Twórca Nike: 7 SPOSOBÓW NA SUKCES W BIZNESIE

Twórca Nike: 7 SPOSOBÓW NA SUKCES W BIZNESIE

Założona przez 20-letniego młodzieńca ikona sportu powstała kilkadziesiąt lat temu. Dziś jest potęgą wartą ponad 83 mld dolarów. Jak to się stało, opowiada współzałożyciel Phil Knight.

1 obsesyjnie kochaj to, co robisz

Phil Knight wspomina, że w 1965 r. bieganie nie było nawet pełnoprawnym sportem. Nie było ani popularne, ani niepopularne – po prostu było. W powszechnym mniemaniu tylko dziwacy wychodzili z domu, by przebiec kilka mil. Bieganie jako przyjemność, jako forma ćwiczenia, bieganie dla podniesienia poziomu endorfin, bieganie po lepsze, dłuższe życie – o tym wszystkim jeszcze wówczas nie słyszano. Ludzie lubili natomiast szydzić z biegaczy. Kierowcy często zwalniali i trąbili. „Konia sobie kup” – krzyczeli czasem, rzucając w biegaczy puszką pepsi. A jednak dla Knighta bieganie było wszystkim – nie tylko sportem, który uprawiał, lecz także formą medytacji, momentem, kiedy układał sobie strategię, obmyślał kolejne kroki. Knight biegał niemal codziennie, a kiedy na firmę spadały kryzysy – biegał dwa razy więcej.

Miłością Billa Bowermana, jego wspólnika i znanego trenera lekkiej atletyki, były buty – był on prawdziwym „shoedog”, czyli buciarzem. Włamywał się do szafek swoich podopiecznych, podkradał im buty i całymi dniami nad nimi pracował – rozpruwał na części i zszywał na nowo. Twierdził, że dokonał niewielkich modyfikacji, po których będą oni biegali lepiej. Szukał nowych sposobów na wzmocnienie podbicia, poprawienie amortyzacji i powiększenie przestrzeni dla przedstopia. Miał obsesję na punkcie wagi butów. Wierzył, że lekkie – czyli mniejsze obciążenie dla biegacza – oznaczają oszczędność energii i w konsekwencji większą prędkość. Prowadził wyliczenia, testując różne materiały, tworzył buty nawet ze skóry dorsza. W dodatku zawsze szedł pod prąd. Był pierwszym trenerem uniwersyteckim w Ameryce, który dostrzegł szczególne znaczenie regeneracji.

2 po prostu to zrób, nie bój się błędów

Jedyna rzecz, która różni przedsiębiorcę od zwykłego zjadacza chleba, to ta, że ten pierwszy nie zwleka, nie rozważa w nieskończoność, tylko po prostu bierze się do roboty. Według Knighta nie ma się co bać ryzyka popełnienia błędów, bo one zawsze pojawią się na naszej drodze. „Problemem Ameryki nie jest to, że popełniamy zbyt dużo błędów. Problemem jest to, że popełniamy ich zbyt mało” – pisze. Knight wielokrotnie ryzykował, nie mając żadnej gwarancji, że mu się powiedzie. Począwszy od zwariowanej (jak na lata 60.) podróży do fabryki Onitsuki w Japonii z propozycją, że będzie sprzedawał ich buty w Ameryce. Knight nie miał wówczas nic: ani firmy, ani pieniędzy, ani jakiejkolwiek sieci sprzedaży. Pożyczył pieniądze od ojca, by w ten sposób kupić pierwszą partię butów. Potem ryzykował na większą skalę. Kiedy podpisywał umowę z Michaelem Jordanem, kontrakty na wyłączność były niepopularne, a 21-letni wówczas Jordan mógł się okazać niewypałem. Jednak zaryzykował i zdecydował się płacić mu pół miliona dolarów rocznie. Ta decyzja sprawiła, że Nike stało się firmą globalną.

3 stwórz zespół, to on tworzy cuda

Nike nie powstałoby bez zapału i pasji Phila Knighta czy obsesji na punkcie butów Bowermana. Niebagatelną rolę odegrał, jak nazywa go Knight, „pełnoetatowy pracownik numer jeden”, czyli Jeff Johnson. To on zamówił jedną z pierwszych par butów Onitsuki, które Knight sprowadził do Stanów. Pobiegał w nich i stwierdził, że chce je sprzedawać. To on sprawił, że firma Blue Ribbon już w dwa lata po otwarciu sprzedawała buty w 32 stanach. Johnson wprowadził mało znane wówczas sposoby analizy klientów, każdy z nich miał swoją kartę indeksową, z większością z nich Johnson prowadził korespondencję. Całymi dniami jeździł po liceach i uniwersytetach, spotykając się z trenerami lekkoatletyki i wciskając im buty. To właśnie Johnson oraz stworzony i nadzorowany przez niego zespół sprzedawców sprawiali, że przychody firmy rok w rok się podwajały. Johnson też wymyślił nazwę Nike. Na dzień przed wysłaniem informacji do potajemnie uruchomionej fabryki zespół cały czas myślał nad nazwą dla nowych butów. Były dwie wiodące propozycje: Falcon (Sokół) i Dimension Six (Szósty Wymiar). W firmie głosowali wszyscy: sekretarki, sprzedawcy ze sklepów, pomoc biurowa. Pojawiały się nowe nazwy: Condor, Bengal. „Omówiliśmy wszystkie nazwy zwierząt, jakie można spotkać w lesie” – pisze Knight. W dniu, kiedy trzeba było podjąć decyzję, nadal nie było nazwy. Wtedy do Knighta zadzwonił Johnson (który pracował na drugim wybrzeżu) i powiedział, że przyśniła mu się nazwa. Była to grecka bogini zwycięstwa Nike. Z kolei inny sportowiec z Oregonu i „pracownik numer trzy” Bob Woodell był doskonałym dyrektorem zarządzającym, który czuwał nad całą logistyką i bieżącym działaniem firmy. Knight postanowił, że najważniejsi menedżerowie będą dwa razy do roku zbierali się na kilkudniowej naradzie, nazywanej później Buttface. „To były spotkania pełne wygłupów i przekrzykiwania się między sobą” – wspomina Knight. „Nie wątpię, że w oczach postronnego obserwatora byliśmy przypadkowo i nie najlepiej dobraną zbieraniną. Jednak cechowało nas wrodzone pragnienie udowadniania własnej wartości, sprawdzania się, pokazywania światu, że nie wypadliśmy sroce spod ogona. Niemal wszyscy potrafili kpić z siebie, a to pozwalało nam panować nad własnym ego. Mimo naszej tendencji do wygłupów, mimo ekscentrycznych ciągot uważałem, że jesteśmy nie byle jaką drużyną” – chwali się. Po latach jeden z harwardzkich profesorów badających dzieje Nike doszedł do podobnych wniosków. „Zazwyczaj gdy jeden z menedżerów potrafi myśleć taktycznie i strategicznie, firma odnosi wspaniałe wyniki. Nike miało ogromne szczęście, że połowa z nich myślała w ten sposób” – napisał.

4 nie przejmuj się widmem porażki

Knight pisze, że istotą współzawodnictwa, zarówno w sporcie, jaki w biznesie, jest sztuka zapominania. Trzeba zapomnieć o własnych ograniczeniach, zapomnieć o zwątpieniu, bólu, przeszłości. Zapomnieć o wewnętrznym głosie, który krzyczy i błaga: „Ani kroku więcej!”. Kiedy nie da się zapanować nad pamięcią, trzeba z nią negocjować. Podczas biegów Knight negocjował sam ze sobą: „Owszem, w wielu sprawach masz absolutną rację, ale i tak pobiegniemy dalej”. Dla niego myśl o porażce była nieznośna, tak pisał po przejściu kolejnego kryzysu bankowego: „Często zastanawiałem się, co tak naprawdę próbujemy zbudować. Wiele razy szukałem w sercu i umyśle właściwego słowa, lecz jedyne, które pasowało do moich wyobrażeń, to »zwyciężanie«. Może nie był to ambitny cel, ale na pewno znacznie lepszy od czegoś przeciwnego: cokolwiek miało się wydarzyć, nie chciałem przegrać. Nie mogłem znieść myśli, że firma mogłaby umrzeć”. Nie oznaczało to, że Nike nie ponosiło porażek. Owszem, wiele razy przegrywało potyczki, lecz w umyśle Knight a miało wygrać całą bitwę. „Zrobiłbym wszystko, by cofnąć się w czasie i podjąć kilka zgoła odmiennych decyzji, które być może pozwoliłyby uniknąć kryzysu. Trudno jednak zaprzeczyć faktom. Owe kryzysy doprowadziły do imponujących zmian na lepsze, za co jestem losowi wdzięczny” – pisze Knight.

5 pamiętaj, biznes to wojna

Knight zaczytywał się w biografiach wybitnych generałów, samurajów i jego trzech największych bohaterów: Churchilla, Kennedy’ego i Tołstoja. Fascynowało go przywództwo w ekstremalnych warunkach, a wojna to właśnie ekstremalne warunki. I w biznesie Knight widział podobieństwa do wojny. Tych biznesowych wojen, które stoczył Knight, było mnóstwo – od procesu, jaki młodemu Nike wytoczyła Onitsuka, oskarżając Knighta o złamanie warunków umowy, po karę 25 mln dolarów, którą na firmę nałożyła służba celna. Kara położyłaby firmę. Knight nie dość, że stworzył specjalną grupę prawników, to powysyłał swoich najlepszych negocjatorów do Waszyngtonu, by lobbowali w jego sprawie. Sam raz w miesiącu jeździł do stolicy, spotykał się z senatorami; wywarł tak dużą presję, że karę obniżono do 9 mln dolarów. Kiedy bank obsługujący firmę odmówił jej dalszego kredytowania (uznał, że spółka, która co roku dwukrotnie zwiększa przychody, jest niebezpieczna), Knight znalazł japońskie towarzystwo kredytowe, które wzięło na siebie całe finansowanie.Jednocześnie bankowcom, którzy zamknęli jego rachunek, dał nauczkę, bo obracający miliardami Japończycy stanęli po stronie Knighta i też wycofali swoje rachunki z tego banku.

6 niech ludzie cię zaskoczą

„Jeśli czegoś nauczyłem się z niezliczonych lektur poświęconych moim bohaterom, to tego, że byli ludźmi niewielu słów. Żaden nie był gadułą. Żaden nie tracił czasu na mikrozarządzanie. Nie mów ludziom, jak mają coś zrobić; powiedz tylko, co mają zrobić, i pozwól, żeby cię zaskoczyli wynikami” – napisał Knight.

7 podążaj za swoim szalonym pomysłem

Dla duetu Knight-Bowerman największą szaloną ideą było robienie butów. Nie odrzucali z góry żadnego pomysłu. Kiedy pewnej niedzieli Bowerman siedział z żoną przy śniadaniu, zainspirowała go kratka na ich gofrownicy. A że miał w garażu kadź pełną uretanu, postanowił wypełnić nim gofrownicę. Pierwsza próba zniszczyła urządzenie. Bowerman kupił kolejną gofrownicę i znowu ją zniszczył, nie osiągając celu. Stworzył więc taki sam wzór z blachy i pojechał z nim do oregońskiej fabryki gumy. „Tam kazał go wypełnić. W domu wyciął elementy w kształcie stóp, przyszył je do biegówek i dał jednemu z zawodników. Ten zasznurował je i pobiegł w podskokach jak zając” – pisze Knight. Tak powstała słynna waflowa podeszwa, gwarantująca lepszą przyczepność do podłoża. Innym szalonym buciarzem był Marion Frank Rudy, który trafił do Knighta, by zaprezentować mu swój „szalony pomysł”, czyli wypełnienie podeszwy buta powietrzem. „Sceptycyzm w moich oczach nie zrobił na nim wrażenia. Podszedł do tablicy i zaczął pisać: liczby, symbole, równania. Wyjaśnił, dlaczego powietrze w takim bucie zadziała jak należy, dlaczego podeszwa nigdy się nie ubije, dlaczego jego odkrycie to murowa ny przełom” – pisze Knight, który nadal był nieprzekonany. Dopiero gdy Rudy powiedział, że próbował sprzedać ten pomysł Adidasowi, coś się zmieniło. „Abrakadabra, tego mi było trzeba. Wieczorem przebiegłem w tych butach sześć mil i stwierdziłem, że możliwe, iż to jest to”. Tak powstały buty Air Force, z których narodziły się air maxy. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 49/2016
Więcej możesz przeczytać w 49/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0