Deweloper na zagrodzie równy wojewodzie

Deweloper na zagrodzie równy wojewodzie

JAN ŚPIEWAK

Zbliżające się wybory samorządowe to okazja do tego, żeby podsumować ostatnie 25 lat rozwoju Polski lokalnej. Samorządom udało się bardzo wiele. W dużym stopniu dzięki pomocy unijnej i okresowi długotrwałego wzrostu gospodarczego zrobiły ogromny cywilizacyjny krok naprzód. Coraz bardziej wyraźnie widać jednak, że model rozwoju, który przyjęliśmy, jest w dłuższej perspektywie nie do utrzymania: smog, wysokie ceny mieszkań, zanik przestrzeni publicznych, biedronkizacja, czyli likwidacja lokalnego handlu, godziny stracone na dojazdach, sprawiają, że samorządy mogą niedługo dojść do ściany. Praźródłem tego problemu jest całkowite wycofanie się państwa z „gry o miasto”. Jego rolę przejęli deweloperzy. 

To oni rozdają karty w samorządach. Korzystają na mętnych przepisach, braku regulacji i uznaniowości decyzji. Ale żeby robić interesy w samorządach, trzeba mieć koneksje. Znać odpowiednich ludzi. To nie przypadek, że przez rady nadzorcze i zarządy polskich firm deweloperskich przewinęło się wiele osób związanych z partiami politycznymi. Dla największych deweloperów w Polsce pracowali Barbara Blida, Józef Oleksy, Łukasz Abgarowicz czy Andrzej Halicki. W samorządach deweloperzy razem z lokalnym aparatem władzy tworzą układ, którego dziełem jest chaos przestrzenny, degradacja środowiska naturalnego i ogromne wydatki na nieracjonalnie zaprojektowaną infrastrukturę. Liczy się tylko zysk i jak najniższe koszty własne. Każda gmina prowadzi własną politykę przestrzenną. Wszystkie te udzielne księstwa chcą ściągnąć nowych mieszkańców i inwestorów. Budowa osiedli wydaje się sytuacją, w której każdy wygrywa. Samorząd, bo ma wpływy z podatków od nowych mieszkańców; deweloperzy, bo mogą bez ograniczeń realizować inwestycje. To jednak bardzo krótkowzroczne założenie. W praktyce oznacza to, że deweloperzy mogą budować wszystko wszędzie. Widać to w krajobrazie naszych miast. Tu nic do siebie nie pasuje, a każdy metr kwadratowy zieleni można zabetonować. Prawdziwy dramat rozgrywa się na przedmieściach. Powstają tam osiedla bez przystanku autobusowego, publicznej szkoły, a czasem nawet bez utwardzonych dróg i kanalizacji.

Polskim wkładem w międzynarodową myśl techniczną jest wprowadzenie nowej techniki planowania zwanej „urbanistyką łanową”. Na Zachodzie rolne działki, zanim przeznaczy się je pod zabudowę, są scalane i dzielone tak, by tworzyły racjonalną sieć ulic i przestrzeni publicznych. W Polsce nikt nie scala działek, więc buduje się wzdłuż chłopskich łanów. Tak stosunki własnościowe z XIX w. decydują o tym, jak wyglądają polskie miasta w XXI w. Rezultatem są grodzone osiedla, które stanowią komunikacyjny i społeczny koszmar. W dodatku zabudowane są tak gęsto, że każdy każdemu zagląda w okna. Rachunek za taki model rozwoju spada na nas wszystkich. Za budowę dróg, kanalizacji, szkół płaci samorząd. Często nie ma z czego, więc do rat kredytów dochodzą nam koszty prywatnych szkół i godziny spędzone w korkach. Zabudowywane są tereny zielone i kanały napowietrzające miasto. Powietrze w miastach stoi. Potęguje to problem ze smogiem. Polski chaos urbanistyczny jest efektem masowego unieważnienia peerelowskich planów zagospodarowania przestrzennego, które miało miejsce za rządów Leszka Millera. Samorządy nie zostały wówczas zobligowane do uchwalenia nowych regulacji. To na nie spadł ciężar ponoszenia kosztów budowy nowych dróg, kanalizacji, szkół czy przystanków kolejowych. Deweloperzy zostali w praktyce pozbawieni obowiązku partycypacji w kosztach rozwoju. Nie idzie to w parze z niskimi cenami mieszkań. Wręcz przeciwnie, mieszkania w Polsce są jednymi z najdroższych w Europie w stosunku do zarobków. Tak właśnie wygląda kapitalizm dla ubogich i socjalizm dla bogatych. Odwrócenie tych procesów to zadanie na pokolenia. Części zmian nie będzie się dało odwrócić. Nikt nie rozbierze osiedli postawionych w miejsce kanałów napowietrzających, wyciętych starych drzew nie zastąpią świeżo nasadzone. Miejmy nadzieję, że kampania samorządowa będzie dotyczyć tych kluczowych dla naszej codzienności spraw. Jeśli opozycja sprowadzi je do referendum przeciwko PiS, wszyscy na tym stracimy. g

JAN ŚPIEWAK – SOCJOLOG, WARSZAWSKI RADNY, AKTYWISTA MIEJSKI, LIDER STOWARZYSZENIA MIASTO JEST NASZE

Okładka tygodnika WPROST: 13/2017
Więcej możesz przeczytać w 13/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także