Niedyskrecje parlamentarne

Niedyskrecje parlamentarne

Niedyskrecje parlamentarne
Niedyskrecje parlamentarne

OPOS, KOS I ROPS TO NIE NA- ZWY ZNANYCH LUB TAJEMNI- CZYCH ZWIERZĄT, tylko organizacji broniących samorządów, które ostatnio powstają jak grzyby po deszczu. OPOS to Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych Wadima Tyszkiewicza, prezydenta Nowej Soli, KOS – Komitet Obrony Samorządności Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska (lepszą nazwą byłby KOZ Komitet Obrony Zapominalskich, czyli tych, którzy zapominają, ile mają mieszkań i dlatego mylą się przy wypełnianiu oświadczeń majątkowych), zaś ROPS to Ruch Obrony Polskiej Samorządności Adama Struzika, marszałka Mazowsza. Wszystkie te organizacje łączy to, że zamierzają walczyć o samorządy do ostatniej kropli krwi. – Samorząd okrawa się z kompetencji i pieniędzy metodą salami, nie zamierzamy na to pozwolić – mówi poseł PSL Piotr Zgorzelski.

WOJOWNICZY SAMORZĄ- DOWCY ZAMIERZAJĄ NAGŁA- ŚNIAĆ każdą kontrowersyjną decyzję PiS związaną z samorządami, od zmiany ordynacji, po centralizację środków.

W planach jest też wielki kongres samorządności i na koniec marsz na Sejm. – Nie poddamy się tak łatwo jak sędziowie – zapowiada Zgorzelski. To już wojna totalna czy dopiero przedbiegi?

A SKORO PRZY SAMORZĄDACH JESTEŚMY, to nie będzie referendum w sprawie przyłączenia do Warszawy 32 okolicznych gmin. Wojewoda z PiS wstrzymał wykonanie uchwały i zarazem zakazał wykonywania wszelkich czynności przygotowawczych: naboru na członków komisji wyborczych, drukowania obwieszczeń etc. To właściwie kończy sprawę z referendum. – Sprytnie to wymyślili, bo gdyby wojewoda poszedł do sądu, to mógłby przegrać i referendum by się odbyło, a PiS bał się go jak diabeł święconej wody – mówi warszawski działacz samorządowy. – A tak wykonanie uchwały zostało zawieszone, termin referendum minie i będzie po sprawie.

NIE MA ŻADNYCH SZANS, ŻEBY BARBARA STANISŁAWCZYK- -ŻYŁA pozostała na stanowisku prezesa Polskiego Radia, po tym jak wygrała konkurs i dzień później podała się do dymisji. O takiej możliwości zaczęto spekulować, gdy pojawił się apel radiowych związkowców do Rady, by pozostawiła Stanisławczyk-Żyłę na stanowisku. Nasi rozmówcy twierdzą, że list inspirowała sama pani prezes i że próbowała to zrobić już w dniu, w którym ogłosiła dymisję, tylko związkowcy na to nie poszli, bo nie rozumieli, o co chodzi. My rozumiemy doskonale, że chodziło o nacisk, by dymisja nie została przyjęta, czyli pani Stanisławczyk chciała wykonać demonstrację i zachować stanowisko. A wyszło jak wyszło. 

NIE TYLKO NIE DA SIĘ ODKRĘCIĆ DYMISJI PANI STANISŁAWCZYK, ale może ona zakończyć swoją służbę w Polskim Radiu szybciej, niż jej się wydaje. Rada Mediów Narodowych ma już wybranego człowieka na jej stanowisko. Jego nazwisko zostanie ogłoszone w czwartek i możliwe, że z marszu zacznie on rządzić firmą, nie czekając do 31 marca, kiedy to formalnie upływa wymówienie pani prezes. I tylko związkowców żal. 

DO PIS POWRÓCIŁ ARKADIUSZ MULARCZYK, syn marnotrawny, który odszedł wraz ze Zbigniewem Ziobrą do Solidarnej Polski. Mularczyk od miesięcy starał się powrócić do partii matki, o czym pisałyśmy w naszej poczytnej rubryce. Przyniósł ze sobą wkupne, czyli wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, którego celem jest podważenie wyboru sędzi Małgorzaty Gersdorf na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. – Sam to wymyślił, zaproponował prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, a teraz z jego błogosławieństwem realizuje – mówi nasz rozmówca z PiS. Gdyby było więcej uciekinierów z Prawa i Sprawiedliwości, Według naszych informacji Jarosław Kaczyński chce nie tylko zmienić ordynację w wyborach samorządowych, ale i do europarlamentu pragnących powrócić do partii, to trudno sobie wyobrazić, co by jeszcze wymyślili.

W SEJMIE MÓWI SIĘ, ŻE PRELE- GENCI, którzy występują z wykładami w Klubach Obywatelskich Platformy dostają za to wynagrodzenie. To zresztą nie powinno nikogo dziwić, bo przecież wśród zapraszanych gości są też profesorowie, którzy udzielają wykładów za pieniądze. Robert Tyszkiewicz, który koordynuje kluby, twierdzi jednak, że to nieprawda, bo prelegenci dostają jedynie zwrot kosztów za dojazd i nocleg. Czyżby Daniel Olbrychski, Jerzy Stępień, Aleksander Smolar czy Roman Kuźniar występowali na spotkaniach partyjnych tylko z sympatii do Platformy Obywatelskiej? 

WOKÓŁ JACKA SARYUSZA- -WOLSKIEGO WYBUCHŁA POTĘŻ- NA AWANTURA. Wszystko przez spekulacje, że europoseł miałby zostać kandydatem na przewodniczącego Rady Europejskiej zamiast Donalda Tuska. A wszystko wzięło się z tego, że stratedzy z PiS wymyślili, by pokazać, iż Tusk wcale nie jest takim silnym i bezalternatywnym kandydatem jak utrzymuje PO. – Umówili się, że jeden z węgierskich polityków EPP da przeciek do mediów o kandydaturze Saryusza-Wolskiego na przewodniczącego Rady Europejskiej i to miał być sygnał, że tę kandydaturę popiera również Viktor Orbán. Tymczasem premier Węgier storpedował całą intrygę, bo oficjalnie poparł kandydaturę Tuska – relacjonuje nasz informator. 

 NIE BYŁOBY JEDNAK CAŁEJ AWANTURY, GDYBY NIE WICE- MARSZAŁEK SENATU Z PIS ADAM BIELAN, który postanowił „przykryć” poparcie Orbána i mimo wszystko wrzucił do mediów informację o Saryuszu- -Wolskim. – Saryusz był wściekły, bo sprawa miała być rozegrana zupełnie inaczej. W dodatku nie mógł informacji zdementować, bo poszedł na układ z PiS – w zamian za wrzutkę o jego kandydaturze obiecano mu stanowisko szefa MSZ albo start z listy PiS do europarlamentu, a w grę wchodziło też stanowisko unijnego komisarza. Teraz boi się, że PiS nie dotrzyma słowa, a w Platformie jest spalony – relacjonuje nasz informator.

PRZECIĄGNIĘCIE NA STRONĘ PIS JACKA SARYUSZA-WOLSKIEGO ma być, zdaniem brukselskich polityków Platformy, elementem szerszego planu PiS. Mianowicie partia Jarosława Kaczyńskiego chce dokonać kilku transferów konserwatywnych polityków PO przed wyborami samorządowymi, by po pierwsze osłabić Platformę, a po drugie – zepchnąć ją do lewego narożnika.

TO NIEJEDYNY PLAN, JAKI ZRODZIŁ SIĘ W GŁOWIE PREZESA PIS. Według naszych informacji Jarosław Kaczyński chce nie tylko zmienić ordynację w wyborach samorządowych, ale i do europarlamentu. Od następnych wyborów miałaby obowiązywać jedna lista kandydatów dla całego kraju. – To dobry pomysł, bo w Polsce europosłowie, zamiast ciężko pracować w Brukseli, myślą o tym, jak zapewnić sobie poparcie w regionie – mówi były europoseł. Obecna ordynacja do Parlamentu Europejskiego nie odpowiada Jarosławowi Kaczyńskiemu równie z tego powodu, że kandydaci z dalszych miejsc mogą przeskoczyć tych na jedynkach. – Pamiętam, jak wściekły był Kaczyński, kiedy Hanna Foltyn-Kubicka z 2. miejsca na liście nie dostała się do europarlamentu, bo przeskoczył ją Marek Jurek z pozycji 5. Kaczyński nie lubi sytuacji, w której coś obieca, a to nie wyjdzie – mówi nasz rozmówca. Dlatego kolejna zmiana polegałaby na tym, że wyborcy oddawaliby głos na listę, a nie na osobę. W ten sposób żaden popularny polityk już nigdy nie przeskoczyłby nikomu nieznanego, za to zaufanego partyjnego nominanta.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2017
Więcej możesz przeczytać w 10/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1

Czytaj także