Człowiek, który zgubił sukces

Człowiek, który zgubił sukces

Ryszard Petru
Ryszard Petru / Źródło: Newspix.pl / fot. DAREK NOWAK / FOTONEWS
Nowoczesna Ryszarda Petru przeżywa kryzys. Część klubu chce, by na czele partii zastąpiła go Barbara Dolniak.

W Nowoczesnej rośnie niezadowolenie ze sposobu zarządzania partią przez Ryszarda Petru. W kuluarach jego parlamentarzyści mówią, że oderwał się od rzeczywistości i prowadzi ugrupowanie drogą Janusza Palikota, do wyborczej klęski. – Kilku posłów przychodzi na rozmowy do Petru. Mówią mu, że w klubie panuje chaos, że potrzeba strukturalnych zmian, a jeśli do nich nie dojdzie do wakacji, trzeba będzie zmienić szefa klubu – mówi jeden z naszych informatorów. Inny dodaje: – Suma błędów Petru jest dostrzegana w partii i dlatego robi się nerwowo.

Nadzieja elit

Nic nie zapowiadało tak drastycznego załamania się wizerunku lidera partii, której popularność właściwie zbudowana jest na jednej osobie. Gdy Ryszard Petru wiosną 2015 r. rozpoczął marsz do Sejmu, tysiące ludzie uważały go za nadzieję polskiej polityki. Podczas słynnego kongresu założycielskiego na warszawskim Torwarze ludzie ustawiali się w kolejkach, żeby wejść do środka i uczestniczyć w narodzinach nowej partii. – Teraz mówią o nim, że to nie jest facet, który przynosi sukces – mówi były polityk Platformy Paweł Piskorski. Ryszard Petru, zanim zaangażował się politycznie w tworzenie nowego ugrupowania, był uznawany za zdolnego ekonomistę. Ma jednak na koncie epizod w polityce. Na początku lat 90., jeszcze studiując w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej, był asystentem Władysława Frasyniuka, ówczesnego posła Unii Demokratycznej. – Przyszedł do mnie Petru i powiedział, że wszyscy się mnie boją, więc on chętnie zostanie moim asystentem. Został i ciężko pracował – opowiadał „Polsce The Times” Władysław Frasyniuk. Potem pod koniec lat 90. Petru został doradcą Leszka Balcerowicza, ministra finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Buzka. Od 2001 r. Petru pracował jako ekonomista. Dobrze mu się wiodło. Pracował w prestiżowych instytucjach, m.in. Banku Światowym, BRE, BPH, PKO BP, by wreszcie zostać partnerem w międzynarodowej firmie audytorskiej PwC (z tzw. wielkiej czwórki audytorów) odpowiedzialnym za polskie firmy prywatne.

Polityka okazała się jednak bardziej wymagająca od biznesu. Partia Ryszarda Petru po początkowych sukcesach złapała zadyszkę, i to ledwie po półtora roku w Sejmie. Dla Petru musi to być niekomfortowa sytuacja. Kiedy decydował się wejść do polityki, musiał sobie zdawać sprawę, że jest to droga w jedną stronę, bo trudno będzie mu wrócić na pozycję niezależnego ekonomisty. – Fakt, że nie ma powrotu do pracy, jaką wcześniej wykonywał, może potęgować u niego niepokój i tendencję do nerwowych ruchów. Czuje, że w polityce musi mu się udać – twierdzi Paweł Piskorski. Nerwowe ruchy lidera zauważają też politycy Nowoczesnej. – Jeden z posłów poszedł do Petru, żeby zachęcić go do pozyskiwania nowych ludzi z Platformy i lewicy przed wyborami samorządowymi, a on powiedział, że jeszcze nie czas, by o tym rozmawiać. Po prostu nie ma strategii na wybory – mówi nasz rozmówca z Nowoczesnej.

W regionach zwątpienie

Dodatkowo partia Ryszarda Petru może mieć problem z zapełnieniem list w wyborach samorządowych. Gdy rozmawiamy o tym z politykami Nowoczesnej, która liczy ok. 6 tys. działaczy, podczas gdy do wypełnienia list w wyborach samorządowych potrzeba ok. 50 tys. kandydatów, to słyszymy, że przecież nie ma obowiązku wystawiać list w każdej gminie. Ale w nieoficjalnych rozmowach nasi rozmówcy przyznają, że to problem.– Nie ukrywajmy, nie mamy tylu działaczy co Platforma Obywatelska – mówi polityk Nowoczesnej. Nie wszystkim w partii podoba się też pomysł Ryszarda Petru, by Nowoczesna i Platforma wystawiały własnych kandydatów na prezydentów miast, a później solidarnie popierały tych kandydatów, którzy przejdą do drugiej tury wyborów. – Nie wyobrażam sobie poparcia niektórych polityków PO, jak choćby Andrzeja Halickiego, jeśli będzie kandydował w Warszawie. Musimy to przedyskutować w klubie – mówi jeden z polityków Nowoczesnej. A Paweł Piskorski, były polityk PO, a zarazem były prezydent Warszawy, dorzuca: – To była idiotyczna propozycja. W żadnym mieście kandydat Nowoczesnej na prezydenta nie będzie miał większego poparcia niż kandydat Platformy, a więc wyjdzie na to, że partia Ryszarda Petru popiera PO. Z wizerunkowego punktu widzenia jest to fatalne dla Nowoczesnej. Znów Petru wykazał się niedoświadczeniem politycznym – mówi Piskorski. Zapał do działania opadł wśród regionalnych działaczy Nowoczesnej. – Gdy spadły sondaże, ludzie już mniej aktywnie angażują się w nasze inicjatywy – mówi zasmucony polityk Nowoczesnej. Sam lider partii zdaniem naszych rozmówców nie przejmuje się coraz częstszą krytyką ugrupowania, płynącą od zawiedzionych wyborców. – Petru oderwał się od rzeczywistości. Przyjeżdża na spotkania swoich sympatyków. Przemawia do kilkudziesięciu osób i ze spotkania wychodzi z przeświadczeniem, że przekonał salę – opowiada jeden z naszych rozmówców.

Dolniak zamiast Petru

Spadające sondaże i zbliżające się wybory samorządowe sprawiają, że w kuluarach partii zaczęło się mówić o odświeżeniu jej wizerunku. Część klubu sonduje, czy Barbara Dolniak mogłaby zastąpić Petru na czele Nowoczesnej. Dolniak jest prawniczką ze Śląska (sędzią), wdową po Grzegorzu Dolniaku, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Byłaby jedyną dziś w Sejmie kobietą przewodniczącą partii, co byłoby atutem. Oficjalnie jednak posłowie Nowoczesnej deklarują, że w partii nie ma dyskusji nad przywództwem Ryszarda Petru, bo jest ono niepodważalne. Kornelia Wróblewska, warszawska posłanka Nowoczesnej, nie wyobraża sobie zmiany na stanowisku lidera. – Pojawiają się w debacie publicznej takie głosy, że może Nowoczesna powinna np. postawić na kobiety, ale bez Ryszarda Petru to nie byłaby ta sama partia i nie wiem, czy chciałabym w niej być – zapewnia posłanka. – Ryszard wymyślił tę partię, przekonał mnie do polityki, uważam, że przez półtora roku w Sejmie nie zmienił się, nie sfiksował, woda sodowa nie uderzyła mu do głowy. To jest cały czas ten sam facet, który stawia na ludzi. Może jest jeszcze mało wyrobiony politycznie, ale każdy na początku jest mało wyrobiony, a później to się zmienia.

Za liderem twardo stoi też Katarzyna Lubnauer. – Ryszard jest naturalnym liderem, uznawanym przez wszystkich – mówi. – To on miał pomysł, który nas połączył i dzięki któremu weszliśmy do Sejmu. A Krzysztof Truskolaski przypomina, że Nowoczesna ma w nazwie Ryszarda Petru. – On mi zaimponował w 2015 r. i m.in. dla niego wstąpiłem do Nowoczesnej – mówi. – Nie słyszałem, by ktokolwiek kwestionował jego przywództwo. Witold Zembaczyński uważa, że Petru to jest lider zupełnie innego typu niż Jarosław Kaczyński czy Grzegorz Schetyna.– Nie otacza się klakierami i nie eliminuje z partii tych, którzy mają odmienne poglądy na jakieś sprawy – mówi Zembaczyński. – Może stąd wzięła się opinia, że w naszej partii toczy się jakiś wewnętrzny spór, podczas gdy jest to normalna dyskusja. Czego dotyczy? – Chyba, jak cała opozycja, spieramy się o strategię działania, o to, czy żyć bieżącymi sprawami, które narzuca PiS, i reagować na nie, czy budować swoją narrację, czyli opowiadać nasz pomysł na Polskę – mówi Zembaczyński. – Ale tłumaczenie rzeczywistości jest obowiązkiem opozycji, więc jakoś musimy to godzić.

Sondażowy zawrót głowy

Od stycznia tego roku notowania Nowoczesnej podupadły. Przestała być najpopularniejszą partią opozycyjną. Na dodatek nie tylko spadła na drugą pozycję, ale też zbliżyła się w sondażach do pozycji Kukiz’15. Jakąś pociechą może być to, że jak dotąd poparcie dla Nowoczesnej nigdy nie było mniejsze niż wynik wyborów w 2015 r. Ale przecież nie o to chodziło, żeby tkwić na 7,6 proc. poparcia, tylko żeby się rozwijać. Katarzyna Lubnauer spadki sondażowe wiąże z wyborem Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej. – Tusk jest symbolem Platformy i dlatego ta partia odebrała premię za brukselską szarżę PiS, a my pozostaliśmy trochę w cieniu. Ale pamiętajmy, że Schetyna to nie Tusk – mówi łódzka posłanka. – Moim zdaniem z upływem czasu nasze notowania będą się poprawiały, tym bardziej że ciężko pracujemy, spotykamy się z wyborcami i na tych spotkaniach dobrze odbierany jest nasz program, nasza wizja Polski. Prawda jest jednak taka, że sondażowe poparcie dla Nowoczesnej zaczęło spadać po tym, jak Ryszard Petru w trakcie okupacji sali sejmowej wyjechał na krótkie wakacje za granicę. 

Kornelia Wróblewska uważa, że krytyka za tamte wydarzenia spadła na Nowoczesną niesłusznie. – Jesteśmy młodą partią, ciężko w nas uderzyć starymi grzechami, bo ich nie mamy, dlatego wyciąga nam się rozmaite potknięcia – mówi. – Ryszard Petru to koń, który ciągnie cały wóz zwany Nowoczesną. Od czasu do czasu potrzebuje odpoczynku. Jeżeli dla kogoś Nowoczesna przestała mieć znaczenie tylko dlatego, że jeden człowiek wyjechał w nieodpowiednim momencie na dwa dni na wypoczynek, to według mnie taka osoba nie była naszym wyborcą. Ale nie wszyscy w Nowoczesnej tak uważają. Media spekulują, że kilku posłów zaczęło prowadzić własną politykę, nie koordynując swoich inicjatyw z kierownictwem partii. Wymieniani są: Grzegorz Furgo, Michał Stasiński, Marta Golbik. Golbik w rozmowie z „Wprost” zaprzecza jednak, że w partii została jedną z liderek buntu. – Nie podjęliśmy żadnych kontrowersyjnych działań bez porozumienia z kierownictwem partii – zapewnia. Ale jej koledzy nie szczędzą liderowi słów krytyki. Furgo w wywiadzie dla „Polski The Times” krytykował wyjazd Ryszarda Petru do Portugalii w czasie sejmowego protestu i mówił, że straty wizerunkowe z tego powodu są ogromne. – Widzimy też falę hejtu i spadek zaufania do naszego lidera. To zaufanie trudno mu będzie odbudować – mówił. Z kolei Michał Stasiński, pytany przez nas o sytuację w Nowoczesnej, odpowiada: – Od wielu miesięcy grupa posłów i działaczy Nowoczesnej wskazywała na konieczność zmiany strategii i sposobu zarządzania partią. Jestem wśród nich. Po kryzysie grudniowym widzimy, że formuła „partii wodzowskiej” się wyczerpała. Potrzebne są głębokie zmiany i nowy wizerunek partii w mediach. Powinni się w nich wypowiadać: Kamila Gasiuk-Pihowicz, Wadim Tyszkiewicz, Barbara Dolniak, Paweł Pudłowski, Joanna Augustynowska i wielu innych świetnych posłów, którzy mówią nie tylko o polityce, ale o merytorycznych propozycjach rozwiązywania problemów: od gospodarki po spraw osób starszych, od ekologii po miejsce Polski w Europie. Takie słowa to otwarte wotum nieufności wobec Ryszarda Petru i czytelna sugestia, by nieco usunął się w cień.

Wina platformy

Część polityków Nowoczesnej najchętniej całą winą za kłopoty własnej partii obarczyłaby Platformę Obywatelską, a konkretnie Grzegorza Schetynę. Wyraziła to otwarcie Paulina Hennig-Kloska, posłanka z Konina, która w radiu TOK FM powiedziała, że PO i PiS mają jeden cel: pozbyć się Nowoczesnej. Podobnego zdania jest Paweł Piskorski: – Schetyna ma na Nowoczesną jeden plan. Chce ją wchłonąć jak Kaczyński partię Ziobry. Jeśli partia Petru osiągnie słaby wynik w wyborach samorządowych, to będzie zdana na Platformę – mówi. Ale politycy Nowoczesnej nie są głupi i widzą co się święci. Kornelia Wróblewska uważa, że PO w kontaktach z Nowoczesną jedno mówi, a drugie robi. – PO jest od nas większa, ma dużo większe doświadczenie polityczne i na tej podstawie rości sobie prawo do dyktowania nam reguł, np. do decyzji, że to oni wystawią kandydata na prezydenta Warszawy w przyszłorocznych wyborach samorządowych – mówi. – Uważają, że to jest ich podwórko, na które mogą wpuścić innych, żeby się pogapili, ale decyzje podejmą sami. Nie ma u nich chęci do współpracy. To samo było przy wotum nieufności dla rządu. Najpierw ogłosili, że je składają i że Schetyna będzie kandydatem na premiera, a dopiero potem zaprosili wszystkich do rozmów. Wróblewska jest zdania, że głównym problemem jest Grzegorz Schetyna, bo to on blokuje współpracę z Nowoczesną. – Schetyna bardziej szkodzi PO, niż jej pomaga – przekonuje Wróblewska. – Dla dobra partii powinien się usunąć, bo jest tam wielu ciekawych, młodych ludzi, którzy byliby lepiej przyjmowani przez wyborców. Śmiejemy się, że w PiS rządzi jedna osoba, ale w PO jest tak samo. Problem w tym, że gdy partia zaczyna szukać winnych swoich kłopotów na zewnątrz, a nie wewnątrz formacji, to niczego nie poprawi w swoim działaniu. A to najkrótsza droga do zejścia ze sceny politycznej. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 14/2017
Więcej możesz przeczytać w 14/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1

Czytaj także