Robert Korzeniowski: To się państwu spodoba

Robert Korzeniowski: To się państwu spodoba

PIERWSZĄ KSIĄŻKĄ, JAKĄ CZYTAŁ MI OJCIEC, były „Dzieci kapitana Granta” Juliusza Verne’a. To ona zapoczątkowała mój zachwyt podróżami. Od dziecka marzyłem o odkrywaniu dzikich lądów. Kiedy miałem 12, 14 lat, przeczytałem „Gdy słońce było bogiem” Zenona Kosidowskiego. Opowieści o XIX-wiecznej fascynacji odkryciami archeologicznymi w egzotycznych krajach. Wtedy zacząłem marzyć o tym, by być odkrywcą albo archeologiem. Przekopywałem wszystkie biblioteki w poszukiwaniu czegoś więcej. To bujanie w obłokach oraz czytanie i oglądanie zdjęć było czymś niesamowitym i kolorowym. Kiedy zacząłem podróżować, już jako zawodnik, odwiedziłem większość miejsc, o których czytałem, będąc chłopakiem. Z wielkim nabożeństwem dotykałem piramid czy świątyń.

INTERESUJE MNIE AMERYKA POŁUDNIOWA I UWIELBIAM TWÓRCZOŚĆ MARIO VARGASA LLOSY. Bez względu na to, gdzie wyjeżdżam, zawsze czytam książki na temat kraju, do którego jadę. Ostatnio było to „Życie po japońsku” Janiny Rubach-Kuczewskiej. Teraz nie mam tyle czasu na czytanie. Absolutnym luksusem był moment, kiedy jeździłem na trzytygodniowe zgrupowania i do walizki mogłem wrzucić trzy, cztery książki, a potem wymienić się z kolegami. Dzisiaj czekam na moment, kiedy wsiadam do pociągu lub samolotu i teoretycznie mogę na chwilę się zatrzymać, przestać odpowiadać na e-maile i przeczytać kilkadziesiąt stron.

W KWESTII MUZYCZNYCH KLIMATÓW NAJBARDZIEJ LUBIĘ ROCK I JAZZ, wybieram się na koncert Stinga. Do tej pory nie mogę zapomnieć koncertu Patricii Kaas sprzed czerech lat, śpiewała wtedy piosenki Édith Piaf w aranżacjach Abla Korzeniowskiego. Zawsze gdy jestem w podróży, staram się coś zobaczyć, czegoś posłuchać, najlepiej na żywo. Lubię też operę. Uważam, że jest ponadczasowa i świetnie opowiada o kulturach różnych narodów. Bardzo miło wspominam „Madame Butterfly” MariuszaTrelińskiego w stołecznej Operze Narodowej. Byłem na „Don Giovannim” w Wiedniu, na „Tosce” w Sydney. Nie jestem jakimś zagorzałym melomanem, po prostu to lubię.

Film ikona, który mnie absolutnie rozbraja i wciąż śmieszy, to „Jeszcze dalej niż Północ” – francuska komedia, której akcja rozgrywa się w Bergues, nieopodal którego mieszkałem. Lubię wszystko, co wyreżyserował Woody Allen, bo zawsze znajduję w jego filmach jakieś smakowite dialogi. Ciągle nie byłem na „Wołyniu” Wojciecha Smarzowskiego, na pewno wybiorę się na „Pokot” Agnieszki Holland.

Wysłuchała Magdalena Łyczko

Okładka tygodnika WPROST: 9/2017
Więcej możesz przeczytać w 9/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także