Aborcyjny kłopot PiS

Aborcyjny kłopot PiS

Spór o aborcję to ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebował PiS. Dlatego Jarosław Kaczyński chce zawczasu wyeliminować wpływy radykałów w partii i rządzie.

Biuro posła PiS. Na skrzynce e-mailowej dziesiątki wiadomości, wszystkie o jednej treści: „Jak zamierza Pan głosować nad projektem całkowicie zakazującym aborcji?”. – Wcześniej mój pracownik odebrał kilka telefonów z tym samym pytaniem. To jest terror środowisk pro-life. Jak już dojdzie do ostatecznego głosowania i zobaczą, kto z nas wstrzymał się od głosu, wywieszą listę nazwisk w internecie – żali się polityk PiS. Nic dziwnego, że partia Jarosława Kaczyńskiego stara się oddalić widmo głosowania nad projektem całkowitego zakazu przerywania ciąży złożonym przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”.

Autorzy projektu zakładają karę od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia za wykonanie aborcji. Ta kara ma obowiązywać również dla kobiet, które zdecydują się na usunięcie ciąży. Równocześnie w Sejmie pojawił się projekt komitetu „Ratujmy kobiety” liberalizujący przepisy aborcyjne, który dopuszcza aborcję na życzenie matki do 12. tygodnia ciąży.

Posłowie na mszy

W piątek Sejm odrzucił projekt liberalizujący prawo antyaborcyjne. Propozycja przepisów wprowadzających całkowity zakaz aborcji trafiła natomiast do dalszych prac parlamentarnych. Dlatego plan kierownictwa PiS to teraz zablokowanie projektów w komisji. – Ostatnie, czego nam potrzeba po dymisji Jackiewicza, sprawy Misiewicza oraz problemach z podatkiem handlowym, to debata o aborcji. Jeśli doszłoby do głosowania i projekt przeszedłby głosami PiS, wszyscy w partii bylibyśmy utożsamiani z „talibanem”, czyli radykalną frakcją PiS. Jeśli nie przeszedłby, ogłoszono by, że jesteśmy przeciwko życiu. Z tego klinczu nie ma dobrego wyjścia – mówi polityk PiS.

Jak się wydaje, większość polityków PiS nie chce zresztą w tej dziedzinie zmian. – W PiS jest bardzo wiele osób, które są za utrzymaniem kompromisu aborcyjnego z 1993 r. Rozmawiałam z nimi o tym na komisji zdrowia – mówi Alicja Chybicka, posłanka PO. Nie zmienia to jednak faktu, że frakcja zwolenników radykalnego zaostrzenia antyaborcyjnego prawa jest również silna. – Byłoby nie fair, gdyby projekt utknął w sejmowej zamrażarce. Musimy dotrzymać naszych zobowiązań wyborczych i procedować każdy projekt obywatelski. Myślę, że ten zaczniemy w październiku, a do Bożego Narodzenia przegłosujemy – mówi Krzysztof Ostrowski z PiS. I dodaje, że w czwartek w sejmowej kaplicy odprawiono mszę w intencji powodzenia projektu obywatelskiego zakazującego aborcji. Podobno było na niej dwa razy więcej posłów PiS niż zwykle.

Groźny Jurek

Jak przekonują nas rozmówcy z PiS, zdecydowanym przeciwnikiem poruszania tematu aborcji jest Jarosław Kaczyński. Nieoficjalnie wiadomo, że prezes nie pozwolił swoim posłom na obszerne wypowiedzi na ten temat. Każdy poseł jak mantrę ma powtarzać formułę, że jeśli dojdzie do głosowania, w klubie nie będzie dyscypliny, bo w tych sprawach decyduje sumienie. Ta wstrzemięźliwość w wypowiedziach dla mediów jest zrozumiała. Kiedy bowiem wiosną środowiska pro-life ogłosiły, że zbierają podpisy pod projektem dotyczącym całkowitego zakazu aborcji, partia komunikacyjnie sobie nie poradziła. Joachim Brudziński, obecnie wiceprezes PiS, stwierdził wtedy, że polityk nie powinien zmuszać kobiet do heroizmu. Za to posypała się na niego fala krytyki ze strony prawicowych środowisk. Wewnątrzpartyjne badania socjologiczne pokazują, że twardy elektorat PiS wynosi w tej chwili od 25 do 30 proc. To o tę grupę partia musidbać najbardziej. Tymczasem większość wyborców PiS jest przeciwko zaostrzeniu przepisów zakazujących przerywania ciąży. Problemem jest mniejszość, która chce radykalnych zakazów.

O te kilka procent Jarosław Kaczyński też musi zadbać. Obawia się bowiem, że na prawicy poza jego partią wyrośnie inna polityczna siła. A przecież poprzednie wybory parlamentarne udało się wygrać dzięki skonsolidowaniu wszystkich, nawet małych ugrupowań konserwatywnych. Na sejmowej burzy o aborcję może skorzystać Marek Jurek. Jego partia Prawica Rzeczypospolitej w ostatnich wyborach współpracowała z PiS. Wiadomo jednak, że w sprawach światopoglądowych jest znacznie bardziej radykalna, mogłaby więc zyskać na batalii o aborcję. Gdyby PiS przetrzymywał projekt ustawy w komisji sejmowej, lider Prawicy Rzeczypospolitej mógłby zaatakować. Niektórzy spekulują nawet, że Marek Jurek już teraz ma plan politycznej zemsty na Jarosławie Kaczyńskim. W czerwcu zerwał zresztą koalicję z PiS, zarzucając mu niedotrzymanie porozumień wyborczych. – Jest wściekły na Kaczyńskiego, bo jego ludzie nie dostali takich miejsc na listach, jak chcieli. W efekcie z jego partii do Sejmu wszedł tylko jeden poseł Jan Klawiter. W dodatku nie dołączył do klubu PiS – zauważa polityk partii Jarosława Kaczyńskiego.

Kłopot PiS

Profesor Norbert Maliszewski, specjalista od marketingu politycznego, uważa, że najlepszą taktyką dla prezesa PiS byłaby gra na czas. – Jarosław Kaczyński powinien zesłać projekty dotyczące aborcji do politycznego czyśćca, czyli do komisji. Równolegle powinien zacząć rozmawiać z hierarchią kościelną i politykami prawicy, którzy chcą całkowitego zakazu aborcji. Sygnał powinien być jasny: proponowane przez was radykalne rozwiązania są słuszne, ale czas na ich przeprowadzenie jest nieodpowiedni – mówi Maliszewski. Dodatkowym kłopotem Jarosława Kaczyńskiego jest to, że środowiska lobbujące za projektem są bardzo ideologiczne. Trudno z nimi prowadzić racjonalne negocjacje polityczne. – Paradoksalnie, łatwiej by się nam było dogadać z o. Tadeuszem Rydzykiem, który jest realistą i zna polityczne i społeczne uwarunkowania. Ale to nie Radio Maryja zaczęło zbierać podpisy pod projektem zakazującym aborcji.

Organizacje zaangażowane w inicjatywę „Stop Aborcji” raczej nie znają słowa „kompromis” czy „negocjacje” – mówi polityk PiS. Jak do tej pory Jarosław Kaczyński usiłuje ograniczać w partii i rządzie wpływy ludzi, którzy wspierają radykalne rozwiązania. Według nieoficjalnych informacji właśnie kwestia aborcji była powodem zdymisjonowania wiceministra spraw zagranicznych prof. Aleksandra Stępkowskiego. Stoi on bowiem na czele instytutu Ordo Iuris, konserwatywnej fundacji prawnej stojącej za obywatelskim projektem zakazującym aborcji. Jarosław Kaczyński wychodzi bowiem z założenia, że w polityce istnieje hierarchia celów. W tej chwili najważniejsze jest utrzymanie stabilnych rządów Zjednoczonej Prawicy. Dlatego ani w partii, ani w rządzie nie chce tolerować ludzi, którzy jego samego oraz kierowaną przez niego partię stawiają w trudnej sytuacji.

Okładka tygodnika WPROST: 39/2016
Więcej możesz przeczytać w 39/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 1
  • Misiek IP
    Dlaczego to PIS ma problem z aborcją? to dewianci i panie mocno zakropionych nocy,które nic z nich nie pamietają!!

    Czytaj także