Top 10: filmowe koty

Top 10: filmowe koty

Dodano:   /  Zmieniono: 2
O matko! Umrę... / Je me tue à le dire (2015)
O matko! Umrę... / Je me tue à le dire (2015) / Źródło: Spectator
Czarna komedia „O matko! Umrę…” (premiera 23 września) nie mogłaby się obyć bez kocich bohaterów. Zgraja zwierzaków Monique Peneud zainspirowała nas do stworzenia rankingu ulubionych, filmowych kotów.

Jonesy z „Ósmego pasażera Nostromo”

Jeden z oficjalnych tagline’ów „Ósmego pasażera Nostromo” głosi: „W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku”. Hasło, jakkolwiek chwytliwe, dziwnym trafem zdaje się wskazywać na Jonesy’ego – kociego pupilka załogi, niemego obserwatora i – poniekąd – kreatora akcji. Obecny w kluczowych momentach, nieustraszony, jedyny ocalały rodzaju męskiego. Teorii na jego temat jest mnóstwo, jeszcze więcej niedopowiedzeń. Dla jednych to filmowa reprezentacja Ridleya Scotta, dla innych metafora empatii i kobiecości, symbol feministycznych wartości bohaterki, dla jeszcze innych tytułowy Obcy. Cokolwiek by nie mówić, Jonesy doczekał się miana rudzielca kultowego, stając się samoistną ikoną filmu i pierwszym celuloidowym kotem w kosmosie. / Bartłomiej Słoma

Kot ze „Śniadania u Tiffany’ego”

Rudy kot Holly Golightly nazywa się Kot i jest najbliższym jej sercu stworzeniem. Jego rude futerko przewija się przez cały film w scenach, które niejednokrotnie wywołują u nas uśmiech. Pewnego dnia, chcąc udowodnić sobie, że nikogo nie potrzebuje oraz że potrafi żyć, będąc wolna i niezależna, Holly wyrzuca przyjaciela z taksówki na zalane deszczem ulice Nowego Jorku. Na szczęście w porę go odnajduje, a sama daje się znaleźć przez zakochanego w niej Paula Varjaka. Rudy Kot jest w filmie pewnym lustrem postaci Holly. Tak jak ona wyniośle chadza własnymi drogami w przekonaniu, że świetnie poradzi sobie, będąc samotną w tym ogromnym i złym świecie. / Anna Pawluczuk

Kot w Butach

Kot jaki jest, każdy widzi... Cóż, w przypadku Kota w Butach ze „Shreka” nie do końca tak jest, gdyż postać ta jest niezwykle oryginalna. Dzięki pomysłowi twórców, aby bohatera bajki powiązać luźno z postacią Zorro, widzowie otrzymali kota, który dla wielu stanowi ulubione fikcyjne filmowe zwierzę. Bo czy jest ktoś, kogo nie zachwycił jego hiszpański akcent i kogo nie rozbawiła jego wrodzona pycha? Liczba memów z Kotem w Butach w roli głównej mówi zresztą sama za siebie. Nie sposób nie docenić też fenomenalnego dubbingu (Banderas w wersji oryginalnej / Malajkat w wersji polskiej). / Piotr Nowakowski

Kot z „Ojca chrzestnego”

Don Vito Corleone w słynnej scenie w gabinecie podczas przyjęcia weselnego swojej córki trzyma na kolanach szaro-białego, niesfornego kota. Jak głosi legenda, zwierzak biegał po planie filmowym i gdy tylko Coppola go zobaczył, zadecydował o umieszczeniu w scenie. Ten szary bezdomny kot bardzo zaprzyjaźnił się z Marlonem Brando i kręcił się wokół aktora do końca dnia. Później okazało się, że zwierzątko mruczało tak głośno, że konieczne było zrobienie do tej sceny postsynchronów kwestii wypowiadanej przez Brando. Obecnie krytycy doszukują się kilku interpretacji pojawienia się kociaka w filmie – mały kotek ma symbolizować między innymi zadziorność i przebiegłość pod miękką i przyjazną fasadą Vito. / Anna Pawluczuk

Garfield

Garfield to postać kultowa, która najpierw bawiła czytelników na łamach krótkich komiksów, później w serialach, a w pierwszej połowie XXI wieku wystąpiła w dwóch pełnometrażowych filmach kinowych. Choć ostatnie obrazy z jego udziałem są oceniane raczej chłodno, to jednak Garfieldowi jak najbardziej należy się uznanie. Jest bowiem cynicznym i charakternym kotem, który niezmiennie bawi w każdej wersji – niezależenie od czasu i tego, czy występuje w krótkich komiksach, czy jako marnie wygenerowany potworek CGI. / Jan Stąpor

Krzywołap z serii o Harrym Potterze

Zwierzęta – zarówno fantastyczne, których szuka Newt Skamander, jak i te „nasze”, domowe czy dziko żyjące – mają nie byle jakie znaczenie dla oprószonej czarodziejskim pyłem wielkiej narracji powieści autorstwa J.K. Rowling, a także filmów opierających się na niej. Na przykład koty – stworzenia z pogranicza, z piekła albo z parapetu rodem, które starszemu pokoleniu Polaków kojarzą się z Bułhakowem, a młodszemu z Filemonem i „Harrym Potterem” właśnie – są tu równie ważne co hipogryfy, smoki i wielkie pająki. Weźmy Krzywołapa, przypominającego persa niezwykle inteligentnego kota Hermiony Granger: wprowadził Syriusza Blacka do Hogwartu, poznał się na Parszywku i pokrzyżował szyki braciom psotnikom Wesley. Mały a wielki. / Marcin Czarnik

Kot z „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu”

Kot z filmu „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” to cichy obserwator wydarzeń. Poznajemy go już w pierwszej scenie, gdy bohater wykrada go z czyjegoś podwórka. Jego ekranowa obecność stanowi ciekawe uzupełnienie stylistyki obrazu, gdyż jest bytem z innego porządku. Niewinne, słodkie zwierzę o przenikliwym spojrzeniu kontrastuje bowiem silnie z surowością Bad City, w którym toczy się akcja, przypominając o tym, że nawet w najgorszym z miejsc można zachować niewinność. / Michał Kaczoń

Kot z „Co jest grane, Davis?”

Rudy kot jest bardzo ważny w filmie braci Coen. Jest istotą, z którą Llewyn ma najbliższy kontakt emocjonalny, stanowi również symbol podejścia bohatera do życia. Davis przez całą produkcję miota się, próbując odnieść sukces, co ciągle mu się nie udaje. Ucieczka zwierzaka jest metaforą kolejnej niewykorzystanej przez niego szansy. Z kolei gdy Llewyn pod koniec filmu postanawia zostawić kota, nie zabierać go w dalszą podróż, co oznacza ostateczną decyzję o poddaniu się. Kot z „Co jest grane, Davis?” to zatem postać zarówno rzeczywista, jak i symboliczna, dodająca uroku protagoniście i całemu obrazowi. / Jędrzej Dudkiewicz

Kot z „Zaginionej dziewczyny”

Choć ta kocia postać nie dostaje w filmie imienia, to jednak jest jego pełnoprawnym bohaterem. Pojawia się w wielu scenach i zdaje się obserwować bieg wydarzeń. Teorii na temat pojawienia się kota w filmie jest wiele – według jednej z nich kot jest niczym znacznik emocjonalny, dzięki któremu szala naszej sympatii będzie przechylała się raz na stronę Amy (Rosamund Pike), a raz na stronę Nicka (Ben Affleck). Jedno jest pewne – zasada „zwierzęta dodają uroku” zdecydowanie tu się sprawdza. Rudzielec (koci aktor imieniem Cheeto) to prawdziwa gwiazda (o którym nikczemny Fincher zapomniał wspomnieć w napisach!) i jej karierę warto byłoby śledzić! / Anna Pawluczuk

Koty z „O matko! Umrę…”

Nie od dziś wiadomo, że kocie pomruki to silny antydepresant. Koty z „O Matko! Umrę…” – jest ich cała zgraja – wzbogacają lecznicze zdolności swego gatunku. Po pierwsze, ich ślina likwiduje kurzajki. Po drugie, towarzystwo tych dostojnych istot spowalnia rozwój raka. Tak przynajmniej twierdzi ich właścicielka, Monique Peneud, która traktuje pupili jak własne dzieci. W im gorszym stanie jest kobieta, tym bardziej utożsamić się z nią próbuje Michel, jej syn. Nic więc dziwnego, że w żałobie zacznie dosłownie matkować kotu. / Dominika Pietraszek

O innych filmowych kotach przeczytacie na blogu Anny Pawluczuk, Filmowy Kot

Czytaj także

 2

Czytaj także