Wszyscy ludzie prezydenta

Wszyscy ludzie prezydenta

Stare zdjęcie Lecha Wałęsy
Stare zdjęcie Lecha Wałęsy / Źródło: Wikimedia Commons / Giedymin Jabłoński
Postkomuniści wykorzystywali Lecha Wałęsę do uszlachetniania własnych życiorysów, ludzie Solidarności – do osobistych karier.

Ekspertyza grafologiczna materiałów z teczki TW Bolka, pochodzących z prywatnych zbiorów Czesława Kiszczaka, jest jednoznaczna – podpisy pod zobowiązaniem do współpracy i pod pokwitowaniem odbieranych pieniędzy są podpisami Lecha Wałęsy. Obrońca Lecha Wałęsy, mec. Jan Widacki, zasugerował jednak, że opinia biegłych może być sfałszowana. A polityczni przyjaciele noblisty dają do zrozumienia, że sprawa teczki Wałęsy może być używana do przykrycia niecnych sprawek obozu rządzącego. To z pewnością miła dla byłego prezydenta interpretacja, choć on najlepiej wie, że dzisiejsi przyjaciele w przeszłości byli jego zaprzysięgłymi wrogami, a dzisiejsi prześladowcy – politycznymi przyjaciółmi. Wszystko zależało od okoliczności. W blasku bijącym od Lecha Wałęsy, legendarnego przywódcy pierwszej Solidarności, lidera strajków, które doprowadziły do podpisania porozumień sierpniowych, laureata Pokojowej Nagrody Nobla i wreszcie pierwszego wybranego w powszechnych wyborach prezydenta, próbowało się ogrzać wielu polityków. Wielu usiłowało wykorzystać jego kapitał polityczny, nie martwiąc się, że przy okazji go trwonią. Dla niektórych, np. dla Mariana Krzaklewskiego chcącego przejść śladem Wałęsy drogą od lidera związku do prezydenta, okazał się niedościgłym wzorem.

Przepustka do polityki

W 1989 r. zdjęcie z podobizną Lecha Wałęsy było dla działaczy opozycji przepustką do Sejmu. Kto go nie miał, mandatu nie zdobywał, więc fotografowali się wszyscy, którzy kandydowali do Sejmu i Senatu z list Komitetów Obywatelskich. Przyjaźń w obozie solidarnościowym nie trwała jednak długo. Pierwszy związkowiec Solidarności po wyborach stał się pełnokrwistym politykiem, mimo że sam o mandat nie walczył. To on zdecydował, że Tadeusz Mazowiecki zostanie premierem, a potem odebrał „Gazecie Wyborczej” znaczek Solidarności, rozpoczynając wojnę na górze ze środowiskiem popierającym premiera, później tworzącym Unię Demokratyczną. Bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy, wspierając Wałęsę w jego drodze do prezydentury, zbudowali Porozumienie Centrum, a potem grali pierwsze skrzypce w jego otoczeniu. Jarosław był szefem Kancelarii Prezydenta, a Lech szefem BBN. Choć dziś Jarosław Kaczyński odżegnuje się od Wałęsy, a były prezydent wyłącznie źle wypowiada się na temat byłego szefa swojej kancelarii, to jednak każdy, kto pamięta początek lat 90., wie, że Kaczyńscy mieli potężną pozycję na scenie politycznej właśnie dzięki stanowiskom u Wałęsy. Co prawda szybko poróżnili się z prezydentem, gdy się okazało, że polityczne przyspieszenie, o którym przywódca Solidarności mówił w kampanii, nie będzie miało miejsca. W czasie pięciu lat prezydentury Wałęsa skłócił się zresztą z niemal całym środowiskiem solidarnościowym i dopiero wizja wygranych wyborów przez postkomunistycznego polityka Aleksandra Kwaśniewskiego sprawiła, że obóz Solidarności na krótko ponownie skupił się wokół Wałęsy.

Okres prezydentury Wałęsy nie poddaje się jednoznacznej ocenie. Używając powiedzenia samego bohatera – miał on plusy dodatnie i ujemne. Do dzisiaj – w zależności od tego, z kim się rozmawia – można usłyszeć pod adresem Wałęsy wiele pochwał albo wiele zarzutów. Rację mają ci, którzy uważają, że niektóre jego zachowania były co najmniej dziwne, np. zapowiedź wzmacniania lewej nogi, czyli wpierania partii konkurencyjnych dla własnego obozu politycznego, odegranie kluczowej roli w odwołaniu rządu Jana Olszewskiego, a także rozwiązanie Sejmu po upadku rządu Suchockiej. Politycy wywodzący się z Solidarności do dzisiaj uważają, że gdyby Sejm I kadencji miał szansę pracować przez cztery lata, to SLD być może nie doszedłby w ogóle do władzy, a Aleksander Kwaśniewski nie zostałby prezydentem na dwie kadencje. A więc nasza historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Niestety, nie da się tego zweryfikować.

Od nogi do przyjaźni

Z drugiej strony w czasie rządów SLD-PSL Wałęsa też próbował zdestabilizować parlament, np. zwlekając z podpisaniem budżetu i na tej podstawie wywodząc swoje prawo do rozwiązania parlamentu, do czego przy powszechnym sprzeciwie całej klasy politycznej ostatecznie nie doszło. Poza tym Wałęsa działał na rzecz wycofania wojsk radzieckich z Polski, co było priorytetem rządów solidarnościowych na początku lat 90. Osobiście też zabiegał o redukcję polskich długów z czasów PRL. Miał więc swoje zasługi, o których dziś nie chce się pamiętać. Z obozem postkomunistów zaś miał na pieńku, gdy wybuchła afera Olina, która zmiotła z urzędu premiera Józefa Oleksego. Wałęsa miał też uraz do Aleksandra Kwaś niewskiego, który pokonał go w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego. Słynne było powiedzenie Wałęsy po debacie z Kwaśniewskim:„Temu panu to mogę podać wyłącznie nogę”. Obaj politycy pojednali się podobno już w 1999 r., gdy Polska wchodziła do NATO, ale Polacy zobaczyli tę zgodę w 2005 r., gdy Kwaśniewski, wówczas jeszcze prezydent, został zaproszony na imieniny Lecha Wałęsy i stawił się na nich z żoną. Na uroczystości obecni też byli prominentni politycy SLD Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Borowski (wówczas już w SdPl). Wałęsa zaprosił też Aleksandra Kwaśniewskiego na obchody podpisania porozumień sierpniowych, co do żywego ubodło działaczy Solidarności. A starzy opozycjoniści mieli mu za złe słynną debatę telewizyjną z Wojciechem Jaruzelskim, twórcą stanu wojennego, podczas której Lech Wałęsa domagał się od generała, by poświadczył, iż on, Wałęsa, nigdy ani na sekundę nie był po stronie komunistycznej – co Jaruzelski potwierdził, asekurując się jednak, że nie wie o wszystkich działaniach służb.

Od miłości do nienawiści – to z kolei droga, jaką przeszedł Wałęsa w swoich relacjach z wpływowym redemptorystą o. Tadeuszem Rydzykiem. Założyciel Radia Maryja w latach 90. wspierał Lecha Wałęsę, ale w pewnym momencie oddał antenę jego przeciwnikom, którzy otwarcie mówili o agenturalnej przeszłości byłego prezydenta. To doprowadziło do zerwania wzajemnych stosunków. W 2005 r. Wałęsa poparł liberała Donalda Tuska w walce o fotel prezydenta, i to mimo zarysowanej w tamtej kampanii linii podziału na Polskę liberalną, którą reprezentował szef PO, i solidarną, na której czele ustawił się Lech Kaczyński. 

A gdy Jarosław Kaczyński w 2006 r. wygłosił w Gdańsku słynne zdanie m.in. pod adresem PO – „My stoimy tam, gdzie kiedyś, oni tam, gdzie stało ZOMO” – Lech Wałęsa stał się nie tylko solidarnościowym alibi PO, ale też młotem na braci Kaczyńskich. Okładał ich słowami, kiedy tylko miał okazję; ku uciesze polityków Platformy. W zamian, gdy ukazała się książka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, Tusk zagrzmiał, że to jest zwykła nagonka na byłego prezydenta, tym samym utwierdzając go w przekonaniu, że zaprzeczanie informacjom z archiwów IPN jest najlepszym wyjściem z sytuacji. Związek z tym środowiskiem politycznym przetrwał najdłużej. Jeszcze w październiku 2015 r., tuż przed wyborami, premier Ewa Kopacz dała się sfotografować na imieninach Wałęsy. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że politycy PO traktowali dawnego przywódcę Solidarności mocno instrumentalnie, chociażby z tego powodu, że cały związek za rządów PO-PSL rzucił się w ramiona PiS. Mimo tak wyraźnej afiliacji politycznej Lech Wałęsa na krótko w kampanii do europarlamentu wsparł politycznych konkurentów PO, czyli Libertas, z którego list startowali działacze Ligi Polskich Rodzin. Komentatorzy polityczni byli zdumieni takim obrotem sprawy, Platforma skonsternowana, a tymczasem sam zainteresowany z olimpijskim spokojem tłumaczył, że poparcie dla PO nie wyklucza poparcia dla Libertasu.

Z platformą aż po grób

Również Grzegorz Schetyna stara się wykorzystać polityczny urok Lecha Wałęsy. Pojawiły się plotki, że w zamian za to, iż były prezydent stanie po stronie Platformy Obywatelskiej, partia pomoże spłacić dług jego fundacji. Instytut Lecha Wałęsy nie jest bowiem podobno w najlepszej sytuacji finansowej. – Dam z siebie wszystko – miał zadeklarować były prezydent w październiku ubiegłego roku. I wystąpił u boku Grzegorza Schetyny na wspólnej konferencji prasowej.

– Będziemy wspólnie się angażować i pomagać panu prezydentowi, korzystając z naszych możliwości samorządowych, lokalnych w Polsce powiatowej. Chcemy mówić o Polsce obywatelskiej, o tym, jak powinien wyglądać nasz kraj po rządach PiS. Ale żeby wygrać następne wybory, musimy pracować razem, musimy wykorzystać wielki autorytet, wielką historię prezydenta Lecha Wałęsy. Będziemy to chcieli robić wspólnie – mówił Schetyna. Wtedy też Lech Wałęsa przestać udzielać się na imprezach KOD, który wspierał od momentu powstania. – Schetyna go o to poprosił – twierdzi nasz rozmówca z PO. Jednak zaangażowanie w Komitet Obrony Demokracji wróciło. Dlaczego? – Wałęsa mówił, że Schetyna potrafił go oszukać dwa razy w ciągu tygodnia. Znienawidził go i na nowo zaczął wspierać KOD – mówi nasz informator. I ciągnie: – Chce stać się liderem, który zjednoczy opozycję na marszach KOD. Powiedział, że chce, żeby jego ostatnim politycznym dokonaniem było odsunięcie Jarosława Kaczyńskiego od władzy – mówi. Lech Wałęsa uczestniczył do tej pory w kilkudziesięciu spotkaniach organizowanych przez KOD. W związku z tą aktywnością pojawiły się sugestie, że otrzymuje za to pieniądze. Adam Domiński z Instytutu Lecha Wałęsy w rozmowie z Wirtualną Polską mówił, że Instytut nie otrzymywał z tego tytułu żadnego honorarium. – Czytałem pogłoski o wynagrodzeniach, ale to nieprawda. Żadne faktury też nie były wystawiane za te spotkania. Rozmowy z sympatykami KOD odbywają się w czynie społecznym. Pan prezydent uważa, że sytuacja w kraju jest na tyle niepokojąca, że trzeba jeździć po Polsce, spotykać się z ludźmi i rozmawiać. KOD sprawnie organizuje te grupy, a audytorium jest duże i żyje sprawami publicznymi, więc Lech Wałęsa się z nimi spotyka. Ani pan prezydent, ani żadna instytucja czy firma związane z prezydentem na tym nie zarabiają – przekonywał Domiński. Po przedstawieniu ustaleń grafologów zagraniczne media skonstatowały, że Wałęsę dopadła przeszłość, przed którą chciał uciec. Jedno jest pewne: w Polsce jego współpraca z SB nadal będzie przedmiotem sporów, dopóki Wałęsę da się wykorzystywać do bieżących rozgrywek politycznych. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 6/2017
Więcej możesz przeczytać w 6/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • student IP
    Nie z prywatnych zbiorów Kiszczaka lecz ukradzionych przez Kiszczaka. Tak wcale nie mała różnica.

    Czytaj także