PiS robi papierowy zamach stanu

PiS robi papierowy zamach stanu

PiS robi papierowy zamach stanu
PiS robi papierowy zamach stanu
Jarosław Kaczyński nie ma się dokąd wycofać z polityki, ale widać po nim znużenie. Szuka momentu, który mógłby być dla niego symbolicznym zwieńczeniem. Musi znaleźć formułę zakończenia swojej aktywności – mówi prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog.

Mamy za sobą burzliwy rok 2016. Czy 2017 będzie równie burzliwy?

Te burze nie były takie silne, bo rezonans społeczny na działania PiS nie był zbyt duży. Uwadze elektoratu umyka niszczenie instytucji, zaufania i zdolności do współpracy. Byłam wstrząśnięta, kiedy podczas jednej z ostatnich miesięcznic Jarosław Kaczyński ze spokojem powiedział, że cel działania, a nie prawo jest wyznacznikiem legalności. To oznacza, że można sobie pozwolić na arogancję i arbitralność. PiS na dodatek niszczy instytucje, które mogłyby wykazywać, jak działanie podporządkowanecelowi rozjeżdża się z obowiązującym prawem. To wszystko jest bardzo groźne, ale wyborcy wydają się tego nie widzieć.

Jednak wydarzenia z tygodnia przed świętami pokazują, że niektóre działania PiS, np. próba relegowania dziennikarzy z Sejmu, wywołują w społeczeństwie silne emocje.

To, co chciał zrobić marszałek Sejmu Marek Kuchciński z dziennikarzami, albo to, co zrobił, czyli wyrzucenie posła z obrad, a potem zorganizowanie alternatywnego posiedzenia Sejmu w innej sali, było po prostu głupie. No chyba, że zrobił to w porozumieniuz Jarosławem Kaczyńskim. Wtedy jestem skłonna uznać, że to była prowokacja dokonana w celu wypróbowania techniki eliminacji części posłów, aby sprawdzić, czy można w ten sposób, przez zaskoczenie, uzyskać większość, która np. pozwoli na zmianę konstytucji.

A może to opozycja zaplanowała rewoltę, jak twierdzi PiS?

Nie. Wszystko, co się wydarzyło pod Sejmem, było reakcją na kryzys parlamentarny wywołany działaniami PiS. To Prawo i Sprawiedliwość robi papierowy zamach stanu. Wskazuje na to upór Jarosława Kaczyńskiego, który nie chciał ustąpić w żadnej sprawie. Widziałam w telewizji jego wyjazd z Sejmu, jego zastygły uśmiech i sądzę, że był to złośliwy, prowokujący zamysł. A oświadczenia z ubiegłotygodniowej konferencji prasowej o spokoju i nowym początku, w momencie gdy jednocześnie dokonywano ostatecznego zamachu na Trybunał Konstytucyjny, bo Julia Przyłębska pełniąca obowiązki prezesa Trybunału, wprowadzała nielegalnie wybranych sędziów do orzekania, wskazuje, że PiS, mówiąc o porozumieniu, kontynuuje destrukcyjne działania wynikające z poczucia słabości, a nie siły. Boją się wszystkiego, co jest od nich niezależne.

Jednak to nie PiS, tylko opozycja nawoływała do Majdanu.

To były odosobnione głosy. Nie sądzę, żeby opozycja miała takie intencje. I to nie opozycja podgrzewa ten konflikt. Ona tylko dostrzegła, że stanęliśmy w obliczu poważnego zagrożenie dla państwa. Upór PiS jest absurdalny i irracjonalny.

Co w takim razie powinna zrobić opozycja?

Po pierwsze, powinno dojść do jej konsolidacji. To już zaczęło się dziać, choć wymaga trudnych decyzji. Opozycja w następnych wyborach powinna startować z jednej listy i już teraz musi zacząć o tym rozmawiać, bo to by oznaczało, że część obecnych polityków musiałaby się pożegnać z miejscami w Sejmie. Paradoksalnie propozycja Kaczyńskiego, żeby był jeden lider opozycji o szczególnych prawach, może utrudnić to porozumienie. Poza tym powinno dojść do rekonstrukcji SLD. PiS zyskał samodzielną większość właśnie dlatego, że Sojusz wypadł z Sejmu. Problem polega jednak na tym, że mamy do czynienia z demokracją medialną. Kto jest w mediach, ten zaczyna funkcjonować, a Sojuszu od dawna w mediach nie było. Po drugie zaś, rekonstrukcja tej partii nie będzie możliwa ani z Leszkiem Millerem jako przywódcą, ani z Włodzimierzem Czarzastym, ani z Basią Nowacką, która nie czuje problemów ludzi.

To kogo pani ma na myśli?

Wyobrażam sobie, że gdyby na czele SLD stanęli tacy ludzie jak Marek Belka czy Jerzy Hausner, mający doświadczenie w łączeniu sprawiedliwości społecznej z rozwojem, to wówczas ta partia stałaby się atrakcyjna dla części wyborców PiS. Bo to właśnie Prawo i Sprawiedliwość próbuje połączyć rozwój i bardziej sprawiedliwy podział dóbr, tylko nie przyjmuje do wiadomości, jak kosztowne są wdrażane przez nich rozwiązania. Belka albo Hausner byliby wiarygodni, pokazując ekonomiczne koszta taktyki przyjętej przez PiS i przez to byliby atrakcyjni dla racjonalnych wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego zmodernizowany SLD mógłby odebrać PiS część elektoratu. Myślę, że skonsolidowana opozycja parlamentarna plus przegrupowanie w SLD oznaczałyby, że PiS nie utrzyma większości po następnych wyborach.

Czy PiS powinien stracić władzę?

Byłoby lepiej, żeby w przyszłych wyborach PiS został odsunięty od władzy. A przynajmniej opozycja powinna być bardziej konstruktywna. Bo obecna w tej swojej wiecowości, upraszczaniu rzeczywistości, skupianiu się na atakach nie trafia do obywateli. Tymczasem działalność parlamentarna PiS jest szkodliwa. Nie dotyczy to rządu, w którym jest wiele racjonalnych osób, choć ostatnio premier Beata Szydło została zmuszona do chwalenia partyjnej polityki. Wcześniej liczyłam, że dojdzie do podziału wewnątrz PiS. Rząd utraci większość i partia będzie musiała zacząć się liczyć z opozycją. Liczyłam, że skończy się milczenie posłów PiS i przyzwolenie na to, co się dzieje wokół Trybunału Konstytucyjnego. Że posłowie dostrzegą, jaką cenę przyjdzie im zapłacić za własny oportunizm i hipokryzję. Ale gra wokół sędzi Julii Przyłębskiej i jej destrukcyjnych działań, od których rozpoczęła urzędowanie w Trybunale, żeby zdobyć nominację od prezydenta Andrzeja Dudy, na to nie wskazuje.

A nie sądzi pani, że gdyby PiS ustąpił choćby odrobinę w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, to sędziowie za to poniewieranie, które im PiS zafundował, w odwecie obaliliby każdą ustawę?

Nie. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego są poważnymi ludźmi. Dbają o swoją reputację w środowisku sędziowskim, a poza tym mają wysokie standardy postępowania.

Trybunał Konstytucyjny to jest pensja do końca życia. Sędzia, kończąc w nim pracę, odchodzi w stan spoczynku. Nie musi się martwić o reputację.

Reputacja jest w człowieku i nie jest zależna od pensji. Dlatego dziwię się sędziom, którzy pozwolili się wybrać do roli dublerów, albo tym, którzy ukryli się za zaświadczeniami lekarskimi, żeby nie wziąć udziału w Zgromadzeniu Ogólnym sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Poważni ludzie, a dali się wciągnąć w awanturę. Jedynym, który mógł uratować sytuację, był prezydent Andrzej Duda.

Co mógł zrobić?

Gdy pojawiał się wakat w Trybunale Konstytucyjnym, mógł odbierać przysięgi od sędziów wybranych przez poprzedni parlament. Niestety on sam wybrał dla siebie drogę aktora – deklamuje swoje kwestie i nic za tym nie idzie. Co prawda to się ludziom podoba, ale to nie wystarcza. Dziwię się, że nie rozumie, jaki ciężar gatunkowy ma jego urząd.

Co będzie w przyszłym roku z Trybunałem Konstytucyjnym?

PiS ostatecznie zneutralizuje Trybunał i będzie udawał, że nic się nie dzieje. Zamknie temat, co ludzie przyjmą z ulgą, bo nie będą już musieli myśleć o tym konflikcie. PiS bardzo umiejętnie prymitywizuje obraz własnych działań i sprowadza je do poziomu, jaki jest przez ludzi przyswajalny. Ta sytuacja będzie groźna z punktu widzenia funkcjonowania całego systemu. Jest też szokująca dla Zachodu i Wschodu Europy. Bo nie tylko Zachód nie może się pogodzić z tym, co się dzieje w Polsce. W Rosji też dostrzegają tę wschodniość naszej sceny politycznej. Widzą, że ewolucja z komunizmu się nie udała i wcale się z tego nie cieszą. W tej chwili świat się przegrupowuje. Liczą się tylko albo silne państwa typu Stany Zjednoczone i Chiny, albo bloki takie jak Unia Europejska. A PiS poprzez swoje działania wypycha nas na peryferia Unii, gdzie nikt nie będzie się liczył z naszymi potrzebami. Tym bardziej że Polska nie jest ważnym gospodarczym graczem w Europie.

A czy opozycja nie będzie przypominała ludziom o tym, co się stało z Trybunałem?

Opozycja nie jest dość precyzyjna w pokazywaniu korzeni zachowań PiS. Po prostu się miota i z tego powodu nie jest skuteczna. Widać to również po działaniach KOD. Skala protestów jest duża, ale przemówienia liderów KOD nie porywają. Na ich twarzach widać zużycie, choć najnowszy konflikt w parlamencie być może i przed nimi otwiera nowy etap.

Czy PiS w 2017 r. będzie tracił poparcie społeczne?

Sądząc po tym, że ludzie pozwalają się tak traktować, to nie. Społeczeństwo mamy biedne. Dla ludzi 500 zł na dziecko to są poważne pieniądze. Poza tym nie do końca śledzą, co się dzieje. Nie widzą globalnych zagrożeń. Nie dostrzegają roli prawa. Zakończenie sporu o Trybunał wezmą za dobrą monetę.

Jak w takim razie miałaby zdobywać poparcie opozycja.

Jako opozycja totalna nic nie zwojują. Powinni odświeżyć swój wizerunek, sięgnąć do innego języka, pokazać, jakie są możliwe alternatywy. W przypadku PO konieczna jest wymiana pokoleniowa, bo młodzi działacze próbują coś zrobić, a starzy są mniej wyraziści. Bez tego i bez ożywienia sposobu mówienia o sytuacji Polski niczego nie zdziałają. A powinni próbować rozbić ten niebezpieczny spokój społeczeństwa.

W jaki sposób?

Można pokazywać, jakie będą konsekwencje decyzji podejmowanych przez PiS.

Jeżeli opozycja zacznie np. mówić, że program 500 plus nas zrujnuje, to na pewno nie zyska społecznej aprobaty.

Ale może mówić, co zrobić, żeby nie marnować środków unijnych. Pokazywać, jakie reformy mogłyby przynieść obywatelom oszczędności. Przykładowo płacimy dużo za energię, bo tracimy ją w procesie przesyłu. Wyobrażam sobie, że inwestycje, które ograniczyłyby te straty, byłyby działaniem na rzecz poprawy sytuacji ekonomicznej rodzin. Opozycja mogłaby też lansować odpowiedzialny sposób funkcjonowania w polityce i punktować hipokryzję oraz oportunizm PiS.

PiS jest chyba wszystko jedno, co ludzie o nim myślą.

Nieprawda. Oni też płacą wysoką cenę za taki sposób funkcjonowania, jaki został przyjęty. Miałam nadzieję, że nowym czynnikiem na scenie politycznej będzie w przyszłym roku Solidarność, ale ostatnia wypowiedź Piotra Dudy o przykrywaniu czapkami protestów ulicznych przypomniała mi czasy ZOMO…

Czy w przyszłym roku będziemy mieli powtórkę z wojny światopoglądowej? W tym roku była wojna o aborcję, czy w przyszłym będzie o konwencję antyprzemocową, którą PiS chce wypowiedzieć? Opozycja już zakrzyknęła, że jest to przyzwolenie na bicie kobiet i dzieci.

Nie sądzę, by doszło na tym tle do takich demonstracji, jak w sprawie aborcji, bo konwencja nie ma większego znaczenia. Bicie kobiet i dzieci bierze się z frustracji, biedy i lumpiarstwa, a nie z braku konwencji. Reforma szkolnictwa przygotowywana przez PiS niestety nie będzie przyczyniała się do ograniczenia przemocy domowej. Po ośmioklasowej podstawówce część młodzieży pójdzie do zawodówek i szybko trafią na rynek pracy, na niskopłatne stanowiska. Gimnazja jednak rodziły tęsknotę do wiedzy i dalszej edukacji. Dlatego ta reforma jest wsteczna i nie będzie sprzyjała zwalczaniu przemocy domowej, bo to się osiąga poprzez dążenie do wyższych standardów i poprzez budzenie aspiracji do lepszego życia.

A co z Jarosławem Kaczyńskim?

On nie ma dokąd wycofać się z polityki, ale widać po nim znużenie i sztucznie podtrzymywane emocje. Sądzę, że Jarosław Kaczyński szuka momentu, który mógłby być dla niego symbolicznym zakończeniem pewnych spraw. Takim zwieńczeniem mógłby być pomnik Lecha Kaczyńskiego w Warszawie albo odebranie z Rosji wraku samolotu prezydenckiego. Albo coś innego. Pewne jest natomiast, że dopóki dla niego samego tego zakończenia nie będzie, dopóty będą trwały miesięcznice smoleńskie i dopóty on sam będzie aktywny w polityce. W jednym z ostatnich wystąpień powiedział – zwyciężyliśmy i nadal będziemy zwyciężali. To pokazuje, że ciągle jest na ścieżce wojennej. Ale zarazem jest intelektualistą. Dlatego musi znaleźć intelektualną formułę zakończenia swojej aktywności. Równocześnie nie może sobie pozwolić na słabość, a tak PiS traktuje wszelki kompromis.

A więc prezes PiS nadal będzie pełnił funkcję naczelnika państwa?

Tak, chyba że uzna, iż jego misja została zakończona. Ale w polityce to jest prawie niemożliwe. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 1/2017
Więcej możesz przeczytać w 1/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także