Nowy wątek ws. Amber Gold. ABW mogła wiedzieć o aferze już w 2010 roku

Nowy wątek ws. Amber Gold. ABW mogła wiedzieć o aferze już w 2010 roku

Członkowie komisji ds. Amber Gold podczas jednego z posiedzeń
Członkowie komisji ds. Amber Gold podczas jednego z posiedzeń / Źródło: Newspix.pl / Jacek Herok
We wtorek przed komisją śledczą ds. Amber Gold zeznawał były dyrektor departamentu administrowania obrotem ministerstwa gospodarki Jarosław Mąka.

Już na samym początku przesłuchania, poseł Jarosław Krajewski pokazał zdjęcie wysiedlonego budynku, w którym mieściła się siedziba Amber Gold (budynek nie nadawał się do użytku, na zdjęciu widać było powybijane szyby). Miały się tam mieścić też pomieszczenia biurowe domu składowego, znajdującego się pod nadzorem ministerstwa gospodarki. Jarosław Mąka, ówczesny dyrektor departamentu administrowania obrotem ministerstwa gospodarki, przyznał, że Marcin P., twórca Amber Gold, oszukał ministerstwo gospodarki, m.in. nie wysyłał zaświadczeń o niekaralności.

Komisja dowiedziała się od Mąki także tego, że ten więcej niż raz kontaktował się z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego ws. Amber Gold. Nastąpiło to już po wykreśleniu firmy z rejestru domów składowych, po stwierdzeniu pięciokrotnej karalności Marcina P. – Spotkanie z funkcjonariuszem ABW ws. Amber Gold było jawne.Nie zostały sporządzone żadne notatki z mojej strony, tylko wpis w kalendarzu – mówił. Przewodnicząca komisji śledczej, poseł PiS, Małgorzata Wassermann ujawniła z kolei, że komisja jest już w posiadaniu dokumentów, które potwierdzają, że ABW miało wiedzę o Amber Gold na początkowym etapie afery.

Jednocześnie, Mąka przyznał, że nie przypomina sobie, czy informował Waldemara Pawlaka (wtedy wicepremiera i ministra gospodarki) o tym, że z rejestru domów składowych wykreślono Amber Gold i Marcina P. – Nie mieliście prawa nigdy wpisać Amber Gold do rejestru domów składowych – stwierdziła wówczas Wassermann.

Czytaj także

Czytaj także