Będą kolejne trupy w szafie

Będą kolejne trupy w szafie

Jan Śpiewak
Jan Śpiewak / Źródło: RAFAŁ SIDERSKI
Robert Biedroń, Barbara Nowacka lub Jan Ołdakowski mogą kandydować na prezydenta Warszawy z ramienia ruchów miejskich – ujawnia Jan Śpiewak, lider stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, jedna z osób, która ujawniła aferę reprywatyzacyjną w Warszawie.

Nie czuje się pan matkobójcą?

Trochę tak. Dziesięć lat temu wspierałem kampanię wyborczą Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Niewdzięcznik.

Po prostu przejrzałem na oczy. Tata, który był posłem PO, rozczarował się Platformą wcześniej niż ja, już w 2007 r. nie kandydował do Sejmu. Widział, jak ugrupowanie, które obiecywało transparentność, szybko stało się partią władzy i tłustych misiów. Ja te wszystkie procesy gnilne dostrzegłem nieco później. Głównie w Warszawie. Widziałem, jak prezydent tego miasta otacza się dworem, zaczyna funkcjonować w wieży z kości słoniowej.

I dlatego postanowił ją pan nagle z tej wieży wydobyć?

Nagle? Od wielu lat alarmujemy, że w Warszawie za przyzwoleniem ratusza działa mafia reprywatyzacyjna! Tyle że dotąd nikogo to nie interesowało. Wybaczcie, ale mediów też nie za bardzo.

No tak, winni dziennikarze.

Opowiem autentyczną historię. Udzieliłem kiedyś wywiadu dużej gazecie, waszej konkurencji. Szczegółowo opisałem kulisy afery reprywatyzacyjnej, dziennikarz był bardzo zadowolony. A pod koniec dnia dostałem od niego telefon: „Powiem panu jak czekista czekiście: to, co pan mówi, to prawda. Ale to, niestety, gówno prawda, bo uderza w HGW. Dlatego nie będziemy o tym pisać”. Kropka.

Dzięki czemu teraz to się zmieniło?

Bardzo pomogły media społecznościowe. Dzięki nim zbudowaliśmy alternatywny kanał komunikacji, dotarliśmy do młodych ludzi, pokazaliśmy, że w proceder reprywatyzacyjny jest umoczona prawie cała elita miasta. Stworzyliśmy Warszawską mapę reprywatyzacji, na której plastycznie przedstawiliśmy powiązania między politykami, urzędnikami a handlarzami roszczeń. Także media zaczęły o tym szerzej pisać, bo syf się zrobił już tak duży, że nie dało się go dłużej ukrywać.

Pachnie spiskową teorią dziejów.

Nic podobnego. Wytłumaczenie jest bardzo proste. Przez lata grupka urzędników i biznesmenów niszczyła życie tysiącom przeważnie nie najlepiej sytuowanych warszawiaków. Wiecie, jak mówili o ludziach z mieszkań komunalnych? Wkładka mięsna! Ale klasa średnia miała to w nosie. W końcu to ich nie dotyczyło. Z czasem jednak złodziejska reprywatyzacja zaczęła uderzać także w ludzi lepiej sytuowanych. Kiedy zaczęto odbierać szkoły, do których chodziły ich dzieci, powiedzieli: dość. Rozmawiamy w centrum Warszawy na placu Zbawiciela. Jak chcecie, to zrobimy kilkuminutowy spacer, a ja wam pokażę kamienice, gdzie doszło do przekrętów. Zobaczycie – w niektórych miejscach to jest co drugi budynek! Mówię wam, w ostatnich latach szliśmy w kierunku standardów ukraińsko-białoruskich.

Ostro pan jedzie. Nic dziwnego, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nazywa pana „cynglem PiS”.

Jeśli ktoś jest cynglem PiS, to właśnie ona. Przecież robi wszystko, żeby partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała w stolicy wybory.

A pan w tym pomaga. Wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak ujawnił niedawno, że spotykał się pan z politykami PiS, żeby odebrać Platformie Warszawę.

Wiceprezydentowi gratuluję umiejętności godnych Sherlocka Holmesa. Zdjęcia z mojego spotkania z posłem Pawłem Lisieckim sam wrzucałem na Facebooka. Rozmowy dotyczyły ustawy reprywatyzacyjnej.

Co nie zmienia faktu, że dzięki panu Platforma może przegrać w Warszawie wybory. I nie będą po nich rządziły żadne ruchy miejskie, tylko PiS.

Próbujecie mnie wpuścić w retorykę: „Nie podoba ci się Platforma, to jesteś z PiS!”. Tę retorykę w Polsce opanowano do perfekcji, ale ja ją odrzucam. Czy w imię strachu przed PiS mamy się godzić na złodziejstwo? Krzywdę tysięcy ludzi?

Oczywiście, że nie. Chcemy jedynie powiedzieć, że afera warszawska, do której ujawnienia bardzo się pan przyczynił, będzie miała wpływ na całą polską politykę. Krajową, nie tylko warszawską.

Bardzo na to liczę, bo Polska zasługuje na absolutną wymianę elit. I, żeby było jasne, mówię tu nie tylko o PO. Przecież PiS też rządził Warszawą i również nie ma czystych rąk. Mam wrażenie, że jak zaczniemy rozliczać ostatnie rządy, to dojdziemy także do trupów w szafie poprzedniej ekipy. Zresztą obie partie różnią się od siebie głównie stosunkiem do pomników smoleńskich.

Ruchów miejskich kwestia pomników smoleńskich w stolicy nie interesuje?

Miasto to nie nekropolia. Zmarłych można upamiętniać na wiele lepszych sposobów. Niby dlaczego koniecznie ma to być pomnik, a nie stypendium czy biblioteka publiczna imienia Lecha Kaczyńskiego? Ta typowo polska, postszlachecka pomnikowa fiksacja nadaje się na analizę socjologiczno­ -psychiatryczną. Jednak to wyłącznie moje zdanie. Jako ruchy miejskie staramy się nie mieszać do sporów światopoglądowych. Są ważniejsze sprawy. Przecież w Warszawie dochodzi do korupcji na olbrzymią skalę. W 2011 r. zamordowano walczącą o prawa lokatorów Jolantę Brzeską. To miasto to eldorado dla mafii, cwaniaków i deweloperów, którzy mogą tu naprawdę wszystko. Kolejne ekipy tolerowały patologiczną sytuację. Dlatego boję się, że żadna z sił politycznych nie jest tak do końca zainteresowana wyjaśnieniem tej sprawy.

Pan mówi jak rasowy populista: „wszyscy poza mną to złodzieje”.

Mówię o konkretach. Za rządów PiS także dochodziło do dziwnych decyzji reprywatyzacyjnych i myślę, że otoczenie Jarosława Kaczyńskiego o tym wie.

Na razie kłopoty ma jednak Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Zasłużyła, to ma. Powiem więcej. W proceder reprywatyzacyjny jest umoczona prawie cała elita tego miasta. Wkrótce ujawnimy kolejne nazwiska. Skalę ich wzajemnych powiązań. Będą też kolejne doniesienia do prokuratury.

Kiedy?

Mam nadzieję, że pod koniec września. Nie mam wątpliwości, że w warszawskim ratuszu dochodziło do korupcji. Nie twierdzę, że prezydent osobiście była w to zaangażowana i że osobiście czerpała korzyści z reprywatyzacyjnych nieprawidłowości, ale z całą pewnością na nie przyzwalała. Jeśli jej najbliżsi współpracownicy usłyszą zarzuty prokuratorskie, powinna się podać do dymisji.

A wtedy? Zarząd komisaryczny w Warszawie?

Komisarz nic nie zmieni. Powinny się odbyć przyspieszone wybory w Warszawie.

W których wystartuje Jan Śpiewak?

Nie będę kandydował. Mam 29 lat i chyba jestem za młody. Będziemy szukać osoby, którą moglibyśmy poprzeć.

Na przykład?

Myślimy chociażby o Barbarze Nowackiej czy Robercie Biedroniu. Byłbym też otwarty na kandydaturę szefa Muzeum Powstania Warszawskiego Jana Ołdakowskiego. Myślę, że każdy z nich mógłby być dobrym prezydentem stolicy.

Ruchy miejskie mogłyby poprzeć Roberta Biedronia?

Jesteśmy otwarci.

A warszawiacy? Byliby otwarci na prezydenta geja?

Myślę, że warszawiacy są otwarci na ludzi, którzy budują porozumienia, a nie podziały. I tych, którzy rozwiązują problemy, a nie je tworzą. Koalicja ruchów miejskich, którą chcemy współtworzyć, będzie stawiała właśnie na tego typu ludzi.

A wygra i tak albo PiS, albo Platforma. Poprzednie wybory zakończyły się kompromitacją ruchów miejskich.

Przesadzacie. Poparło nas 30 tys. warszawiaków.

Wiemy. Wprowadziliście nawet radnych, którzy jednak natychmiast uciekli wam do konkurencji.

Po prostu ich przekupiono.

Wybaczy pan, ale to kompromitacja.

Zgoda, zabrakło nam wtedy skuteczności. Ja sam naiwnie myślałem, że polityka wygląda inaczej. Nie wiedziałem, że ktoś, z kim się negocjuje, jest w stanie chwilę później wbić nóż w plecy. Ale dziś już wiemy, że polityka, także ta samorządowa, to nie kulturalna rozmowa przy stole. Raczej bójka w barze. To była ważna lekcja, którą odrobiliśmy.

Pytanie, czy warszawiacy chcą wam oddać władzę. Dla wielu jesteście hipsterami lansującymi się na intelektualną lewicę, chcącymi budować ścieżki rowerowe i bronić architektonicznych reliktów PRL. Podczas gdy oni marzą o nowoczesnych budynkach i kolejnych nitkach metra.

Ale nie chcą, żeby miastem rządzili deweloperzy. Mają też dość chaosu przestrzennego, niszczenia zabytków i nowych osiedli pozbawionych komunikacji publicznej i żłobków. A co do działaczy ruchów miejskich? Nie ma co ukrywać, że większość z nas to klasa średnia, inteligencja, nieźle sytuowani studenci, ludzie wolnych zawodów…

I właśnie dlatego w tej waszej krytyce elit jesteście mało wiarygodni. Przecież pańska rodzina to kwintesencja elity III RP.

To prawda. Ale właśnie ta rodzina nauczyła mnie społecznego zaangażowania. Myślenia typu: „jeśli nie my, to kto?” Skoro dostałem od państwa dobre wykształcenie i powodzi mi się w miarę dobrze, to jestem temu państwu coś winny. Wszyscy moi dziadkowie byli społecznikami.

Opowie pan?

W zasadzie żadnego z nich nie pamiętam. Większość zmarła jeszcze przed moim urodzeniem. Trzech na czterech było Żydami, myślę, że ta tradycja bardzo mnie ukształtowała. Dziadek Szymon Datner walczył w getcie białostockim, po wojnie dokumentował zbrodnie Wehrmachtu. Drugi dziadek to poeta Jan Śpiewak. Dziadek Szymon uczył hebrajskiego jego żonę, a moją babcię. Dzięki temu mogła tłumaczyć psalmy.

Babcię, czyli Annę Kamieńską, również znaną poetkę.

W ich małżeństwie pięknie ta wielokulturowość współistniała. Gdy dziadek przedwcześnie zmarł, babcia bardzo to przeżyła, stała się gorliwą katoliczką. Swoją mądrą religijność zawdzięczała między innymi przyjaźni z ks. Janem Twardowskim. To właśnie po śmierci dziadka ks. Twardowski napisał dedykowany mojej babci wiersz „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Dziadek Szymon stracił w Holocauście żonę i dwie córki, a babcia – pierwszego męża i syna. Kiedy po wojnie urodziła im się moja mama, byli już grubo po czterdziestce. Ta ich wola życia i determinacja, żeby przetrwać i się nie poddać, niezwykle mi imponowała. Oni wyszli z założenia, że tak naprawdę Hitler będzie pokonany tylko wtedy, kiedy ludzie, których chciał zniszczyć, będą normalnie żyć. Trochę z myślą o nich dziesięć lat temu zakładałem Żydowską Ogólnopolską Organizację Młodzieżową, a później zrobiłem film „8 historii, które nie zmieniły świata”.

Sędziwych Żydów, którzy po wojnie zostali w Polsce, pyta pan w swym filmie o to, jaką przeczytali pierwszą książkę, jak wyglądał ich pierwszy dzień w szkole, kiedy pierwszy raz pili alkohol, jak miała na imię ich pierwsza miłość.

Bo to film o ludziach którzy chcą żyć i lubią życie. Czułem, że to ostatni moment, żeby porozmawiać z tymi, którzy pamiętają żydowskie życie w II RP. Życie w wielokulturowym państwie, w którym chodzili boso do szkoły, ale gdzie mimo wszystko koegzystencja była możliwa.

W pana rodzinie silniejsza była tradycja chrześcijańska czy żydowska?

Moja mama była wychowana w tradycji żydowskiej od urodzenia. Również ojciec w pewnym momencie zdecydował, że jednak bliżej mu do tradycji żydowskiej. Dlatego to ona jest mi bliższa, ale wychodzę z założenia, że wszyscy jesteśmy równi i na koniec dnia staniemy przed tym samym Bogiem. W ogóle uważam, że ludzie są w stanie się dogadać w 95 proc. spraw. Zdziwicie się, ale rozciągam to też na politykę.

Przypomnimy panu kiedyś te słowa, jak już pan wejdzie do wielkiej polityki.

A kto powiedział, że chcę tam wchodzić? Mój cel to wygrać wybory w Warszawie, która pod względem liczby ludności i wielkości budżetu przypomina zresztą niewielki kraj, na przykład Litwę. O wielkiej polityce na razie nie myślę.

Okładka tygodnika WPROST: 35/2016
Więcej możesz przeczytać w 35/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Odyssey IP
    Cel jest jeden, ona musi iść do więzienia. Spoko, coś na nią znajdziemy. HGW ciebie nie lubią więźniowie. Hahaha
    • Skrzypek na dachu IP
      Pani HGW musi odejsc oddac i odsiedziec .
      • nieglupi Jasko IP
        Nowy zarzadca Polska z ramienia Izraela sie objawil i zaczyna dyktowac kogo Polacy maja sluchac?

        Czytaj także