Jak się zarabia na smogu

Jak się zarabia na smogu

Jeden sprzedaje maski przeciwpyłowe, inny tlen w puszkach. Wszyscy chcą zarobić na brudnym powietrzu i mieć z tego czysty zysk.

Ze względu na ogromną liczbę zamówień informujemy o możliwych opóźnieniach w dostawie przesyłek nawet do dwóch dni”. To pierwsza informacja, jaką przeczytamy po wejściu na stronę firmy Dragon, krakowskiego sprzedawcy masek antysmogowych. Dzwonimy do przedstawiciela handlowego. – Wie pan, chętnie bym pogadał, ale jestem w trasie. Jadę po towar do Gdyni, bo już mamy pustki w magazynie – mówi Paweł Puchała. Podaje nam numer do koleżanki z pracy. – Czegoś takiego się nie spodziewaliśmy. Wczoraj mieliśmy 200 zamówień. Wcześniej było po kilku klientów dziennie. Jakieś szaleństwo – mówi Ewa Socha. To Małopolska, teraz Śląsk. – Proszę, nie teraz. Mam kolejkę klientów przed sobą. Może pan zadzwonić jakoś po 16, kiedy zrobi się tutaj trochę luźniej? – odpowiedziała na mój pierwszy telefon Magdalena Janusz. Pracuje w zabrzańskiej firmie sprzedającej oczyszczacze powietrza. – Dzisiaj to był jakiś szał. Obsłużyłam kilkadziesiąt klientów. Normalnie jest kilku. – mówi już po południu. Kiedy tydzień temu media zaczęły informować o tym, że normy zanieczyszczenia powietrza zostały u nas przekroczone nawet o kilkaset procent, efekt mógł być tylko jeden. Rekordowy wzrost zamówień u wszystkich antysmogowych biznesmenów. Sprzedają filtry, maski antypyłowe, oczyszczacze powietrza, nawet tlen w sprayu. I wszyscy szykują się na rekordowe zyski.

Ludzie bez twarzy

Jan Maciantowicz wpadł na pomysł sprzedaży masek antysmogowych jeszcze w 2015 r. – Zaczęliśmy się interesować tematem w październiku, a w listopadzie 2015 r. Kraków ogłosił alarm smogowy. Wstrzeliliśmy się idealnie, ale trochę przypadkowo – mówi. Ściągnął do Polski brytyjskiego producenta masek Respro. Marka jest już na rynku od 23 lat i oferuje specjalistyczne maski do uprawiania sportu. Składa się z neoprenowego pasa opinającego twarz. Pod spodem filtr, który ma wychwytywać nawet 99 proc. pyłów. W takiej masce można spacerować, ale też biegać, jeździć na rowerze, uprawiać sport. Sportowiec się nie dusi, tylko swobodnie oddycha tak, jakby żadnej maski w ogóle na sobie nie miał. Na taki pomysł wpadł przed laty Harry Cole. Projekt pierwszej maski był pracą zaliczeniową z designu przemysłowego, który Cole studiował w Londynie. Na uczelnię dojeżdżał motocyklem. Miał dość spalin i pyłu, które wpadały mu do ust i nosa. Wymyślił więc maskę z wymiennymi filtrami, którą sprzedaje dzisiaj w najbardziej zanieczyszczonych miastach świata. Maski od Maciantowicza kosztują od 175 do 280 zł. Do tego dochodzą filtry (cena 95-125 zł za dwie sztuki w opakowaniu), które trzeba wymieniać po 70 godzinach aktywnego używania maski. Są ich trzy typy: hepatype wychwytujący cząsteczki stałe, filtr węglowy zabezpieczający przed szkodliwymi związkami chemicznymi i filtr kombinacyjny łączący w sobie cechy jednego i drugiego. – W przypadku smogu najlepiej wybrać kombinacyjny, a dla mieszkańców mniejszych miast, gdzie nie ma tyle spalin wystarczy hepatype – radzi Maciantowicz. Zaczynał od sprzedaży masek w kilku punktach. Dzisiaj w 60 sklepach sprzedaje od tysiąca do 2 tys. masek miesięcznie. Socha z krakowskiego Dragona też sprzedaje maski. Własny projekt, wykonawca z Chin. Oprócz masek sportowych za 129 zł za sztukę sprzedają też maski casualowe (99 zł/szt.), czyli takie do noszenia na przykład na ulicy. Ona sama nie wierzyła w ich skuteczność do czasu, kiedy zaczęła zakładać maskę przed dojazdem rowerem do pracy. – Ustał kaszel, ustał katar. Złośliwi powiedzą, że to przez to, że mam zasłonięte usta, ale kiedy wymieniałam filtr w masce i zobaczyłam, jak wygląda po użyciu, to zmieniłam zdanie – opowiada.

Wdechy z puszki

Są też tacy, którzy potrzebują szybkiego efektu. Po prostu sztachnąć się świeżym powietrzem, kiedy za oknem smog. Jacek Stajerski z OxyWatt sprzedaje więc ludziom tlen w puszce. – Pięć głębokich wdechów powoduje, że czujemy się lepiej. Tlen trafia do mózgu i mięśni, zwiększa się poziom koncentracji i jesteśmy zdolni do większego wysiłku fizycznego – tłumaczy. Żeby było przyjemniej, powietrze w puszce ma smak mięty albo grejpfruta. Jeden pojemnik wystarcza na 100 wdechów. Ponoć nie uzależnia. Stajerski sprzedaje zapuszkowany tlen w sklepie internetowym i sieci sklepów sportowych Matras. Celował głównie w sportowców. Tlenu w puszkach używają już kajakarz Wiktor Chabel, sprinterka Monika Szczęsna, piłkarze z Zagłębia Sosnowiec. Trwają rozmowy z Wisłą Kraków. Ale rzeszę klientów przywiał też smog. – Mieszkańcy dużych miast skarżyli się na bóle głowy, apatię, problemy z oddychaniem. Polecamy im nasz produkt – mówi Stajerski. Efekt? Tylko w ciągu dziesięciu pierwszych dni stycznia sprzedali 3 tys. opakowań sprężonego tlenu po 18,99 zł za sztukę. To 70-procentowy wzrost w porównaniu z okresem, kiedy o smogu nie mówiło się w ogóle. Ci, którzy chcą oddychać czystym powietrzem cały czas, idą dalej.

Filtrowanie smrodu

Tomek Siedlecki, dyrektor marketingu w RTV Euro AGD: „Oczyszczacze wprowadziliśmy do sprzedaży po raz pierwszy dziesięć lat temu. Od stycznia bieżącego roku zainteresowanie wzrosło ok. 1000 proc.”. Michał Mystkowski z Media Expert: „W 2016 r. segment oczyszczaczy powietrza był u nas jednym z najszybciej rosnących”. Magdalena Janusz, która od pięciu lat sprzedaje w Zabrzu oczyszczacze i jonizatory, mówi, że ceny takich urządzeń wahają się od tysiąca do nawet 4 tys. zł. Najczęściej wybierane są modele za ok. 1,2 tys. zł. Na co zwracać uwagę przy zakupie? Przede wszystkim na wydajność podawaną w metrach sześciennych albo kwadratowych.

Ważne są też rodzaje filtrów. Powinien być filtr HEPA, który wyłapuje groźne pyły, oraz filtr węglowy, który oczyszcza powietrze ze spalin i nieprzyjemnego zapachu. Trzeba też konserwować filtry. Ich żywotność jest obliczana na rok do dwóch lat. Koszt wymiany stanowi od 10 do 20 proc. wartości całego urządzenia. Pytam wszystkich przedsiębiorców z branży antysmogowej, czy boom na świeże powietrze będzie trwał. Antysmogową biznesmenką została nawet Agnieszka Liszka-Dobrowolska, była rzeczniczka Donalda Tuska. Założyła sklep, w którym sprzedaje maski, mierniki czy oczyszczacze powietrza. W internecie co jakiś czas publikuje zdjęcia, jak mierzy czystość powietrza w Podkowie Leśnej czy Milanówku pod Warszawą. Wszyscy, z którymi rozmawiałem, przytakują: „Tak, hossa będzie trwać”. Ale mówienie o optymistycznej przyszłości nazywają konfliktem interesów. Oni smogu nie wyeliminują. Pomogą jedynie go jakoś przeżyć. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 3/2017
Więcej możesz przeczytać w 3/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także