Ćwierć wieku bez Kisiela. 25 lat temu zmarł najbarwniejszy wróg socjalizmu i krzewiciel konserwatywnego liberalizmu

Ćwierć wieku bez Kisiela. 25 lat temu zmarł najbarwniejszy wróg socjalizmu i krzewiciel konserwatywnego liberalizmu

Dodano:   /  Zmieniono: 4
Stefan Kisielewski
Stefan Kisielewski
Napisać, że Stefan Kisielewski wielkim felietonistą był, to jak nic nie napisać. Mnogość talentów, niezwykle barwne życie, pozostawiona spuścizna zmarłego 27 września 1991 roku "Kisiela" sprawia, że nawet internet, który niby ograniczeń nie ma, może okazać się niewystarczający, by zebrać w jednym miejscu wszystkie jego dokonania. Kisielewski przecież nie tylko pisał, ale też komponował, dwukrotnie pojawił się w ławach poselskich w Sejmie PRL II i III kadencji oraz był jednym ze współzałożycieli Unii Polityki Realnej.

Stefan Kisielewski, znany też pod pseudonimami: Kisiel, Tomasz Staliński, Julia Hołyńska, Teodor Klon), urodził się 7 marca 1911 roku w Warszawie. Jego młodość przypadła na czasy obfitujące w historyczne zdarzenia, od tych wzniosłych: odzyskanie niepodległości, tworzenie się podwalin II Rzeczpospolitej, po te, które nieodwracalnie zmieniły losy historii XX wieku, jak rodzący się faszyzm czy totalitaryzm. Młodego Kisielewskiego ukształtował "Legion Młodych" (który opuści później ze względu na zbytnią lewicowość), ale też styczność z myślą Romana Dmowskiego, która wpłynie na jego stosunek do socjalizmu.

Kisielewski najszybciej, spośród wszystkich swoich przyszłych pasji, zainteresował się muzyką - od 11. roku życia zaczął grać na fortepianie, później kształcił się w Konserwatorium Warszawskim (dyplom z teorii muzyki w 1934 roku oraz z kompozycji i fortepianu w 1937). Kisiel zaliczył też dwa epizody na Uniwersytecie Warszawskim: studiował tam dwa lata polonistykę, a przez rok - filozofię.

W drugiej połowie lat 30. XX wieku Kisiel nie tylko kształci się muzycznie. Zaczyna pisać: nie tylko jako krytyk muzyczny, ale też publicysta (pisał do "Buntu Młodych"). W 1938 roku wyjechał do Paryża, gdzie miał dalej rozwijać talent muzyczny. Na 6 września 1939 roku zaplanowano prawykonanie jego I Symfonii - te plany uniemożliwił jednak wybuch II wojny światowej, a sam Kisielewski został powołany do wojska. Po kampanii wrześniowej wrócił do Warszawy, w czasie okupacji działał w AK. Walczył również w Powstaniu Warszawskim - jednak niedługo po wybuchu walk został ranny w... pośladek, co zakończyło jego udział w zrywie.

"Pod włos"

W czasie wojny Kisielewski napisał "Sprzysiężenie" (w 1942 roku), które wydano dopiero w 1946. Utwór wywołał liczne kontrowersje, Gałczyński napisał na jego temat wiersz, a autor nawet na trzy miesiące został zawieszony w "Tygodniku Powszechnym".

To właśnie w "Tygodniku Powszechnym" Kisielewski rozwija skrzydła - przez prawie 45 lat jego współpracy z pismem ukazało się ponad 1,5 tys. felietonów jego autorstwa. Inauguracyjny felieton z cyklu "Pod włos" (zatytułowany "Sandauer w opałach") ukazał się w 20. numerze "Tygodnika Powszechnego" z 5 sierpnia 1945 roku. Jak pisał sam Kisielewski, od tamtego czasu "próbował towarzyszyć swoimi felietonami życiu Polski Ludowej i odzwierciedlać (w rozmyślnie krzywym, ułamkowym, z konieczności specyficznym zwierciadle) przeróżne tego życia paradoksy i zakręty. Próbowałem - lecz nie zawsze się to udawało".

Kisiel w swojej karierze publicysty miał kilka znaczących - poza wcześniej wspomnianą za "Sprzysiężenie" - przerw. Najpierw po śmierci Stalina w marcu 1953 roku na ponad trzy lata (do grudnia 1956) zamknięto "Tygodnik Powszechny". Później, po "wypadkach marcowych", represje dotknęły już bezpośrednio Kisielewskiego - nie mógł pisać od marca 1968 do marca 1971. Wówczas, w trakcie protestów studenckich 1968 roku Kisiela pobili tzw. nieznani sprawcy, a publicysta zaczął pisać "Dzienniki". W tamtym roku padło też pamiętne stwierdzenie Kisielewskiego o "dyktaturze ciemniaków", którym określił władze PRL-u podczas obrad Związku Literatów Polskich 29 lutego 1968 roku.

Tytuły felietonów Kisiela zmieniały się wraz z perypetiami autora: zaczął cyklem "Pod włos", później pisząc "Łopatą do głowy", "Gwoździe w mózgu", "Głową w ściany", a już po powrocie do pisania w 1971 roku - "Bez dogmatu".

Kisiel w polityce

Kisielewski trafił też na kilka lat (1957-1964) do polityki. Do Sejmu dostał się z ramienia "Znaku", udzielał się w komisji Kultury i Sztuki, Spraw Wewnętrznych (druga kadencja) oraz Planu Gospodarczego. Jednak mimo starań - pozycja jego, jak i jego koła, była minimalna. "Znak" był marginalizowany przez władze PRL. Wcześniej wspólnie ze Zbigniewem Mehofferem założył Partię Wariatów Liberałów, która miała prosty program: "Jak przyjdzie właściwy moment, weźmiemy Polskę za mordę i wprowadzimy liberalizm. A kto nie zechce być liberałem – trafi do obozu".

Sytuacji Kisiela w polityce nie poprawiła też sprawa "Listu 34", pod którym podpisali się pisarze i intelektualiści, m.in. Melchior Wańkowicz, Władysław Tatarkiewicz czy - jeszcze poseł - Kisielewski. Autorzy listu protestowali przeciwko zaostrzeniu cenzury czy zmianom w polityce kulturalnej państwa. W odpowiedzi na list, Gomułka zaatakował pisarzy, a cenzura wpisała Kisielewskiego na czarną listę (posłem jednak pozostał).

"Polityka nie jest ani mówieniem całej prawdy, ani robieniem tego, co się chce, ani walką światopoglądów. Polityka to rzecz trudna do zdefiniowania: gdzieś blisko sedna utrafił Bismarck, określając ją jako sztukę realizowania możliwości" - pisał Kisiel o sensie uczestniczenia w polityce.

Później Kisielewski do polityki długo nie wracał - nie wstąpił do Komitetu Obrony Robotników w 1976, nie dołączył też do "Solidarności" w 1980. Pisał nawet, że od "Solidarności" "zalatuje marksizmem", a pod tym sztandarem "nie ma co liczyć na wprowadzenie gospodarki kapitalistycznej" (której był wielkim orędownikiem). W 1987 wspólnie z Januszem Korwin-Mikkem Kisielewski założył Ruch Polityki Realnej, który rok później przekształcił się w Unię Polityki Realnej.

Poparł Lecha Wałęsę w wyborach prezydenckich jednak już w lipcu 1991 roku pisał: "Pragnę przekształcenia Polski w kraj kapitalistyczny. Kto w tym pomaga – sojusznik, kto przeszkadza – moim przyjacielem nie jest, a kto w ogóle nie zajmuje w tej sprawie stanowiska – pozostaje mi obojętny. Powtórzę jeszcze raz: Hocki-klocki służą prezydentowi Wałęsie jako dekoracja zastępcza, gdy w żaden sposób nie chce powiedzieć słuchaczom prawdy, którą zna, na przykład, że >>solidarnościowa<< klasa robotnicza, stworzona niegdyś przez komunistów i następnie tychże komunistów obalająca, już swą rolę spełniła i w nowym ustroju musiała odejść".

"W gospodarce błędy popełnia się szybko, a odrabia je całymi latami. W gospodarce mózgowej i gospodarce zasilającej mózg zasobami krwi rzecz przedstawia się gorzej: za błędy płaci się całymi stuleciami" - pisał o swoich poglądach.

"Abecadło Kisiela" i "Lista Kisiela"

"Obyś żył w ciekawych czasach" - brzmi stare chińskie przysłowie. Kisielewski nie tylko w takich czasach żył, ale miał też styczność z nietuzinkowymi osobistościami, które nadawały ton biegowi historii, ale też kulturze czy muzyce. W młodości, gdy pisał do "Buntu Młodych", redaktorem naczelnym był tam Jerzy Giedroyć, a publikowali m.in. Stanisław Stomma czy Czesław Miłosz, który później namówi Jerzego Turowicza, by ten Kisiela przyjął do "Tygodnika Powszechnego" (a działo się to w 1945 roku).

W "Tygodniku Powszechnym" Kisielewski spotka Zbigniewa Herberta (o którym pisze później: "Właściwie oddaliliśmy się od siebie, chociaż to jest bardzo wybitny facet, w zasadzie. Z tym, że zrobił mniej niż mógł. A ten "Pan Cogito" to mnie denerwował, ja tego nie rozumiem. Ja się nie znam na tych rzeczach..."), Leopolda Tyrmanda ("Mocno zadziorny, ja się też z nim czasem kłóciłem. Aleśmy się w końcu lubili. Zdemoralizował mi dzieci, bo ich nauczył jazzu, ciuchów kolorowych, różnych takich rzeczy"- pisał o Tyrmandzie Kisiel) czy Karola Wojtyłę ("Potrafił słuchać, mało mówił, robił notatki. I tak działał zapładniająco, że wszyscy mówili. No i awansował…"). Znajomości z przedstawicielami polskiej inteligencji opisał w wydanym w 19990 roku "Abecadle Kisiela".

W 1984 roku opublikował, zamiast felietonu, listę nazwisk, którą zatytułował "Moje typy". Znaleźli się na niej proreżimowi dziennikarze, m.in. Jerzy Urban.

Polecamy też serię "Abecadło o Kisielu" autorstwa Jerzego Ziemackiego, które pojawiało się na łamach "Wprost":


 4
  • 59 latek IP
    szczęściarz, wiedział kiedy uciec. jak by zobaczył swój liberalizm w praktyce to by głodu zdechł.
    • abecadło budyniu IP
      Jakby Kisiel zobaczył, jakim dziadostwem jest dziś wprost.pl, to wycofałby się z patronowania nagrodzie, przyznawanej co roku przez WPROST, rzekomo w jego imieniu. Albo po prostu przekazał prawo do jej przyznawania komu innemu, dla kogo szacunek dla czytelnika i poprawna polszczyzna jeszcze coś znaczą.
      • PUCK FUTIN!!! IP
        Wolałem Tomaszewskiego.
        • moim zdaniem IP
          Niejedno z jego przemyśleń i tekstów można byłoby odnieść "żywcem"
          do dzisiejszych czasów ,do dzisiejszej Polski .

          Czytaj także