Szopka polska

Szopka polska

Szopka polska
Szopka polska

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi. Chwała...

LICZNE KRZYKI Z ŁAW POSELSKICH:

Nie! Nie! Zamknąć te durne japy!

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Ale że o co w sensie chodzi, cholerka?

KRZYKI Z ŁAW OPOZYCJI:

Precz z pokojem! Precz z pokojem!

KRZYKI Z ŁAW RZĄDOWYCH:

Teraz wojna musi być, teraz wojna musi być, teraz wojna musi być!

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

A zatem trudno kolędę dośpiewać, by nie obudzić demona zniewag. Gdybyśmy może zmienili niewiele – pokój w kolędzie na mroczną celę?

PROKURATOR PIOTROWICZ:

Gdyby trzeba pisać od nowa Kolędę, by stała się narodowa, Weźcie mnie! Ja się nadaję,

od Boga mam talent, w każdej sytuacji odnaleźć się w akcji, Bo partie się zmieniają w Polski historii, a partyjni zostają, choć nie chodzą w glorii. Raz kościelne pienie, raz Międzynarodówka, teraz rap patriotyczny, potem kolęda – nówka Weźcie mnie, mnie to bierze, w co akurat wierzę i...

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Zamilknij, dzielny raperze. Światło w sejmie gaśnie i przez drzwi sekretne, w płaszcz czarny otulony, po schodkach się wespnie z tajemnych podziemi na sam środek centrum życia polskiego mężczyzna o wzroście Wołodyjowskiego!

ŚWIATŁA W SEJMIE:

Gasną.

OPOZYCJA:

Tuli się ciasno.

P I S:

Chwała na wysokości! – chciałoby się wrzasnąć

JAROSŁAW KACZYŃSKI, W ŚWIETLE TABLETU

(który trzyma Piotr Gliński)

To wrzeszczcie

P I S

„Chwa”

JAROSŁAW KACZYŃSKI

Żartowałem

P I S

Ha ha ha ha! Nareszcie!

(na melodię „Cwału Walkirii”)

Nie chcemy kolęd, życzeń, prezentów Jesteśmy Armią Niezbawienia Nie po to Pan Bóg dał nam zębiska, Aby nie szarpać co popadnie Nieustraszeni, niepoliczeni...

JOANNA SCHEURING-WIELGUS:

Kaczyński! Mandaryn chiński!

RYSZARD PETRU (półgłosem):

Nie wiedziałem, że w Chinach rosną mandarynki...

OPOZYCJA (porywa się z miejsc)

Marsz, marsz Kijowski, z ziemi wiejskiej do wioski. Za Twoim przewodem złączym się z narodem.

PIS:

Buuu...

JAROSŁAW KACZYŃSKI:

Naród to się z Was już śmieje.

OPOZYCJA:

Ogień krzepnie! Moc truchleje! PIS: Komuniści i złodzieje!

OPOZYCJA (skanduje): Moc truchleje! Moc truchleje! JAROSŁAW KACZYŃSKI:

Naród to się z Was już śmieje.

KRYSTYNA PAWŁOWICZ:

Szmatą owinięte geje!

OPOZYCJA:

Kto nie skacze, wspiera kacze, hop, hop...! Kto nie skacze, wspiera kacze, hop, hop...!

(skaczą; PiS antyskacze głową w dół)

JAROSŁAW KACZYŃSKI:

Wystarczy. Jesteście tylko gabinetem cieni. A tamci tylko cieniem gabinetu gabinetu cieni, Marząc, by chociaż zostać naćpaną hołotą lub agentami mocarstwa bardziej znaczącego niż Gabon albo chociaż Liberland. Beze mnie nic nie znaczycie. Ze mną zresztą też niewiele. Czasy przyszły takie, że władnym wskazywać, kogo wybielę, a komu i tę resztkę blasku, którą na czole tego czy tamtego widzicie, zetrzeć. Przysięgę taką niedawno poczyniłem małą, że kto nie mnie zawdzięcza drogę od bohatera do bulteriera albo odwrotnie, temu chociażby dał radę pod górę kamień wtoczyć dwustukrotnie, Śpiewać będą „Nic się nie stało, nic się nie stało”.

OPOZYCJA:

Ta dyktatura jest nie do wytrzymania! Jakby Szekspirem walił bez opamiętania!

RYSZARD PETRU:

Szekspirem? Czy ja na pewno wiem, o kogo chodzi?

GRZEGORZ SCHETYNA:

Gdy tylko Ryś się odezwie, czuję w sercu miodzik.

KOBIETY OPOZYCJI:

Dość chłopskich pogrywań, wstajemy, dziewczyny. Minęła epoka pojedynków rycerzy, dzisiaj szeregi kobiet jak czarna stal zimnych uwolnią z zamkowej wieży nadobną księżniczkę: Konstytucję.

KRYSTYNA PAWŁOWICZ:

Szpetną ma ona gębę jak wrzód na dooppie!

KOBIETY OPOZYCJI:

I licznych innych więźniów sumienia, a już to Trybunału orzeczenia...

BEATA SZYDŁO:

Na serwetkach spisane smędzenia osób zgromadzonych prywatnie.

KOBIETY OPOZYCJI:

Drukuj, Beato! Bo się ksero zatnie.

DOROTA RABCZEWSKA:

Hej, hej! Kto tu mówił o dooppie? Mnie ten temat akurat rajcuje okrutnie.

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Przybieżeli do Betlejem pasterze, z tym że nie oni, lecz ona, nie pasterka, lecz pozerka, nie do żłobka, lecz do żłoba,

i to na Wiejskiej, nie w stajni betlejemskiej. Taki to efekt naszych starań: Chcemy dobrze, wychodzi Narodowe Radio Erewań...

DODA

(na melodię „Filon i Lura”):

Pewno z powodu IQ ilorazu wysokiego niesłychanie posłowie mruczą w uszko oferty. Po prostu wielkie mam branie. I takie tego rejwachu skutki bywają nieoczekiwane, że gdy z sukienki wyskoczą...

JAROSŁAW KACZYŃSKI:

...ramiona.

DODA:

Mówi o mnie cała Wiejska.

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Ależ czujny ten Jarosław! Jakiż on ma refleks! Tylko inna sprawa, że nie taki on ekspert od Spraw Tych jak pewien internauta z Krakowa.

PREZYDENT DUDA:

Hej, hej, potrzebny jestem, ktoś mnie woła?

PIS:

Nie, kochany, lecz obiecujemy kilka Ci adresów dorzucić do sieci, zanim zaśniemy.

EWA KOPACZ:

Ha! Ha! Spójrz na mnie, na Twoje miejsce to właśnie ja przybędę.

PREZYDENT DUDA (półgłosem):

... oby jak najszybciej...

EWA KOPACZ:

Stratuję kolegów z uśmiechem

PREZYDENT DUDA (półgłosem):

... znowu, wygram, nieszczęsny...

EWA KOPACZ (na melodię przeboju „My, Słowianie”):

Mam ja przepis na wygranie, co mi dała znajoma. To świąteczne gotowanie, lubisz TY, lubię ja. Do wielkiego garnka z dykty wrzucam 1500 plus Węgiel i marihuanę, i Schetynę – ach ten plusk! Doprawiam polskim cukrem, kodem, morzem i fotką, na niej toples się bawię z zakonnicą i uchodźcą, a gdy wywar się gotuje, z magicznego kota wąs...

(przerywa)... Magicznego kota...

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Skąd wziąć słowa godne opisać to, co widzą nasze wielekroć przecierane ze zdumienia oczy? Czy jest na świecie język, który umiałby oddać szybkość i wagę doniosłych chwil, które ziemię poruszają – i karty historii? Oto kątem swego walecznego oka Ewa Kopacz prędkonoga ujrzała sławnego kota oddanego sercem i wolą swemu panu, prezesowi Kaczyńskiemu. Nieszczęsne stworzenie! Jeszcze spokojnie ziewa, nieświadome niczego, jeszcze waha się, czy swoje wypoczęte ciało ułożyć na fotelu marszałka Sejmu, na którym lędźwie niechybnego liftingu dostają, czy może na butach lec struchlałego i wielekroć w tej roli sprawdzonego marszałka, a przecież już oko Kopacz niedościgłej spoczęło na nim, jak ręka drwala obejmującego siekierę. Już nigdy kot nie będzie tym samym kotem, kiedy Kopacz uskrzydlona puści się pędem w kierunku tak bardzo ukierunkowanym, że zorientowała się kocina, co się święci, a mianowicie kotołapanie. Zadrżała sejmowa ziemia! Kot wrzasnął – i różnie ludzie mówią, jedni, że „Kopacz! Aaaa!”, inni, że „O rety!”, inni jeszcze, że wyraz nieparlamentarny (co oznacza dzisiaj w polskim Sejmie, że już raczej parlamentarny właśnie) wymknął się kotu z przerażonego pyszczka – dość że echo jeszcze nie 

ucichło donośnego miauku, gdy kot pęd ucieczki był zastosował. Co jest pewne, że prezes nie drgnął nawet, lecz półgłosem ku swoim rzucił: „Nikt kota mego nie obroni?”. I byliby się wszyscy pewno rzucili dla czworonoga ratowania, jak sławny hetman Czarnecki, który w podobnych okolicznościach to nawet wrócił się przez morze, lecz wtem natenczas znienacka premier szpilkonoga Beata Szydło ręce uniosła jak Witold na sławnym obrazie mistrza Jana o wiktorii grunwaldzkiej (wielki ten obraz, ma niestety zostać schowany, gdyż dopatrzono się podobieństwa Zawiszy Czarnego do agenta „Bolka”, wielce w XV w. aktywnego) i lud pisowski wstrzymała, sama przeciw chyżej Kopacz ruszając. Głosy kota, byłej premier i premier obecnej zmieszały się i skrzyżowały, sądzić też można, że nie tylko głosy, ale i pięści, i kły, i pazury, chociaż zaznaczyć trzeba, że kot, przez swego pana nauczon dwornych zachowań, ciosy rozdając uważał, aby twarzy nie drapnąć, skoro przyszło mu o życie i wolność walczyć z damami. Niedługo czekać trzeba było, by widzowie, którym nie dane było zakosztować fizycznej przyjemności walki, w kibiców chociaż się zamienili. „Ewka, dawaj, dawaj!” – rychło dało się słyszeć, „Beata, Beata!” – niosło się w odpowiedzi. I półokrągła sala sejmowa, która niejedno już widziała blokowanie i niejedną Szczerbę, a nawet czarcią kartkę z napisem „Wolne media” (co w niektórych krajach oznacza „Solówa, zgago!”, a w innych „Już ci nie staje”), dołożyła do swoich dziejów także rozgrywkę w kotołapanie, przy której, jak twierdzą liczni znawcy, wrestling to kakao popijane przez słomkę. I trzeba było widzieć ulgę na obliczu prezesa, kiedy cokolwiek zestresowane, ale przecież żywe zwierzę przyniosła mu na ramionach Beata w szpilkach. Gratulacjom i wiwatom nie było końca, a przecież

i druga strona niemal w tan radości uderzyła i do byłej premier podbiegła, kiedy pokazała ona w ręku ukryty wąs koci, przyczynę całego tego politycznego dyskursu. Z radości powszechnej, jedna tylko, skłonna do refleksji i głębokich wzruszeń postać wyłamała się, samotnie siedząc w sejmowym krzesełku...

GRZEGORZ SCHETYNA:

Nie może być tak, by dziejów tik-tak wybił mojej przygody kres. Tyle lat starań, bez przebaczania, lat kołatania do Waszych serc. Przyjść musi w końcu czas wypłacania przez fortunę należnych diet. Jednego wodza już przeczekałem. Wodzinę przeczekałem też. A teraz chcę tylko jedną teczuszkę. Tak, najpiękniejszą z tek, tekę premiera. A że wiadomo, premier mniej może zwykle, niż chce? Mam na to sposób. Nauczył mnie Donald – za dużo nie rób, a chciej jeszcze mniej. Donald wprowadził modę na sukces, Sukcesem samo bycie jest.

PAWEŁ KUKIZ (wbiega na salę):

Przepraszam, przepraszam, samolot z Wrocławia, budzik, smartfon, wyładowanie, no i o co chodzi, czy było już jakieś głosowanie i gdzie są wszyscy?

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Twoi ludzie, Pawle Kukizie, z Sejmu pierwsi wymknęli się. Nie bardzo wiedzieli, czy są za PiS-em, czy może nie. W domu czekają świąteczne sprawy, więc delegację jak najszybciej podstemplowali... I patrz, przykład dali, by spieprzyć z sali, choć nieskończone przedstawienie.

Reszta rusza do kolumnowej biegiem, gdyż sequel bitwy warszawskiej ma kręcić sam reżyser Krauze, jak nam się wydaje.

ŚWIĘTY MIKOŁAJ:

Stać! Stać, hultaje! Mam ja coś dla Was, chociaż w sumie to od Was chyba jest człowiek ten!

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

Któż się mógł spodziewać, że Mikołaj zdradziecki wyjmie z worka nie prezent, lecz... No, nie, to Morawiecki! Pan prawie że premier.

ŚWIĘTY MIKOŁAJ:

Precz! Chciał mi z worka wszystkie prezenty wyjąć i z nimi zbiec.

MATEUSZ MORAWIECKI:

A niby skąd wziąć miałem? Na dzieci, emerytów, wieś polską, kobiety, belfrów i górników? Dla rodziców i młodych, co by mieszkać chcieli, na kanał dla Wiślanej Mierzei? Ulgi, dotacje i administrację, zbrojenia, drony, androny, wiedźmina i dolinę elektryczną. Rozwój szeroko, bardzo szeroko rozumiany i powszechny dobrostan ludzi Dobrej Zmiany? Przepraszam, Mikołaju, że się połaszczyłem, lecz nie dla siebie, dla kraju, dla Polski użyłem.

CAŁA SEJMOWA SALA:

Ach, on zabierał Unii. Nie kradnie, kto czerpie z tej studni. Pan Bóg narodom cokolwiek ułomnym dał moc przelewania z pustego w próżne. Panie Mikołaju, daj mu rózg ze trzydzieści I puść wolno, niech nas chlapaniną cieszy.

CHÓR KIBICÓW „BLACHA”:

A wy trochę w wojnie wykażcie umiaru, by Pan Bóg unijnego nie zakręcił kranu.

WSZYSCY:

Podnieś rękę, Boże dziecię, błogosław Ojczyznę miłą. W dobrych radach, w dobrym bycie wspieraj jej siłę swą siłą. Dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami! A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami...

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 1/2017
Więcej możesz przeczytać w 1/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • WARIOGRAF IP
    będę przypominać słowa
    1. S. Niesiołowskiego (PO): „TO CO PAN ROBI JEST PRZEJAWEM CHULIGAŃSTWA POLITYCZNEGO”, … „NAŚLADUJE PAN LEPPERA I SKOŃCZY PAN JAK LEPPER” – np. tutaj:

    2. a także B. Komorowskiego:

    Czytaj także