Będziemy żyć jak Włosi

Będziemy żyć jak Włosi

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Będziemy żyć jak Włosi
Będziemy żyć jak Włosi
Po pół roku czekania rząd w końcu wyłożył karty na stół. Wreszcie poznaliśmy treść planu Morawieckiego. Na ponad 200 stronach wicepremier uszył nową wersję Polski. Ma nam się żyć lepiej. Mniej więcej tak jak teraz Włochom. Pytanie, na ile ta wizja jest realna.

Polska rodzina ma rozporządzać takim samym dochodem jak przeciętna rodzina unijna. PKB na głowę według parytetu siły nabywczej ma skoczyć z 68 proc. do 95 proc. unijnej średniej, czyli nasz dobrobyt będzie porównywalny z tym, jaki mają dzisiaj Włochy. Ubóstwem i wykluczeniem nie będzie już zagrożony co czwarty, tylko co piąty Polak. 

Państwowe fabryki mają produkować drony, elektryczne samochody i autobusy. Z polskich portów będą wypływać polskie promy pasażerskie. Górnictwo ma zostać uratowane, a stare elektrownie węglowe zastąpione nowymi siłowniami. W kraju ma działać też pierwszy reaktor atomowy, który wytwarzałby gorące gazy wykorzystywane do produkcji nawozów sztucznych. W oczach zagranicznych inwestorów Polska nie będzie już konkurować tanią siłą roboczą i niskimi kosztami pracy, lecz innowacyjnością. Tak według wicepremiera Mateusza Morawieckiego ma wyglądać Polska w 2030 r. 

Morawiecki nie jest tutaj prekursorem, bo podobnych papierowych wizji Polski przyszłości było już wiele. Mieliśmy przecież plan Kołodki, o którym dzisiaj mało kto już pamięta. W 2004 r. był plan Hausnera, który miał ograniczyć wydatki państwa. Zamiast tego w kolejnych latach rosły. Pięć lat później pokazano plan Boniego. Na 400 stronach zapisano receptę na to, jak do 2030 r. zrobić z Polski kraj, w którym „chce się pracować, oszczędzać, inwestować, mieć dzieci”. Oprócz sterty zapisanych kartek dzisiaj z planu niewiele pozostało. 

Siedem lat po tym, jak Donald Tusk przedstawiał w gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego to, co Boni wymyślił dla Polski, pojawia się nowy plan: Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, opracowana pod nadzorem Mateusza Morawieckiego. Pół roku wcześniej to, co zapisał na 224 stronach, przedstawił na 66 slajdach. I tutaj problem, bo zdaniem naszych rozmówców jedna forma prezentacji planu od drugiej niewiele się różnią. Wersja papierowa jest bardzo obszerna. Plan jest na tyle rozbudowany, że żaden z naszych komentatorów nie był w stanie przyswoić go w całości. Nawet czytanie go wyrywkowo, koncentrując się na jednym rozdziale, przysparza sporo problemów. Od pomysłów na to, jak rozruszać polską gospodarkę, aż puchnie głowa. Miejscami plan jest nierówny. Dobrze punktuje problemy polskich przedsiębiorców – biurokracja, kontrole, opieszałość sądów – ale nie daje już recept na to, jak te problemy rozwiązać. Zakłada restrukturyzację górnictwa tak, żeby kopalnie były wydajne, a wydobycie dostosowane do potrzeb rynku. Ale nie odpowiada na pytania, jak te cele osiągnąć. 

Świetnie za to precyzuje, jak zwiększyć innowacyjność naszej gospodarki i namówić biznes do współpracy z nauką. Są też ciekawe pomysły energetyczne, mające uniezależnić nas od dostaw strategicznych surowców z zagranicy. I to przesłanie niezależności od zachodniego kapitału w jakiejkolwiek formie jest myślą przewodnią całego planu Morawieckiego.

 Zresztą można to już przewidzieć, patrząc na okładkę dokumentu, gdzie zawarto cytat z Józefa Piłsudskiego: „Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale”. Tak jakby Morawiecki chciał powiedzieć, że albo będziemy stawiać na rodzimy kapitał, polskie firmy, produkty narodowe i globalne marki „made in Poland”, albo na zawsze pozostaniemy wielką montownią, w której zatrudnieni Polacy dają się drenować przez zachodnie korporacje. 

Zarzuty do planu można mieć, ale to tylko strategia. Podobne piszą inne rządy i największe globalne korporacje. Do strategii potrzebne są taktyka i ludzie. Czy Morawiecki ich znajdzie? Nie wiadomo. Na ocenę planu jeszcze za wcześnie, bo rzeczywiście brakuje w nim konkretów. Konkretów w postaci gotowych projektów ustaw, które miałyby wielką wizję Morawieckiego wcielać w życie. My wyciągnęliśmy z niego, naszym zdaniem, trzy najbardziej kluczowe elementy. To te dotyczące małych i średnich firm, przemysłu i energetyki. Poprosiliśmy również kilku ekspertów o recenzję tego, jak Morawiecki za kilkanaście lat widzi Polskę.

Małe i średnie firmy

Rozdział, na który wszyscy najbardziej czekali. Wymieniono w nim wszystkie bariery rozwoju polskich przedsiębiorców. Nadmiar przepisów prawnych. Ich niespójność i niejednoznaczność. Brak stabilności prawa, czyli zbyt częste zmiany regulacji i wzrost liczby przepisów. Przewlekłość procedur w wymiarze sprawiedliwości, co utrudnia szybkie egzekwowanie należności przez właściciela firmy. Do tego dochodzi niejasne prawo podatkowe, dłużące się w nieskończoność postępowania budowlane czy nadmiar obowiązków biurokratycznych. Morawiecki pisze, że do tej pory brakowało zaufania na linii państwo – przedsiębiorca. Wpływa na to m.in. rozbudowany system kontroli, w ramach którego 40 instytucji może dzisiaj skontrolować przedsiębiorcę. Jak z tym wszystkim się zmierzyć? I tutaj zaczynają się schody, bo na ten temat w planie Morawieckiego konkretów jest niewiele. Czytamy, że będą „prowadzone działania eliminujące bariery rozwoju przedsiębiorczości”. Że polepszy się jakość otoczenia prawnego. Że zostaną podjęte działania dotyczące systemu danin publicznych. Że zmieni się system działania instytucji publicznych. Jak te działania będą wyglądać? Kiedy zobaczymy pierwsze projekty ustaw? Co konkretnie zamierza zmienić rząd? Tego już nie wiemy. Wiadomo natomiast, że do 2020 r. Morawiecki chce wdrożyć dwa nowe projekty dla przedsiębiorców. Konstytucję dla biznesu, czyli spójny i przejrzysty akt prawny będący podstawą do prowadzenia działalności gospodarczej. Ma „wzmocnić gwarancje wolności i praw przedsiębiorców oraz uspójnić prawo gospodarcze”. Ładnie wygląda z wierzchu, ale nadal nie wiadomo, co będzie w środku. Kolejny dokument: 100 zmian dla firm. To cały pakiet rozwiązań legislacyjnych dla przedsiębiorstw. Mają one złagodzić prawo wobec małych przedsiębiorców i ułatwić im odzyskiwanie długów. Pojawią się też narzędzia upraszczające sukcesję w firmach rodzinnych i nowa forma prowadzenia działalności gospodarczej pod nazwą prosta spółka akcyjna. Morawiecki pisze, że państwo będzie teraz dla przedsiębiorców bardziej przyjazne. System kontroli ma być mniej represyjny. Urzędnik nie będzie już tylko siedział w urzędzie za okienkiem, ale ma też być dla nas w internecie. Powstanie nowy system informacyjny dla eksporterów i inwestorów. Mają tam pojawić się niezbędne informacje dla tych przedsiębiorców, którzy chcą wyjść ze swoim biznesem za granicę. Morawiecki chce też zbudować nową instytucję. Państwowa Inspekcja Bezpieczeństwa Żywności ma skonsolidować wszystkie inne instytucje zajmujące się tym samym, żeby nadzór nad żywnością był bardziej efektywny: „od pola do stołu”. I wreszcie powstanie Polski Narodowy Holding Spożywczy, który ma połykać małe podmioty branży spożywczej, żeby przeistoczyć się w jedną grupę o większych możliwościach eksportowych. Do tego dochodzi wiele działań, które mają przedsiębiorców wspierać. Pojawi się Akademia Przedsiębiorczości, która ma pomagać właścicielom i menedżerom przedsiębiorstw w zakresie zarządzania firmą, innowacyjnością czy zasobami ludzkimi. Pojawi się system szkoleń i doradztwa dla firm rodzinnych. Będzie wsparcie dla instytucji otoczenia biznesu, który ma propagować przedsiębiorcze postawy w małych miastach i wsiach.

Przemysł

Ma być inteligentny, czyli dawać impuls do rozwoju nowych, wyłaniających się gałęzi przemysłu. Ma opierać się na technologiach cyfrowych, angażować naukę i wysoko wykwalifikowaną kadrę. Polacy mają produkować nie byle co, tylko przełomowe produkty. Które to takie? Od pomysłów aż puchnie głowa.

Morawiecki chce tworzyć w Polsce Dolinę Lotniczą, w której będą projektowane i budowane drony. Nad morzem chce realizować projekt Batory, czyli tworzyć całą linię polskich promów pasażerskich. W ramach programu Elektromobilność mają powstawać polskie autobusy elektryczne, pojazdy szynowe i elektryczne samochody. Według Morawieckiego przyszłościowa ma być też telemedycyna, więc chce produkować innowacyjne technologie komunikacyjne między pacjentem a lekarzem. Kolejne pomysły na reindustrializację kraju to utworzenie Centrum Rozwoju Biotechnologii, które wspierałoby firmy w produkcji zaawansowanych generyków i lekarstw biopodobnych. Program Ekobudownictwo do przygotowywania i wdrażania produktów budownictwa ekologicznego. Program Inteligentna Kopalnia, który ma zrobić z Polski lidera na globalnym rynku maszyn górniczych i budowlanych. W kraju ma powstać też Europejskie Laboratorium Badawcze Nowych Materiałów, gdzie powstawałyby nowe rozwiązania dla elektroniki, wykorzystujące reakcje termojądrowe. Obok niego Cyberpark Enigma, który konkurowałby na europejskim rynku specjalistycznych usług IT. Będzie program dla przemysłu obronnego, dla przemysłu okrętowego, dla odnawialnych źródeł energii, dla infrastruktury. A nad tym wszystkim ma czuwać Polska Grupa Kapitałowa, nowa instytucja nadzorująca wszystkie projekty, na które państwo wydaje pieniądze. Powstanie też Narodowy Instytut Technologiczny, który ma wprowadzać na rynek technologie wytworzone przez państwowe spółki. Ma być wsparcie dla szkolnictwa zawodowego. Ma być zmiana w kontrolowaniu bezpieczeństwa żywności. Ma być zmiana w polityce zakupowej państwa, która będzie bardziej innowacyjna. Co to znaczy? Nie wiadomo. A to i tak jeszcze nie wszystkie pomysły zawarte w rozdziale. Są też i takie, w których już kompletnie nie wiadomo, o co chodzi. Jak Polska Platforma Przemysłu 4.0, czyli „zanurzone w środowiskach profesjonalnych ciało koordynujące, odpowiedzialne za rozpowszechnianie w polskim przemyśle internetu rzeczy, wspomagającego integrację infrastruktury informatyczno-technicznej, wspomagającego kompetencyjnie państwo w stymulowaniu rozwoju »Przemysłu4.0«”. Konia z rzędem temu, kto to zrozumie. Te nowoczesne rozwiązania mają się przełożyć na produkowanie przez polski przemysł innowacyjnych produktów. A dzisiaj to innowacje pozwalają na lepszą konkurencję na światowych rynkach. Lepsza konkurencja to większe dochody z eksportu. Większe dochody to wyższe zyski dla przedsiębiorców i pensje zatrudnionych przez nich pracowników.

Energetyka

Tutaj podstawowe wyzwanie to „zapewnienie gospodarce stabilnych dostaw energii po akceptowalnej ekonomicznie cenie”. Plan zakłada między innymi, że do 2030 r. uda się zastąpić stare elektrownie węglowe nowymi, a także uratować polskie górnictwo. Równocześnie Ministerstwo Rozwoju zamierza przywrócić do życia projekt budowy elektrowni jądrowej, wspierać wydobycie gazu niekonwencjonalnego, a nawet prowadzić projekty zgazowywania węgla. W dokumencie sporo mówi się o postulatach od lat powtarzanych przez ekspertów, związanych np. z koniecznością poprawy efektywności energetycznej i rozbudowy infrastruktury do przesyłu gazu. Czytamy, że udział OZE w polskim miksie energetycznym będzie w 2020 r. sięgał 15 proc. Tyle że rząd stawia na „stabilne” OZE. Preferowane będą biogazownie i hybrydy (np. elektrownia wiatrowa sparowana z wodną) kosztem turbin wiatrowych czy paneli fotowoltaicznych. Nowością jest idea tzw. klastrów energetycznych. Klaster energetyczny to porozumienie dotyczące wytwarzania i równoważenia zapotrzebowania, dystrybucji czy obrotu energią z odnawialnych źródeł energii lub paliw w ramach jednej sieci dystrybucyjnej. Dostosowaniu się do polityki klimatycznej ma służyć także program atomowy. Dokument stwierdza, że będzie on kontynuowany z dużym udziałem polskich firm. Docelowo mają powstać dwie elektrownie o łącznej mocy 6000 MW (cztery-osiem bloków). Plan Morawieckiego wśród strategicznych projektów przewidzianych do realizacji do 2020 r. wymienia także budowę pierwszego, niewielkiego reaktora atomowego HTR (high temperature reactor), który miałby mieć zastosowanie w przemyśle. Taki reaktor byłby stworzony głównie z myślą o produkcji gorących gazów, które można by wykorzystać np. przy produkcji nawozów sztucznych. Rząd chce także stworzyć nowoczesne laboratorium zdolne do badań i rozwoju materiałów dla siłowni 4. generacji (obecnie buduje się reaktory generacji 3,5). Ośrodek ma brać udział w europejskim programie badań nad kontrolowaną syntezą termojądrową, czyli dokładnie taką samą reakcją, jaka zachodzi na Słońcu. Strategia zakłada też stopniową restrukturyzację górnictwa, by „dostosować wydobycie do potrzeb rynku” i „zwiększyć wydajność kopalń”. Nie daje jednak żadnych recept na zwiększenie efektywności i racjonalności ekonomicznej naszego wydobycia. Nie padają też żadne liczby dotyczące koniecznej redukcji zatrudnienia.

Piotr Kuczyński

GŁÓWNY ANALITYK DOMU INWESTYCYJNEGO XELION

NA PLUS

Diagnoza postawiona przez Morawieckiego jest słuszna. Jesteśmy krajem o średnim dochodzie i możemy na dobre ugrząźć w pułapce średniego dochodu. Tworzenie długoterminowych strategii ma sens, dlatego dobrze, że ten plan w ogóle się pojawił. Świetnie wypunktowuje zagrożenia krótkoterminowe dla naszego kraju: problemy z demografią, niska innowacyjność gospodarki, rozwarstwienie dochodów, słaba skuteczność państwa, niskie oszczędności społeczeństwa, kiepskie płace. To wszystko prawda. Po 2020 r., kiedy wyczerpią nam się środki unijne, w Polsce może nastąpić piękna katastrofa. Ale czy plan Morawieckiego to droga, żeby temu zapobiec? Może tak. Tylko kiedy nad tym dyskutować? Akurat w wakacje? Na pewno potrzeba więcej czasu, żeby ten plan przeanalizować.

NA MINUS

Z planem Morawieckiego jest taki sam problem jak ze wszystkimi innymi planami tego typu. Pamiętam, jak w 2009 r. Michał Boni przygotował swój własny wielki projekt „Polska 2030”. Dzisiaj została po nim tylko sterta zapisanych kartek i wielkie słowa o tym, jak to w Polsce będzie się świetnie żyć. Plan Morawieckiego to plan na dobre czasy. Brakuje w nim jakiegoś wyjścia awaryjnego na wypadek, gdyby z Zachodu uderzył w nas kolejny kryzys ekonomiczny.

Kolejny zarzut: brak giełdy. Pomysły Morawieckiego wymagają ogromnych środków finansowych. Skąd je wziąć, jak nie z giełdy, o której w planie słowa brak. Pojawiają się też nierealne wizje, jak słynny już milion samochodów elektrycznych, który to Polacy mieliby wyprodukować. Tyle w dziesięć lat nie wyprodukuje nawet amerykańska Tesla. Jakim cudem ma się udać akurat nam? Drony, cyberparki, telemedycyna – za dużo tutaj fantazji.

Prof. Witold Modzelewski

BYŁY WICEMINISTER FINANSÓW, PREZES INSTYTUTU STUDIÓW PODATKOWYCH

NA PLUS

Do tej pory, przez 25 lat, nie mieliśmy żadnego planu. Nasza klasa polityczna w całości – od lewa do prawa – nie miała potrzeby tworzenia czegoś w rodzaju strategii politycznej. Nie realizowała żadnej wizji ekonomicznej kraju. Byliśmy epigonami. Liberałami danego czasu. To się na nas zemściło. Bo w modelu bezprogramowym zaczynają rządzić lobbyści. Załatwiacze, którzy wiedzą, że mogą łatwo podsunąć politykom pod nos jakiś problem, rozwiązanie, nawet projekt ustawy. A polscy politycy mają jakąś ogromną trudność w rozróżnianiu tego, co jest lobbingiem, a co nie. Do tej pory było tak, że ten, kto mocniej naciskał, ten dostawał. Lobbing stał się więc sposobem rządzenia. Plan Morawieckiego jest tutaj nową jakością. To program ekonomiczny i polityczny, a nie jakaś fasadowa deklaracja z interesami lobbystów. Politycy już zaczynają mówić o planie. To będzie nowe zdarzenie w polityce, a nie tylko jakaś medialna zapowiedź zmian. Na jego ocenę jest jak na razie za wcześnie, bo za planem nie idą projekty ustaw. Kiedy się pojawią, będziemy mogli mówić o korzyściach i zagrożeniach, jakie niosą.

NA MINUS

W planie niepokoi mnie to, że ma być częściowo finansowany przez banki. To wizja oparta na silnym sektorze finansowym, który podejmie się wspierania inwestycji. Polscy przedsiębiorcy nie dadzą się na to nabrać, bo mamy nieufny stosunek do instytucji finansowych. Nikt ich nie przekona do tego, że jeśli chcą się rozwijać, to mają iść po kredyt do banku. Wszystko przez to, że polskie banki jeszcze nie nauczyły się współdziałać z przedsiębiorcami. Zbyt łatwo w Polsce zarabiają, żeby pocić się nad małym czy średnim przedsiębiorcą, który jest trudnym klientem. Trzeba mieć do niego elastyczny system reagowania na wypadek kłopotów, które przecież czasami się pojawiają. Mnie osobiście tak dobrze idzie w biznesie, bo nigdy nie współpracowałem z bankami i żaden z nich nie interesował się tym, co robię.

Prof. Robert Gwiazdowski

PRZEWODNICZĄCY RADY NADZORCZEJ ZWIĄZKU PRZEDSIĘBIORCÓW I PRACODAWCÓW

NA PLUS

Mówią, że to, co jest na 224 stronach planu Morawieckiego, niewiele się różni od tego, co w lutym wiceminister zaprezentował na 66 slajdach. Ale kiedy poczytamy strategię jakiejkolwiek dużej spółki giełdowej, to widać, że w tych strategiach są tego typu dyrdymały. Czy strategia Morawieckiego jest słuszna? Gdybym ja pisał ten plan, to wycofałbym państwo ze wszystkiego. Kazałbym prywatyzować, prywatyzować i jeszcze raz prywatyzować. Ale jak poczytamy badania, że 80 proc. Polaków jest za silnym państwem, które ingeruje w gospodarkę, to cele postawione przez Morawieckiego brzmią rozsądnie. Światowa gospodarka ma problem, bo postawiła wóz przed koniem. Opiera się na wielkich bankach inwestycyjnych i trikach finansowych. A które spółki dzisiaj rządzą światem? Apple, Google, Amazon, Facebook, czyli branża nowych technologii. I to widzi Morawiecki, pisząc, czym powinien zajmować się polski przemysł. Potrzebujemy przemysłu, bo on odpowiada za nasz wzrost gospodarczy, a nie faceci od spekulacji na rynkach finansowych. Morawiecki wyczuł też, że największą bolączką polskich przedsiębiorców jest brak dźwigni finansowej w pewnym momencie działalności. Firma chciałaby iść dalej – zwiększać produkcję, wychodzić za granicę, wprowadzać nowe produkty na rynek – ale potrzebuje wsparcia instytucji finansowych. Nie będzie łatwo je do tego namówić, bo popełniliśmy błąd dużo wcześniej, prywatyzując polskie banki. Sprywatyzowaliśmy je jako pierwsze, a powinniśmy je sprywatyzować jako ostatnie.

NA MINUS

Jest strategia, jest taktyka, ale obawiam się, że zabraknie ludzi, którzy mieliby plan Morawieckiego wdrażać w życie. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie za parę tysięcy pensji łatać dziur w polskim prawie podatkowym, kiedy za kilkakrotnie większe wynagrodzenie może pracować dla tych firm, które ułatwiają korzystanie z tych luk. Obawy budzi też to, jakie gałęzie przemysłu państwo chce wspierać. Pojawia się projekt Batory i wielka zapowiedź odbudowy państwowych stoczni. Ale te stocznie zbankrutowały właśnie dlatego, że były państwowe. Mamy za to prywatne stocznie, które świetnie sobie radzą. Państwowe spółki dają sobie znakomicie radę tam, gdzie nie ma konkurencji. Spółki paliwowe, wydobywcze, energetyczne. Tam, gdzie państwowe spółki będą miały konkurencję, tak jak w przypadku stoczni, tam sobie nie poradzą, bez względu na to, ile pieniędzy by w nie wpompować. Martwi też brak wzmianki o absurdalnym systemie podatkowym. Szczególnie w opodatkowaniu konsumpcji. No bo jak wytłumaczyć komuś, że zdrowa woda mineralna ma 23 proc. VAT, a słodkie soki 5 proc.?

Aleksander Łaszek

GŁÓWNY EKONOMISTA FORUM OBYWATELSKIEGO ROZWOJU

NA PLUS

Plan Morawieckiego zupełnie nie współgra z działaniami rządu. Morawiecki chce, żeby polski przemysł był innowacyjny, a rząd Beaty Szydło ratuje upadające kopalnie. Morawiecki pisze, że państwo nie powinno być opresyjne względem przedsiębiorców, a rząd nakłada podatki sektorowe. Na banki, na supermarkety, więc kto będzie kolejny? Telekomy, apteki, restauracje? Morawiecki mówi, że mamy problem z demografią, a rząd chce obniżyć wiek emerytalny. Morawiecki pisze, że chce obniżyć przedsiębiorcom koszt kredytu, a rząd dowala podatek bankowy, który ten koszt podnosi. Nie podoba mi się również to, że teraz urzędnicy będą decydować o tym, jakie gałęzie przemysłu są dla Polski najbardziej przyszłościowe. Drony, elektryczne samochody, promy pasażerskie. Podobnie było wiele lat temu w Japonii, gdzie tamtejszy rząd zniechęcał do produkcji samochodów i skoncentrowania się na elektronice. Gdyby tamtejsze firmy posłuchały urzędników, dzisiaj nie byłoby Hondy i Toyoty.

Prof. Bogusław Grabowski

EKONOMISTA, BYŁY CZŁONEK RADY POLITYKI PIENIĘŻNEJ

NA MINUS

Do tego typu planów nie przywiązuję większej wagi. Jeszcze nie słyszałem, żeby w jakimkolwiek innym kraju była przyjmowana strategia gospodarcza na kilkanaście lat naprzód. Krajem rządzi się przecież w sposób demokratyczny. Raz rządzi jedna opcja polityczna, za kilka lat inna. Przyjmowanie tak dalekosiężnych planów nie ma więc sensu, bo przyjdzie inna partia i ten plan wyrzuci do kosza albo wywróci go do góry nogami. To, że jest to możliwe, widać na przykładzie zamierzeń podniesienia wieku emerytalnego. Miał być podniesiony, a nie minęły dwa lata i okazuje się, że ma być obniżony. Poza tym strategia Morawieckiego nie jest strategią rządową, bo rząd jej przecież nie przyjął. To jest wizja jednego ministra, który może i chce dobrze, ale jego zamiary zupełnie nie współgrają z tym, co robi dzisiaj rząd Beaty Szydło. A ten ma charakter prosocjalny. Dezaktywizuje rynek pracy przez obniżenie wieku emerytalnego. Zagraża stabilności finansów państwa, pomniejsza nasz wzrost gospodarczy. Jakikolwiek plan mający ten wzrost pobudzić by powstał, wątpię w jego powodzenie.

Prof. Andrzej Strupczewski

NARODOWE CENTRUM BADAŃ JĄDROWYCH

NA PLUS

Potrzebujemy elektrowni atomowych, bo pokłady węgla są coraz głębiej. Jego wydobycie będzie więc droż sze i będzie go mniej. Tej luki nie pokryją wiatr i słońce. Te technologie są bardzo zawodne i bardzo kosztowne. 1 MW mocy średniej w ciągu roku kosztuje kilka razy więcej niż w przypadku elektrowni atomowej. Stawianie wiatraków to jest dobry interes dla deweloperów i producentów, ale nie dla społeczeństwa. Niestabilne i niesterowalne źródła energii odnawialnej, jak wiatr i słońce, nie zapewniają bezpieczeństwa dostaw energii i nie są rozwiązaniem problemu redukcji emisji CO 2 i zanieczyszczeń atmosfery, bo bez ogromnego wsparcia ze strony elektrowni systemowych nie mogą zapewnić naszemu krajowi taniej i niezależnej od kaprysów pogody energii. Jeśli nie wieje wiatr, to musimy spalać węgiel, ropę lub gaz. Jak zawodne i kosztowne jest stawianie na wiatr i słońce, przekonało się już wiele krajów, a najbardziej Niemcy. Elektrownia jądrowa jest droga w budowie, ale daje nam przez 60 lat tanią i stabilną energię. O tym, że jest tania, mówią obiektywne dane OECD: energia jądrowa jest najtańszym źródłem energii. Bezpośrednie nakłady inwestycyjne na elektrownię jądrową – bez kosztu oprocentowania kapitału – to około 4,5 mld euro za 1000 MW. Elektrownia węglowa tej mocy kosztuje około 2,1 mld euro. Zyskujemy dzięki wydatkom na paliwo jądrowe, które jest stosunkowo bardzo tanie i potrzeba go bardzo mało. W dodatku odchodzą nam koszty emisji CO 2. Postawienie dwóch elektrowni atomowych jest więc racjonalne. Dadzą nam 6 tys. MW energii, czyli jedną czwartą naszego zapotrzebowania. Będzie to dobre uzupełnienie naszego miksu energetycznego.Elektrownia jądrowa to nie tylko czyste powietrze i niskie ceny energii elektrycznej przez dziesiątki lat. To praca dla inżynierów i naukowców, którzy muszą zapewnić budowę i rozruch, a potem jej optymalną eksploatację i gospodarkę paliwową. Polskie firmy i Polacy skorzystają na budowie elektrowni. Kiedy budowała się elektrownia w Żarnowcu, polski przemysł bardzo na tym skorzystał: opanował produkcję wytwornic pary i stabilizatorów ciśnienia, wymienników ciepła. Produkowaliśmy wyposażenie elektryczne, nasi inżynierowie opracowali projekty techniczne i robocze elektrowni. Budowaliśmy też elektrownie jądrowe na Węgrzech, w Bułgarii i na Ukrainie. W Finlandii szefem budowy elektrowni atomowej był Polak. Połowa pracowników była z Polski. Świetnie się tam sprawdzili. Rok temu Ministerstwo Gospodarki zidentyfikowało ponad 60 polskich firm, które w ciągu ostatnich kilku lat pracowały dla przemysłu jądrowego za granicą. Łącznie mamy ponad 250 firm, które wyraziły zainteresowanie udziałem w budowie polskich elektrowni jądrowych. Skąd wziąć pieniądze na budowę elektrowni atomowej? Część zainwestowałaby np. PGE czy też inna firma, która będzie prowadziła budowę. Część partner- -inwestor, a na resztę trzeba wziąć kredyt w banku. Jego oprocentowanie zależy od wiarygodności państwa, które będzie go gwarantowało. My wiarygodność mamy wysoką, a długoletnie kredyty na budowę elektrowni są niżej oprocentowane. Technologię mają Amerykanie, Japończycy, Francuzi i Koreańczycy. Średnio elektrownie atomowe spłacane są w ciągu 20 lat. Po tym czasie mamy do dyspozycji bardzo tanie i stabilne źródło energii.

Adrian Furgalski

WICEPREZES ZESPOŁU DORADCÓW GOSPODARCZYCH TOR

NA PLUS

Produkcja pociągów, tramwajów, autobusów to dla naszego przemysłu rzeczywiście bardzo perspektywiczna branża i cieszę się, że wicepremier Morawiecki właśnie tam chce kierować swoje zainteresowanie. Jestem sceptyczny co do zapowiedzi wyprodukowania w Polsce miliona samochodów elektrycznych. Takie plany mieli już Niemcy i Amerykanie i tam to się nie udało. Wątpię, żeby udało się więc w Polsce. Tym bardziej że Polacy wciąż chętniej sprowadzają złom z zagranicy, niż kupują elektryczne auta. Dobrze, że Morawiecki zapowiada wsparcie w eksporcie dla polskich producentów. Do tej pory politycy bali się pomagać polskim przedsiębiorcom, bo to za każdym razem budziło jakieś podejrzenia o lobbing czy nawet korupcję. Tymczasem, jak się popatrzy na Niemców, to tego typu wsparcie dla biznesu jest czymś normalnym. Podczas wizyt zagranicznych niemiecka kanclerz czy kolejni ministrowie wciskają innym krajom kolejne fabryki Mercedesa albo inne produkty. Pozytywnego lobbingu nie należy się bać, tym bardziej podczas wizyt gospodarczych. I mam nadzieję, że będzie on przez Morawieckiego realizowany.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2016
Więcej możesz przeczytać w 32/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 2
  • franek IP
    Czyli tak, jak pisałem juz wczesniej _ pitolenie kotka, za pomocą młotka" !!! Stek POBOZNYCH ŻYCZEŃ,, zwykłe WODOLEJSTWO !!! BO tak konkretnie, to NIC za tym nie stoi !!!
    • Marta IP
      Ten pan się dorobił za rządów wszystkich poprzednich ekip. On żyje już jak zamożny Szwajcar.

      Czytaj także