Polityka wychowania w biznesie

Polityka wychowania w biznesie

Kasia Tusk (fot. Michał Fludra /Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Wszyscy są dziećmi znanych polityków. Wszyscy mają na wyciągnięcie ręki dostęp do wpływów, kontaktów i pieniędzy rodziców. I wszystkich zamiast do polityki ciągnie do biznesu.

Polityczna droga mojego taty i moja droga to absolutnie dwie różne linie, które nie mają prawa się przeciąć w żadnym momencie – deklaruje zdecydowanie Zbigniew Gowin, najstarszy syn wicepremiera Jarosława Gowina. 29-latek nie poszedł w ślady ojca. Zamiast polityką zajął się biznesem. – Od zawsze chciałem się sprawdzić w roli przedsiębiorcy. Chciałem być niezależny. Sam sobie stworzyć miejsce pracy i wziąć na siebie tę odpowiedzialność – opowiada. Przez kilka lat rozkręcał w prestiżowej dzielnicy Krakowa, swojego rodzinnego miasta, ekologiczną pralnię.

Zaczął jeszcze w 2012 r. Znalazł wspólnika, który został inwestorem kapitałowym w spółce. Wszystkie inne pralnie w okolicy prały z użyciem czterochloroetylenu, rakotwórczej substancji, po użyciu której pranie brzydko pachnie. Gowin mógł każdy rodzaj odzieży prać normalnie w wodzie bez użycia silnej chemii. Był to pierwszy tego rodzaju biznes w Krakowie. Ale prosi, żeby nie przyklejać mu łatki biznesmena od pralek. Ten interes zresztą już sprzedał i wszedł w nowe technologie. Od dwóch i pół roku pracuje nad nowym projektem. Jeszcze w tym roku ma go pokazać Polakom. Marysia Belka całe życie myślała, że będzie pracować w jakiejś międzynarodowej organizacji. Córka byłego premiera i szefa NBP jest absolwentką Uniwersytetu w Genewie (historia ekonomiczna i stosunki międzynarodowe) i Birmingham (zarządzanie ekonomią publiczną i finanse). Zbierała doświadczenie w ONZ, Parlamencie Europejskim czy Narodowym Banku Kazachstanu. – Ciekawi ludzie, międzynarodowe środowisko, podróże. Fajnie się o tym wszystkim opowiada, ale dynamika w tych gmachach trochę nie odpowiadała mojemu temperamentowi. Lubię, kiedy więcej się dzieje – tłumaczy. Siedzenie za biurkiem, tworzenie raportów i analiz, które i tak później wpadały w tryby wielkiej urzędniczej machiny, nie było za bardzo ekscytujące. Wróciła do Polski, gdzie od paru lat rozkręca jednocześnie własny biznes z dziedziny nowych technologii i fundację, która prowadzi programy mentoringowe dla młodych liderów. Takich bohaterów jest więcej. Dzieci znanych polityków, które z polityką nie chcą mieć nic wspólnego. Z dala od książek telefonicznych i wpływów swoich rodziców postanowiły zająć się biznesem. Chcą udowodnić innym, ale przede wszystkim samym sobie, że sukces przychodzi wraz z ciężką pracą, a nie z nazwiskiem.

Złapać temat za jaja

– Na pomysł wpadłem w połowie 2015 r. Pamiętam, że na gdańskim lotnisku zamknięto wtedy na trzy dni pas startowy i niektóre samoloty lądowały na lotnisku w Bydgoszczy. Dostałem zadanie zorganizowania komunikacji zastępczej z Bydgoszczy do Gdańska – mówi Michał Tusk. Wynajął przewoźnika, stworzył listę pasażerów, uruchomił infolinię, gdzie osobiście informował pasażerów o tym, jak zostaną przetransportowani. Zdziwiło go, ilu ludzi dzwoniło z pytaniem, czy taki transport będzie już na stałe, czy to tylko jakaś chwilowa oferta. – Kurcze blade, skoro wszędzie stało jak wół, że to tylko komunikacja tymczasowa, a dzwoni tylu ludzi, to pomyślałem, że trzeba ten temat złapać za jaja i tak się stało – wspomina. Jeszcze wtedy syn Donalda Tuska pracował w gdańskim porcie lotniczym jako koordynator do spraw linii lotniczych. Podjął też współpracę z OLT Express, firmą oskarżonego w aferze Amber Gold Marcina P. Młody Tusk wpadł na pomysł, żeby uruchomić firmę przewozową, która podwoziłaby mieszkańców Bydgoszczy na lotnisko w Gdańsku. Jego GDNExpress działa od czerwca zeszłego roku. Wziął w leasing dwa busy, zatrudnił kilku kierowców i wykonuje osiem kursów dziennie: z bydgoskiego dworca PKS na gdańskie lotnisko. Za bilet trzeba zapłacić od 9 do 49 zł. Przez osiem miesięcy działalności zdążył przewieźć już 20 tys. osób. W firmie odpowiada za wszystko: marketing, infolinię, grafiki podróży. – Czasem w nocy dzwoni jakiś zagubiony pasażer i pyta, z jakiego przystanku odjeżdża bus, a żona bije mnie po głowie, że ciągle siedzę w pracy – mówi. Na Facebooku firma Tuska ma 4,9 gwiazdki w opiniach. Są pasażerowie, którzy narzekają, że bus im się spóźnił. Są tacy, którym było niewygodnie. – W branży transportowej trudno osiągnąć nawet 4 gwiazdki, bo wiadomo, że recenzje piszą z reguły niezadowoleni klienci. Nikt przecież nie napisze w komentarzu, że dziękuje za przewóz i że dojechał na czas – tłumaczy Michał Tusk. Mówi, że jak na razie firma rozwija się zgodnie z planem, chociaż jeszcze trochę brakuje, żeby dociągnąć do poziomu, który by go zadowalał.

Pieniądz wyostrza gust

Dobrze wystartował też biznes siostry Michała, Kasi Tusk. Założona przez nią w 2015 r. spółka MLE zajmuje się sprzedażą autorskiej kolekcji mody 30-letniej blogerki. Chociaż w firmie zasiada w fotelu prezesa i ma 51 proc. udziałów, to pomaga jej też koleżanka Joanna Lisakowska. „Jesteśmy małą, niezależnąfirmą i naszym celem jest ciągłe doskonalenie się. Nad jakością naszych limitowanych kolekcji czuwają lokalni wytwórcy. Ich wiedza pozwala nam na odnalezienie balansu między wysoką jakością a przystępną ceną” – czytamy na stronie. W internetowym sklepie można kupić sukienkę z falbaną za 379 zł albo spodnie za 299 zł. Nie jest tanio jak w odzieżowych sieciówkach, ale Kasia Tusk pisze, że ubrania są szyte przez polskich krawców. „MLE to efekt pracy warsztatu wyłącznie rodzimych zakładów krawieckich. Oprócz bawełny najlepszej jakości znajdziesz u nas między innymi jedwab i wełnę z Merynosa”. Siła modowego bloga Kasi Tusk Make Life Easier (140 tys. fanów na Facebooku, 170 tys. obserwujących na Instagramie) pomogła w wypromowaniu własnej marki. Już po pierwszym roku działalności udało się sprzedać produkty za 497 tys. zł (łączne przychody spółki wyniosły 638 tys. zł). Wyniki mogą robić wrażenie do czasu, kiedy nie spojrzymy na koszty działalności. Te wyniosły aż 606 tys. zł. Po opłaceniu podatków z biznesu zostało więc 25 tys. zł zysku netto. Kwota nie powala, ale to dobry wynik jak na pierwszy rok działalności. Kasia Tusk odmówiła nam komentarza przy okazji tego materiału, bo jak pisze: „Już od lat konsekwentnie odmawiam udzielania wywiadów”. Wyjątek zrobiła tylko przy okazji promocji swojej książki „Elementarz stylu”, którą wydała w drugiej połowie 2015 r. Powtarzała wtedy, że styl nie zależy od pieniędzy. „Pieniądze wyostrzają zarówno dobry, jak i zły gust. Styl nie polega na świeceniu metką Louis Vuitton” – mówiła w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Młoda Tuskówna pierwszą pracę zaczęła po drugiej klasie gimnazjum, kiedy Donald Tusk dopiero co założył razem z Andrzejem Olechowskim i Maciejem Płażyńskim Platformę Obywatelską. Kasia Tusk pracowała w sklepie, w barze rybnym, jako niania i w korporacji. Tłumaczy, że praca w młodym wieku pomaga sprawdzić, co naprawdę chcemy robić, uczy pokory i dyscypliny. „Moi rodzice zawsze powtarzali, że praca nas kształtuje, buduje charakter, wzbogaca. Nie tylko w wymiarze finansowym” – opowiadała o wpływie Donalda i Małgorzaty Tusków.

Biznesmeni nowej ery

Zbigniew Gowin mówi, że jego ojciec już dawno temu postawił mu wyraźną granicę. – Kiedy ruszałem z biznesem, usłyszałem od niego, że ten projekt musi się odbyć bez jego wsparcia – opowiada. Jeszcze parę lat temu trochę go irytowała ta bezkompromisowość ojca. – Im jestem starszy, tym bardziej doceniam jego postawę. Jest uczciwa i szlachetna. Przyjmuję, że tak musi być – mówi. Po tym, jak wycofał się z krakowskiej pralni, poszedł w kierunku przedsiębiorczości społecznej. To nowy trend w biznesie, gdzie przedsiębiorca oprócz tego, że ma zarabiać, chce także rozwiązać jakiś ważny problem społeczny. Projekt, nad którym obecnie pracuje, miałby też poza aspektem finansowym przynieść jakieś wymierne korzyści dla społeczeństwa. Gowin oczekuje od przedsiębiorczości jakiegoś większego sensu niż tylko zarabiania pieniędzy. – Może wyjdę na frajera czy naiwniaka, ale w przyszłości to przedsiębiorcy będą największymi społecznikami – uważa. O szczegółach projektu na razie nie mówi, aby nie zapeszyć. Podobne podejście ma Marysia Belka, która od trzech lat rozwija program oraz Fundację Mentors4Starters, której jest prezeską. Współtworzy program mentoringowy dla młodych ludzi w wieku 25-35 lat, którzy potrzebują wsparcia w karierze. 30 mentorów, a wśród nich były szef PZU Andrzej Klesyk czy była prezes PGNiG Grażyna Piotrowska-Oliwa. W trakcie kilku spotkań doradzają swoim podopiecznym, jak rozwinąć biznes, szybciej awansować w firmie albo czym zająć się po studiach. W tym roku zgłosiło się niemal 400 chętnych. Z tego do ostatniego etapu zakwalifikuje się ok. 30 osób. Kto ma szansę? – Wykształcenie czy doświadczenie zawodowe nie jest aż tak ważne. Liczy się przede wszystkim zaangażowanie pro bono, bo jeżeli oczekujesz, że ktoś zrobi coś dla ciebie za darmo, to pytanie, czy ty kiedykolwiek zrobiłeś coś dla kogoś bez pieniędzy. Odhaczenie paru bezpłatnych staży w CV nie wystarczy – tłumaczy. Tak jak korzystający z programu nie muszą płacić za udział, tak samo żadnego wynagrodzenia nie otrzymują mentorzy. – W tym programie nikt nic nie musi. Nie jest oparty na pieniądzach, tylko na zaangażowaniu i zaufaniu – mówi Belka. Ale oprócz takiej działalności społecznej ona sama jest zaangażowana już w konkretny biznes. Prowadzi spółkę Bit Evil, która pomaga przedsiębiorcom rozwinąć skrzydła w internecie. Niedawno wzięli na warsztat utalentowaną tatuatorkę. – Zbudowaliśmy jej sklep internetowy, zleciliśmy szycie bluz i koszulek z jej grafikami na nadrukach. Robimy jej marketing, prowadzimy komunikację z klientami – tłumaczy Belka. W ten sposób chce stworzyć cały katalog influencerów, czyli takich internetowych liderów opinii. Czasem sam fakt, że napiszą krótką notkę na blogu o swoim telefonie albo pokażą się na zdjęciu w jakimś fajnym ciuchu, potrafi lepiej przełożyć się na sprzedaż producenta niż inwestycja w wysokobudżetową kampanię reklamową. Inny projekt Bit Evil to portal Brand Sabbath. Ma pomóc małym blogerom zarabiać na własnych treściach. Internauci dostają dostęp do treści różnych blogów, firmy nowe miejsca, w których mogą się reklamować, a sami blogerzy narzędzie, dzięki któremu mogą zarabiać. Belka nie myśli o takich projektach tylko w kontekście krajowym. – Chcemy zadebiutować z Bit Evil na małym parkiecie warszawskiej giełdy, żeby pozyskać środki na rozwój także w innych krajach – mówi.

Nieznośny ciężar nazwiska

Na rynku NewConnect jest już biznes Jacka Olechowskiego, syna Andrzeja Olechowskiego, byłego ministra spraw zagranicznych w latach 1993-1995. Wyceniana na 52,5 mln zł spółka Mediacap, w której 39-letni Olechowski ma ponad połowę udziałów, świadczy usługi z zakresu mediów, marketingu czy reklamy online. Pracuje z największymi markami, jak Google, Danone, Hyundai czy Opel. Chociaż Olechowski to już duże dziecko, przyznaje, że nadal czuje siłę oddziaływania nazwiska jego ojca. „Wchodziłem do biznesu z nazwiskiem mojego taty i wielokrotnie byłem oceniany przez pryzmat tego nazwiska. Prawdą jest, że czasem mi to pomaga, ale prawdą jest też, że nierzadko bywa przeciwnie. Przede wszystkim wierzę, że przez 20 lat zapracowałem już na własne nazwisko” – tłumaczył w zeszłym roku na łamach miesięcznika „Press”. Zdaniem psychologa biznesu Jacka Santorskiego dzieci polityków często nie chcą iść ścieżką wydeptaną przez rodziców, bo nie chcą być na zawsze przedstawiani jako córka albo syn. Chcą na własne nazwisko zapracować sami. – Ta chęć odcięcia się od tego, co robią rodzice, wywodzi się z ich ambicji. Dzieci chcą udowodnić sobie i całemu światu, że potrafią same, dlatego angażują się w działalność na zupełnie innym polu, żeby zacząć od zera – tłumaczy Santorski. Podobnie jak dzieci polityków nie chcą za bardzo iść w ich ślady, tak samo dzieci przedsiębiorców nie chcą za bardzo przejmować po nich schedę. Z zeszłorocznych badań Instytutu Biznesu Rodzinnego wynika, że aż 70 proc. właścicieli firm rodzinnych w Polsce chciałoby przekazać swój biznes dzieciom. Ale aż 93,7 proc. dzieci przedsiębiorców zadeklarowało, że wcale nie chce przejąć firmy po rodzicach. Połowa przepytanych potencjalnych sukcesorów chciałaby zostać w biznesie. Ale chce go budować od podstaw. Według autorskiego pomysłu, a nie tego, który wykiełkował w głowie matki czy ojca. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 13/2017
Więcej możesz przeczytać w 13/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także