Huzia na ministra

Huzia na ministra

Konstanty Radziwiłł
Konstanty Radziwiłł / Źródło: Newspix.pl / MAREK SZYBKA
Reforma służby zdrowia przygotowana przez Konstantego Radziwiłła staje się przedmiotem rozgrywki wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy.

W rządzie od dawna się mówi, że gdyby nie dobre kontakty ministra zdrowia z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, to nie utrzymałby on długo stanowiska. W czasie swojego urzędowania zaliczył sporo wpadek, w tym tę najgłośniejszą ze strajkiem pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka, na który przez kilka dni nie reagował, a pielęgniarkom zarzucał, że chodzi im tylko o kasę. Posłowie PiS mają do niego pretensje, że pozwala, aby w jego resorcie szarogęsiło się się lobby lekarsko-farmaceutyczne. Że problemy pielęgniarek i pacjentów są spychane na dalszy plan. Ostatnio w ministerstwie doszło nawet do roszad personalnych związanych z tymi zarzutami. Minister zadziwił wszystkich, twierdząc, że zagrożenie dla zdrowia związane ze smogiem jest teoretyczne, bo znacznie bardziej szkodzi styl życia, jaki preferują Polacy, czyli palenie papierosów. Ale największe pretensje są do reformy, którą zaprojektował minister Radziwiłł, dotyczącej sieci szpitali finansowanych z budżetu. Zdaniem znawców tematu niczego ona nie poprawi w służbie zdrowia, za to zagwarantuje chaos. – W kontekście strategii wyborczej to jest co najmniej zaskakujące posunięcie – mówi ironicznie Marek Balicki, polityk lewicy. – Rząd rusza z rewolucyjną zmianą w drugiej połowie kadencji, a przecież nikt nie wie, co z niej wyniknie. Była już jedna formacja, która przegrała wybory z powodu m.in. reformy służby zdrowia, czyli AWS, a PiS najwyraźniej zamierza pójść tą samą drogą.

Szpitale i co dalej

Na papierze reforma służby zdrowia wygląda pięknie. W 2018 r. zniknie Narodowy Fundusz Zdrowia, a wraz z nim składka zdrowotna. Pieniądze na leczenie będą pochodziły bezpośrednio z budżetu, dzieliły je będą urzędy wojewódzkie, każdy obywatel będzie miał prawdo do leczenia niezależnie od tego, czy płaci składki, pieniądze nie będą szły za pacjentem tylko przed nim, a już od 1 lipca miałaby wejść w życie ustawa wyznaczająca kryteria finansowania szpitali. Do czego te wszystkie zmiany mają doprowadzić? Po pierwsze do tego, że każdy będzie mógł się bezpłatnie leczyć w dobrze wyposażonym i obsadzonym fachową kadrą szpitalu. Po drugie sieć szpitali ma być bardziej racjonalna, a kolejki do specjalistów ulec skróceniu. Krytycy reformy twierdzą jednak, że oczekiwana poprawa sytuacji nie nastąpi, za to problemów może być co niemiara. Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia w rządzie PO-PSL, uważa, że reforma nie bez powodu spadała z porządku obrad Rady Ministrów. – Nawet koledzy ministra Radziwiłła z rządu mają mnóstwo wątpliwości i nie są pewni, czy planowane zmiany są należycie przygotowane – mówi. – Tak zwana sieć szpitali nie gwarantuje bezpieczeństwa pacjentom, gdyż w konsekwencji planowanej reformy dojdzie do likwidacji wielu szpitali oraz poszczególnych oddziałów. Nie jest też dobrym rozwiązaniem ograniczanie konkurencji pomiędzy szpitalami, a do tego doprowadzi wykluczenie wielu placówek z sieci i przyznanie kontraktów na cztery lata tym, które się w niej znajdą. Szpitale nie będą miały żadnej motywacji do tego, aby przyjmować więcej pacjentów, stosować nowoczesną technologię czy prowadzić inwestycje. Jarosław Sachajko (Kukiz’15) z Komisji Zdrowia dodaje, że problemy naszej służby zdrowia są związane ze zbyt małą liczbą lekarzy oraz pielęgniarek i skąpymi pieniędzmi przeznaczanymi na służbę zdrowia.

– Młodzi lekarze wyjeżdżają za granicę, średni wiek lekarza w Polsce wynosi 49,5 roku, zaś średni wiek lekarza posiadającego specjalizację wynosi 54,5 roku. Mamy najmniej lekarzy na 1000 mieszkańców w Unii Europejskiej – mówi. – Musiałby się stać cud, żeby zmniejszyły się kolejki do specjalistów, gdy nie mamy lekarzy, a jedynie sieć specjalistycznych szpitali. Marek Balicki, minister zdrowia w rządzie Marka Belki, a dziś członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie, dodaje, że największym zagrożeniem, które niesie proponowana reforma, jest to, że nikt nie wie, ile szpitali będzie spełniało arbitralnie ustalone kryteria. To może się skończyć tym, że w jednym mieście pozostaną trzy placówki, a w drugim nie będzie ani jednej. – Poza tym szpitale przez 18 lat funkcjonowały na zasadach rynkowych. Dzięki temu nauczyły się, że pieniądze idą za pacjentem, a więc trzeba się starać, żeby ten pacjent zechciał się u nich leczyć, bo to się wiązało m.in. z lepszymi pensjami czy lepszym wyposażeniem. Teraz z dnia na dzień rezygnujemy z systemu, który był motywacyjny, i nie wiadomo, czym to się skończy – mówi Balicki. Konfederacja Lewiatan wylicza, że wprowadzenie reformy zagrozi kilkuset szpitalom publicznym, głównie powiatowym, wydłużą się kolejki pacjentów w szpitalach, anulowane zostaną listy pacjentów oczekujących na planowane zabiegi, ok. 20 tys. pracowników służby zdrowia, w tym 4 tys. lekarzy, będzie musiało zmienić pracę, a szpitale prywatne upadną lub będą leczyły tylko odpłatnie. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych zwróciło się nawet o pomoc do wicepremiera Mateusza Morawieckiego, argumentując, że firmy zainwestowały ok. 6-7 mld zł w polski system ochrony zdrowia, a teraz mogą zostać wycięte z systemu, i że jest to niezgodne z pomysłami na rozwój gospodarczy kraju, który wymaga przyciągania inwestorów.

Co się stało, że się rozjechało

To, że politycy opozycji krytykują reformę służby zdrowia, nie dziwi. Opozycja ma własne pomysły, które wdrażała, gdy sama rządziła, jest więc naturalne, że zmiany jej się nie podobają. Także to, że podmioty cedurach. Wykonują je dobrze, ale nie ma to większego wpływu ani na ogólny stan ochrony zdrowia, ani na dostępność tych usług. Problemem jest za to fakt, że rynkowe funkcjonowanie szpitali, o którym mówił Balicki, było pozorne. – Wiele szpitali wyspecjalizowało się w podkręcaniu statystyk, tak żeby pacjent, który do nich trafi, więcej kosztował, przykładowo trzymało się go przez trzy dni na oddziale, choć mógłby wyjść po jednym dniu – mówi Piecha. Europoseł odrzuca też zarzut, że po reformie pogorszy się dostępność lekarzy specjalistów. 

– Zwróciłem uwagę tylko na jedno, że od momentu wejścia w życie reformy służby zdrowia aż do dzisiaj nie drgnęła proporcja nakładów na opiekę zdrowotną w stosunku działające komercyjnie w obszarze służby zdrowia kręcą nosem, jest naturalne. Ich warunki działania ulegną zmianie. Trzeba się będzie dostosować do nowych, a nie każdemu się to uda albo nie dla każdego będzie to tak lukratywne jak obecnie. Ale krytyka reformy Radziwiłła płynie też z obozu Zjednoczonej Prawicy. Przykładowo poseł PiS Andrzej Sośnierz w ubiegłym tygodniu w radiu RMF FM oznajmił, że gdyby ustawa o sieci szpitali trafiła do kosza, to byłoby to szczęśliwe zdarzenie, bo projektowana reforma pogorszy dostęp do świadczeń zdrowotnych. – To pewne jak amen w pacierzu – mówił Sośnierz. – Dlatego że jeśli jest mniej łóżek i mniej szpitali w sieci, to trudno podejrzewać, że będzie lepiej. W kręgach PiS można też usłyszeć argument, który podniósł Balicki, że zła reforma służby zdrowia może doprowadzić do przegranej obozu Zjednoczonej Prawicy w następnych wyborach parlamentarnych. Jakiś czas temu w kancelarii premiera odbyło się spotkanie posłów zajmujących się tematem zdrowia: marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, Andrzeja Sośnierza, europosła Bolesława Piechy oraz liderów partii koalicyjnych Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem. Omawiano na nim sprawę projektowanej reformy i zapadła decyzja, że reforma będzie realizowana w kształcie zaproponowanym przez ministra Radziwiłła. – A tu nagle wszystko się rozjechało – mówi polityk z kręgów rządowych. 

– Byłem na tym spotkaniu w kancelarii premiera – przyznaje Bolesław Piecha – i poznałem argumenty za i przeciw reformie. Osobiście wypowiadałem się dosyć ogólnie, bo ustawa to jedno, a rozporządzenia, które tak naprawdę są jej istotą, to drugie. Widać pewien niepokój związany z tą reformą, ale on polega na tym, że mamy stan zastany, nie najlepszy i projektowaną potężną zmianę. W takiej sytuacji zawsze pojawiają się pewne niepokoje, ale i nadzieje na poprawę sytuacji. Według Piechy obawy zgłaszają przede wszystkim prywatne szpitale, których jest dużo, ale ich potencjał liczony w łóżkach stanowi najwyżej 5 proc. całego szpitalnictwa. Te lecznice wyspecjalizowały się w określonych, dobrze wycenianych prodotknęły10 proc. szpitali i to wystarczyło, żeby media miały pożywkę na cały rok. Dziś jest mało prawdopodobne, by projekt utworzenia sieci szpitali został przyjęty na następnym posiedzeniu Rady Ministrów. A to stawia pod znakiem zapytania możliwość wdrożenia go od 1 lipca tego roku. Nasz rozmówca z kręgów rządowych nie kryje, że w rządzie jest frakcja przeciwników reformy. Są to głównie ludzie związani z Jarosławem Gowinem, który chciał, żeby ministrem zdrowia został Andrzej Sośnierz (Kaczyński, jak wiadomo, przeforsował wtedy Radziwiłła). W gronie sceptyków jest też wicepremier Morawiecki, który w sporze między prywatnymi szpitalami a ministrem zdrowia staje po stronie tych pierwszych. Nie jest więc wykluczone, że krytyka reformy służby zdrowia jest elementem do PKB – mówi.

 – Utrzymuje się ona na stałym poziomie między 4,4 a 4,7 proc. PKB. Każde zwiększenie nakładów oznaczałoby podniesienie podatków, a żaden rząd nie chciał tego zrobić, choć jednocześnie nalegał na poprawę opieki zdrowotnej. Istnienie osobnej składki na NFZ pozwalało kolejnym rządom umywać ręce od odpowiedzialności za służbę zdrowia. Każdy minister zdrowia słyszał: macie swoje środki i radźcie sobie sami. A skoro jest pieniędzy tyle, ile jest, to ich centralne wydawanie pozwoli na kontrolę np. tego, co się dzieje w szpitalnictwie, i bardziej racjonalne wydawanie środków. Poza tym zmiana systemu finansowania na budżetowy zmusi rząd do określenia priorytetów i wzięcia odpowiedzialności za służbę zdrowia. Dlatego kierunkowe zmiany uważam za słuszne. Piecha przyznaje, że wdrażanie reformy Radziwiłła może spowodować perturbacje, ale najwyżej w kilku procentach szpitali, więc nie powinno to mieć negatywnego wpływu na ocenę systemu opieki zdrowotnej. Balicki przypomina jednak, że gdy AWS wdrażało swoją reformę, to problemy rozgrywki wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy. Polska Razem Jarosława Gowina ma bowiem własne pomysły na służbę zdrowia odbiegające od pomysłów PiS. Ostatnio głośno było m.in. o sporze między wicepremierem Gowinem a ministrem Radziwiłłem na temat odpłatności za studia medyczne. Minister zdrowia jest sceptyczny wobec propozycji ministra nauki. Gdyby Radziwiłł był lepiej osadzony w PiS, a nie skazany wyłącznie na wsparcie prezesa Kaczyńskiego, a także gdyby lepiej przygotował swoją reformę, to zapewne skutecznie odparłby krytykę ze strony własnego obozu politycznego. Ale jest politycznym outsiderem, nie ma go kto bronić i to czyni go podatnym na ciosy. Dlatego musi wykazać się sprytem. – Gdy jesteś ministrem, to powinieneś mieć nie tylko plan A, ale też B i C, a także ofertę zawarcia kompromisu i w ten sposób przeforsować swoje pomysły – mówi nasz rozmówca z kręgów rządowych. – Prezes kazał go zostawić w rządzie, ale nie obroni jego reformy. Radziwiłł musi to zrobić sam. g

Co będzie zrobione?

Zasadnicze zmiany w systemie ochrony zdrowia są jednak jeszcze przed nami.

1

Od przyszłego roku ma ulec likwidacji Narodowy Fundusz Zdrowia i składka zdrowotna.

2

Służba zdrowia będzie opłacana bezpośrednio z budżetu i zmieni się filozofia finansowania placówek opieki zdrowotnej – pieniądze nie będą szły za pacjentem tylko przed nim.

3

Opieką zdrowotną zostaną objęci wszyscy obywatele. Dziś mają do tego prawo ci, którzy są ubezpieczeni i opłacają składkę zdrowotną.

4

Stworzona zostanie sieć szpitali, które będą finansowane z budżetu.

5

Minister chciałby, żeby docelowo nakłady na służbę zdrowia wzrosły do 6 proc. PKB. Dziś wynoszą 4,5 proc. PKB i na tym poziomie utrzymują się od lat.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2017
Więcej możesz przeczytać w 8/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także