Sex, drugs i dojrzewanie

Sex, drugs i dojrzewanie

Czy łatwo jest przechodzić mutację w blasku reflektorów i fleszy? Historia wielu hollywoodzkich dzieciaków dowodzi, że na tej drodze potyka się niemal każdy.

Otym, że dojrzewanie chłopców to horror, możemy przekonać się właśnie w kinach, w filmie Kuby Czekaja „Baby Bump”. Twórca portretuje ten trudny moment w życiu każdego faceta, kiedy traci on kontrolę nad własnym ciałem, a wszystko dookoła: długopis, butelka czy ciastko z dziurką kojarzy mu się tylko z jednym. Przed tym natłokiem wrażeń najłatwiej uciec w używki. Światowe gwiazdy mają z wchodzeniem w ten okres jeszcze trudniej. Bo niby jest im w życiu łatwiej.

Culkin sam w domu

Od 1990 r. Macaulay Culkin jest gwiazdą, która rozbłyska minimum raz w roku. Przynajmniej w Polsce, gdy w Boże Narodzenie emitowany jest „Kevin sam w domu”. Tytułowy bohater ma w sobie łobuzerski urok i dziecięcą niewinność, którą grający go aktor utracił zaledwie kilka lat po premierze. Jeszcze w 1994 r. można było go oglądać w dwóch filmach – „Richie milioner” i „Władca ksiąg”. Za obie role dostał nominacje do Złotej Maliny, nagrody dla najgorszego aktora. Wkrótce rozwiedli się jego rodzice. Culkin zamieszkał z matką i porzucił karierę aktorską na prawie 20 lat. Główną rolę zagrał już tylko w teledysku zespołu Sonic Youth „Sunday” w 1998 r., a mimo to na okładkach gazet gościł nieprzerwanie, niestety wyłącznie w negatywnym kontekście. Najczęściej w związku z kolejnymi aresztowaniami za posiadanie narkotyków bądź ekscesami pod wpływem używek. Dziś ponoć aktor już po nie nie sięga. 35-letni Culkin wciąż tkwi w swoistym limbo między dzieciństwem a dorosłością. Tej drugiej wymagano od niego zbyt wcześnie, w tym pierwszym nie dano mu się rozsmakować.

Chwile radości

Wydawałoby się, że patrząc na koleje losu kolegi po fachu, tych samych błędów nie popełni Daniel Radcliffe, wcielający się w słynnego czarodzieja Harry’ego Pottera w latach 2001-2011. Wcześniej pojawił się w kinie jako tytułowy David Copperfield w filmie Simona Curtisa. Potem trafił pod opiekę Chrisa Columbusa. Reżyser, który wcześniej zaprowadził na szczyt Culkina, wiedział, że Radcliffe’a może czekać to samo. Zadbał więc o to, by jego podopieczny spotykał się z psychologami, którzy pomogą mu się przygotować na nadchodzące niebezpieczeństwa: sławę i szaleństwo hormonów. Aktora udało się utrzymać na smyczy, dopóki intensywnie kręcono kolejne części sagi o Harrym Potterze. Na łamach prasy gościł jako świadomy siebie, dobrze ułożony angielski dżentelmen z wyraźnymi poglądami. W 2010 r. publicznie poparł Nicka Clegga z Liberalnych Demokratów, a dwa lata wcześniej założył organizację, która miała walczyć z homofobią. – Od zawsze pałam nienawiścią do ludzi, którzy nie tolerują gejów, lesbijek czy biseksualistów. Cieszę się, że dziś jestem na pozycji, z której mogę coś dla nich zrobić – tłumaczył swoją decyzję w jednym z wywiadów. Radcliffe’a stawiano za wzór mniej więcej do 2011 r. (otrzymał wtedy Hero Award za wspieranie m.in. sierot i ofiar Holocaustu). Ale gdy kilka miesięcy później ruszyła gigantyczna promocja ostatniej części przygód Pottera, Brytyjczyk udzielił szczerego wywiadu magazynowi „GQ”. Wyznał w nim, że nie tylko boryka się z problemem alkoholowym, ale też że zdarzało mu się na plan „Harry’ego Pottera” przychodzić pijanym. – Mogę wymienić wiele scen, które zagrałem na kompletnym rauszu – mówił. Ten kamyczek uruchomił lawinę. Dociekliwa prasa badała związki aktora z używkami, a na światło dzienne wypłynęły jego kompromitujące zdjęcia z imprez. – Na balangach jest mi zawsze najtrudniej. Nieważne, gdzie pójdę, ludzie robią mi zdjęcia telefonami. Widząc to, zachowuję się bardzo świadomie i odpowiedzialnie. A jak najłatwiej się tej odpowiedzialności pozbyć? Oczywiście, sięgając po kieliszek – mówił. – Dlatego wolę dziś spędzać czas z przyjaciółmi w domu niż na tego typu masówkach – kwitował aktor, który dziś jest już ponoć wolny od tego problemu.

Widzę pijanych ludzi

Podobne przeżycia były udziałem Haleya Joela Osmenta, gwiazdora, który zapisał się w pamięci widzów jedną z najsłynniejszych kwestii w dziejach kina: „Widzę martwych ludzi”, wypowiedzianą w „Szóstym zmyśle” M. Nighta Shyamalana z 1999 r. Karierę rozpoczął znacznie wcześniej; już w wieku sześciu lat pojawił się w dziesięciominutowej scenie w filmie Roberta Zemeckisa „Forrest Gump” (1994). Kariera chłopaka rozwijała się jak należy. Pojawił się w ważnej roli androida w „A.I. Sztuczna inteligencja” (2001) Stevena Spielberga, czy w polsko-amerykańskiej koprodukcji „Boże skrawki” (2001) Jurka Bogajewicza z muzyką Jana A.P. Kaczmarka. Mimo to aktor nie wytrzymał zawodowego tempa. Wypadł z aktorskiego obiegu i sięgnął po kieliszek. Prasa nagłośniła jego problem, gdy w 2006 roku, w wieku 18 lat, miał wypadek samochodowy. W jego krwi wykryto 1,6 promila alkoholu, a także obecność THC, głównego składnika marihuany. Skazano go na terapię AA, która przyniosła skutek. Od alkoholu Osment trzyma się z daleka, ale nie przełożyło się to na jego powrót do kina. Za to na wygląd – jak najbardziej. Dzisiaj trudno rozpoznać w nim chłopca, jakiego zapamiętaliśmy z filmów. Podobny przykład znamy z polskiego podwórka. Henryk Gołębiewski, w latach 70. gwiazdor młodzieżowych przebojów „Wakacje z duchami” (1970), „Podróż za jeden uśmiech” (1971) i „Stawiam na Tolka Banana” (1973), z dużego ekranu zniknął na cztery dekady. W tym czasie mierzył się między innymi z problemem uzależnienia od alkoholu, o czym opowiedział Tomaszowi Solarewiczowi w wywiadzie rzece „Zygzakiem przez życie”. Dziś Gołębiewski odnalazł szczęście i uwolnił się od używek.

W ramionach Hollywood

Dojrzewanie dziecięcych sław wiąże się także z poważnym ryzykiem – gwałtu i molestowania seksualnego. Świadomość „zaliczenia” gwiazdy Hollywood, a co ważniejsze – możliwość pochwalenia się taką przygodą w oczach wielu podnosi społeczny status. Działa tu źle pojmowany mechanizm, według którego kochankowie osób sławnych także stają się sławni. Albo rolę grają bardziej przyziemne kwestie – młodzi celebryci zazwyczaj odznaczają się ponadprzeciętną urodą i seksapilem, przez co stają się atrakcyjni dla pedofilów. Wiedzą coś o tym Corey Feldman („Gremliny rozrabiają”, seria „Piątek, trzynastego”, „Goonies”) i Corey Haim („Straceni chłopcy”, „Romans Murphy’ego”, „Prawo jazdy”), jedne z największych dziecięcych gwiazd Hollywood lat 80. Prasa rozpisywała się o tym, ile potrafią wyciągnąć za jedną rolę, ale milczała na temat dramatu, przez który przechodzili. Latami byli regularnie odurzani narkotykami i gwałceni przez menadżerów, włodarzy i pomniejszych watażków Fabryki Snów. Heim nie poradził sobie z traumą. Wpadł w uzależnienie od narkotyków, które doprowadziło go do przedwczesnej śmierci. Feldman nie ma wątpliwości, że przyjaciela można było ocalić, gdyby tylko wcześniej zerwano zasłonę milczenia. Dziś aktor powtarza w wywiadach, że największym problemem Hollywood jest pedofilia. – Na zewnątrz to wielki sekret, ale w środku to tajemnica poliszynela. Wszyscy plotkują na temat tego, komu podobają się młodzi aktorzy i na kogo trzeba uważać, ale nikt nie mówi o tym w mediach, bo odpowiadają za to zazwyczaj grube ryby, które organizują prywatne imprezy, a na nich odurzają narkotykami dzieciaki i wykorzystują je. Wiem coś o tym, bo sam tego wielokrotnie doświadczyłem. Od lat 80. nic się w tym względzie nie zmieniło – mówi.

Okładka tygodnika WPROST: 26/2016
Więcej możesz przeczytać w 26/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0