Europie, nie zostało dobrze przyjęte w Berlinie.

Bo Niemcy w przeciwieństwie do Brytyjczyków mają jedną cechę, która bardzo utrudnia im odniesienie sukcesu jako kolonialna potęga. Oni nie mają cierpliwości do bałaganu. A zmiana władzy w Polsce została odczytana jako zaburzenie dotychczasowych układów i zapowiedź bałaganu.

Tego rodzaju bałagan panuje obecnie w całej Europie.

I to jest źródło słabości niemieckiego przywództwa. Zanim populistyczna AfD nie pojawiła się na scenie politycznej, Niemcy głosowali na mainstreamowe partie polityczne, cenili sobie konsensus, ufali mediom, sądownictwu i bankowi centralnemu. Europejscy sąsiedzi, i to wcale nie Polska, ale Francja czy Włochy były dla nich siedliskiem patologii, krajami rządzonymi przez popapranych idiotów, którzy nie łapią najbardziej oczywistych trendów. Pojawienie się AfD przywróciło w Niemczech normalność. Oni zaczynają lepiej rozumieć, co się dzieje w innych krajach UE.

Polski rząd powinien to docenić?

Polski rząd powinien przeorientować swoją politykę zagraniczną, bo zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Europie zanika. Niezależnie od tego, jakie zmiany nastąpią w Białym Domu po wyborach, żadna administracja nie będzie za bardzo zawracała sobie głowy Europą. USA nie uchylą się oczywiście od zobowiązań sojuszniczych, choćby z tego powodu, żeby nie wystraszyć Japończyków i Korei Południowej, ale europejskie bezpieczeństwo będzie coraz bardziej zależeć od Europejczyków. A unijną politykę wschodnią, obecnie nacechowaną przecież tak lubianą w Polsce rezerwą wobec Rosji, kształtują Niemcy. Strategicznym interesem Polski jest więc trzymanie się z Niemcami. Paradoksalnie, nowy polski rząd właśnie z powodu podejrzliwości PiS ma większe szanse na zbudowanie tych relacji na zrównoważonych zasadach. Jestem przekonany, że prezes Kaczyński, prezydent Duda i rząd na pewno o tym myślą.

Nie wymagałoby to zmiany myślenia po obu stronach?

Oczywiście, i to będzie najtrudniejsze. Unia, do której wstępowaliśmy, już nie istnieje, ale w naszym interesie jest, żeby jak najwięcej z niej przetrwało. Mamy przecież kolektywne doświadczenie rozpadu, które jest obce Europejczykom z Zachodu. Na naszych oczach rozpadł się komunizm i nawet najtwardsi opozycjoniści byli zaskoczeni łatwością i tempem, w jakim to się stało. W starej Unii tego nie ma. Tam przez ostatnie 70 lat każdy kryzys kończył się happy endem. W efekcie mamy dziś dwie Europy. Na Wschodzie każde wydarzenie uważane jest za bardziej dramatyczne i niebezpieczniejsze, niż jest w istocie. Zachód z kolei wierzy ślepo w swoje instytucje, uważając je za dużo bardziej żywotne, niż są w rzeczywistości. Znalezienie równowagi między tymi doświadczeniami to największe wyzwanie dla Europy.

Okładka tygodnika WPROST: 24/2016
Więcej możesz przeczytać w 24/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 44
  • zyga6666 IP
    .......... paranoja ! ;) ...............ten przypadek nadaje się do leczenia ! ;) ..........więc nie może być - uzasadniony ! ;) .............myśl ,,człecze,, ! ...........myśl co piszesz ! ;)))))))))))))))
    • malkontent IP
      carpe chaos to dewiza chazarii, ashke-nazi, zydow / szejk wyjasnia sprawy ukrainy / der ewige jude english subtitles/ zbagatelizowany fakt wspolczesnego swiata 1/4
      • w.pronoza IP
        Sprawa jest prosta znalesc jakiegoś pajaca który jest związany z Sorosem czy innym oszołomem i zrobi wszystko by poprzeć tezy najgłupsze swojego Guru, jak Michnik tory zawsze miał usłużnych głupców którzy powiedzieli wszystko by  zaistnieć, przykład – Niesiołowski!
        • Stan... IP
          Rosja radziecka wymordowała najwięcej swoich obywateli w historii,nigdy zewnętrzny wróg nie zabił tylu Rosjan.Co ważne mordowali kwiat Rosjan,patriotów,uczonych,ludzi sztuki,uciekinierów z obozów niemieckich.Ponadto reklamowana aborcja przez komunę przyczynia się do dziś spadkiem urodzin.Takie same zagrożenia stanowią dla Polski różne platfusy,petrusy,kodowcy i inna pseudointelektualna hołota GW
          • Obserwator IP
            Rosja to państwo upadłe, tylko jeszcze sami o tym nie wiedzą!

            Czytaj także