Turecka wolta

Turecka wolta

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Nieudany pucz wojskowy nieoczekiwanie wzmocnił prezydenta Erdoğana, który ma teraz wolną rękę do przeprowadzenia planowanych już wcześniej zmian w polityce zagranicznej. Zbliżenie z Rosją jest tylko kwestią czasu.

Wojskowi, którzy próbowali dokonać przewrotu, użyli czołgów, helikopterów i myśliwców, ale odpowiedź prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana była stanowcza. Wezwał swoich zwolenników do czynnego oporu. Turcy masowo przyłączyli się do protestów potępiających puczystów. W ulicznych starciach zginęło 265 osób, 1400 zostało rannych, prezydent zaś, czując poparcie tureckiej ulicy, zarządził aresztowania. Zatrzymano m.in. 9 tys. osób podejrzanych o udział w puczu, zwolniono ponad 15 tys. nauczycieli, 9 tys. pracowników ministerstwa spraw wewnętrznych i 1500 osób z resortu finansów. Czystki obejmują coraz szersze kręgi społeczeństwa, a prezydent ogłosił wprowadzenie trzymiesięcznego stanu wyjątkowego i czasowe zawieszenie Europejskiej konwencji praw człowieka, ale przywódcy krajów wolnego świata dają Erdoğanowi carte blanche. Prezydent Obama, telefonując do prezydenta Turcji, potępił przewrót i upewniał się tylko, że śledztwo przeciwko puczystom będzie prowadzone „w sposób, który umocni wiarę opinii publicznej w demokratyczne instytucje”. Erdoğan może więc robić swoje, także w kontaktach z niektórymi wrogimi wobec NATO sąsiadami.

Turcja już mówi "nie"

Turcja była ostatnio krajem skłóconym praktycznie ze wszystkimi. Okazuje się jednak, że utrzymywanie stanu wrzenia w najbliższym sąsiedztwie może fatalnie skończyć się dla państwa wstrząsanego udziałem w regionalnej wojnie, terroryzmem i otwartym buntem Kurdów, próbujących wybić się na niepodległość. Dlatego rząd w Ankarze już jakiś czas przed puczem wykonywał zaskakujące wolty w polityce zagranicznej, przechodząc od imperialnej buty wobec gestów, z którymi znany z bezwzględności prezydent Erdoğan nie był dotąd kojarzony. – Nie mamy powodów do nieporozumień z sąsiadami – oświadczył kilka tygodni temu premier Turcji, Binali Yıldırım, zapowiadając dyplomatyczną ofensywę w regionie. Yıldırım, uważany za posłusznego wykonawcę poleceń prezydenta Erdoğana, zapowiedział odmrożenie relacji z reżimem syryjskim i wojskową juntą w Egipcie, które dotąd znajdowały się na tureckiej czarnej liście. Jeśli dodamy do tego niedawne porozumienie z Izraelem, kończące trwający pół dekady stan zimnej wojny między oboma państwami i niedawne ocieplenie relacji z Rosją, to mamy małą rewolucję w dotychczasowej polityce Ankary. Po puczu rozpędu nabrały plany ocieplenia kontaktów z Moskwą. Prezydent Putin wydał nawet specjalne oświadczenie, w którym potępił, jak je nazwał, „antykonstytucyjne akty przemocy”, i wyraził nadzieję na zaprowadzenie w Turcji porządku. Prorosyjska wolta Erdoğana trwa zresztą już od końca czerwca, gdy prezydent Turcji postanowił pogodzić się z Władimirem Putinem, pisząc list, w którym przepraszał za zestrzelenie rosyjskiego samolotu wojskowego, operującego na granicy syryjsko- -tureckiej. Z powodu tego incydentu dwa polityczne samce alfa skoczyły sobie do gardeł, próbując ustalić, kto jest głównym rozgrywającym w wojnie domowej w Syrii. Wygląda na to, że w próbie sił pierwszy pękł Erdoğan, wychodząc z pojednawczym gestem wobec Putina, choć niektórzy twierdzą, że Turek go przechytrzył, ponieważ przeprosił rodziców zestrzelonego pilota, a nie rosyjski rząd. W każdym razie Kreml tylko czekał na taką okazję. W połowie lipca do Moskwy zostali zaproszeni przedstawiciele resortów turystyki, transportu i spraw wewnętrznych, żeby ustalić warunki wznowienia czarterowych lotów turystycznych do Turcji. Po zestrzeleniu rosyjskiego Su-24 w listopadzie 2015 r. Rosjanie ogłosili bojkot, który skutkował 60-procentowym spadkiem wymiany handlowej Turcji z Rosją w pierwszych czterech miesiącach tego roku. W ślad za załamaniem handlu poszła też zapaść w turystyce. Rosjanie się na Turków obrazili, a turystów z Europy wystraszyły zamachy terrorystyczne i wojna z Kurdami. W efekcie ruch turystyczny w Turcji spadł aż o 92 proc. Nic dziwnego, że na wieść o odprężeniu z Rosją Turcy odetchnęli, licząc, że wznowienie współpracy da im w ciągu dwóch lat 10 mld dolarów. Równocześnie Turcy, zbliżając się do Rosji, trzymają ją – co ważne w polityce – na dystans. Jak? Mogą w każdej chwili zablokować cieśniny Bosfor i Dardanele i uniemożliwić Rosjanom transport zaopatrzenia dla wojsk rosyjskich i syryjskich w Syrii drogą morską, co z pewnością przypomni Putinowi Erdoğan w czasie wizyty w Moskwie zapowiedzianej na początek sierpnia.

Kraj na równi pochyłej

W ślad za zbliżeniem z Putinem idzie rewolucyjna, jak na dotychczasową politykę Turcji, decyzja o wznowieniu stosunków z syryjskim prezydentem Baszarem Asadem. Na syryjskich rebeliantów walczących z Asadem padł blady strach, bo dotąd Turcja popierała ich bezwarunkowo, robiąc niewielkie rozróżnienie między siłami umiarkowanymi a fanatykami z ISIS. Wszystkie ich zbrodnie uświęcał jeden cel, jakim było pozbycie się Asada i ustanowienie zaprzyjaźnionego z Turcją rządu. Jednak od jakiegoś czasu premier Yıldırım mówił, że przywrócenie relacji z Syrią jest ważne dla walki z terroryzmem i resetu stosunków z regionalnymi graczami. Ankara zapewnia co prawda, że nie oznacza to porzucenia rebelianckich armii syryjskich, ale fakty mówią same za siebie. Turcy już od kilku miesięcy przestali upierać się przy usunięciu Asada. Najpierw dopuszczali możliwość zostawienia go przy władzy przez pół roku po powołaniu nowego rządu, w którym zasiedliby także ich poplecznicy. Teraz zaś gładko przechodzą do wznowienia kontaktów ze znienawidzonym do niedawna prezydentem. To część ceny, jaką Turcja płaci za odgrzewanie przyjaźni z Putinem. Zorganizowana przez niego odsiecz dla Asada tchnęła nowe życie w chwiejący się reżim syryjski i jest to fakt, z którym Erdoğan musi się liczyć. Ta nagła zmiana koncepcji podyktowana jest walką o przetrwanie państwa tureckiego w kształcie, jaki znamy obecnie, co niedawny pucz tylko potwierdził. Tworzone od dekady przez Erdoğana imperium rozsadzane jest z powodu wojny w Syrii, w którą Ankara zaangażowała się, licząc na poszerzenie strefy wpływów w regionie. Jednak zamiast zainstalowania posłusznego reżimu w Syrii Turcy odgrzali przygasły w ostatnich latach konflikt z Kurdami, którzy wykorzystali sukcesy w Syrii do wznowienia walki o stworzenie własnego państwa na pograniczu Turcji, Syrii i Iraku. Erdoğan wdał się w otwartą wojnę z kurdyjskimi bojówkami, mając jednocześnie przeciwko sobie fanatyków z ISIS, dokonujących zamachów na lotnisku w Stambule, a wcześniej w Ankarze, a także kilka milionów syryjskich uchodźców czekających na sposobność do przedostania się do Europy. To bardzo poważna sytuacja, w której Turcy spieszą się, żeby pozamykać rozmaite regionalne spory. Erdoğan jest gotów zaryzykować wiele z wypracowanej w ostatnich latach reputacji czołowego męża stanu świata islamu, żeby to osiągnąć. Stąd np. zawarte pod koniec czerwca porozumienie z Izraelem, kończące sześcioletni spór o zastrzelenie przez izraelskich komandosów dziewięciu Turków, próbujących przełamać blokadę morską Strefy Gazy. Erdoğan zadowolił się przeprosinami od Benjamina Netanjahu, obiecując jednocześnie, że nie będzie skarżył izraelskich żołnierzy przed międzynarodowymi trybunałami. Częścią umowy z Izraelem jest udostępnienie tureckiej przestrzeni tranzytowej do przesyłu izraelskiego gazu, wydobywanego w strefie przybrzeżnej, do której pretensje zgłaszają także Palestyńczycy z Gazy. Dla otarcia palestyńskich łez rozpaczy Turcy wymogli na Izraelu złagodzenie blokady Gazy i wysłanie pomocy humanitarnej do pozbawionej podstawowych wygód, przeludnionej i trapionej nędzą i bezrobociem palestyńskiej enklawy nad Morzem Śródziemnym.

Europa na aucie

Dogadując się ze wszystkimi, od Rosji i Syrii po Izrael, turecki prezydent ciągle pozostaje w ostrym konflikcie z Europą, a ostatnia zapowiedźewentualnego przywrócenia kary śmierci w Turcji jeszcze ten konflikt podsyca.Od dawna nie gaśnie ostry spór z Niemcami, którzy ostatnio doprowadzili Erdoğana do furii, przyjmując w Bundestagu specjalną rezolucję, uznającą masakry Ormian z okresu I wojny światowej za ludobójstwo. To dla Turków drażliwa kwestia, dlatego zemścili się, odmawiając członkom Bundestagu zgody na odwiedzenie bazy NATO w İncirlik, gdzie stacjonują żołnierze Bundeswehry. Dochodzi jeszcze niepewność, jaką politykę będzie prowadzić Erdoğan wobec NATO, szczególnie jeśli dojdzie do trwałego zbliżenia z Rosją. To niejedyny powód do napięć. Na włosku wisi wynegocjowane przez Angelę Merkel porozumienie o zablokowaniu przez Erdoğana napływu uchodźców z Syrii do Europy w zamian za obietnicę zniesienia wiz dla Turków. Obietnica ta wywołała panikę w UE, która szybko uzależniła liberalizację przepisów wizowych od zmiany ustaw antyterrorystycznych w Turcji. Bruksela nie może pogodzić ich z unijnym ustawodawstwem, oskarżając Erdoğana, że używa prawa do nękania opozycji. Tureckie władze odpowiadają, że spełnienie tych żądań da wolną rękę terrorystom, i grożą zawieszeniem współpracy przy ochronie granic UE przed nielegalnymi imigrantami z Syrii i innych krajów Bliskiego Wschodu. Trzeba pamiętać, że względny spokój w tej kwestii zależy wyłącznie od dobrej woli Erdoğana, który już zaczął nową odsłonę gry z Europą, obiecując przyznanie tureckiego obywatelstwa 2 mln syryjskich uchodźców. To oni byliby pierwszymi beneficjentami ewentualnej liberalizacji przepisów wizowych dla posiadaczy tureckich paszportów. Może się więc okazać, że jak już Turcja dogada się ze wszystkimi w regionie, Europa zostanie jedynym sąsiadem, z którym Erdoğan jest na kursie kolizyjnym. Dla nas to wiadomość znacznie gorsza niż dla niego.

Okładka tygodnika WPROST: 30/2016
Więcej możesz przeczytać w 30/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • HOR-NET.COM.PL IP
    1. dobre sobie: „Iustitia wystosowała list do ministra Ziobry w sprawie tureckich sędziów” (http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/307289920-Iustitia-wystosowala-list-do-ministra-Ziobry-w-sprawie-tureckich-sedziow.html)! Jakoś kasta sadownicza naraz zapomniała o Radzie Europy, o Komisji Weneckiej, o Komisji Europejskiej, … Jakoś „SAMOOCZYSZCZENI” nie niepokoją w tej sprawie prezydenta USA B. Obamę, kanclerz RFN A. Merkel, „prezydenta” UE D. Tuska, …
    2. czytamy (m.in. na forum): „Turecki rząd rozpoczął czystki w mediach. Zamknięto 45 gazet i 16 stacji telewizyjnych” – a wszystko zdaje się przy pełnej aprobacie „świada zachodniego”, tj. świata demokracji --- Rada Europy, Komisja Wenecka, Parlament UE, Komisja Europejska, szef PE M. Schulz, szef KE J-C. Juncker, „prezydent” UE D. Tusk, … kanclerz RFN A. Merkel, prezydent USA B. Obama, … „nasza” kasta sądownicza z prezesami SN i TK na czele oraz … „naszym” RPO! To są KPINY Z DEMOKRACJI, to są KPINY Z PRAW CZŁOWIEKA – demokracja i prawa człowieka są OK. wtedy, gdy chronią interes w/w!
    to nie przypadek, że w sprawie tego ewidentnego deptania praw człowieka w Turcji zabiera głos (ROZMOWA TELEFONICZNA!) wiceprezydent USA, a nie prezydent B. Obama!
    • Forever IP
      Szykuje się wojna domowa w Turcji. Co do Rosji to miło popatrzeć jak kalkulacje Putina względem Iranu zawiodły. Teraz stara się postawić na "tureckiego konia", ale w biegu to bardzo trudna sztuka.