Scena polityczna

Scena polityczna

Jerzy Zelnik fot. fot. Jacek Herok/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl / Źródło: Newspix.pl
W aktorach i muzykach widzimy przedstawicieli wzniosłej sztuki. Ale i oni mają poglądy, których nie zamierzają ukrywać. Często nie przebierają w słowach bardziej niż politycy.

Nie mogłem słuchać, jak Anna wychwala rządy PiS. Miałem też dość wysłuchiwania w przerwach, że w Smoleńsku doszło do zamachu i jak Rosjanie zabili Polaków – powiedział Daniel Olbrychski o przyczynach wycofania się ze spektaklu „Kwartet”, którego wystawienie planował Teatr Narodowy. Anna Chodakowska, aktorka znana ze swych prawicowych poglądów, miała bardzo skutecznie psuć krew Olbrychskiemu. – Mówiąc o Smoleńsku, Anna wprowadza się w jakiś niebywały stan. To było dla mnie nie do zniesienia – tłumaczył w rozmowie z Onetem Olbrychski, a Chodakowska nie pozostawała mu dłużna. Mówiła o rozbuchanym ego i wietrzyła naciski na Olbrychskiego ze strony innych aktorów oraz przedstawicieli środowisk twórczych, którzy otwarcie pozostawali w kontrze wobec poglądów wygłaszanych przez Chodakowską. – Uważam, że Polska idzie w dobrą stronę. A jeśli ktoś chce wychodzić na ulice z ubekami spod szyldu KOD, to jego sprawa – nie przebierała w słowach aktorka Narodowego.

Gdzie Kraków dymi dziś?

W protestach przeciwko zmianom w Trybunale Konstytucyjnym oraz przeciwko ograniczeniu dostępu mediów do pracy posłów brali udział Maja Ostaszewska, Magdalena Cielecka i Maciej Stuhr. Przeglądając profil Ostaszewskiej na FB, wiemy, że 21 stycznia aktorka broniła przyrody, m.in. domagając się ochrony żubrów przed myśliwymi, 26 grudnia fotografowała dekalog wolności, wspierając protestujących pod Sejmem, a w nocy z 16 na 17 grudnia fotografowała się z Maciejem Stuhrem, stojąc pod budynkiem parlamentu z flagą Polski w ręku. Emocje wokół grudniowych wydarzeń uaktywniły też Macieja Maleńczuka. Piosenkarz popierał demonstrację z 16 grudnia (wpis: „Warszawa rządzi dziś. Friday Night!!!! Bravo!!!! Dziś Warszawa jutro CAŁA POLSKA”), ale i sam zachęcał mieszkańców stolicy Małopolski, pytając: „Gdzie Kraków dymi dziś? Niech mnie kto oświeci. Zrobiłem kółeczko dokoła Rynku, na razie cisza”. Na Twitterze można odnaleźć też wspólne zdjęcie Maleńczuka z prof. Janem Hartmanem podczas blokady wjazdu na Wawel, kiedy miał tam przybyć prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wcześniej Maleńczuk sprzeciwiał się demonstracjom narodowców, radząc im na Facebooku: „Zróbcie sobie testy DNA, bo może jesteście ŻYDAMI”. Piosenkarz dodał też: „Gdy słyszę, że tylko WY możecie maszerować tego dnia i każdy inny marsz bezcześci to Święto, zastanawiam się, ileż to roboty będziecie mieli, żeby »oczyścić Kraj«. Trza by wyrżnąć pół Polski”. Są oczywiście niuanse, ale tych polskich aktorów, piosenkarzy i celebrytów, którzy głośno wyrażają swoje poglądy, można z grubsza podzielić na dwa obozy. Jeden zdecydowanie popiera „dobrą zmianę”, mówi o poparciu dla PiS, stawia pytania (lub wprost artykułuje tezy) o zamachu smoleńskim. 

Do tej grupy oprócz Chodakowskiej można zaliczyć też Ewę Dałkowską, Redbada Klijnstrę i Katarzynę Łaniewską-Błaszczak. Ta ostatnia przed rządami PiS nie ukrywała, że czuje wyraźny ostracyzm środowiskowy. „Nie muszę się już bać, że będę spalona w środowisku i nie dostanę żadnej roli, tak jak boją się inni. Ja już jestem spalona” – mówiła w 2013 r. w wywiadzie dla magazynu „Plus Minus”. Wraz z upływem czasu im bardziej jasne było, że PiS dojdzie do władzy, tym nastroje się coraz bardziej radykalizowały. Ujawniał się nawet skrywany dotąd rewanżyzm. Oto aktor otwarcie popierający partię Jarosława Kaczyńskiego, czyli Jerzy Zelnik, pękł przy prowokacji, którą urządzili mu Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski. W Rock Radiu podszywający się pod kadry PiS dziennikarze zapytali Zelnika, kto powinien trafić na czarną listę aktorów, którzy mieli czelność popierać PO. Ten bez wahania wskazał Olgierda Łukaszewicza i Artura Barcisia, których ówczesne poparcie dla określonych ruchów politycznych – jak na dzisiejsze standardy – było delikatne, by nie powiedzieć symboliczne. Dziś walka toczy się na całego, a jej – nomen omen – aktorzy coraz bardziej nie przebierają w słowach.

Nie wyciągać z grobu

Jedną z najbardziej aktywnych po drugiej stronie barykady jest Krystyna Janda. Aktorka co chwila udostępnia na swoim blogu lub facebookowym profilu publikacje mediów w nie najlepszym świetle stawiające obecną ekipę rządzącą – pierwszy z brzegu przykład to zamieszczona na Wprost.pl wypowiedź generała Kozieja: „Byłem załamany, widząc, jak żołnierz trzyma parasol nad Misiewiczem”. Takich publikacji w ciągu jednego dnia bywa bardzo dużo, nawet do pięciu, sześciu. Pod nimi niemal zawsze wybucha gorąca dyskusja zwolenników i przeciwników. Głosów pośrednich, wyważonych – jak na lekarstwo.

Na Facebooku aktywnie udziela się też Maciej Stuhr. Jedną z najgłośniejszych jego wypowiedzi było stwierdzenie: „Uprzejmie proszę o niewyciąganie mnie z grobu, nawet gdyby chciał tego mój brat”. Stuhr jest w społecznościówkach dla fanów prawicy wrogiem numer jeden. Powodów nie brakuje. Najpierw rola w „Pokłosiu” – dla wielu najbardziej „antypolskim” filmie. Gdy reżyser obrazu Władysław Pasikowski postanowił nie odpowiadać na zaczepki prawicowych krytyków, Stuhr wziął na siebie ciężar tłumaczenia wymowy dzieła – tym bardziej że wielu oburzonych utożsamiało go z graną przez niego postacią. Potem była gala wręczania nagród filmowych, Orłów, na której aktor miał zapowiedzieć najlepszą aktorkę drugiego planu, a zapowiedział „drugiego sortu”. Po serii żartów, nawiązujących do żołnierzy wyklętych i Lecha Wałęsy aktor powiedział: „Przepraszam, miało być poważnie, a państwo mają tu polew”, przy czym dwa ostatnie wyrazy dziwnym trafem zbiły się w jeden. Maciej Stuhr niejednokrotnie wprost ostro krytykował Jarosława Kaczyńskiego („Prezes Polski naprawdę zaczyna walczyć z memami na swój temat, stara się je przebić”), niemal zawsze jednak starał się swe wypowiedzi ubierać w formę żartu. Jego udział w manifestacjach pod Sejmem był jednak „na poważnie” i tego aktor kwitować Chodzenie na demonstracje to dziś za mało. 

Gwiazdy publikują też swoje bardzo wyraziste opinie w mediach społecznościowych zabawną pointą nie chce, za co notorycznie krytykowany jest przez prawą stronę. Podobnie jak jego ojciec. „»Żałosny aktorzyno, wracaj do kibucu«. »Jawohl, Herr Sztur!«. Wielkie polskie umysły wyraziły swoje zdanie na mój temat. Ale szybko odpadłem. Nie da się tego czytać” – mówił w Wirtualnej Polsce na temat komentarzy na swój temat Jerzy Stuhr, którego film „Obywatel” w mediach publicznych został półkownikiem. Głosem kojarzonym z grupą osób przeciwnych PiS stał się też ostatnio, spokojny zazwyczaj, Janusz Gajos. Komentując obecną sytuację polityczną, powiedział w „Gazecie Wyborczej”: „Kiedy blisko 70-letni człowiek wciela w życie marzenie, by być zbawcą narodu, zacząłem się bać” – aktor krytykował w ten sposób wypowiedź Kaczyńskiego sprzed lat, który w wywiadzie dla Teresy Torańskiej powiedział, że jego marzeniem jest zostać na starość emerytowanym zbawcą narodu. „Zwykłemu emerytowi dużo się wybacza. Wolno mu być ekscentrykiem, realizować marzenia z młodości, ale żeby na siłę zmieniać historię, uczyć dzieci i młodzież, że jest się zbawicielem, to po prostu ciary po plecach idą, jak się czasem mówi w naszym fachu” – mówił Gajos. Zaangażowanie polityczne aktorów, piosenkarzy i celebrytów nie jest domeną ostatnich lat. Dziś różnicę stanowi aktywność, która nie ogranicza się tylko do czasów wyborów samorządowych, parlamentarnych lub prezydenckich, ale pojawia się za każdym razem, gdy w kraju dzieje się coś ważnego. W 1989 r.– po pierwszych, częściowo wolnych wyborach – to przecież aktorka, Joanna Szczepkowska, ogłosiła, że w Polsce skończył się komunizm. Potem zawsze, ilekroć mieliśmy decydować, kto będzie rządził, byliśmy świadkami festiwalu uśmiechów i ściskania dłoni. Przed wyborami w 1993 r. na koncertach Maanamu

Kora mówiła „Polska jest źle rządzona przez oszołomów. Pamiętajcie – tylko UD i KLD”, zapominając, że przedstawiciele tych partii byli wówczas u władzy. Unia Demokratyczna wybory przegrała, a Kongres Liberalno-Demokratyczny Donalda Tuska nie wszedł do parlamentu. Wcześniej ludzie sztuki, ale i celebryci, zasiadali nawet w ławach poselskich i senatorskich – Andrzej Wajda i Gustaw Holoubek byli senatorami. Polityków lewicy wspierała, kandydując nawet na radną, Anja Orthodox z Closterkeller, raper Mezo poparł Marka Borowskiego, udostępniając mu na potrzebę kampanii piosenkę „Ważne”. Artyści i celebryci byli zawsze tymi, przy których blasku warto się było ogrzać. Choć, co trzeba przyznać, czasem chcieli też realizować własne ambicje i polityczne pasje – Dorota Stalińska z przekonania, a nie z chęci nabicia głosów innym, kandydowała z ramienia PSL. Ciekawym przypadkiem jest też Jerzy Fedorowicz, który w politycznych sporach (jako przedstawiciel Unii Wolności oraz PO) uczestniczy tak długo i namiętnie, że część młodszych obserwatorów mogła już zapomnieć, że to ceniony aktor zarówno teatralny, jak i filmowy.

Jak świat długi i szeroki

Zaangażowanie polskich celebrytów w politykę nie jest polskim fenomenem. W Stanach Zjednoczonych spór jest jeszcze bardziej gorący niż w Polsce. Tam ludzie kultury popierający kandydatów (albo sami będący kandydatami) zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym nikogo już nie dziwią. Taki Ronald Reagan dzięki swej popularności, charyzmie oraz poparciu Partii Republikańskiej został najpierw gubernatorem stanu Kalifornia, a potem prezydentem supermocarstwa. Co ciekawe, jeszcze jako aktor Reagan angażował się w poparcie dla demokraty Franklina D. Roosevelta. Era Reagana była dosyć grzeczna, jeśli porównamy ją z dyskusją na temat Donalda Trumpa. Może dlatego, że wraz z upływem czasu nawet najbardziej ostre środki wyrazu powszednieją i wciąż trzeba mówić coś bardziej bulwersującego niż poprzednicy? – Zagłosujcie na Hillary Clinton, a będę wam robić laskę z połykiem. Jestem w tym naprawdę dobra, zachowuję kontakt wzrokowy i połykam – powiedziała na wiecu przedwyborczym Madonna. 

Obietnica okazała się nie do końca pociągająca, bo Clinton przegrała i w ślady męża, który doskonale czuł się w Gabinecie Owalnym, nie pójdzie. Przy okazji Madonna sprowokowała republikańskich komentatorów do wytknięcia jej hipokryzji i dwulicowości. Ta sama Madonna należy przecież do kobiet, które krytykowały aktualnego prezydenta USA za seksizm i uprzedmiotowianie kobiet. Trzeba przyznać, że walka wyborcza na celebrytów w Stanach była wyjątkowo ostra. Po stronie Trumpa opowiedzieli się uchodzący za wzór męskości Clint dwa bieguny: „lewacka k...a” albo „ultrakatol faszysta”. A kiedy próbuję mówić coś innego, to słyszę: „Panie Staszczyk, niech pan tak okrakiem nie siedzi na płocie, bo to sobie, k...a, można jaja poharatać”. Orężem, które może rozładować nabrzmiałe konflikty, pozostaje śmiech. W Stanach wszyscy czekają na nowe odcinki „Saturday Night Live”, by zobaczyć, jak tym razem z Trumpa będzie się nabijać Alec Baldwin. U nas rekordy popularności bije „Ucho prezesa”, którego 1 odcinek był wyświetlony Eastwood, ale też Jon Voight, Kirstie Alley, Charlie Sheen czy zespół 3 Doors Down. Muskuły prężył emerytowany wrestler Hulk Hogan i nawet on potrafił tłumaczyć, że pod hasłem „Make America Great Again” kryje się chęć odbudowania przemysłu w takich miastach jak Dallas, Chicago czy Denver. Hillary wspierali Jay-Z, Beyoncé oraz Bradley Cooper, ale jej prawdziwą „bombą atomową” miała być Meryl Streep. Ciężko znaleźć drugą sławę, która miałaby za sobą mierzony trzema Oscarami (i 20 nominacjami) dorobek filmowy. Przed wyborami aktorka w mistrzowski sposób parodiowała Trumpa, okrutnie przedrzeźniając go i uwypuklając jego i tak przesadną mimikę. Jednak nawet jej zabrakło zwykłych argumentów. Te przyszły jej do głowy zaraz po wyborach. Podczas uroczystości wręczania Złotych Globów w poruszającym przemówieniu Streep skrytykowała Trumpa za wyśmiewanie się z niepełnosprawnego dziennikarza CNN. – Zrobiła to publicznie osoba posiadająca władzę, która w ten sposób daje wszystkim przyzwolenie na podobne zachowanie – komentowała.

Zabić śmiechem

Co ciekawe, odbiorcom nie do końca podoba się, kiedy ktoś zajmuje stanowisko pośrodku. Za „niezdecydowanie” oberwał, i to mocno, Muniek Staszczyk, wokalista zespołu T.Love, który tak mówił w wywiadzie dla Dziennika.pl: – Ludzie sami dzielą się na ponad 6,5 mln razy. To, jak Robert Górski parodiuje prezesa Kaczyńskiego, nie umknęło uwadze byłego premiera. – Widziałem dwa odcinki. Dobrze, że się śmieją, bo trzeba się śmiać. A że się śmieją ze mnie... no, tak jakby sam się wepchnąłem – skomentował Jarosław Kaczyński. Jak donosi Wprost.pl, prezes PiS zdradził też, które sceny wywołały u niego uśmiech. – Te, które dotyczą kota... Dostarczania mu ryb itd. Mleka, co jest całkowicie sprzeczne z faktami, jako że koty dorosłe mleka nie piją. Zresztą z kotem jest w ogóle wielkie nieporozumienie, bo ten rudy kot, który występuje w internecie jako mój, to nie jest mój kot – z uśmiechem skomentował Kaczyński. Jak wyjaśnił, sam ma dwa koty. – Jeden jest bury, to jest kocica, a drugi jest czarny, i to jest kot. Sam Robert Górski do sprawy podchodzi bardziej poważnie: po tym, jak jego kabaret przyczynił się do odsunięcia od władzy PO, ma się przysłużyć do kolejnej wymiany kadr. I choć nie wszyscy uznają to za dobrą zmianę, może taką formę demonstrowania poglądów będą w stanie zaakceptować wszyscy? Podobnie jak wszyscy powinni brać przykład z dwóch stołecznych teatrów: Nowego i TR Warszawa. Tu ramię w ramię pracują na scenie Ostaszewska, Cielecka i Stuhr oraz Klijnstra, Dałkowska i Lech Łotocki. Ostatnia dwójka w filmie Antoniego Krauzego „Smoleńsk” gra parę prezydencką. Można? Można. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 6/2017
Więcej możesz przeczytać w 6/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 1
  • mmmmmmmmmmmmmmmmmmmm IP
    Spostrzegawczość większości ludzi jest mizerna i nie są w stanie zauważyć, że UBeków uratowali Kaczyńscy i spółka poprzez lustrację, w której niszczy się tych, którzy z tymi Ubekami toczyli wojnę. IPN powstał po to by odwrócić uwagę od ubeków i całej PRLowskiej wierchuszki i zająć się solidarnością po to by drugi garnitur tej Solidarności mógł objąć władzę. Ubeków i całej PRlowskiej bolszewii IPN nie ruszył bo bez tołku, jak w kieracie, wałkuje Wałęsę pisząc księgi długie na miarę Lenina i od czasu do czasu innych działaczy z opozycji antykomunistycznej, jakiegoś biskupa czy księdza. Nie ma takich cudów by bezinteresownie prezes nigdy o komunistach nie mówił źle a nawet nazywał co niektórych patriotami. Nie ma takich cudów by były jakieś uzasadnione przyczyny nieujawniania dokumentów dotyczących komunistycznej władzy. Gdyby tylko PiS zrobił co takiego z ważnymi politrukami KC PZPR co zrobił z Wałęsą to błyskawicznie znalazłyby się teczki z agenturalna działalnością prezesa i spółki. Dopóki pis nie ruszy ich z imienia i nazwiska może sobie spokojnie pisać jeszcze kilka tysięcy stron o Wałęsie bardzo "rzeczowych"dzieł i przyznawać sobie za to tytuły profesorów.

    Czytaj także