Opozycja skazana jest na porażkę

Opozycja skazana jest na porażkę

Opozycja skazana jest na porażkę
Opozycja skazana jest na porażkę
Mamy do czynienia z obroną klasy średniej, konfliktem pomiędzy ludźmi nastawionymi liberalnie i bardziej tradycyjnymi – mówi prof. Rafał Chwedoruk.

Czy obecny kryzys parlamentarny to poważna sprawa, czy przejściowe turbulencje?

Nie widzę w nim niczego nadzwyczajnego. 10 lat temu miał miejsce pierwszy etap wielkiego konfliktu społecznego i politycznego, symbolizowanego przez PO i PiS, który ujawnił osie podziałów w społeczeństwie, m.in. na beneficjentów transformacji ustrojowej oraz globalizacji i poszkodowanych. Dziś obserwujemy kolejną odsłonę tego konfliktu wzmocnioną faktem, że po ośmiu latach rządów PO i PSL utraciły władzę. W takiej młodej demokracji jak nasza musiało to wywołać turbulencje polityczne. Co prawda obrona klasy średniej przed perspektywą zmiany społecznej była w XX i XXI w. jednym z czynników napędzających koło historii. Warto jednak zaznaczyć, że podobne konflikty można znaleźć w Ameryce Łacińskiej, ale też Rumunii, na Słowacji czy w Czechach.

A więc to, z czym mamy do czynienia pod hasłem obrony demokracji, jest obroną pozycji klasy średniej?

– Oczywiście, choć w naszym dyskursie politycznym to pojęcie jest bardzo nieprecyzyjne. Kiedyś zrobiono badania, z których wynikało, że duża część biedniejszych Polaków, a więc obiektywnie z klasy niższej, postrzegała siebie jako klasę średnią. Ale to jest też konflikt między centrum a peryferiami kraju, konflikt kulturowy pomiędzy ludźmi nastawionymi bardziej liberalnie, aspirującymi do społeczeństwa otwartego a tymi, którzy są nieco bardziej tradycyjni i nieskorzy do akceptacji gwałtownych zmian obyczajowych. A na to wszystko nakłada się jeszcze klasyczny konflikt dystrybucyjny, ponieważ każda zmiana w polityce społecznej dla jednych oznacza korzyści, a dla innych stagnację bądź straty.

Ale co to ma wspólnego z okupacją sali plenarnej czy z demonstracjami w obronie Trybunału Konstytucyjnego?

Opozycja próbuje po prostu z danego tematu uczynić główną oś sporu i wpisać ją w stereotyp autorytaryzm – demokracja. Te działania spotykają się z aprobatą i silnym wsparciem dużej części elit opiniotwórczych. Sprawa zostaje nagłośniona, dzięki czemu wydarzenia zyskują chwilową dynamikę. Rządzący podejmują – albo nie – jakieś kontrdziałania. A po pewnym czasie się okazuje, że temat nie jest specjalnie nośny społecznie, jest zbyt abstrakcyjny i mobilizuje tylko tych, którzy i tak są a priori przeciwni władzy PiS. Opozycja przegapia moment, w którym PiS jest najbardziej skłonny do ustępstw, czyli na początku konfliktu albo w jego środkowej fazie, i jest skazana na przegraną.

A kiedy był ten moment skłonności PiS do kompromisu?

Jeżeli chodzi o Trybunał Konstytucyjny, to w pierwszej połowie minionego roku. PiS był gotowy pójść na duże ustępstwa, zależało mu na wzmocnieniu legitymacji władzy w przestrzeni międzynarodowej. Analogicznie teraz, gdy parlamentarzyści PiS wycofali się z rygorów dotyczących pracy mediów w Sejmie, opozycja powinna była zakończyć protest pod hasłem, że oto pod koniec roku odniosła zwycięstwo, i to w bardzo newralgicznej sprawie. Nie skorzystała z tego, a nawet eskalowała działania i w rezultacie protest w obronie mediów przerodził się w groteskę w postaci happeningowego aspektu okupacji sali obrad. Można odnieść wrażenie, że odległość między rzeczywistością a myśleniem najradykalniejszych polityków opozycji jest tak wielka, jak od wybrzeży Portugalii do Madery.

Złośliwiec z pana. Nawiązuje pan do wypadu Ryszarda Petru w przerwie walki o demokrację.

Jeżeli ktoś jest zawodowym politykiem, pochodzi z wyboru, żyje z pieniędzy podatników i zaufania wyborców, chce być prezydentem lub premierem, to musi mieć świadomość, że jest na polu walki 24 godziny na dobę. W Polsce sfera prywatności polityka jest bardzo szeroka. Jesteśmy społeczeństwem łagodnym, nie wchodzimy z butami w prywatne życie polityków, ale im ktoś ma większe aspiracje, tym ta sfera staje się mniejsza. Donald Tusk świetnie to rozumiał i po mistrzowsku wygrywał. Im większe miał aspiracje, tym więcej pokazywał życia prywatnego. Ale w Polsce prawie w każdej kadencji Sejmu pojawia się ugrupowanie, w którym kluczowe role odgrywają polityczni amatorzy i w większości przypadków mają oni olbrzymi problem z adaptacją do sprofesjonalizowanej polityki. Tak było z Samoobroną, Ruchem Palikota, a teraz z Nowoczesną. Miały one bardzo wysokie notowania sondażowe, ale dwa pierwsze nie zdołały utrzymać swojego miejsca na scenie. Nowoczesna może powtórzyć ich drogę.

Wróćmy do kryzysu parlamentarnego. Skoro opozycja przegapiła moment, by wycofać się z konfliktu z honorem, co dalej? PiS weźmie ją na przetrzymanie i zostanie cichym zwycięzcą?

Wszystko na to wskazuje. I to może być zwycięstwo długofalowe. Takie ugrupowanie antyestablishmentowe jak PiS, jeżeli już dochodzi do władzy i przeprowadza przynajmniej część obiecanych reform, rządzi długo. Trudno policzyć, ile wyborów wygrały Fidesz Viktora Orbána na Węgrzech, ugrupowania Roberta Fico na Słowacji czy rumuńscy socjaldemokraci, którzy odnieśli wielki sukces, choć mieli na koncie ciąg afer. W Polsce też możemy ten scenariusz przerobić, zwłaszcza że opozycja bardziej się dzieli niż jednoczy, mimo deklaracji.

Ależ ma pan czarne prognozy dla opozycji. Ale mnie interesuje, co się wydarzy w najbliższych dniach. W środę rozpoczyna się posiedzenie Sejmu. Opozycja zamierza okupować mównicę, a PiS gotowy jest obradować w Sali Kolumnowej. Będziemy mieli dwa Sejmy?

Nie, zwłaszcza po historii z Maderą. Ten protest już ma apogeum ze sobą. Problem opozycji polega na tym, że nie wie, jak się z niego wycofać. Bo PiS nie będzie tak szczodry, jak byłby pod koniec roku, a kierownictwo PO zdaje sobie sprawę, że dla tej partii jest to droga donikąd. To jest partia statecznych mieszczan, urzędników, przedsiębiorców, którzy chcą efektywnej walki z PiS, a nie polityki studenckiej, czyli używania cały czas wielkich słów, stawiania maksymalistycznych celów bez oglądania się na realia i działalności akcyjnej. Liberalni mieszczańscy wyborcy PO byli przez całe lata socjalizowani w negacji do tego typu zachowań. Ten protest już dawno by się zakończył, gdyby nie desperacka walka o przeżycie zwolenników Donalda Tuska wewnątrz Platformy.

Kilkunastodniowa okupacja sali plenarnej Sejmu to efekt walki o władzę w Platformie?

Widać to po aktywności medialnej polityków Platformy. W większości przypadków główne role grają ci, którzy byli związani z Donaldem Tuskiem. Również budzące kontrowersje wypowiedzi i zachowania były udziałem głównie osób bliższych Tuskowi. Wiadomo, że w kolejnych wyborach PO zdobędzie mniej mandatów, a więc dla ludzi Tuska zabraknie dobrych miejsc na listach. Ich jedyną szansą jest osłabienie Platformy i stworzenie jakiejś formy zjednoczonej opozycji, w której to nie szefowie partii, tylko pozapolityczne autorytety będą wyznaczały miejsca na listach. To sprawia, że Nowoczesna, chcąc nie chcąc, uczestniczy w tej eskalacji.

Obecny protest szkodzi PO?

Tak. Bo sytuacja, w której byli ministrowie, marszałkowie Sejmu, wicepremierzy siedzą w przyciemnionej, nieogrzewanej sali sejmowej, niezbyt przemawia do elektoratu PO. Niestety, nie każdy popis wokalny musi się przełożyć na głosy antypisowskich wyborców. Na dodatek nic nie wskazuje na to, by opozycja dokonała pozytywnego przełomu. Teraz chodzi tylko o to, żeby nie doszło do takich obrazków jak po strajku 1988 r., kiedy czołowi politycy solidarnościowi wychodzili, trzymając się za ręce, w sytuacji gdy ich protest nie przyniósł żadnych efektów, tylko pokazał ich bezsilność. To zresztą była jedna z genez okrągłego stołu.

Lepszego wyjścia nie ma?

Nie. Żadne wyjście nie będzie dobre. Jeżeli opozycja znajdzie jakiś nowy temat, gwałtownie nagłośniony, to być może część opinii publicznej zapomni o okupacji Sejmu. Przykrycie tego tematu jest jedynym rozsądnym wyjściem. I to jest symbol minionego roku. Strategia polaryzacji sceny politycznej przyjęta przez opozycję nie dała jej nic. Wiara w łatwe odsunięcie PiS od władzy poprzez uliczne manifestacje i przetasowania personalne na sali sejmowej okazała się złudna. Opozycja jest dokładnie w tym samym miejscu co tuż po wyborach. Rządzący też bardzo do przodu nie poszli, ale mają władzę i dlatego ich sytuacja jest korzystniejsza.

Pan to analizuje tak chłodno, a na scenie politycznej i w mediach nieustannie słyszymy o podpalaniu Polski, o Majdanie, o puczu.

Żyjemy w czasach inflacji wielkich słów. Przyrównywanie sytuacji w Polsce do faszyzmu uwłacza milionom ofiar prawicowych dyktatur w Europie. Porównywanie protestów przed Sejmem do Majdanu też jest niebezpieczne, bo jednak w kategoriach formalnoprawnych był to nielegalny przewrót z użyciem przemocy. W kategoriach ideologicznych fundamentalną rolę odegrały w nim środowiska jawnie odnoszące się do totalitaryzmu. Na dodatek los Ukrainy po Majdanie nie napawa optymizmem. Przenoszenie tego na polski grunt jest przejawem nieodpowiedzialności. Na dodatek odbywa się to poza młodym pokoleniem. Dlatego mam wrażenie, że obecna sytuacja to jest pojedynek derbowy grup społecznych średnio starszego pokolenia.

Tak kiedyś powiedział Jarosław Kaczyński o Józefie Oleksym. Ale moje pytanie brzmi: mamy zamach na demokrację czy go nie mamy?

Im częściej mówimy o zamachu na demokrację, tym bardziej go nie mamy. Bo skoro możemy o tym mówić, nawet nawoływać do Majdanu i nie ma żadnych skutków takich zachowań, to nie da się utrzymać tezy o zamachu na demokrację. Opozycja powinna się zdobyć na głębszą refleksję. Trop gabinetu cieni był racjonalny. Jeżeli ktoś rzeczywiście chce się przeciwstawić PiS, to powinien podjąć trudną, żmudną, nie zawsze interesującą media pracę recenzenta poczynań rządu. Przecież dziś nie wiemy, czy opozycja jest za 500 plus, czy przeciwko temu programowi, jaki jest jej stosunek do płacy minimalnej, co zrobi z wiekiem emerytalnym, w razie gdyby przejęła władzę, czy będzie próbowała odwracać reformę systemu oświaty PiS. Taka opozycja byłaby dla PiS dużo trudniejsza, bardziej elastyczna i podważająca efektywność sprawowania władzy, a nie, jak to jest dotąd, głównie sam fakt sprawowania władzy. Dalsza konfrontacja może w Polsce stworzyć jeszcze w tej kadencji Sejmu przestrzeń dla trzeciej, antysystemowej siły, która by się opierała głównie na młodych pokoleniach. To byłoby poważne zagrożenie. Dla wszystkich. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 2/2017
Więcej możesz przeczytać w 2/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1

Czytaj także