Nowa odsłona afery warszawskiej

Nowa odsłona afery warszawskiej

Pałac Kultury
Pałac Kultury / Źródło: Fotolia / fot. Dominiq
Złodziejska reprywatyzacja to nie tylko stolica. Gangi działają dalej w Krakowie i Łodzi. Jest to możliwe, bo Polska jest państwem słabym dla silnych i silnym dla słabych.

Jan Śpiewak

Afera reprywatyzacyjna właśnie weszła w zupełnie nową fazę. Sąd we Wrocławiu aresztował na trzy miesiące pod zarzutami korupcji i oszustwa nietypowe towarzystwo. Wśród zatrzymanych był wysoki urzędnik warszawskiego ratusza (wcześniej zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych) i jego rodzice. Tata, również urzędnik wysokiego szczebla, minister zdrowia w rządzie Marka Belki, i mama adwokat i syndyk upadłościowy. Do rodziny R. dołączył Robert N. Znany adwokat, który miał na koncie kilkadziesiąt udanych reprywatyzacji i kilka wskrzeszonych z zaświatów przedwojennych spółek. Cała czwórka brała udział w imponującym rozmachem przedsięwzięciu. Oto kilku śmiałków postanowiło przejąć za darmo publiczny grunt i postawić na nim wieżowiec. Wszystko się działo w samym centrum miasta, tuż obok Pałacu Kultury. To nie scenariusz serialu „Ekstradycja”, to współczesna Warszawa.

Układ reprywatyzacyjny

Mecenas, zdaniem prokuratury, miał wręczyć łapówkę Jakubowi R. w postaci wartego 6 mln zł udziału w ośrodku wypoczynkowym. W zamian Jakub R. wydał w 2012 r. korzystną dla niego decyzję reprywatyzacyjną. Klientom mecenasa oddał działkę pod Pałacem Kultury. Wśród klientów adwokata i beneficjentów zwrotu znalazł się były szef Okręgowej Rady Adwokackiej. Sęk w tym, że działka nie mogła podlegać reprywatyzacji, od lat 50. należała bowiem do państwa. Obywatelowi Danii, który do 1945 r. był właścicielem kamienicy, na mocy międzynarodowych umów, wypłacono odszkodowanie. Ratusz posiadał tę wiedzę przed wydaniem decyzji, bo Ministerstwo Finansów poinformowało urząd o tym, że spadkobierca znajduje się na liście osób, którym przyznano rekompensatę. Dokument jednak w tajemniczych okolicznościach „zniknął”. Były szef Okręgowej Rady Adwokackiej razem z dwoma wspólnikami kupił roszczenia do działki obok Pałacu Kultury od duńskiej rodziny. W ich imieniu Robert N. złożył wniosek i otrzymał pozytywną decyzję. Tu się jednak historia nie kończy. Po tym, gdy nastąpił „zwrot”, Hanna Gronkiewicz-Waltz sprzedała w trybie bezprzetargowym dwie sąsiadujące z nieruchomością działki. W ten sposób w tym miejscu można było wybudować wieżowiec. Grunt jest wart fortunę. Rzeczoznawcy wyceniali go na ponad 100 mln zł. Wartość nieruchomości wzrosła niepomiernie, gdy rada miasta w ostatnich dniach kadencji samorządu w 2010 r. zmieniła plan zagospodarowania tego fragmentu miasta. Z 30 m dopuszczalnej wysokości zrobiło się 230. W ten sposób działka Duńczyka stała się jednym z najdroższych gruntów w Polsce. Bezczelność tego przedsięwzięcia każe się nam zastanowić, do jakich przekrętów na warszawskich nieruchomościach dochodziło wcześniej. W tej chwili prokuratura

prowadzi ponad setkę śledztw dotyczących ok. 200 dwustu nieruchomości. Przynajmniej siedem osób ma postawione zarzuty związane z dziką reprywatyzacją. Wśród wielu spraw przewijają się ciągle te same nazwiska. Wśród nich osoby związane z polskim półświatkiem. Razem tworzą układ reprywatyzacyjny.

ANATOMIA PRZEKRĘTU

Model najprawdopodobniej był następujący. Sprawni mecenasi przedstawiali roszczenia do nieruchomości. Część była spreparowana, a część kupiona często za bezcen od prawdziwych spadkobierców. W zamian za łapówki dostawali szybko pozytywne decyzje, nawet wtedy gdy dokumenty wskazywały bezzasadność zwrotu. Informacje o spadkobiercach mecenasi również kupowali od urzędników warszawskiego ratusza. Urząd blokował zwroty prawdziwym następcom prawnym przedwojennych właścicieli, zmuszając ich do sprzedaży roszczeń wyspecjalizowanym kancelariom. Najsłynniejszym przypadkiem tego typu blokowania był Pałac Błękitny – przed wojną własność Zamoyskich. Przez lata starali się o zwrot budynku położonego vis-ą-vis warszawskiego ratusza na placu Bankowym. W końcu zdecydowali się sprzedać roszczenia, które, zdaniem urzędników, nie uprawniały ich do zwrotu. Pół roku po transakcji nowi właściciele przejęli pałacyk. Jakub R. pełnił funkcję zastępcy dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami Urzędu m.st. Warszawy. Był jedyną osobą w urzędzie upoważnioną przez Hannę Gronkiewicz-Waltz do wydawania decyzji reprywatyzacyjnych. Sytuacja była tym bardziej niecodzienna, że pełnomocnictw do wydawania decyzji reprywatyzacyjnych nie posiadał bezpośredni przełożony Jakuba R. – Marcin Bajko. Biuro Gospodarki Nieruchomościami podlegało bezpośrednio prezydent. Wcześniej nadzór nad reprywatyzacją sprawował wiceprezydent Andrzej Jakubiak, który później został przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego. Trudno uwierzyć, by tak doświadczeni urzędnicy nie dostrzegali tego, co się dzieje w podległej im jednostce. Każda decyzja Jakuba R. była warta miliony złotych. Od jego decyzji zależał również los tysięcy mieszkańców Warszawy.

UŻYTECZNI POLITYCY

Oko na to, co się działo w Warszawie, przymykała również latami prokuratura. Kilkadziesiąt powiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa wysłanych przez zrozpaczonych mieszkańców zostało zignorowanych. Szczególnie skandaliczne było zachowanie śledczych w sprawie morderstwa Jolanty Brzeskiej. Znaleziono ją spaloną w Lesie Kabackim. Jeszcze żyła, gdy palił się na niej olej. Przez dwa lata prokuratura lansowała wersję z samobójstwem. Zignorowała zupełnie fakt, że Brzeska była działaczką lokatorską i składała wnioski do prokuratury o istnieniu zorganizowanej grupy przestępczej przejmującej na masową skalę nieruchomości w stolicy. Na koniec organy ścigania umorzyły sprawę, przyznając jednak, że Brzeska została zamordowana. Wzrok odwracał urząd skarbowy. Kamienice przechodziły z rąk do rąk za ułamek wartości. Kamienicznik Marek Mossakowski przejął wartą miliony złotych kamienicę w centrum miasta za roszczenia kupione od starszej pani za kilkaset złotych. Skarbówka nigdy nie odpowiedziała na wniosek o przeprowadzenie kontroli i nałożenie domiaru podatkowego. Cieplarniane warunki dla biznesu reprywatyzacyjnego tworzyli też czołowi politycy. Wieloletni wiceminister infrastruktury Piotr Styczeń napisał do sądu wniosek wspierający starania Marka Mossakowskiego w przejęciu kamienicy na Pradze. Marek Mossakowski to właściciel kamienicy, w której mieszkała Jolanta Brzeska. Z kolei Julia Pitera pisała liczne wnioski do warszawskiego ratusza, by miasto jak najszybciej oddało fragment parku znanemuhandlarzowi roszczeń. Senator Aleksander Pociej napisał ustawę, która przekazała gigantyczne środki budżetowe na wypłatę odszkodowań, z których znaczna część trafiła do osób związanych z układem reprywatyzacyjnym. Dwukrotnie w dziwnych okolicznościach zmieniano ustawy, które umożliwiały robienie lukratywnych interesów na reprywatyzacji. W 2000 r. zmieniono ustawę o Krajowym Rejestrze Sądowym, umożliwiając fikcyjną reaktywację przedwojennych przedsiębiorstw. W 2004 r. natomiast zmieniono jedno zdanie z ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami, któreskutkowało kilkudziesięciokrotnym wzrostem wartości wypłacanych odszkodowań.

MAFIA PO POLSKU

Afera reprywatyzacyjna pokazuje wszystkie słabości naszego państwa. To państwo słabe dla silnych i silne dla słabych. Wąska elita latami uwłaszczała się na majątku publicznym. W samej Warszawie przejęto ok. 4 tys. nieruchomości i wypłacono ponad miliard złotych „odszkodowań”. Wszystkie te zwroty nie były oparte na ustawie reprywatyzacyjnej, której przecież nigdy się nie doczekaliśmy, ale na orzecznictwie sądów i indywidualnych, uznaniowych decyzjach urzędników. Taki sposób podejmowania decyzji musi tworzyć cieplarniane warunki dla korupcji i nadużyć. Ofiarami dzikiej reprywatyzacji padło kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców komunalnych budynków, którzy często nie mieli dość środków, bywalczyć ze świetnie zorganizowanym układem. Trudno uwierzyć w to, że takie rzeczy miały miejsce w stolicy europejskiego kraju! Uderza zaangażowanie w proceder przejmowania nieruchomości środowisk prawniczych. Nie mówimy tutaj o szeregowych mecenasach, ale o liderach samorządu adwokackiego i notarialnego. Roszczenia reprywatyzacyjne skupował nawet sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Ludzie, którzy mieli stać na straży najwyższych standardów etycznych i moralnych, w widowiskowy sposób zawiedli. Afera reprywatyzacyjna pokazuje, że transformacja ustrojowa w Polsce się nie skończyła. Dziesiątkom tysięcy warszawiaków odebrano prawo do elementarnego bezpieczeństwa, wydając ich na pastwę losu i mafii. Złodziejska reprywatyzacja to nie tylko stolica. Podobne gangi działały i działają dalej na ogromną skalę w Krakowie i Łodzi. W stolicy małopolski za grupą, która wyłudziła ponad setkę pożydowskich kamienic, stał lider mafii pruszkowskiej. Z komisji majątkowej, która zajmowała się nieruchomościami Kościoła, w nielegalny sposób przy pomocy byłych funkcjonariuszy SB, wyprowadzono setki milionów złotych.Polska ciągle ma ogromny problem z zorganizowaną przestępczością, która działa na styku państwa i biznesu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że mafia ma się w Polsce świetnie. Potrafi korumpować funkcjonariuszy publicznych i przejmować całe obszary funkcjonowania państwa. Jej struktura jest różna od tej, którą znamy z amerykańskich filmów. U nas raczej nie ma jednego ośrodka decyzyjnego – capi di tutti capi. Polska mafia to horyzontalne konfederacje zawiązywane do przeprowadzania przestępczych operacji na ogromną skalę. W przypadku afery reprywatyzacyjnej widać, że w odróżnieniu od naszego państwa potrafią one przeprowadzać długoterminowe i skomplikowane operacje, wymagające nawet zmian w prawie. W tym sensie Polsce ciągle bliżej do Rosji niż do Zachodu. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 6/2017
Więcej możesz przeczytać w 6/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 1

Czytaj także