Niedyskrecje parlamentarne

Niedyskrecje parlamentarne

Ryszard Petru i Grzegorz Schetyna
Ryszard Petru i Grzegorz Schetyna / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI

PLATFORMA OBYWATELSKA ZAPREZENTOWAŁA W MINIONY PIĄTEK wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Beaty Szydło. Kandydatem na premiera został Grzegorz Schetyna, lider PO. Myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, że jest to polityczna rozgrywka z rządzącym PiS. Wotum nieufności ma na celu przede wszystkim przyszpilenie Nowoczesnej. – Postawiliśmy ich pod ścianą. Będą musieli poprzeć nasz wniosek o wotum nieufności i zagłosować za kandydaturą Schetyny. Po tym wszystkim Ryszardowi Petru trudno będzie się przebić z narracją, że jest liderem opozycji – cieszy się polityk PO.

TO, ŻE NOWOCZESNEJ AKCJA PO JEST NIE W SMAK, było wyraźnie widać, gdy politycy tej partii odpowiadali na pytania dziennikarzy we wspomnianej sprawie. Katarzyna Lubnauer, rzeczniczka prasowa Nowoczesnej, powiedziała, że jeżeli Platforma chce z Nowoczesną rozmawiać o poparciu wotum nieufności, to szef klubu PO Sławomir Neumann zna jej numer telefonu. Ale zdaje się, że nikt nie zadzwonił. Tak czy inaczej Grzegorz Schetyna premierem nie zostanie, przynajmniej nie dzięki konstruktywnemu wotum nieufności. Ale zapędzenie Ryszarda Petru do kąta ma swoją wartość.

ALE TO NIEJEDYNA AKCJA MIĘDZY PLATFORMĄ A NOWOCZESNĄ mająca na celu pokazanie Nowoczesnej, gdzie jest jej miejsce. Obie partie wiedzą, że muszą połączyć siły w przyszłorocznych wyborach samorządowych, aby pokonać PiS. Ale oczywiście kluczowe jest pytanie, na jakich warunkach się to odbędzie. Politycy PO wymyślili, że skoro Nowoczesna chce wystawić w dużych miastach swoich kandydatów na prezydentów, a Platforma swoich, to wygrać powinien ten kandydat, który będzie miał większe poparcie. – Zrobimy badania poparcia w dużych miastach i szybko się okaże, czy w Warszawie większe szanse na wygraną ma Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej czy nasza Małgorzata Kidawa-Błońska albo Rafał Trzaskowski, czy nawet Andrzej Halicki – kpi nasz informator.

W TYCH GIERKACH NIE CHODZI TYLKO O TO, żeby utrzeć nosa Ryszardowi Petru, liderowi Nowoczesnej. Nasz rozmówca twierdzi, że Grzegorz Schetyna przed wyborami samorządowymi chciałby wchłonąć Nowoczesną (oby się tylko nie zadławił). A już na pewno chciałby podyktować warunki tego, jak będą wyglądały listy wyborcze do samorządu. Już teraz wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak, a zarazem pełnomocnik partii ds. wyborów samorządowych, ogłosił kilka nazwisk kandydatów na prezydentów miast. Jego zdaniem Bogusław Sonik i Róża Thun mogą być kandydatami w Krakowie, Jarosław Wałęsa i Agnieszka Pomaska – w Gdańsku. A więc za dużo przestrzeni do dogadywania się z Nowoczesną nie pozostaje. Lewica może zaświadczyć, że stawianie potencjalnych koalicjantów przed faktami dokonanymi to jest fantastyczny sposób na działanie polityczne. Tylko kończy się potem na 4 proc. poparcia.

WŁASNĄ INICJATYWĘ SAMORZĄDOWĄ OGŁOSILI PREZYDENCI KILKU MIAST Z ZACHODU POLSKI: Szczecina, Zielonej Góry, Lubina i burmistrz Ścinawy. Inicjatywa nosi nazwę Ruch Samorządowy „Bezpartyjni” i ma być porozumieniem na czas najbliższych wyborów samorządowych. Cichaczem podśmiewają się z niej tacy wyjadacze, jak Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa od 2002 r., czy Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa, którzy uważają, że ze względu na różne potrzeby różnych samorządów nic z tej współpracy nie będzie. Ale prezydent Lubina pokazał, że jak chce, to potrafi być graczem na scenie politycznej. Skutecznie promował Pawła Kukiza na prezydenta Polski, to może i wypromuje kilku prezydentów miast.

DONALD TUSK ZADOWOLONY, ŻE PONOWNIE ZOSTAŁ SZEFEM RADY EUROPEJSKIEJ, podobno utwierdził się w przekonaniu, że powinien kandydować na prezydenta Polski w 2020 r. Zdaniem naszego rozmówcy z Brukseli związanego z PO, Tusk będzie chciał udowodnić Jarosławowi Kaczyńskiemu, że może wygrać z kandydatem PiS nie tylko w Europie, ale i w Polsce. – Po pięciu latach spędzonych w Brukseli jego kandydatura będzie miała efekt świeżości, a on sam będzie miał masę energii na czas kampanii prezydenckiej – mówi nasz rozmówca. Ale do wyborów prezydenckich są jeszcze ponad trzy lata i przez ten czas wiele się może zmienić, również w planach Tuska.

ELŻBIETA BIEŃKOWSKA, NASZA KOMISARZ W UNII EUROPEJSKIEJ, mimo że od objęcia przez nią urzędu upłynęły już prawie dwa i pół roku, wciąż nie zaadaptowała się w Brukseli – donoszą nam europosłowie PiS. Gdy tylko może, skraca tydzień pracy. Już w piątek umyka do Polski, a wraca dopiero w poniedziałek, ściągając na siebie niechęć unijnych urzędników i interesantów pragnących kontaktów z naszą komisarz. Niechętnie spotyka się też z dziennikarzami. W gronie znajomych otwarcie mówi, że praca w Brukseli jej się nie podoba. A ostatnio była nieobecna na debacie związanej z zagadnieniami, którymi się zajmuje. Według jednego z europosłów PiS, jej nieobecność została dostrzeżona przez poważnych unijnych polityków. Współczujemy Elżbiecie Bieńkowskiej, bo będzie się musiała męczyć w tej Brukseli jeszcze ponad dwa lata, za te marne 90 tys. zł miesięcznie. A przecież wiadomo, że z niewolnika nie ma pracownika.

W OBOZIE ZJEDNOCZONEJ PRAWICY JEST WIELU TAKICH, którzy przyjęliby posadę Bieńkowskiej i nie grymasili. Ale muszą poczekać do kolejnych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wtedy rząd, ciągle z PiS, zgłosi swojego kandydata na to stanowisko, a Unia będzie musiała go zaakceptować, bez względu na to, jak bardzo nie spodoba im się nominat partii rządzącej. Swoją drogą, ciekawe, jaką tekę uda się wynegocjować naszym orłom dyplomacji? W PiS już spekulują, że nowym komisarzem zostanie albo ktoś, kto zabłysnął w Parlamencie Europejskim, albo ktoś, kto spalił się w rządowych bojach. Pewne jest natomiast, że nie będzie to nikt z partii satelickich, czyli Polski Razem i Solidarnej Polski. – Bo komisarz ma być dla PiS, a nie dla koalicjantów – mówi nasz rozmówca z PiS.

W MSZ BĘDĄ CZYSTKI. Projekt „ustawy oczyszczającej” został przyjęty przez Radę Ministrów 14 marca. Zgodnie z nowelizacją ustawy przygotowanej przez Waszczykowskiego, pracę mają stracić dyplomaci, którzy mieli do czynienia ze służbami specjalnymi PRL. – Czyli mnóstwo osób. Dokonamy całkowitej rewizji ministerstwa – przekonuje nas osoba z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. I dodaje, że list Solidarności, w którym ta sprzeciwia się czystce w MSZ, nie zrobił wrażenia na kierownictwie. – Nie przejmujemy się takimi apelami – mówi nasz rozmówca. 9 marca swój list do pani premier wystosowała Solidarność działająca w MSZ. Alarmuje w nim, że zapisy projektu „mogłyby skutkować groźnym dla bezpieczeństwa i interesów Rzeczypospolitej osłabieniem, jeśli nie demontażem, służby zagranicznej RP”. Ale jeden demontaż więcej czy mniej to żadna różnica.

Okładka tygodnika WPROST: 12/2017
Więcej możesz przeczytać w 12/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także