Nad Polską wisi zagrożenie

Nad Polską wisi zagrożenie

Sankcje Zachodu pomagają Putinowi, trzeba było uderzyć w elitę – mówi Ilja Ponomariow, członek Dumy, który głosował przeciw aneksji Krymu.

Czy Putin chce iść na wojnę z Zachodem?

On już ją prowadzi, tylko że to nowoczesna wojna, w której niekoniecznie potrzebne są czołgi i rakiety. Putin prowadzi przecież wojnę w internecie i niestety pozostaje bezkarny, choć jego działania są bardzo widoczne. Prowadzi także wojnę informacyjną, która również pozostaje bez adekwatnej odpowiedzi i kroków odwetowych. Logika reżimu jest taka, żeby pozostać agresywnym. Putin nie może się zatrzymać, bo wtedy wyjdzie na przegranego i straci poparcie wyborców. A to niestety oznacza, że temperatura będzie rosła.

Jakie są cele tej wojny? Chodzi o ekspansję dawnego imperium czy też, jak chce tego kremlowska propaganda, samoobronę przed agresją Zachodu?

To jest akcja defensywna, ale nie chodzi w niej o obronę przed agresją ze strony NATO, tylko o obronę zdobytej i skonsolidowanej władzy w Rosji. Nie sądzę, żeby Władimir Putin chciał prowadzić jakiś podbój.

A Krym?

To zupełnie inna sprawa. W świadomości przeciętnych Rosjan on zawsze był częścią Rosji i jego odebranie Ukrainie było uprawnione. Inne terytoria nie są tak postrzegane. Rosjanie chcą ponownego zjednoczenia z Białorusią i rzeczywiście myślą, że Ukraina jest bardzo bliska Rosji. Czym innym jednak jest przekonanie o mentalnej czy kulturowej bliskości, a czym innym używanie wojska do zajmowania innych terytoriów należących do krajów bałtyckich czy Polski.

Jak pan ocenia reakcję Zachodu na posunięcia Putina? Sankcje wystarczają do trzymania go w ryzach?

Sankcje są źle zaplanowane, bo one tak naprawdę pomagają Putinowi. Trzeba było uderzyć w odpowiedzialnych za wojnę, czyli w elitę rządzącą Rosją. To oni powinni być ukarani, choćby poprzez zablokowanie ich fortun pochodzących z grabienia majątku narodowego, które piorą i ukrywają na Zachodzie. Taki krok prowokowałby podziały wewnątrz elity i mógłby prowadzić do pojawienia się w otoczeniu prezydenta oporu wobec jego polityki, a być może także otwartej konfrontacji z kursem władz. Zamiast tego wprowadza się sankcje ekonomiczne, które uderzają w zwykłych Rosjan, konsolidując ich wokół prezydenta. Ten błąd nie dotyczy zresztą wyłącznie Rosji, bo podobne, zupełnie nieefektywne kroki, Zachód podejmował wobec Iranu.

Tylko czy Zachód chciałby w ogóle zmiany władzy w Rosji?

Nie sądzę i nie jest to wielkie zaskoczenie, bo sami Rosjanie w swojej masie nie są tym zainteresowani. Dlatego tak ważne jest, żeby udało się osiągnąć sukces reform demokratycznych na Ukrainie, bo to pokazałoby realną alternatywę także dla Rosji.

Czy sądzi pan, że Putin wyczerpał możliwości działania na Ukrainie?

Interwencja na Ukrainie nie była dogłębnie przemyślana i zaplanowana. Bardzo wątpię też, że był z tym związany plan podboju Kijowa i innych terytoriów poza Krymem, który – jak mówiłem – jest w Rosji powszechnie uważany za część naszego kraju. Wojna na wschodzie Ukrainy była oddolną inicjatywą ludzi z otoczenia Putina, wspierających biznesową elitę Doniecka i Ługańska. Chciała ona w ten sposób zyskać lepszą pozycję w rozmowach z Kijowem po tym, jak obalono reżim Wiktora Janukowycza. To jest kombinacja czynników, które doprowadziły do tej agresji i jednocześnie ograniczają możliwości manewru Moskwy na Ukrainie.

A groźba ataku na Polskę i kraje bałtyckie?

Tutaj rzeczywiście istnieje groźba konfrontacji. Nie należy jednak raczej się spodziewać inwazji, której celem będzie podbój terytorialny. Wisi nad wami zagrożenie operacjami specjalnymi, usprawiedliwianymi na różne sposoby, od konieczności ochrony mniejszości rosyjskiej po zabezpieczenie szlaków komunikacyjnych Rosji z Kaliningradem. Putin od dawna testuje jedność NATO. Groźna będzie sytuacja, w której kraje bałtyckie w obliczu prowokacji rosyjskiej będą zmuszone prosić NATO o pomoc, bo może dojść do rozdźwięku wśród członków paktu, czy jej udzielać. W przypadku otwartej inwazji dyskusji nie będzie, ale jeśli będzie to prowokacja na mniejszą skalę, Niemcy czy Francja mogą zacząć się zastanawiać, czy dla incydentu na niewielką skalę warto ryzykować groźbę nuklearnej wojny z Rosją.

Wzmocnienie wschodniej flanki NATO w Polsce i krajach bałtyckich ostudzi zapędy Putina?

Nasze iskandery się z tego śmieją – to jest żart, powtarzany ostatnio w Rosji, bo te posiłki w sile jednego batalionu nie wyglądają poważnie. Ja w ogóle nie rozumiem tego wzmacniania wschodniej flanki. NATO zostało oryginalnie stworzone, żeby stawić czoła Związkowi Radzieckiemu, wszystkie jego siły powinny być skoncentrowane na wschodniej flance. Rozumiem, że po upadku ZSRR ten powód do istnienia NATO także zniknął, ale skoro teraz natowscy generałowie mówią o słabości na głównym kierunku strategicznego zagrożenia ze Wschodu, to aż prosi się zapytać: gdzie w takim razie jesteście mocni, panowie?

Dla nas to nie jest pocieszające.

Ja zawsze mówiłem, że poza poleganiem na NATO Polska powinna utrzymywać silną współpracę z państwami bałtyckimi, Ukrainą i innymi krajami Europy Środkowej, które rozumieją zagrożenie ze strony Putina i mają żywotne interesy oraz zdolności militarne do zapewIlja nienia sobie bezpieczeństwa. Ukraińska armia otrzymuje teraz pierwszorzędne szkolenie na polu walki w Donbasie, ale brakuje jej sprzętu, który z kolei zalega w polskich magazynach jako pozostałość po Układzie Warszawskim. To jest absolutnie naturalna potrzeba współpracy, której symbolicznym wymiarem byłoby stworzenie środkowoeuropejskiego sojuszu będącego alternatywą dla kremlowskiej koncepcji odbudowy sowieckiego imperium.

Michaił Chodorkowski powiedział ostatnio, że powinniśmy się przygotować na Rosję bez Putina.

Putin nie jest nieśmiertelny. Jego reżim jest z natury bonapartystowski, wysoce spersonalizowany i oparty na jego osobistej władzy. Bez Putina cały system się rozpadnie, dlatego zgadzam się z Chodorkowskim. Trzeba być gotowym, żeby rozwój wydarzeń nas nie zaskoczył i nie pozostawił bez alternatywy, programu i ludzi gotowych przejąć odpowiedzialność za kraj. To będzie bardzo niebezpieczne, gdy się okaże, że jedynymi ludźmi w Rosji przygotowanymi do przejęcia władzy w kraju będą nacjonaliści, którzy obecnie zdobywają doświadczenie bojowe na polach Donbasu.

Jak może wyglądać taka zmiana władzy w Rosji?

Pierwszym krokiem zwiastującym upadek reżimu może być przekazanie władzy w ręce Dmitrija Miedwiediewa, który jest premierem Rosji i drugim w linii sukcesyjnej na Kremlu. Będzie to zgodne z ustaleniami wewnątrz elity i zgodne z interesami Putina, który zawsze był niechętny rezygnowaniu z kontroli nad Rosją. Dopiero przejęcie władzy przez Miedwiediewa rozpocznie prawdziwą rywalizację, w wyniku której pojawi się właściwy następca Putina. System zacznie się rozpadać dopiero w kilka miesięcy po ustalonej zmianie władzy.

Kto się okaże tym następcą?

Pretendentów będzie wielu, wszyscy z bliskiego otoczenia Putina. Do walki może stanąć minister obrony Siergiej Szojgu, który cieszy się dużą popularnością w społeczeństwie. Swoje pretensje zgłosi także odsunięty ostatnio od wpływów generał KGB Igor Sieczin. Podobnie jak inny ważny kagiebista, odsunięty niedawno przez Putina, czyli Siergiej Iwanow. Żaden z nich nie jest wystarczająco silny, żeby szybko zrealizować swoje ambicje, dlatego system zacznie się rozpadać.

Ale to będzie kłótnia w rodzinie, oni wszyscy są ludźmi KGB.

Najlepszym sposobem na obalenie rządu jest zmuszenie tajnych służb, żeby żarły się ze sobą.

Był pan jedynym członkiem rosyjskiego parlamentu, który głosował przeciwko aneksji Krymu. To dlatego musiał pan wyjechać z Rosji?

Wbrew temu, co piszą w Wikipedii moi przeciwnicy, to nie była moja decyzja. Zakazano mi powrotu do Rosji wyrokiem sądu, który zamknął dla mnie granice kraju. Potem wszczęto przeciwko mnie kryminalne dochodzenie, po którym powinienem się znaleźć w areszcie, bo Federacja Rosyjska wydała międzynarodowy nakaz aresztowania.

Po powrocie do Rosji skończyłby pan w więzieniu jak Michaił Chodorkowski czy zastrzelony na ulicy jak lider opozycji Borys Niemcow?

Pewnie jak Chodorkowski, bo zostałbym aresztowany na granicy. Jednak mój powrót do Rosji powinien nastąpić w zupełnie innych okolicznościach i mam nadzieję, że one się wkrótce pojawią. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 45/2016
Więcej możesz przeczytać w 45/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także