Buntownik z powodem

Buntownik z powodem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Neil Young twardo nie wyraża zgody na to, by muzyka rockowa zgłupiała do reszty. Jest chyba ostatnim rockmanem, który trwa w przeświadczeniu, że muzyka jest sposobem wyrażania swoich poglądów i zmieniania świata na lepszy.

Muzyka rockowa jest częścią kultury popularnej, ale od całej reszty tego obszaru różniło ją to, że przez lata zajęta była problematyką społeczną, że nie tylko opiewała przesłodzoną miłość, ale komentowała i przyczyniała się do przemian obyczajowych, była częścią ruchu antywojennego protestu, agitowała za niesieniem pomocy poszkodowanym przez żywioły i wojny. Wystarczy wspomnieć piosenki Bruce’a Springsteena, moc występu Jimiego Hendrixa na festiwalu w Woodstock, słynny megakoncert dla Bangladeszu zorganizowany przez George’a Harrisona czy Live Aid Boba Geldofa. Dzisiaj o takich akcjach i zjawiskach słyszy się coraz rzadziej albo wcale. Rock w uścisku wielkich wytwórni płytowych i medialnych koncernów skomercjalizował się i chyba od czasu „Brothers in Arms” zespołu Dire Straits, czyli od trzech dekad, nie powstał żaden globalny przebój tego rodzaju. Bunt i społeczna wrażliwość, jeśli się pojawia w rockowych utworach, to nagrywanych gdzieś dla niezależnych wytwórni i wydawanych w małych nakładach. Żyjemy w czasach, gdy odbiorcy popkultury ekscytują się tym, że Kanye West nagrywa nagi klip, i dostają palpitacji na wieść, że Justin Bieber zawiesza swoje konto na Instagramie. Na szczęście tu i ówdzie znaleźć jeszcze można muzyków, którym chce się mówić o ważnych rzeczach. Szczególnie istotne, by robili to ci, którzy mają gwiazdorską pozycję w tym światku. Ojcom założycielom rocka, jeśli przetrwali lata burzliwej kariery, najczęściej już się nie chce w nic angażować, bo dobijają do sędziwego wieku. Chyba jedynym, który nie stracił ducha „młodego” rocka lat 60. i 70. ub. wieku i któremu nadal się chce naprawiać świat, jest Neil Young. Właśnie szykuje kolejną edycję festiwalu, który ma być pomocą dla farmerów – Farm Aid, krytykuje największe koncerny, w tym Monsanto, które produkuje zmodyfikowane genetycznie ziarno, bierze udział w publicznej debacie politycznej i zabrania sprzedaży swych płyt przez Apple Music. – To jest złe dla muzyki – mówi 71-letni muzyk, który wciąż ma coś do powiedzenia.

W obronie farmerów

17 września w miasteczku Bristow w stanie Wirginia już po raz 30. odbędzie się jedna z najważniejszych imprez muzycznych w Stanach Zjednoczonych. Na Farm Aid zagrają tuzy, z Dave’em Matthewsem, zespołem Alabama Shakes czy Johnem Mellencampem i wciąż aktywnym Williem Nelsonem na czele. Na gwiazdy, choć nie one są tu najważniejsze, nikt nigdy podczas Farm Aid nie narzekał. Tu grali i skłaniający się ku komercji Bon Jovi, Norah Jones czy Lynyrd Skynyrd, tu grały wielkie legendy, jak Johnny Cash, Beach Boys czy Roy Orbison. Organizator akcji – Neil Young – nigdy nie ma specjalnych problemów z zaproszeniem twórców do współudziału w festiwalu. W szczególności ci, którzy mają farmerskie korzenie, przybywają bez wahania. Neil Young wymyślił tę akcję z dwoma przyjaciółmi, którzy wraz z nim zagrają i w tym roku. Nelson, Mellencamp i Young, wspierani przez Boba Dylana, wystartowali w 1985 r. Ich cel od tamtego czasu pozostaje ten sam – wspierać tradycyjne rodzinne farmy. W szczególności te, którym – ze względu na zadłużenie wobec koncernów, w tym znienawidzonego przez Younga Monsanta, oraz banków – grozi bankructwo. Są wyjątkowo sprawni: Farm Aid zebrało łącznie ponad 50 mln dolarów i pomogło tysiącom rodzin. I co roku – podobnie jak u nas Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – wywołuje dyskusje w Stanach Zjednoczonych, prowokuje, dzieli.

– Najważniejsze, by pokazać ludziom, co się dzieje z ich pięknym krajem – opowiada Neil Young. I mimo swego wieku ani myśli skończyć i milczeć, choć dla wielu jest wrogiem publicznym. Prawicowcy mówią o nim jako o parszywym lewaku, ci z lewa mówią, że jest konserwatywny i przeciwny zmianom. I na tym opisie można by poprzestać, gdyby nie to, że to karygodne wręcz uproszczenie.

Zakazany teledysk

Young jest na scenie od dekad. Na pamiętnym festiwalu Woodstock w 1969 r. wystąpił już jako doświadczony i ceniony muzyk, członek supergrupy Crosby, Stills, Nash and Young. Do dziś wydał – licząc tylko albumy solowe – 42 płyty. Duża część z nich to pomniki, rzeczy w edukacji muzycznej ustawiane na pozycji fundamentów. I choć muzyk podróżował pomiędzy stylistykami, wierny pozostał gitarowemu brzmieniu, a jego mocny, mimo że wysoko ustawiony, głos jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w muzyce rozrywkowej. Ale nie wystarcza mu, że tworzył przepiękne melodie, których zagranie jest punktem honoru dla każdej rozgłośni radiowej świata (jak choćby „Harvest Moon”), zawsze jest wyczulony na punkcie autentyczności i zawsze manifestował swoje niepokorne poglądy. Pasjami nienawidził, kiedy muzycy stawali się w rękach koncernów maszynkami do zarabiania pieniędzy. Wtedy krzyczał najgłośniej. Kiedy pojawił się teledysk do „This Note’s for You”, MTV odmówiła prezentacji klipu, który zarówno w obrazie, jak i w tekście mocno sprzeciwiał się komercjalizacji muzyki. Potem zdecydowała się na emisję, ale na krótko. Wtedy młodzi usłyszeli: „Nie śpiewam dla Pepsi, nie śpiewam dla Coca-Coli” oraz „nie potrzebuję pieniędzy, ta muzyka jest dla ciebie”. W teledysku w mocno niekorzystnym świetle pojawili się aktorzy wystylizowani na Michaela Jacksona i Whitney Houston. Prawnicy pierwszego z gwiazdorów doprowadzili do tego, że wideo zniknęło ze stacji. Na szczęście były to czasy, w których w Ameryce pojawiła się realna, dziś nieco zapomniana konkurencja z Kanady – MuchMusic. Im częściej ten teledysk był tam grany, tym mocniej przyciągał widzów, a im bardziej przyciągał widzów, tym bliżej było do momentu, w którym MTV zaczęła znów go grać. Stacja się ugięła, teledysk powrócił. W 1988 r., czyli na długo przed wymyśleniem YouTube’a, było to ważne o tyle, że telewizje muzyczne były niemal jedyną szansą na zobaczenie klipów. No, a później, o ironio, we wrześniu 1989 r. Neil Young dostał od MTV najważniejszą nagrodę za teledysk roku podczas MTV Video Music Awards. Wręczono mu ją za… „This Note’s for You”. Young w pokonanym polu zostawił Fine Young Canibals, Madonnę oraz… Michaela Jacksona.

Ojciec grunge

Young poszedł za ciosem. W rok później wszędzie i głośno mówiło się natomiast o pochodzącym z albumu „Freedom” utworze „Rockin in the Free World” jako o hymnie, głosie zbuntowanych. Kobieta z dzieckiem na ręku gotowa do tego, by na ulicy strzelić kolejną działkę, została w niej przeciwstawiona społeczeństwu przechowującemu żywność w próżniowych opakowaniach. „Mamy drogi do jeżdżenia, na których musimy spalać paliwo” – wykrzykuje 44-letni wówczas Young, a jego dźwięki porywają – bez przesady – miliony młodych. – Bez jego muzyki, bez tego nagrania nie byłoby naszego brzmienia – mówił potem Mike McCready, gitarzysta Pearl Jam, słynnej formacji z Seattle. Sam Neil Young do tej pory uważany jest za ojca chrzestnego muzyki grunge. Jakby na potwierdzenie tego w 1995 r. wychodzi płyta „Mirror Ball”. Young nagrywa ją z muzykami Pearl Jam właśnie. Zespół, mimo że był u szczytu sławy, poświęca czas na pracę ze „starym dziadem”, rusza też z nim na krótkie tournée. Jedenaście koncertów, które muzycy zagrali razem, przeszło (znów – chciałoby się powiedzieć) do historii. Pearl Jam odwdzięczał się Youngowi, grając też na słynnych koncertach na rzecz Bridge School – szkoły ufundowanej m.in. przez Neila Younga, dbającej o to, by dzieci z ciężkimi zaburzeniami mowy mogły uczestniczyć w życiu swych społeczności. To kolejne po Farm Aid oczko w głowie muzyka i kolejne ważne wydarzenie muzyczne w życiu Ameryki.

– Kiedy dzwoni do ciebie Young i pyta o to, czy tu zagrasz, to wiesz, że zagrasz – tłumaczył potem perkusista Metalliki, który zagrał dla Bridge School już dwukrotnie. Obok niego pojawiali się tu Bruce Springsteen, R.E.M., Carlos Santana, Soundgarden, Florence and the Machine, Beck, Tom Waits i wielu innych. W tym roku, w październiku, koncert będzie zorganizowany po raz 30. Pogłoski o Guns N’ Roses, Metallice, Pearl Jam oraz Alice in Chains wśród gwiazd tylko podgrzewają atmosferę.

Śpiew o ziarnie

W ostatnim roku o Youngu było jednak głośno nie ze względu na Bridge School i pojawiające się tam gwiazdy. Muzyk zdecydował się w mocny, bezpardonowy sposób opowiedzieć o czymś, co jest jego bolesnym doświadczeniem z lat związanych z organizacją Farm Aid i pomocą farmerom. Płyta „The Monsanto Years” była głosem, na jaki nie stać było nikogo z młodych twórców, mimo że wymieniony w tytule koncern jest wrogiem numer jeden ekologicznych i antyglobalistycznych organizacji. Czym ta firma im wszystkim zaszkodziła? Young na płycie, ale i w licznych wywiadach i wypowiedziach, oskarża Monsanto, a również Dow, Syngenta, DuPont i Bayera o zmonopolizowanie rynku nasion. Koncerny miały bowiem na długie lata opatentować receptury na zmodyfikowane genetycznie ziarna. Jednocześnie nie chcą skupować płodów rolnych od innych farmerów niż ci, którzy wysiewają ich nasiona. Dokładając do tego politykę wymuszającą ciągłą modernizację sprzętu na kredyt, mamy obraz upadku farmerstwa, które ze względu na ocieplenie klimatu i coroczne klęski żywiołowe wymaganiom tym nie było w stanie sprostać. W 2015 r., w którym media spekulowały o małżeństwie Taylor Swift czy rozpadzie One Direction, muzyk, który już nikomu nic nie musiał udowadniać, śpiewał: „Od pól Nebraski po brzegi Ohio farmerzy nie mogą hodować tego, co chcą”. A płyta nie dość, że się sprzedała, nie dość, że była niezwykle ciepło przyjęta przez krytyków muzycznych, to na dodatek wywołała trwającą do dziś dyskusję. Monsanto – wbrew wcześniejszym zapowiedziom – nie pozwało muzyka, natomiast w niektórych przypadkach złagodziło swą rygorystyczną politykę wobec farmerów. Young na Monsanto nie skończył. Ciągle coś komentuje, bo ciągle go coś uwiera. Z powodu jakości muzyki postanowił wycofać swe utwory z Apple Music. „Streaming się dla mnie skończył” – napisał w oświadczeniu. „Tu nie chodzi o pieniądze, choć muszę przyznać, że moje przychody (podobnie jak innych muzyków) z powodu złych umów, na które nie miałem wpływu, znacząco spadły. Tu chodzi o jakość muzyki. Nie chcę, by moja muzyka miała zdewaluowaną jakość, gorszą niż cokolwiek w historii dystrybucji muzyki. To złe dla muzyki”, dodał Young, którego płyt nie znajdziemy w Apple Music. Jednak wciąż jest obecny na serwisach streamingowych, w szczególności tych, które serwują strumień z dźwiękami w wysokiej jakości. Kiedy będzie potrzebował pieniędzy, zapewne zagra kilka koncertów. I wciąż będzie żył w warunkach, które bliższe są każdemu z nas niż wielkiej gwieździe muzyki, która mogłaby żyć tylko z odcinania kuponów. Młodzi muzycy w tym czasie wypuszczą nową linię ciuchów, sfotografują się w ekskluzywnej restauracji lub na plaży Bahama, o czym świat będzie wiedział już w pięć minut później dzięki fotce z dzióbkiem wrzuconej na Insta, Snapa i Fejsa. Young w tym czasie napisze pewnie kolejną piosenkę o Monsanto.

Dziesięć płyt Neila Younga, które trzeba znać:

NEIL YOUNG (1969) Debiut sprzed niemal pół wieku. Dzisiaj słychać upływ lat, ale pomysłami kompozycyjnymi można obdzielić dziesiątki autorów piosenek.

AFTER THE GOLD RUSH (1970) Trzecia płyta, która początkowo nie spotkała się z ciepłym przyjęciem, na jakie zasługiwała. Mniej przebojowa, za to pozostaje na bardzo długo w pamięci.

HARVEST (1972) Dwa tygodnie na szczycie listy najlepiej sprzedawanych płyt „Billboardu”. To tutaj znalazły się słynne „Heart of Gold” oraz „Old Man”.

ON THE BEACH (1974) Dla wielu najlepsza płyta z wczesnego okresu twórczości, ale przez lata, do 2003 r., niedostępna w wersji cyfrowej.

TONIGHT’S THE NIGHT (1975) Płyta spóźniona o dwa lata, bo nagrywana jeszcze w 1973 r. Podobnie jak duża część płyt Younga doceniona bardziej po latach niż w dniu premiery.

RUST NEVER SLEEPS (1979) Nagrana na żywo dla wielu jest najlepszym wyznacznikiem stylistyki Younga i dokumentem tego, jak brzmiał rock lat 70.

FREEDOM (1989) Płyta-przewodnik dla wszystkich, którzy lubią grać brudny gitarowy rock i słuchać go. Kultowa dla całego pokolenia dzieci grunge.

HARVEST MOON (1992) Wielkie dzieło z najsłynniejszym z lat 90. przebojem Younga. Nie znać tytułowego nagrania z tej płyty to wstyd.

DEAD MAN – SOUNDTRACK (1996) Younga skupiony jest na tworzeniu muzycznych impresji, dostosowuje się do filmowych barw Jarmuscha. Mistrz odnajduje się nie tylko w piosenkowej konwencji!

THE MON- SANTO YEARS (2015) Manifest polityczny, społeczny i gospodarczy. Ale i zbiór bardzo ładnych melodii, które bronią się też w oderwaniu od przekazu.

Okładka tygodnika WPROST: 34/2016
Więcej możesz przeczytać w 34/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0