Polityk: władca czy zarządca

Polityk: władca czy zarządca

Jacek Pochłopień
Jacek Pochłopień / Źródło: Wprost / Arek Markowicz
Czy politycy mają być władcami, czy menedżerami zarządzającymi określonym obszarem? Odpowiada naczelny tygodnika „Wprost” Jacek Pochłopień.

Powinni pędzić w samochodowych kolumnach z rykiem syren, czy czekać spokojnie na czerwonym świetle jak zwykli Polacy? Ostatnie wypadki drogowe prowokują do zadawania pytań. Kluczowe jest jednak następujące: czy politycy mają być funkcjonariuszami państwa, wręcz władcami, czy też swego rodzaju menedżerami zarządzającymi określonym obszarem? Powiedzmy, że ta dyskusja nie dotyczy osób pełniących bardzo szczególne funkcje i bez wątpienia uosabiających autorytet państwa: prezydenta, marszałków Sejmu oraz Senatu.

Jeśli zatem uznamy premiera, ministra albo rzecznika ministra… No, to już może przesada. W każdym razie jeśli potraktujemy wysokiego urzędnika państwowego w kategoriach „władcy”, wówczas damy mu prawo do budzącej respekt rozpędzonej eskorty. Konsekwencje takiego podejścia są szersze. Przydzielanie jakichkolwiek pieniędzy będziemy traktować z wdzięcznością, tak jakby wykładał je z własnej kieszeni, a każda wizyta będzie uroczystością z malowaniem trawy na zielono, okolicznościowymi przemówieniami oraz salutowaniem (na wszelki wypadek). W zamian jednak będziemy oczekiwali nienagannego prowadzenia się i zaczytywali na temat plotek dotyczących naszego bohatera, a także jego rodziny, do trzeciego pokolenia włącznie. Będziemy również polowali na potknięcia – w przypadku nielubianej postaci każde okaże się niezbitym dowodem na to, że jest ona kompletnym idiotą i nie nadaje się do pełnionej funkcji. Dobrze natomiast będziemy przyjmowali niekończące się codzienne debaty władców na ważne i mniej istotne tematy, nawet jeśli niezwieńczane konstruktywnymi wnioskami. W końcu nie taki jest ich cel. Debaty służą rozmowie, na takiej samej zasadzie jak podróż pociągiem skraca czas przejazdu koleją.

Jeśli jednak przyjmiemy, że nasz piastujący ważne stanowisko polityk ma być raczej zarządcą, menedżerem, wtedy sprawy zaczną wyglądać inaczej. W zasadzie nie będzie nas interesowało, jak dociera do pracy, byleby był w niej na czas i żeby nie kosztowało to podatnika zbyt wiele. Jakiekolwiek decyzje finansowe będą miały charakter zarządczy – rząd nie ma przecież, jak uczciwie zauważyła Margaret Thatcher (niby oczywiste, ale wciąż trzeba przypominać), swoich pieniędzy, lecz tylko te, które zabierze podatnikom.

Zatem urzędnik ma za zadanie rozdzielić środki finansowe, kierując się odpowiednimi kryteriami. Tylko tyle i aż tyle. Jego wizyty będą pożyteczne, bo stworzą okazje do rozmowy, dzięki czemu polityk nie będzie wzlatywał zbyt wysoko, tam, skąd nie widać codziennych problemów Polaków. W zamian nie bardzo nas będzie interesowało jego prowadzenie się, plotki na jego temat będą miały temperaturę dykteryjek o kompletnie ubranej Dodzie, a potknięcia (o ile nie nazbyt częste) będą przyjmowane jako coś normalnego. Irytowała będzie codzienna obecność w mediach: przecież nie za dyskusje menedżer pobiera pensję płaconą z naszych kieszeni. À propos kwestii finansowych. W pierwszym modelu, „władczym”, możemy płacić ministrom czy wiceministrom średnio, czyli tak jak teraz. Rekompensują im to przywileje i cały entourage władzy. W drugim – płaca powinna być wyższa dla osób piastujących kluczowe stanowiska. Łatwiejsza byłaby za to ocena ich działań. W pewnym sensie ostatnie wypadki drogowe pokazują, jak bardzo model „władcy” nie mieści się już w naszej rzeczywistości. Poza Warszawą uprzywilejowane kolumny po prostu rozbijają się na drogach.

Bliższy jest mi model polityka menedżera, choć proporcje mogą się rozkładać różnie. Inny jest charakter urzędu ministra spraw wewnętrznych, inny – cyfryzacji. Potrzebujemy menedżerów w świecie polityki, bo świat pędzi naprzód. Nie ma czasu na narady, okólniki i wytyczne. Potrzebne są szybkie decyzje, elastyczność, niestandardowe rozwiązania. W przeciwnym razie przedsiębiorczość, energia i zdolności Polaków będą marnotrawione.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2017
Artykuł został opublikowany w 8/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 13
  • hor-net.pl IP
    -- na marginesie ostatnich wydarzeń: gdybyśmy chcieli w tak hejterski i chamski sposób podejście do tematu śmierci wiceminister sprawiedliwości w rządze PO E. Kopacz i zastępcy B. Budki, jak czyni to dzisiaj „totalna opozycja”, „salon III RP” i on sam B. Budka ws. wypadku drogowego premier B. Szydło to byśmy się zapytali p. B. Budkę, czy może spojrzeć prosto w oczy rodzinie tragicznie zmarłej i czy nie ma moralnego kaca, że przyczynił się osobiście do jej śmierci? Przecież, to decyzja min. Budki o odwołaniu p. wiceminister była bezpośrednim powodem jej desperackiego kroku!
    http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/borys-budka-o-samobojstwie-moniki-zbrojewskiej/0dp1xwj
    „Monika Zbrojewska została ponad tydzień temu odwołana z funkcji wiceszefowej resortu sprawiedliwości. Powód? Łódzcy policjanci zatrzymali ją za jazdę po pijanemu. … Monika Zbrojewska w ubiegłym tygodniu miała stawić się na policji, aby usłyszeć zarzuty. Nie przyszła jednak na komisariat, a jej obrończyni przedłożyła tygodniowe zwolnienie lekarskie. W środę była wiceminister trafiła do łódzkiego szpitala na oddział intensywnej terapii – według nieoficjalnych informacji zażyła dużą dawkę leków”.
    MOŻE TO JEST JEDYNY SPOSÓB PRZEMAWIANIA DO BURAKÓW „TOTALNEJ OPOZYCJI” -- tj. MÓWIĆ ICH JĘZYKIEM!
    • Andrzej Polański, Mazowsze IP
      Szanowny Panie Redaktorze, z przykrością muszę stwierdzić, że poziom pisma pod Pańskim kierownictwem dramatycznie spadł. Wczesniejsze kierownictwo dawało możliwość wypowiadania się wszystkim opcjom światopoglądowym, dbając jednak przy tym o pewien poziom i kulturę wypowiedzi. Od kilku numerów dostrzegam zatrważającą tendencję w Pańskim Piśmie, poszukiwania jedynie "kontrowersyjnych" tematów dla lepszej sprzedawalności. Do tego zauważalny jest bardzo silny skręt w lewo, aż nazbyt zdecydowane lewo. Nie jestem myśliwym ale rolnikiem i współpracuję z kilkoma kołami łowieckimi i wydaje mi się, że znam trochę to środowisko i ich działalność. Nie wątpliwie nie dostrzegam w śród tych ludzi zadufanych w sobie, psycho- czy socjopatycznych morderców zwierząt. Dzięki nim mogę np. produkować również soję na potrzeby pseudoekologów i wegetarian, ponieważ bez odstrzału dzików i saren straty w zasiewać byłyby ogromne. Powiem że jedynie w 2006 roku, kiedy z pewnych względów ograniczono odstrzał dzików, w ciągu dosłownie jednej nocy stado dzików zniszczyło mi ponad 12 ha upraw, a w całym roku w tym rejonie ponad 60 ha. Oczywiście koła wypłaciły odszkodowania. Można mieć odmienne zdanie, jednak warto by było ono poparte merytorycznymi argumentami, natomiast to, co (niestety z waszym "błogosławieństwem") wypisuje dr hab. M. Środa to zakrawa na kpinę. Poziom wypowiedzi tej kobiety jest zastraszająco niski, a jeśli dodamy do tego apologię tak patologicznego podejścia z jakim mamy do czynienia w filmie pani Holand, to zaczynam się zastanawiać na poziomem na jakim znalazło się całe "Wprost". Ciśnie się na usta pytanie: jeżeli jest to wynikiem chęci spluralizowania obrazu świata, to dlaczego po dojściu do takiego poziomu jak u pani Środy nie dopuścicie do pisania felietonów jakiegoś miłośnika skrajnej (może nawet faszystowskiej) optyki? A poważnie dlaczego w żadnym z dotychczasowych numerów nie podjęliście trudu porozmawiania z rolnikami (a jest nas tylko ok 14 mln) i my rzeczywiście najwięcej możemy powiedzieć o aktywności myśliwych i PZŁ, czy też z samymi przedstawicielami środowiska myśliwskiego? Wydawało mi się, że żenująco nisko plasujących się intelektualnie tytułów serwujących taką optykę mamy wystarczająco i "Wprost" po kilku latach bycia pod przewodnictwem pewnego pana redaktora (mającego teraz własny tytuł) wróciło na wyższy poziom, jednak okazuje się, że po red.red. Latkowskim i Wróblewskim powracacie do poślednich wzorców. Szkoda, że ja i kilkunastu moich znajomych (z niekłamanym żalem) musimy, po raz kolejny, rozstać się z tytułem.
      • INDEP-OBSERVER IP
        na marginesie: GOEBBELSOWSKA SZKOŁA PROPAGANDY I POSTPRAWDA W BOLSZEWICKIM STYLU W WYKONANIU „KASTY SĄDOWNICZEJ”: „Szykany wobec sędziów? Prokuratura poprosiła o dowody, ale sędzia Żurek nie chciał ich ujawnić” -- m.in. tutaj:
        http://wpolityce.pl/polityka/328595-nasz-news-szykany-wobec-sedziow-prokuratura-poprosila-o-dowody-ale-sedzia-zurek-nie-chcial-ich-ujawnic
        A może by tak stowarzyszenie dziennikarzy podało do prokuratury donos ws. rozpowszechniania fake-newsów? Zresztą -- wobec takiej postawy rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa -- mam sam wątpliwości, czy za wypuszczaniem takich news-ów nie stoją służby Kremla (jak to ma miejsce wg doniesień „niezależnych” mediów zachodnich w przypadku wydarzeń w USA i UE).

        A także:
        http://wpolityce.pl/polityka/328567-skandaliczny-donos-do-ke-zmiany-w-sadownictwie-zmierzaja-do-ograniczenia-suwerennosci-sadow-a-sedziowie-sa-fizycznie-atakowani

        „Skandaliczny donos do KE: zmiany w sądownictwie zmierzają do ograniczenia suwerenności sądów, a sędziowie są fizycznie atakowani”
        A może wobec tych KŁAMSTW wystosować odpowiednią notę protestacyjną na sianie fake-newsów w stylu Kremla przez urzędnika Przedstawicielstwa UE w Polsce?
        NIE MOŻNA MILCZEĆ: TO JEST GOEBBELSOWSKA PROPAGANDA -- TAKĄ NAGONKĄ W NIEMIECKIEJ III RZESZY ROZPOCZYNANO HOLOKAUST!
        • ................................. IP
          Wyciąganie przodków ma pewne ograniczenia - bo dobrze jest wyciągnąć Tuskowi dziadka z Wehrmachtu, ale już nie dobrze jest wyciągać Kaczyńskiemu mamusi z kibucu.
          • 20_02_0217 IP
            Rząd ma zarządzać państwem a nie rządzić ludźmi! Jeżeli porównać Polskę do majątku ziemskiego to właścicielem jest społeczeństwo a rząd jest tylko ekonomem (rządcą). Za to mu się płaci a nie za mówienie społeczeństwu jak ma myśleć i co czuć! Rząd (politycy) nie jest pomazańcem Bożym głoszącym prawdy objawione i wynoszącym się ponad społeczeństwo.

            Czytaj także