Trolle i przyjaciele Putina

Trolle i przyjaciele Putina

Dodano:   /  Zmieniono: 36
Władimir Putin
Władimir Putin / Źródło: kremlin.ru
Być może dzięki amerykańskim agencjom wywiadu dowiemy się wreszcie, którzy politycy w Europie siedzą u Rosjan w kieszeni.

Czy to Rosja stoi za serią fatalnych wpadek i niepowodzeń Europy w ostatnich latach? Takie stwierdzenie zakrawa na wstęp do typowej teorii spiskowej i zapewne jest sporą przesadą. Nie można jednak wykluczyć, że za dwie, trzy dekady na jaw wyjdą dokumenty potwierdzające skoordynowaną i wcale nie fikcyjną akcję rosyjskich służb specjalnych. Choć zapewne samodzielnie nie wywołały one Brexitu i fali uchodźców do Europy ani nie doprowadziły do niesnasek wśród partnerów z Unii Europejskiej i NATO, to jednak silnie (i negatywnie) wpłynęły na nastroje społeczne Zachodu. Przede wszystkim skutecznie spotęgowały poczucie frustracji i niepewności poprzez przebiegłe rozsiewanie plotek i półprawd.

Front propagandy

Nie jest żadną tajemnicą, że Rosjanie oddziaływanie polityczne i propagandowe uznali (nie bez racji) za kolejny front nowoczesnej wojny hybrydowej. Wykorzystując dezorientację, a często też naiwność przeciwników, zdążyli w tej kampanii odnieść zauważalne sukcesy. Choć może to wydawać się zaskakujące, państwo o PKB tylko nieco wyższym niż Hiszpania (ale znacznie niższym niż Francja, o Niemczech nawet nie mówiąc) potrafi skutecznie trzymać w szachu cały Zachód – z jego mediami, strukturami politycznymi i obronnymi. To, że przeciwko ich krajom toczy się sterowana z Kremla wojna propagandowa, pierwsi zauważyli Litwini, Łotysze i Estończycy. Później alarm podnieśli napadnięci i regularnie oczerniani w oczach Zachodu Ukraińcy. To Litwini wpadli na trop petersburskiej „fabryki trolli” – ośrodka dezinformacji, który zatrudnia tysiące propagandzistów rozsiewających kłamstwa i półprawdy w sieciach społecznościowych, na forach internetowych i w komentarzach pod artykułami. Później, analizując legalnie działające rosyjskie kanały telewizyjne, doszli do niepokojących wniosków.

Jak się okazało – propagandowe przekazy identyfikowano nawet w popularnych serialach albo programach lifestyle’owych. W rezultacie Litwini już w 2009 r. powołali w swoim ministerstwie obrony komórkę ds. przeciwdziałania agresji propagandowej (StratCom). Na Zachodzie przez długi czas ignorowano istnienie rosyjskich kanałów informacyjnych, takich jak telewizja RT (Russia Today), wielojęzyczne radio i portale Sputnik czy wreszcie setki, jeśli nie tysiące, stron zalewających internet niekończącą się falą propagandy, sprytnie ukrywanej w zalewie mało istotnych lub politycznie obojętnych doniesień. Zaskakiwać musi skala tych działań – na niewielkich Węgrzech zidentyfikowano aż 80 stron informacyjnych redagowanych z Rosji. Ich rozpoznanie wymagało analizy ruchu internetowego i stylistyki, bowiem oficjalnie autorzy (często powiązani ze skrajną prawicą) odrzucają jakiekolwiek oskarżenia o korzystanie z moskiewskiego wsparcia.

Jak uciszyć trolla

Dopiero w marcu zeszłego roku Zgromadzenie Parlamentarne NATO przyjęło raport pt. „Walka o serca i umysły: przeciwstawianie się atakom propagandowym przeciwko wspólnocie euroatlantyckiej”. Kraje bałtyckie otrzymały od Stanów Zjednoczonych pomoc finansową na prowadzenie działalności demaskującej rosyjską propagandę. Dalszą pomoc dla Bałtów i Ukraińców Departament Stanu USA potwierdził pod koniec czerwca. Własny – kierowany przez czeskiego dziennikarza Jakuba Kalensky’ego – zespół ds. zwalczania propagandy politycznej powołała też Unia Europejska. Wszystko to jednak działania słabe i spóźnione. Zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę działań Moskwy, która do siania własnej propagandy wykorzystuje zarówno tysiące zawodowych „trolli”, jak i zachodnich „pożytecznych idiotów” ze świata mediów i polityki. Niewątpliwie paliwem dla „miłujących pokój ludzi na Zachodzie” jest rozsiewanie informacji o zagrożeniu wojennym, wynikającym oczywiście z nieodpowiedzialnych działań polityków i dowódców wojskowych na Zachodzie. Kiedy w kwietniu rosyjski samolot przeleciał dosłownie kilka metrów nad amerykańskim okrętem Donald Cook, świat usłyszał z Moskwy o... zachodniej prowokacji. W ubiegłym tygodniu na Morzu Śródziemnym „prowokował” ich niszczyciel Gravely. Niepokój zachodnich społeczeństw mają wywoływać wypowiedzi rosyjskich przywódców o wycelowaniu rakiet w kolejną stolicę europejską. Oto np. w odpowiedzi na budowę bazy antyrakiet w Redzikowie iskandery w obwodzie kaliningradzkim skierowane zostały na Warszawę. Tak, jakby wcześniej nie była ona na celowniku rosyjskich rakiet (których notabene nie trzeba specjalnie przygotowywać – wybór celu może zostać dokonany w ciągu kilkunastu sekund przez odpaleniem). Rosjanom nigdy nie brakowało na Zachodzie przyjaciół i adwokatów, którzy w zależności od potrzeb przekonują o szkodliwości sankcji nałożonych na Moskwę i potrzebie pokojowego dialogu, a najczęściej o konieczności utrzymania wzajemnie korzystnych relacji handlowych. Są wśród nich np. niepotrafiący odżegnać się od komunistycznych sympatii z młodości przywódcy Grecji, są też podkreślający konieczność „pragmatycznych związków ekonomicznych” przywódcy obecni (Angela Merkel, wicekanclerz Sigmar Gabriel, premierzy Węgier Viktor Orbán lub Słowacji Robert Fico) albo byli – Gerhard Schröder czy Nicolas Sarkozy. Problemem jeszcze większym niż zabiegający o dobrą cenę za rosyjski gaz „pragmatycy” są sięgający coraz śmielej po władzę populiści i ekstremiści z prawa i lewa. Podejrzenia dotyczące przyjmowania przez nich rosyjskiej „pomocy” (w praktyce to raczej rodzaj politycznej łapówki) pojawiły się po inwazji zielonych ludzików na Krym. To wtedy borykający się z problemami finansowymi przywódcy francuskiego Frontu Narodowego przyjęli z Moskwy „pożyczkę” w wysokości 9 mln euro. Szefowa FN Marine Le Pen odrzuciła wszelkie oskarżenia o „sprzedawanie się Putinowi”, co nie przeszkodziło jej partii uznać wkrótce wyników referendum zorganizowanego przez Rosjan na Krymie. Co najmniej zadziwiające okazało się wystąpienie Nigela Farage’a, szefa triumfującej w referendum na temat wystąpienia z UE partii UKIP, który w dzień po wygranej zwolenników Brexitu znalazł czas, by rozpływać się nad przywódczymi zdolnościami Władimira Putina. Farage nazwał go „przywódcą, którego podziwia najbardziej na całym świecie”. Jako przykład wielkiej skuteczności gospodarza Kremla podał rosyjską akcję w Syrii. Wcześniej za winną konfliktu na Ukrainie uznał... Unię Europejską. Czyżby to też miała być forma okazywania wdzięczności Rosjanom? Za co? Może za wsparcie kampanii na rzecz Brexitu? W końcu rozbicie zachodniej jedności, a szczególnie nielubianych „eurosojuza” oraz NATO, to nieskrywane marzenie Moskwy.

Kremlowska lista płac

Spisy „przyjaciół Kremla” albo „rozumiejących Rosję”, ukazujące się w mediach, nie są niczym nowym, jednak problemem jest zwykle ich wiarygodność. Operacje finansowego wsparcia zagranicznych przyjaciół są na ogół dobrze kamuflowane i tylko przy okazji afer takich jak WikiLeaks albo Panama Papers strzępy informacji docierają do opinii publicznej (której część i tak im nie wierzy w przekonaniu, że chodzi o prowokację przeciwko Putinowi). Być może już niedługo poznamy bardziej wiarygodne dane na temat moskiewskich pieniędzy i tych, którzy dzięki nim budują swoje kariery polityczne. James Clapper, dyrektor amerykańskich służb wywiadowczych, otrzymał od Kongresu polecenie zbadania przepływów finansowych z Rosji do organizacji politycznych w Europie, i to w ciągu całej ostatniej dekady. Podległe mu agencje mają duże doświadczenie w tym zakresie – skutecznie rozpracowały już przepływy pieniężne Al-Kaidy i Państwa Islamskiego. Nawet jeśli założyć, że możliwości rosyjskich służb specjalnych są dużo większe niż tych organizacji, to w Moskwie i tak muszą zdawać sobie sprawę z tego, że Amerykanie będą w stanie wyciągnąć na światło dzienne wiele niewygodnych faktów. Choćby okoliczności podróży na Krym wielu zachodnich polityków i działaczy (np. posłów do parlamentu Austrii). Na jaw mogą wyjść szczegóły dotyczące działalności „werbowników”, szukających sprzymierzeńców Kremla w kręgach politycznych i wśród celebrytów. Wiadomo o co najmniej kilkunastu takich osobach, najczęściej pełniących funkcje dyplomatyczne – jak choćby wydalony z Wielkiej Brytanii w 2012 r. Siergiej Nałobin. Perspektywa dokładnego zbadania działalności agentów i werbowników, a także przepływów finansowych, prawdopodobnie budzi niepokój wielu wpływowych postaci na Zachodzie. Informacje, dotychczas ignorowane jako domysły tabloidów, mogą uzyskać twarde potwierdzenie. Pytanie tylko – czy dowody na to, że podziw dla Rosji ze strony przywódców populistów i radykałów w istocie nie jest bezinteresowny, wpłynie na ich wyborców? Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że niestety bywają oni odporni na fakty. I właśnie dlatego są wdzięcznymi adresatami kremlowskiej propagandy.

Okładka tygodnika WPROST: 27/2016
Więcej możesz przeczytać w 27/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 36
  • theworld IP
    VIVA RUSIA!!!!!!!!VIVA PUTIN!!!!Stop stupid parazit Polaks from ruina Polska.
    • Amerykanin IP
      oh teraz jest aż minus 8, robią ze mnie głupka było 0 albo się poprawili i nie ma Komuny w Polsce ha ha ha ha ha
      • Amerykanin IP
        Wprost manipuluje minusami , ten angielsko języczny post miał minus pięć zero plusów dodałem minus (szósty) i wyskoczyło zero plusów i zero minusów taka demokracja komunistyczna ala wprost albo wyniki wyborcze PSL w samorządach Komuna w Polsce wciąż funkcjonuje
        • ubawiony IP
          Dla równowagi i prawidłowego rozwoju dobrze by było wiedzieć, którzy politycy i dziennikarze siedzą w kieszeni USraela.
          • tuituja2 IP
            Ale czy Putin jeszcze żyje... Oto jest kluczowa zagadka.

            Czytaj także