Akcja: ekshumacje. Cel: znaleźć trotyl na ciałach

Akcja: ekshumacje. Cel: znaleźć trotyl na ciałach

Akcja: ekshumacje. Cel: znaleźć trotyl na ciałach
Akcja: ekshumacje. Cel: znaleźć trotyl na ciałach / Źródło: East News
Ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej mają wykazać, czy na pokładzie samolotu doszło do wybuchu. Ale część rodzin uważa, że za tą akcją stoi wyłącznie polityka.

W tej sprawie obie strony mówią o czymś zupełnie innym. Zwolennicy ekshumacji o fałszerstwach sekcyjnych dokonywanych przez Rosjan i konieczności dojścia do prawdy w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Przeciwnicy – o osobistym bólu i przeżywanej traumie w związku z planowanymi ekshumacjami, a także o wyciągnięciu tematu smoleńskiego, żeby podzielić społeczeństwo. To jest gotowa recepta na konflikt. Bez wątpienia ekshumacjom będą towarzyszyły ogromne emocje. Widać to już dzisiaj w rozmowach z rodzinami. Izabella Sariusz-Skąpska, córka Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, prezesa Federacji Rodzin Katyńskich, która zainicjowała list otwarty z protestem przeciwko ekshumacjom, nie przebiera w słowach, komentując zamiary prokuratury. Mówi o wyciąganiu ciał z grobów i układaniu pasjansa z 92 zwłok. 

Pyta, czy zostanie zrobiony z tego show na Stadionie Narodowym. List otwarty również jest bardzo emocjonalny. „Po sześciu latach od tych strasznych dni stajemy samotni i bezradni wobec bezwzględnego i okrutnego aktu: nasi Bliscy mają być wyciągnięci z grobów, wbrew uświęconemu tabu, aby nie zakłócać spokoju zmarłym, pochowanym z najwyższą czcią. (…) Apelujemy do hierarchów Kościołów, których kapłani odprowadzali naszych Ukochanych na cmentarze: brońcie Ich grobów przed zbezczeszczeniem” – czytamy w liście, pod którym podpisały się rodziny 17 ofiar katastrofy, w sumie ponad 200 osób. Są też tacy, którzy nie sygnowali listu, ale cieszą się, że on powstał, bo są przeciwni ekshumacjom. Jedna z rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej prosząca o anonimowość zwierza się nam, że boi się lawiny informacji, która ruszy po ekshumacjach zwłok. – Nie chcę ponownie przeżywać traumy chowania bliskiej osoby. Poprzednio załamałam się psychicznie i teraz jestem przepełniona lękiem, że emocje wrócą – mówi nasza rozmówczyni. Paweł Deresz, jeden z sygnatariuszy listu, jest zdecydowanym przeciwnikiem ekshumacji. 

On jako pierwszy napisał list otwarty do prokuratora Pasionka, w którym podkreślił, że poszukiwanie w grobie jego żony Jolanty Szymanek-Deresz „dowodów na wyimaginowany zamach” uważa za nieludzkie i zdecydowanie przeciwko temu protestuje. W odpowiedzi uzyskał od Pasionka listowne zapewnienie, że prokuratorzy będą osobiście kontaktować się z rodzinami i zapraszać na rozmowy w celu omówienia wszystkich aspektów planowanych czynności ekshumacyjnych. – Nikt do tej pory się do mnie nie zgłosił, za to dostałem pismo, że prokuratura planuje ekshumacje i postanowiła powołać zespół biegłych, w tym o renomie międzynarodowej – mówi Deresz w rozmowie z „Wprost”.

Cel: eksplozja

Co chce ustalić prokuratura? W piśmie do rodzin ofiar katastrofy stwierdzono wprost, że śledczy chcą ustalić, czy na pokładzie samolotu doszło do eksplozji materiałów wybuchowych, łatwopalnych albo innego gwałtownego wyzwolenia energii, czy obrażenia ciał powstały w miejscu i czasie katastrofy lotniczej, czy na podstawie obrażeń można wnioskować, że w chwili uderzenia o ziemię samolot znajdował się w pozycji odwróconej. Według prokuratury ekshumacje są też konieczne, by rzetelnie i profesjonalnie przeprowadzić sekcje, a dotychczasowa analiza rosyjskiej dokumentacji medycznej wskazuje, że sekcje zwłok zostały wykonane bez zachowania najwyższych standardów. Prokuratura podkreśliła też, że katastrofa smoleńska ciągle budzi żywe emocje społeczne, a u podłoża licznych polemik leży szereg wątpliwości, które w toku dotychczasowego śledztwa nie znalazły jednoznacznego potwierdzenia lub zaprzeczenia w badaniach. Prokurator Arkadiusz Jaraszek z Prokuratury Krajowej mówi nam, że na razie prokuratura w sprawie ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej nie udziela mediom żadnych informacji.

Nic nowego

Paweł Deresz cytuje jednak inny fragment pisma do rodzin ofiar, który szczególnie go uderzył: „niewątpliwie znaczny upływ czasu od zdarzenia ma niekorzystny wpływ na wartość badawczą materiału biologicznego pozyskanego podczas sekcji zwłok, jednak zaniechanie tych czynności doprowadziłoby do snucia niczym niepopartych spekulacji i dywagacji zamiast rzetelnych badań”. – Dla mnie wygląda to jak asekuracja na wypadek, jeżeli podczas sekcji nic nowego nie zostanie ustalone – mówi Deresz. Małgorzata Wypych, która uważa, że ekshumacje powinny się odbyć, kontruje jego słowa: – Nauka poszła do przodu i po sześciu latach nadal można zbadać ślady na ciałach zmarłych. Paweł Deresz dodaje, że w piśmie nie ma mowy o tym, co będzie po ekshumacjach.

Czy odbędzie się kolejny pogrzeb państwowy, jak to miało miejsce w przypadku jego żony? Jaka będzie rola Kościoła w tej historii, czy odbędą się kolejne nabożeństwa? – Nadal czekam na zgłoszenie się do mnie jakiegoś prokuratora, który odpowiedziałby na moje wątpliwości – mówi. – Ludzie do mnie dzwonią z pytaniem, czy nie chcę zrobić protestu na cmentarzu, ale ja się na to nie piszę, jestem legalistą. Przeciwna ekshumacjom jest też Cerkiew prawosławna w Polsce. Monaster Zwiastowania Najświętszej Marii Panny w Supraślu otrzymał z prokuratury pismo z zapytaniem o to, gdzie dokładnie został pochowany abp Miron Chodakowski, który zginął w katastrofie, i czy jego ciało nie zostało skremowane. Hierarchowie prawosławni nie zamierzają jednak się zgadzać na ekshumację zwłok abp. Mirona. Uważają to za bezczeszczenie szczątków, a próbę przymuszenia gotowi są potraktować jako akt przemocy wobec Cerkwi, co publicznie zapowiadali już duchowni prawosławni. Postawi to prokuraturę w niezmiernie trudnej sytuacji, bo jeżeli ugnie się pod naciskiem Cerkwi i zaniecha ekshumacji szczątków abp. Mirona, to dlaczego miałaby zmuszać do tego rodziny 17 ofiar, które równie zdecydowanie protestują przeciwko otwieraniu grobów ich bliskich. 

Część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej opowiada się jednak za koniecznością przeprowadzenia ekshumacji ciał zmarłych bliskich. Jedną z tych osób jest Małgorzata Wassermann. – Do sprawy ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej podchodzę nie tylko jako rodzina, lecz też jako prawnik. Uważam, że jest ona konieczna, bo prokuratura wojskowa nie dopełniła swoich obowiązków w 2010 r. Rozumiem ból rodzin, które boją się ekshumacji. Nie chcą przeżywać traumy ponownego chowania zmarłych. I dodaje: – Sama domagałam się badań próbek ciała mojego ojca. Między innymi tego, czy był na nim obecny materiał wybuchowy. Ostatecznie okazało się, że prokuratura ich nie wykonała, o co mam wielki żal. To nie jest wina obecnej, ale poprzedniej prokuratury, dlatego że nie wykonała swojego obowiązku po przywiezieniu ciał do Polski. Bałagan był, ale przede wszystkim w Moskwie – kwituje Małgorzata Wassermann.

Ekshumacja nie dla wszystkich

Ekshumacja siłą rzeczy nie może dotyczyć wszystkich ofiar, bo cztery ciała zostały skremowane. Wśród nich szczątki Jerzego Szmajdzińskiego. – Bardzo współczuję wszystkim osobom, które muszą przejść przez piekło ekshumacji – mówi „Wprost” Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, wdowa po pośle SLD. – My zdecydowaliśmy się na kremację i to była dobra decyzja, bo gdyby dzisiaj doszło do tej czynności, to nie wiem, jak bym to przeżyła. Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, uniknie ekshumacji z tego samego powodu. Ale, jak wszyscy, dostała informację z prokuratury o przygotowywanych ekshumacjach. A ponieważ sprawa jej nie dotyczy, łatwiej jest jej ocenić to pismo na chłodno. – Wynika z niego, że prokuratura kładzie nacisk na porządek w dokumentach i poszukiwanie śladów materiałów wybuchowych, a także chce ustalić, czy obrażenia będące wynikiem uderzenia samolotu w ziemię były pośmiertne czy przedśmiertne – mówi. – Dla samego porządku w papierach nie warto narażać rodzin ofiar katastrofy na ponowną traumę. A poszukiwanie śladów materiałów wybuchowych można rozpocząć od rzeczy osobistych, które nam zwrócono. A nikt się tym nie interesuje. Dziś zarówno rodziny przeciwne ekshumacji, jak i większość opozycji uważają, że ich cel jest wyłącznie polityczny. – PiS chce udowodnić, że w Smoleńsku doszło do zamachu, to jest ich marzenie – mówi Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska. – Nie mogę tego słuchać. Przyczyną katastrofy był bałagan, bałagan i jeszcze raz bałagan – podczas organizacji tej wizyty, przed lotem, w czasie lotu i po katastrofie także. 

Nowacka dodaje, że nie trzeba otwierać trumien, by z góry wiedzieć, że w niektórych z nich mogą się znaleźć pomieszane szczątki, że być może tu i ówdzie zostanie znaleziony niedopałek papierosa. – I zacznie się jazda, że bałagan, bezczeszczenie zwłok, że nie było należytej staranności ze strony Rosjan, że rząd Tuska nie dopatrzył. Mam wrażenie, że tylko o to chodzi – mówi. Nowacka przyznaje zarazem, że po katastrofie dochodziło do wielu nieprawidłowości. Sekcje zwłok ofiar katastrofy powinno się było przeprowadzić zaraz po sprowadzeniu ciał. – Nie rozumiem, dlaczego wówczas tego nie zrobiono, być może wszyscy byli w szoku i gdy ktoś powiedział, że zrobi to za nich, wzięli to za dobrą monetę – mówi Nowacka.– Z drugiej strony wtedy obowiązywała wykładnia, że trumien nie można otwierać. Myśmy musieli mocno zabiegać o możliwość otwarcia trumny i przeprowadzenia kremacji. Z kolei Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie, kilkakrotnie domagała się ekshumacji, żeby się upewnić, że w trumnie leżą szczątki jej męża i nigdy nie otrzymała na to zgody. – Mam wątpliwości, kogo pochowałam w moim rodzinnym grobie – mówi Merta. Na dziewięć ekshumacji, które do tej pory przeprowadzono, wykryto sześć pomyłek. I właśnie te nieprawidłowości są mocnym argumentem za ekshumacjami. Bo narzuca się pytanie, dlaczego nie można było otwierać trumien czy spełnić życzenia rodzin odnośnie do ekshumacji. Jej zdaniem dlatego, że miano coś do ukrycia. – Dość długo słuchaliśmy bzdur, że prawda katyńska wywoła konflikt między nami a Rosją. Teraz słyszymy, że w czasie ekshumacji zwłok pojawią się polityczne spory. Niezależnie od tego do prawdy trzeba dążyć – mówi Magdalena Merta. Z drugiej strony protest rodzin kilkunastu ofiar jest na tyle silny, że wywoła negatywne emocje wokół działań prokuratury. Już w tej sprawie odezwał się kardynał Kazimierz Nycz, który wyraził solidarność z protestującymi rodzinami. – Trzeba by bardzo wyraźnie społeczeństwu wyjaśniać, dlaczego to jest konieczne, co może zmienić i co może wnieść nowego, bo w przeciwnym wypadku rodziny, ale nie tylko rodziny, bo też ludzie patrzący na to z zewnątrz, mają prawo mieć wątpliwości – powiedział metropolita warszawski.

Spór polityczny w tle ekshumacji

Solidarność z rodzinami, które nie chcą ekshumacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, wyraża tez opozycja, a przede wszystkim Platforma Obywatelska. – PO może teraz wykorzystać głosy rodzin, które nie chcą ekshumacji, nie tylko przeciw prokuraturze, ale i PiS. Skutek zapowiedzi ekshumacji jest taki, że podgrzewa się emocje polityczne i wśród rodzin. Zarówno politycy, jak i prokuratura robią wszystko, żeby udowodnić prezesowi, że śledztwo ruszyło pełną parą i że będzie drobiazgowo przeprowadzone – mówi znany polityk PiS. I dodaje: – Moment, w którym zaczęło się mówić o ekshumacjach, jest fatalny, bo tuż przed Wszystkich Świętych. Rodziny smoleńskie będą się zastanawiać 1 listopada, kiedy z grobów będą wyciągani ich bliscy. Dla tych, którzy się temu sprzeciwiają, będzie to wyjątkowo trudne przeżycie. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby przeprowadzenie w pierwszej kolejności ekshumacji szczątków tych 74 ofiar, których rodziny nie protestują. I jeżeli w wyniku tych działań jedyne ustalenia będą dotyczyły bałaganu i braku należytej staranności ze strony Rosjan, to chyba nie ma sensu szukać potwierdzenia tego stanu rzeczy w kolejnych 18 trumnach.

Jak się to robi w Holandii

Ciała ofiar katastrofy malezyjskiego boeinga, zestrzelonego nad wschodnią Ukrainą w 2014 r., zostały zabrane z miejsca tragedii w ciągu kilku dni. Poszukiwania i identyfikację zwłok od początku prowadził zespół międzynarodowych specjalistów, którzy przeczesywali okolice wraku z pomocą dronów, psów tropiących i sprzętu satelitarnego. Nie licząc przerw, wymuszonych agresywnymi działaniami rosyjskich separatystów, ekipy poszukiwawcze pracowały na miejscu katastrofy przez prawie rok. W pół roku po zestrzeleniu samolotu władze holenderskie ogłosiły, że udało się zidentyfikować 292 z 298 ofiar tragedii. Poszukiwania szczątków pozostałych ofiar prowadzono przez kolejne pół roku. Ostatecznie nie udało się zidentyfikować jedynie dwóch osób, co jest i tak wielkim sukcesem, biorąc pod uwagę, że samolot eksplodował wiele tysięcy metrów nad ziemią. Dochodzenie w sprawie przyczyn katastrofy od początku prowadziła Holandia. Międzynarodowe prawo lotnicze pozwala prowadzić śledztwo władzom kraju, na którego terytorium doszło do tragedii. 

Jednak w związku z tym, że większość ofiar pochodziła z Holandii, i na wyraźną prośbę władz tego kraju, Kijów przekazał kontrolę nad dochodzeniem śledczym holenderskim. Już drugiego dnia po katastrofie mieli oni w swoich rękach wszystkie czarne skrzynki boeinga 777. Kilka dni później na miejscu katastrofy pracowali już eksperci z Malezji, Australii i Wielkiej Brytanii pod kierunkiem holenderskiego ministerstwa obrony. Rosyjscy separatyści próbowali blokować dostęp do miejsca katastrofy, zaminowując drogi dojazdowe i ściągając w okolice ciężką artylerię, co uniemożliwiało nie tylko poszukiwanie zwłok, ale także zabranie bagaży ofiar i wraku samolotu. Ostatecznie trzy miesiące po katastrofie wszystkie części rozbitego boeinga zostały zebrane z pól w Donbasie i przewiezione do Holandii. Dwa lata po wypadku międzynarodowi śledczy ustalili, że malezyjskiego boeinga zestrzelili rosyjscy separatyści za pomocą rosyjskiej wyrzutni rakietowej przywiezionej z Rosji. Holandia przygotowuje teraz pozew do międzynarodowego trybunału sprawiedliwości przeciwko winnym zestrzelenia cywilnego samolotu. JM

Okładka tygodnika WPROST: 45/2016
Więcej możesz przeczytać w 45/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także