Niedyskrecje parlamentarne

Niedyskrecje parlamentarne

Witold Waszczykowski
Witold Waszczykowski / Źródło: Newspix.pl / Artur Widak

OBÓZ RZĄDOWY LIŻE RANY PO UBIEGŁOTYGODNIOWYM SZCZYCIE w Brukseli. Właśnie w związku z tym odżyły spekulacje o możliwym odwołaniu ze stanowiska Witolda Waszczykowskiego, szefa polskiej dyplomacji. – Wszyscy mają go już dość – mówi nasz rozmówca z PiS. Chodzi oczywiście o kiepskie rozegranie wyboru szefa Rady Europejskiej. – Różni ludzie, m.in. Ryszard Czarnecki, Adam Bielan czy Ryszard Legutko, podpowiadali Kaczyńskiemu, z kim można pogadać, co zrobić, żeby zadziałać w tej sprawieskutecznie. Ale realizacja tych pomysłów spadła na Waszczykowskiego. A ten, postępując z typową dla siebie gracją, zawalił wszystkie rozmowy – śmieje się nasz rozmówca.

WASZCZYKOWSKIEGO RATUJE TO, że rozpoczął starania, by Polska została niestałym członkiem rady bezpieczeństwa ONZ w latach 2018-2020 (w których to staraniach pozyskał słynny San Escobar dla Polski). Głosowanie w tej sprawie odbędzie się w maju, a więc do tego czasu Waszczykowski powinien pozostać na stanowisku. Chroni go też nacisk opozycji, bo im bardziej grzmi ona o konieczności odwołania szefa naszej dyplomacji, tym bardziej Jarosław Kaczyński na to nie pozwoli.

OPOZYCJA WYSTĄPIŁA TEŻ Z POMYSŁEM ODWOŁANIA CAŁEGO RZĄDU, co – jak wiadomo – wymaga konstruktywnego wotum nieufności, a więc przedstawienia kandydata na premiera, który mógłby powalczyć o większość na sali plenarnej. W PiS już zacierają ręce z powodu tego projektu, bo uważają, że to będzie łatwe zwycięstwo nad opozycją. – Dziś się cieszą, że wpadli na taki pomysł, a jutro będą żałować, bo dostaną porządnie po tyłku – mówi nasz rozmówca z PiS. Faktycznie coś jest na rzeczy, bo przez ostatnie półtora roku opozycja nieustannie dostawała po tyłku, ilekroć wpadła na jakiś genialny pomysł. Ale nie zawsze tak być musi.

CO BĘDZIE TERAZ Z JACKIEM SARYUSZ-WOLSKIM, który podjął się samobójczej misji rywalizacji z Donaldem Tuskiem, w wyniku czego jest dziś samotnym europosłem, pozbawionym rodziny politycznej i macierzystej partii? Jarosław Kaczyński oficjalnie powiedział, że nikt mu niczego nie obiecywał i, co ciekawsze, to samo można usłyszeć w nieoficjalnych rozmowach, więc to chyba prawda. Ale jakoś tak przez skórę czujemy, że gdy nadejdą eurowybory w 2019 r., to Saryusz-Wolski odnajdzie się na łódzkiej liście kandydatów PiS. Sytuacja będzie o tyle naturalna, że Saryusz-Wolski jest deputowanym z Łodzi, a Janusz Wojciechowski z PiS, który piastował mandat z tego miasta, w ubiegłym roku został członkiem Europejskiego Trybunału Obrachunkowego na sześcioletnią kadencję. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zastąpił go były deputowany PO.

DONALD TUSK TUŻ PRZED UBIE- GŁOTYGODNIOWYM SZCZYTEM BYŁ WIDZIANY, jak przechadzał się po brukselskich korytarzach w świetnym humorze. Jego polityczny sprzymierzeniec pytany o doskonały nastrój szefa Rady Europejskiej odparł: – Tusk to polityczne zwierzę. Lubi rozkładać na łopatki. To typ sportowca. Gdy FC Barcelona wygrała 6:1, to był bardzo zadowolony. Ale wygrana 27:1 z Kaczyńskim to dopiero jest zwycięstwo.

W RÓWNIE DOBRYM NASTROJU BYŁ PAWEŁ GRAŚ, wieloletni współpracownik Tuska, obecnie jego doradca. Pytamy naszego rozmówcę, jak były rzecznik rządu odnajduje się w brukselskiej rzeczywistości: – Zaadaptował się. Nauczył się obsługi brukselskich korkociągów. Wino jest tu tak samo dobre jak w Polsce – drwi.

POZOSTAJĄC PRZY TEMATYCE UNIJNEJ: JANUSZ KORWIN- -MIKKE zabłysnął na forum Parlamentu Europejskiego stwierdzeniem, że to naturalne, iż kobiety zarabiają mniej od mężczyzn, bo są od nich statystycznie mniejsze, mniej inteligentne i słabsze. Wypowiedź ta wywołała burzę. W samym parlamencie i nie tylko. – Spodziewam się dla niego dużej kary finansowej w Parlamencie Europejskim. Nawet do mnie pisali oburzeni przedstawiciele NGO, pytając, jak to możliwe, że w Brukseli znalazł się taki polityk. Chcieli jego usunięcia – mówi unijny polityk. I po chwili dodaje: – Dziwią mnie tak nieroztropne wypowiedzi Korwin-Mikkego, bo to bardzo inteligentny człowiek, czego dowodem jest to, że został mistrzem gry w brydża w PE. Ale politycznie jest szalony.

SŁAWOMIR NOWAK, MIŁOŚNIK DROGICH ZEGARKÓW i Pendolino, ma problemy w nowym miejscu pracy. Tak twierdzi „Super Express”. Sławomir Nowak został prezesem Ukrawtodoru, czyli Ukraińskiej Państwowej Agencji Drogowej, i przyjął tamtejsze obywatelstwo. Ukraińskie media zarzucają jednak byłemu polskiemu ministrowi transportu lenistwo. Wytykają, że rzadko przychodzi do pracy, i domagają się jego dymisji. Twierdzą, że już w listopadzie wziął sobie wolne wszystkie poniedziałki, a w grudniu do poniedziałków doszły piątki. My postanowiliśmy sprawdzić, jak jest naprawdę i zapytałyśmy o to polityka znającego kulisy otrzymania tej posady przez Nowaka. – Ukraińcy liczyli, że wraz z objęciem przez Nowaka stanowiska Polska sypnie pieniędzmi na ukraińską infrastrukturę. A że tak się nie stało, co jest oczywiste, patrząc na brak przychylności obecnego rządu do byłego ministra transportu z PO, to teraz chcą go zdyskredytować – mówi nasz informator.

I przekonuje, że Sławomir Nowak nie uchyla się od pracy.

W PORTALU TVPINFO.PL ZANO- SI SIĘ NA REWOLUCJĘ. Od naszego informatora słyszymy, że ma być prawicowym Onetem albo TVN24bis.pl. Albo oboma tymi portalami w jednym. – Ma pracować niezależnie od anteny i zamieszczać długie, autorskie teksty – mówi nasz rozmówca. Wszystko za sprawą Kuby Sufina, który kiedyś był szefem portalu TVN24.pl i postanowił przenieść swoje doświadczenia do mediów publicznych. Pomysł jednak nie wszystkim się podoba. Dlaczego? – Bo oznacza dodatkowe obowiązki, a na pokładzie jest zbyt mało rąk do pracy. Na dodatek zespół jest skonfliktowany, bo ludzie związani z „Gazetą Polską” walczą z tymi, którzy powiązani są z tygodnikiem „wSieci” i co chwilę któraś z frakcji bierze górę. Obecnie „wSieci” – wylicza nasz rozmówca. W takiej atmosferze robienie rewolucji może być faktycznie trudne.

SPORE OŻYWIENIE ZAPANO- WAŁO W SAMORZĄDACH. PO próbuje w terenie budować szerszą platformę na wybory samorządowe. Podobnie Nowoczesna. – Brałem udział w kilku rozmowach i wiem, jak to wygląda od środka – mówi nasz rozmówca związany z PO. Obie partie zabiegają o regionalne sojusze na własną rękę i chętnie zwracają się ku lewicowym samorządowcom, których jest całkiem sporo, a przy tym są do zagospodarowania, bo wielu z nich odeszło z SLD i z nikim innym się nie związali. A i ci, którzy jeszcze w Sojuszu pozostali, podobno rozglądają się, gdzie by tu czmychnąć. Zabawne jest to, że i PO, i Nowoczesna dobrze wiedzą, iż wybory samorządowe mogą wygrać tylko razem, ale i tak robią wszystko, żeby pójść do tych wyborów osobno. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 11/2017
Więcej możesz przeczytać w 11/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także