Dogoniliśmy fińską edukację

Dogoniliśmy fińską edukację

Dogoniliśmy fińską edukację
Dogoniliśmy fińską edukację / Źródło: East News
Polskie dziesięciolatki radzą sobie z matematyką i przyrodą równie dobrze, jak ich fińscy rówieśnicy. Z informacji „Wprost” wynika, że w ciągu czterech lat odnotowaliśmy ogromny skok w prestiżowych badaniach oświatowych.

Oficjalnie wyniki badania TIMSS 2015 (Trends in International Mathematics and Science Study), czyli kompetencji matematycznych i przyrodniczych poznamy dopiero pod koniec listopada. Udało nam się jednak ustalić, jak wypadli nasi uczniowie na tle innych państw oraz jak wyglądają ich osiągnięcia w porównaniu z wynikami ich starszych kolegów sprzed czterech lat. Badanie TIMSS to obok badań PISA jedno z najbardziej prestiżowych badań oświatowych na świecie. Za jego przygotowanie i przeprowadzenie odpowiadają takie instytucje, jak: Wydział Edukacji Uniwersytetu Bostońskiego, ETS (największa na świecie instytucja zajmująca się pomiarem kompetencji, m.in. twórca egzaminu SAT, czyli amerykańskiej matury), kanadyjski urząd statystyczny czy hamburski ośrodek przetwarzania danych.

Powyżej średniej

W badaniu, które przeprowadzono wiosną ubiegłego roku, wzięło udział ok. 5 tys. polskich uczniów z klas czwartych szkoły podstawowej. Rozwiązywali oni dwa testy. Jeden dotyczył zagadnień matematycznych, drugi przyrodniczych. Okazało się, że ich wyniki w obu sprawdzanych obszarach w znaczący sposób przekroczyły średnią dla blisko 70 badanych krajów. Co więcej, są one porównywalne z wynikami uczniów fińskich, a to ten model edukacji od lat jest wskazywany przez ekspertów jako ideał, do którego powinna dążyć polska oświata. Wciąż jednak daleko nam do osiągnięć uczniów z Korei Południowej, Tajwanu czy Singapuru. Wyprzedza nas też Rosja. Jest za to inna dobra informacja, która wskazuje, że polskie szkolnictwo ma się całkiem nieźle. Otóż uczniowie badani przed rokiem osiągnęli znacząco lepsze wyniki niż ich starsi koledzy, którzy zostali poddani badaniu w 2011 r. W matematyce awansowali o kilkanaście miejsc. Wyniki badań można porównywać, bo w kolejnych edycjach wykorzystywane są bardzo podobne zadania, a spora część egzaminu opiera się wręcz na tych samych problemach. 

Przypomnijmy. W 2011 r. na 50 badanych krajów polscy uczniowie, jeśli chodzi o matematykę, znaleźli się na 34. pozycji z wynikiem 481 punktów, przy średniej wynoszącej 500 pkt. Ich wynik porównywalny był z osiągnięciami uczniów rumuńskich. Zdecydowanie lepiej wypadli uczniowie słowaccy (507 pkt), czescy (511 pkt) oraz węgierscy (515pkt). Finowie, wówczas z wynikiem 545 pkt, znajdowali się na ósmej lokacie. Wyliczenia pokazywały, że 13 proc. polskich uczniów w ogóle nie przekroczyło wówczas minimalnego progu zaliczenia, przekładając to na język szkolny, otrzymali „jedynki”, kolejnych 30 proc. zdobyło wynik, który w skali szkolnej oceniony zostałby na „dwójkę”. Uczniów, którzy zdobyli piątki było 2 proc. przy średniej międzynarodowej dwukrotnie wyższej. Choć np. na Węgrzech odsetek ten wynosił 10 proc., a w Finlandii 12 proc. Eksperci prezentujący wtedy wyniki badania wskazywali, że gdyby w jakiejś szkole zanotowano tak słabe oceny kształcenia, nauczyciel natychmiast trafiłby pod lupę kuratorium. Z naszych informacji wynika, że także w przypadku zróżnicowania wyników wypadliśmy lepiej niż przed czterema laty.

1+3≠4

Wyniki badania TIMSS 2015 mogą podawać w wątpliwość kierunek zmian edukacji forsowany przez minister Annę Zalewską. Krytycy likwidacji gimnazjum przekonują, że skraca ona uczniom o rok jednolity proces kształcenia ogólnego. Obecnie jest to dziewięć lat i jest to standard w większości krajów na świecie. W przypadku Polski jest to sześć lat szkoły podstawowej i trzy lata gimnazjum. Ten cykl ma zastąpić ośmioletnia szkoła podstawową. Zalewska twierdzi, że cykl pozostanie dziewięcioletni, bo szkołę podstawowa poprzedza zerówka, do której wróciły podstawy programowe z nauką czytania, pisania i podstaw matematyki. Tyle że porównanie wyników badania TIMSS 2011 i TIMSS 2015 pokazuje, że rok kształcenia w zerówce plus trzy lata nauki w szkole nie równają się czterem latom nauki w szkole. Badanie TIMSS w 2011 r. przeprowadzono na uczniach sprzed reformy programowej Katarzyny Hall. Pod lupę trafiły dzieci, które mają ukończone 9,5 roku oraz cztery lata nauki za sobą. Ponieważ „zerówka” jest obowiązkowa, a wtedy jej podstawa programowa zakładała naukę pisania i liczenia, badaniu poddano grupę dzieci kończących trzecią klasę szkoły podstawowej. W badaniu z 2015 r. wzięli udział czwartoklasiści, których objęła nowa podstawa programowa. Zgodnie z nią treści kiedyś nauczane w „zerówce” trafiły do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Ministerstwo Edukacji w ten sposób przystosowało program kształcenia do obniżenia wieku szkolnego do sześciu lat. Uczniowie, którzy swoją edukację rozpoczynali dopiero w szkole podstawowej, wypadli nie tylko lepiej na tle Europy i swoich starszych rówieśników. 

Okazuje się także, że dysproporcje w ich umiejętnościach w zależności od szkoły, do której uczęszczają, są mniejsze niż przed czterema laty. Zdaniem ekspertów ma to związek z tym, że jakość nauczania w zerówkach bywa tak różna, iż dzieciom, które trafiają później do klasy pierwszej, nauczyciel musi i tak serwować ten kurs od początku. Wzięto też pod lupę sześciolatków, którzy trafili do szkół. W badaniu było ich 18 proc. – to ci uczniowie, którzy rozpoczęli edukację w 2011 jako dzieci sześcioletnie. Jak się okazuje, wbrew twierdzeniom byłej minister edukacji Krystyny Szumilas, która z ramienia rządu PO–PSL forsowała obniżenie wieku szkolnego, wcześniejsze rozpoczęcie nauki nie przyniosło im większych korzyści edukacyjnych. Dzieci rozpoczynające wcześniej naukę miały się uczyć lepiej, łatwiej i szybciej. Okazuje się, że w przypadku matematyki ich osiągnięcia są porównywalne z uczniami, którzy rozpoczęli edukację w wieku lat siedmiu, a w przypadku wiedzy przyrodniczej nieco niższe. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że badanie objęło pełen przekrój siedmiolatków, a więc dzieci uzdolnione bardziej i mniej. W przypadku sześciolatków były to zaś te dzieci, które trafiły do szkół z wyboru rodziców, najczęściej z rodzin o lepszym statusie materialnym i intelektualnym.

Niezadowoleni

Badanie zrywa jeszcze z jednym mitem, który lansują nauczycielskie związki zawodowe. Chodzi o wymiar czasy pracy pedagoga. ZNP odwołuje się do badań twierdzących, że nauczyciele pracują sporo ponad 40 godzin w tygodniu. Ale w badaniu TIMSS 2015 sami pedagodzy przyznali, że nie czują się zbyt obciążeni pracą. Pod względem „lekkości” obciążeń dydaktycznych znaleźliśmy się w czołówce rankingu. TIMSS 2015 to po wynikach badania PISA z roku 2012 kolejny międzynarodowy raport dający wysokie noty polskim uczniom. Według PISA nasi gimnazjaliści znaleźli się w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o umiejętności matematyczne, przyrodnicze, a także czytania i rozumienia tekstu. Choć krytycy przekonują, że polski system edukacji i egzaminowania skonstruowano tak, by uczniowie po prostu w tym badaniu dobrze wypadali. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 46/2016
Więcej możesz przeczytać w 46/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także